Jak wyglądają „miejsca nieuczesane”? Ciekawie, chociaż daleko im do ideału. Na całe szczęście. Położone gdzieś na uboczu, na zapleczu, poza utartymi szlakami, mogą pochwalić się nieszablonową urodą. W miejscach nieuczesanych turystyka jeszcze nie stała się przemysłem, a przybysz czuje się bardziej odkrywcą, niż konsumentem. Zapraszam do poznania kilku mało znanych miejsc położonych na Pomorzu i na Kujawach

Miejsca nieuczesane przyciągają mnie niczym magnes. Niełatwo o nich pisać. O uroku Polski znajdującej się poza utartymi szlakami decyduje nieuchwytna atmosfera, a nie krótsza lub dłuższa lista atrakcji. Przełożenie odczuć, klimatu, emocji na zdania i akapity, nie przychodzi mi łatwo.

Do napisania cyklu o „miejscach nieuczesanych” zainspirowała mnie idea turystyki zrównoważonej, o której możesz przeczytać w ramce poniżej.
| Idea turystyki zrównoważonej opiera się na trzech filarach – dbałości o środowisko, dbałości o mieszkańców (oni powinni czerpać zyski z turystyki) oraz dbałości o kulturę i tradycję regionu. Turystyka zrównoważona rozwija się od kilkunastu lat w krajach „starej” Unii, w Polsce stawia pierwsze nieśmiałe kroki. Turystyka zrównoważona jest rozsądną alternatywą z jednej strony dla turystyki masowej, która przyciąga tłumy, a z drugiej strony dla turystyki ekologicznej, która zakłada wyrugowanie człowieka z przyrody. |
Ruszajmy więc na pierwszy odcinek szlaku przebiegający przez pięć „nieuczesanych” miejsc położonych na Pomorzu i Kujawach.
Śladami Mennonitów na Żuławach
Mennonici, to religia stanowiąca odłam anabaptyzmu, w której chrzest przyjmuje się w wieku dorosłym. Członkowie tego wyznania nie mogą sprawować urzędów, ani brać udziału w wojnach. Prześladowani w Europie Zachodniej, emigrowali w XVI wieku do kraju bardzo tolerancyjnego religijnie, jakim była ówczesna Rzeczpospolita. Tak, był taki okres w naszej historii, chociaż dziwnie mało się nim chwalimy.

Mennonici pomogli zagospodarować Żuławy, zdewastowane po wielkich powodziach. Ich polska historia zakończyła się definitywnie w 1945 r., gdy razem z Niemcami zostali wysiedleni do RFN. Pozostało po nich kilka świątyń, zrujnowane cmentarze oraz charakterystyczne, ogromne chałupy podcieniowe. Podobno nie tylko Mennonici je wznosili, ale zwyczajowe przyjęło nazywać się je mennonickimi. Jest ich niewiele, przeważnie w kiepskim stanie technicznym i rozrzucone po całym terenie Żuław, ale warto je odszukać, gdyż są to obiekty niepowtarzalne w naszym krajobrazie.

Płaskie niczym stół Żuławy przecina gęsta siatka kanałów i cieków wodnych. Nic dziwnego, przecież są to poldery i tereny zalewowe. Niemal na każdym kroku natkniemy się na urządzenia hydrotechniczne. Mnie najbardziej spodobały się mosty zwodzone i obrotowe.

Przy okazji pobytu na Żuławach polecam wizytę w trzech miejscach. Wypad na Mierzeję Wiślaną w okolice Przebrna i odszukanie w tamtych lasach śladów granicy z Wolnym Miastem Gdańsk (zachowało się kilka słupków granicznych), odwiedzenie Raczek Elbląskich, oficjalnie najniższego punktu w Polsce (1,8 m p.p.m) chociaż podobno na Żuławach można znaleźć depresje przekraczające 2 m p.p.m.; oraz przespacerowanie się na wieżę widokową nad Jeziorem Druzno pod Elblągiem. Druzno jest jednym z dwóch jezior deltowych w Polsce i zostało objęte ochroną przyrody jako rezerwat. Można nad nim obserwować wiele gatunków cennych ptaków. Nam w wycieczce nad Druzno towarzyszył kudłaty piesek, który wybiegł z jakiegoś podwórka, przeszedł cały szlak do wieży, wlazł po schodach na górny poziom widokowy, a potem odprowadził do granic swojego gospodarstwa.
Pierwsza z atrakcji może już być nieaktualne, po rozpoczęciu prac nad przekopem Mierzei Wiślanej…

