Zima zaczęła się w listopadzie. Sypał śnieg. Niewiele go zostawało na chodnikach, ale pięknie wyglądały białe płatki nieustannie wirujące w powietrzu. Siedzieliśmy w kawiarni, Kuzynka postawiła na stole nieduże pudełko
Pobieżnie przeglądam zawartość. Najważniejszy jest namalowany na desce obrazek z kapliczki w Rochówku.

Dożyć do dziewięćdziesiątki
Przypomina mi się listopad poprzedniego roku. Mama w łazience próbuje samodzielnie umyć głowę. Jest wyraźnie przejęta, zaraz zostanie zawieziona na przyjęcie z okazji 90 urodzin jej ukochanego brata ciotecznego, wujka Andrzeja. Mama dawno nie była u kogokolwiek z wizytą. Praktycznie do nikogo nie dzwoni. Zresztą nie bardzo jest już do kogo zatelefonować. Został tylko Andrzej – jej rówieśnik. Dlatego tak zmobilizowała się, aby być na jego urodzinach.
Dobrze się stało. Wujek jeszcze dotrwał do Andrzejek, a potem jego stan gwałtownie się pogorszył i odszedł w Mikołajki. Ostatni z ciotecznego rodzeństwa mojej mamy. Rodzeństwa, które przez całe życie trzymało się tak blisko ze sobą.

Pamiątki po tacie
- – Co zrobisz z pamiątkami po tacie? – pytam Kuzynkę
- – Niewielką część zbiorę ze sobą do Anglii, pewne rzeczy przekazałam na Uniwersytet Łódzki, reszta trafi do magazynu, który wynajęłam, to jest całkiem przyzwoite pod względem opłat rozwiązanie…
Wujek był artystą, przez całe życie związanym z filmem animowanym, malował też obrazy. Pewnie dlatego moja mama przekazała mu obrazek z rochowskiej kapliczki do renowacji
- – Dlaczego ona mu go dała, przecież wiedziała, jak ogromne problemy ze wzrokiem miał twój tata? – pytam
- – Wiesz, zapewne nie wypadało inaczej, oni byli niewolnikami konwenansów – tłumaczy Kuzynka – Ona mówiła „Andrzejku wykonasz renowację tego obrazka? Tylko tobie bez obawy mogę powierzyć tę cenną pamiątkę”. A mój tata zapewne odpowiadał „Ależ oczywiście Ewuniu, zdaję sobie sprawę, jakie to dla ciebie cenne, zrobię wszystko, co w mojej mocy”. A oboje tak naprawdę wiedzieli, że to jest już niemożliwe…
- – Zapewne tak wyglądała ta rozmowa…

Jak niewiele zostaje…
Zaledwie kilka pamiątek zabranych ze sobą, reszta w magazynie. Czy kiedykolwiek te rzeczy jeszcze ujrzą światło dzienne? Jak niewiele po naszej pasji i twórczości zostaje. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy żyjemy w coraz większym rozproszeniu i osamotnieniu.
- – Muszę się zbierać – mówi Kuzynka – Za dwa dni mam samolot, a jeszcze mnóstwo roboty przede mną
- – Tak, oczywiście, rozumiem cię doskonale – odpowiadam, dopijając ostatni łyk kawy
- – Miło było się spotkać
Z tym przekonaniem, że miło było się spotkać i chociaż przez chwilę ze sobą porozmawiać, wychodzimy na zasypany śniegiem świat.

Czym jest nieśmiertelność?
Nieśpiesznie wracam do domu. Śnieg skrzypi pod butami. Staram sobie przypomnieć wujka Andrzeja, ale nie przychodzi mi to łatwo, w dorosłym życiu miałem z nim niewielki kontakt. Ciąży mi ta świadomość znikania i nietrwałości. Ale czy wszystko i zawsze znika? Czy jest jakaś recepta na nieśmiertelność?
Nagle uświadamiam sobie, że znam ten przepis. Nauczyła mnie go moja mama, mój dziadek, moja babci, moi przodkowie. Wszyscy ci, którzy pisali pamiętniki. Dzięki ich wspomnieniom jestem w stanie wskrzesić historie ludzi, których dawno już nie ma.

Niech pan opowie
- – Może następnym razem opowie pan jedną z tych historii zapisanych w pamiętnikach pańskiej babci? – z nadzieją w głosie pyta jeden z koordynatorów Uniwersytetu Trzeciego Wieku
Właśnie skończyłem wykład o bitwie łódzkiej z 1914 roku. Przy okazji wspomniałem też, że moja babcia, jako mała dziewczynka, spędziła ten czas w piwnicy, gdzie w czasie ostrzału miasta schronili się wszyscy mieszkańcy kamienicy.
- – Takie historie zaciekawią słuchaczy? – pytam z lekkim niedowierzaniem
- – Oczywiście! – odpowiada z nieskrywanym entuzjazmem
Ucieszyłem się. Pamiętniki dziadka i babci kryją wiele niezwykłych historii z ich codziennego życia. Mógłbym o nich opowiadać godzinami, byleby tylko znaleźli się słuchacze.

Mogą cię zainteresować też podobne artykuły:
|
Nieśmiertelność i pamiątki po tacie
Spacer wśród wirujących płatków śniegu, oczyszcza umysł i porządkuje myśli. Uświadamiam sobie, jak wiele refleksji wywołała we mnie ta krótka rozmowa z Kuzynką. Doceniam też pracę mojej mamy, która przez wiele lat zbierała i zapisywała historie rodzinne. A potem opowiadała je przy każdej możliwej okazji. Dzięki niej ożyli ludzie, których już od dawna nie ma na