Tramwaj i mur spichlerzy w Grudziądzu
Co robi w tym zestawieniu miasto, które liczy sobie prawie 100 tysięcy mieszkańców, czyli do maluchów nie należy? Mimo swoje wielkości i dużej ilości zabytków leży poza utartymi szlakami. W Grudziądzu urzekł mnie niesamowity widok, jaki roztacza się na spichlerze od strony Wisły oraz kompaktowa starówka, przez którą z piskiem i zgrzytem kół przedziera się tramwaj. Obrazek niczym z Porto czy Lizbony.
Nie mam pojęcia dlaczego Grudziądz znajduje się poza głównymi szlakami turystycznymi. Polecam zwiedzanie miasta w godzinach popołudniowych, wtedy najlepiej oświetlony jest długi mur spichlerzy ciągnący się wzdłuż Wisły. Nigdzie w Polsce nie znajdziesz podobnego miejsca.

Na przejście starówki od Bramy Wodnej, do bazyliki św. Mikołaja, a potem dalej do odrestaurowanej wieży Klimek (niestety, gdy byłem ostatni raz dopiero zaczynano jej odbudowę) wystarczy godzina, ale po co się aż tak śpieszyć? Zawsze gdy jestem w Grudziądzu lubię spędzić choć parę chwil w kawiarni „Kontynenty” – jest to jeden z niewielu lokali w Polsce, do których mam ogromny sentyment i bez wahania polecam innym.

Chełmno – miasto zakochanych
Chełmno poznałem przez przypadek. Wracałem z nad morza i blisko Torunia na wzgórzu dostrzegłem nieznane mi miasto. Spontanicznie włączyłem kierunkowskaz, zjechałem z trasy i wkrótce poczułem się jak przeniesiony w czasie… W Chełmnie łatwo wczuć się w średniowieczny klimat miasta.

Przed wiekami był to znaczący ośrodek, a prawo chełmińskie posłużyło do lokacji wielu miast. Jednak Chełmno szybko straciło znaczenie na rzecz dynamicznie rozwijającego się Torunia i na zawsze zostało zepchnięte na boczny tor historii. Dzięki temu, nikt nie miał interesu, aby cokolwiek tu zmieniać, nikt też nie zamierzał niczego burzyć.
Mimo wszystko nie mogę pojąć, jak miasto w którym jest sześć gotyckich kościołów, piękny renesansowy ratusz, mury obronne i mnóstwo innych cennych zabytków, może tkwić na peryferiach ruchu turystycznego w Polsce.
Wizytę w Chełmnie warto połączyć ze zwiedzaniem najbliższych okolic. Proponuję pojechać na wzgórze Kałdus (św. Wawrzyńca). Jest to pierwotne miejsce lokacji miasta obecnie świetny punkt widokowy na dolinę Wisły. Więcej o Chełmnie przeczytasz w artykule o mieście św.Walentego.

Wędrujące miasto Nieszawa
Czy miasta mogą wędrować? Okazuje się, że tak. W Średniowieczu przenoszono miasta z różnych względów – przeważnie pierwotna lokalizacja okazywała się niefortunna lub uniemożliwiała dalszy rozwój miasta. Tak było chociażby w przypadku Łęczycy czy Łomży. Jednak niektóre miasta miały wyjątkowy dar do dalekich „wędrówek”, największy chyba Nieszawa.

Pierwszą Nieszawę wznieśli Krzyżacy na terenie dzisiejszej wsi Mała Nieszawka – ok. 4 kilometrów w dół Wisły od Torunia. Po klęsce pod Grunwaldem Zakon został zmuszony do zburzenia zamku, a miejscowość została przeniesiona naprzeciwko Torunia, w miejsce, gdzie obecnie znajdują się ruiny Zamku Dybowskiego. Nieszawa miała stanowić konkurencję dla krzyżackiego Torunia i nieźle się ze swojego zadania wywiązywała. Wielka historia dotarła do Nieszawy w 1454 r., gdy tuż przed wybuchem wojny 13-letniej król Kazimierz Jagiellończyk nadał szlachcie przywilej, który zakazywał nakładania nowych podatków bez zgody sejmików szlacheckich.
Po zakończeniu zwycięskiej wojny Toruń znalazł się w granicach Rzeczpospolitej, a zawistni mieszczanie toruńscy wymogli na królu zburzenie Nieszawy i przeniesienie jej 30 kilometrów w górę Wisły na miejsce, w którym wreszcie osiadła na stałe. Początkowo całkiem nieźle prosperowała dzięki położeniu tuż obok przeprawie promowej, ale wraz z potopem szwedzkim zaczął się ostateczny upadek Nieszawy.
Dzisiaj to wyłącznie senne, niewielkie miasteczko malowniczo położone nad Wisłą, a jedynym zabytkiem pamiętającym czasy dawnej świetności jest późnogotycki kościół św. Jadwigi. Jednak to nie kościół, a prom stanowi o wyjątkowości Nieszawy. Nie ma drugiego podobnego w Polsce. Został zbudowany po II wojnie światowej w Sandomierzu, jako prototyp. Dzięki napędowi bocznokołowemu i jaskrawym kolorom przypomina dawne statki pływające po Missisipi.

Kurhany na Kujawach poza utartymi szlakami
Na ziemiach polskich można znaleźć ślady występowania naprawdę starych kultur. W okolicach Izbicy Kujawskiej (W Sarnowie, Gaju i Wietrzychowicach) zachowały się cmentarzyska składające się z przedziwnych kurhanów. Pochodzą sprzed 5500 lat (starsze niż piramidy) i są zaliczane do neolitycznej kultury pucharów lejkowatych. Tej samej, która odpowiada za stworzenie Stonehenge.
Kurhany swoim kształtem przypominają ogromną dżdżownicę. U szczytu wysokie na 2 metry, stopniowo obniżają się do 80 cm. Osiągają długość do 100 metrów. Największe zaskoczenie budzi fakt, że w grobowcach odkryto zwłoki dwóch osób, które przeszły udaną operację trepanacji czaszki. W czasach, gdy jedynym dostępnym narzędziem był gładzony kamień!

Podsumowanie – poza utartymi szlakami
Zapewne takich miejsc położonych poza utartymi szlakami na Pomorzu i Kujawach można spotkać znacznie więcej niż pięć. Pokazałem wam tylko te, które dla mnie są w jakiś sposób wyjątkowe, niepowtarzalne. Mam nadzieję, że w komentarzach pochwalicie się swoimi odkryciami z Pomorza lub Kujaw lub zaproponujecie coś do następnych odcinków cyklu (z innych regionów)?






Nas zachwyciły Radzyń Chełmiński z zamkiem krzyżackim i miejscowość Zamek Bierzgłowski z klasztorem do zwiedzania.
Grudziądz kojarzy mi się niezbyt sympatycznie, bo tam mój mąż był w wojsku i tam na dworcu zastał mnie stan wojenny.
Budowle mennonickie bardzo mi sie podobają, choć nie widziałam na żywo. Zdarzało mi sie natomiast pływać promami przez jeziora, fajna sprawa 🙂
Radzyń Chełmiński jest dość znany, natomiast mało kto wie o Zamku Bierzgłowskim. Byłem tam tylko przez chwilę i wiele lat temu, więc niewiele pamiętam…
Jezioro Druzno to przepiękne miejsce. Byłam w sierpniu, kiedy roślinność jest najbardziej bujna, ptaków było sporo. Jezioro wyglądało jak niebieskozielona zupa. To jedno z miejsc, do których chce się wracać.
W sierpniu pewnie najmniej widać ptaki, ale słyszałem, że jesienią, gdy zlatują się gęsi jest przepiękne widowisko
A dlaczego do Rzeczpospolitej emigrowało tyle ludzi pochodzenia żydowskiego? Bo właśnie byliśmy najbardziej tolerancyjnym krajem, który dawał obcokrajowcom przywilejów. A teraz…
O Chełmnie już właśnie też słyszałam, że to urocze miasteczko 🙂
No właśnie, co się stało z tą naszą tolerancją?
Chełmno można zwiedzić przy okazji wizyty w Toruniu, można zrealizować 2 w 1 🙂
chyba zniknęła gdzieś w okolicach II wojny światowej….
A Chełmno! Może się uda niebawem 🙂
Mam nadzieję, że nie będziesz rozczarowana Chełmnem 🙂
Spichlerze w Grudziądzu robią wrażenie. Fajny pomysł na cykl. Będę z niecierpliwością wyczekiwać nowych wpisów z nowymi nieznanymi mi miejscami 🙂
Będę się starał raz w miesiącu publikować jeden odcinek cyklu, mam nadzieję, że uda mi się dotrzymać słowa 🙂
ja dwa lata temu trochę niechcący zwiedziłam Podlasie niestandardowym szlakiem i czułam się.. nieuczesana 😉
nigdy nie słyszałam o wędrującym mieście, chciałabym odwiedzić Nieszawę 🙂
a te kurhany znam pośrednio dzięki mojej koleżance, studentce archeologii.
ciekawe miejsca, dzięki za tę wycieczkę.
Podlasie ma wiele takich „nieuczesanych” miejsc.
Te Kurhany są naprawdę niesamowite, a z drugiej strony prawie nikt o nich nie wie. Podobno część cmentarzysk została zniszczona…
…a studenci archeologii do dziś odkopują intersujące przedmioty w tamtych okolicach 😉
Szczerze mówiąc, to tym studentom trochę zazdroszczę. Pamiętam jak jeździłem na obozy archeologiczne (chociaż archeologii nie studiowałem), bardzo podobał mi się taka praca. Tylko płacili marnie 🙁
Turystyka zrównoważona -nie słyszałam wcześniej tego określenia. Nie wypowiem się na temat tych regionów, bo preferujemy południe Polski, przede wszystkim z racji odległości. Ale z ciekawością przeczytałam. Myślę, że takim nieuczesanym miejscem są okolice Dzietrzników, ale te znasz 🙂
Dzietrzniki leżą prawie w Załęczańskim Parku, to znam 🙂 O południowej Polsce też będę pisał, bo też tam częściej jeżdżę 🙂
Przez chwilę czułam się, jak z powrotem na studiach, przypominając sobie definicję turystyki zrównoważonej 😉
A miejsca zachwycające, nasz kraj ma w sobie jeszcze tyle dla mnie do odkrycia i zobaczenia, ze wcale nie nęcą mnie zagraniczne wyjazdy.
Zrobiłem sobie ostatnio listę, gdzie chciałbym w Polsce pojechać, tak na teraz, na już – to chyba by mnie z pół roku w domu nie było 🙂 Polska, tak jak piszesz,ma bardzo dużo do zaoferowania, tylko niewielu to dostrzega…
Przeczytałam i obejrzałam z zainteresowaniem, bo to tereny, które bardzo słabo znam. Owszem, te główne atrakcje turystyczne Pomorza i Kujaw tak, ale te o których tu piszesz…no nie, absolutnie do uzupełnienia. A Grudziądz jakoś zawsze omijałam… jest własnie taki – poza trasą.
W Grudziądzu można spokojnie spędzić cały dzień i się nie nudzić. Wokół są bardzo ciekawe tereny, ale to wszystko tak poza szlakami…
Hegemonie, musisz być szczęśliwym człowiekiem.. ot tak jedziesz sobie, widzisz coś ciekawego, włączasz kierunkowskaz i już… Niby nic takiego, a jednak zazdroszczę takiej spontaniczności.
Ja jestem tylko w drodze spontaniczny, ale chyba dlatego, że jestem nastawiony na zwiedzanie, a nie na szybkie dotarcie do celu 🙂
Zaciekawiłeś mnie tym Grudziądzem. Miasto dość spore, a jednak mało znane. Nigdy tam nie byłem, a jedyne co kojarzy mi się z tym miastem to klub żużlowy.
Fajnie wyglądają te tramwaje w centrum miasta. Są tam regularne linie tramwajowe?
Pozdrawiam 🙂
Jest tam regularna linia tramwajowa. Fajnie wygląda, gdy tramwaj przedziera się przez starówkę, szczególnie po zmroku. I absolutnie nie mam pojęcia dlaczego tak ciekawe miasto, znajduje się poza szlakami…
Mnie też to dziwi, bo Grudziądz ma świetne położenie. Tuż obok autostrady A1 i niedaleko Torunia..
Co do tramwajów to też ciekawa sprawa. Bo niektóre miasta mające nawet 200.000 mieszkańców nie posiadają ani jednej linii tramwajowej.
Ludzie jeżdżą do Torunia, do Bydgoszczy, a Grudziądz omijają. Niektórzy nie mają pojęcia, że tam jest starówka. Ale to nie jedyny taki przypadek w Polsce, gdzie potencjał turystyczny nie przekłada się na rozpoznawalność turystyczną.
Mniejsze miasta często nie mają tramwajów, ale teraz tramwaje wracają do wielu miast – zdaje się, że w Olsztynie chyba największe inwestycje tramwajowe zrobiono? Co ciekawe prawie 400 tys. Lublin nie ma tramwajów i raczej ich mieć nie będzie…
To jest bardzo ciekawe, że nawet miasta wojewódzkie jak Rzeszów czy właśnie Lublin nie mają tramwajów, a niektóre niespełna 100-tysięczne jak Grudziądz mają.
Tym bardziej warto go zobaczyć 🙂
Naprawdę zachęcam, bo Grudziądz jest bardzo zadbany. I tę kawiarnię Kontynenty bardzo polecam
Gdy kiedyś będę w Grudziądzu, na pewno zajrzę też do tej kawiarni 🙂
Zachęcam, warto 🙂
Czytam z zajęciem i lekkim żalem o twoich wyjazdach za południową granicę. Z żalem bo bardzo bym chciała ,a nie dana mi jest możliwość wyjazdu w te rejony ,miewam wolne w weekendy ,a nawet przedłużony weekend to zdecydowanie za mało na dotarcie do celu i porowerowanie ,może kiedyś na emeryturze 😉 Dzisiejszy wpis dotyczy stron w których mieszkam ,przyznaję z uznaniem że zupełnie niezle Ci to wyszło. Wszystkie opisane przez Ciebie miejsca znam ,wszystkie objeżdżone i dla mnie nieco już nudne ? Do Nieszawy, jedynie zaglądam parę razy w sezonie ,wtedy gdy nie mam pomysłu na wycieczkę ,albo całego dnia… Czytaj więcej »
W ładnym miejscu mieszkasz i tych wycieczek rowerowych zazdroszczę 🙂 Na piachu mało który rower sobie poradzi. Ja się tak kiedyś w okolicach Płocka wpakowałem, zachciało mi się wjechać w las i potem przez godzinę mogłem tylko prowadzić rower, zanim na jakąś utwardzoną drogę się wydostałem…
Bardzo interesująca inicjatywa – ja też najbardziej lubię odwiedzać te mniej znane miejsca. Nie przepadam za całym tym turystycznym biznesem, który tak naprawdę nie pozwala mi ani odpocząć, ani rzeczywiście poznać miejsc, które odwiedzam. Okolice, które opisałeś to moja ukochana część Polski, blisko moich rodzinnych stron.
Widzę, że dobrze wystartowałem 🙂 Ten cykl zmotywuje mnie do poszukiwań kolejnych miejsc poza szlakami, „nieuczesanych”. Mam nadzieję, że kolejne też cię zainteresują 🙂
Bardzo słabo znam Pomorze, a Kujawy to już w ogóle. Wstyd się przyznać. Na usprawiedliwienie dodam, że mieszkam w „Małej Polsce”. Kawałek od miejsc, które opisujesz.
W każdym razie każdej spontanicznej wyprawy Ci zazdroszczę i chętnie czytam o tych wyprawach 🙂
Jeśli decyduję się gdzieś wyjechać, muszę planować co najmniej miesiąc wcześniej 😉
Ja też planuję wyprawy, spontanicznie odkrywam tylko ciekawe obiekty na miejscu lub w trakcie podróży 🙂
Jechać, po prostu jechać przed siebie, przez wioski, miasteczka i patrzeć, odkrywać, uczyć się, poznawać. Tak właśnie zamierzam spędzić (jak Bóg da) czas jak tylko zrobi się ciepło. Póki co nie dopiszę nic do Twojej listy, ale kto wie, może już niedługo.
A co z noclegami. Domyślam się, że to wyprawy zebrane z kilku lat, ale nocowałeś na miejscu, czy to były wyjazdy „przelotowe”? Masz jakieś fajne noclegi do polecenia w różnych rejonach Polski? – tak trochę na wyrost pytam 🙂
Renata, masz bardzo zacne plany na wiosnę 🙂 Wystarczy wybrać jakiś ładny rejon Polski i po prostu przemieszczać się bocznymi drogami. Mam jakiś zbiór gospodarstw agroturystycznych – jedne są godne polecenia, inne przyzwoite, ale bez rewelacji, czasami trafiam na coś strasznego, przed czym ostrzegę :-). Jakbyś miała już jakieś plany to pisz na priv., mam nadzieję, że będę mógł coś polecić 🙂
To będę się odzywać, jak coś będzie skonkretyzowane. Czekam na wiosnę i ciepło, podróże i zwiedzanie zimą jakoś mnie nie kręci. Mam duże plany jechać wreszcie na Podlasie, bo jeszcze nigdy tam nie byłam a i blisko jest. Pomału zaczynam robić plany:)
Podlasie jest piękne – znam dwa przyzwoite noclegi w okolicach Tykocina 🙂
Podoba mi się ten mur spichlerzy, wygląda zachwycająco. Jest wiele takich miejsc, które nie zostały „odkryte” i to jest chyba najpiękniejsze. Można podziwiać, łapać momenty i odkrywać 🙂
One w rzeczywistości wyglądają jeszcze lepiej. A w Polsce zachowało się jeszcze trochę miejsc dla „odkrywców” i dlatego tak lubię podróżować po Polsce 🙂
Rejony, z których pochodzę, a widzę że tak niewiele o nich wiem… Trzeba będzie wrócić do zwiedzania kujawsko-pomorskiego 🙂
W Kujawsko-Pomorskim jest tyle pięknych miejsc, że można je zwiedzać latami…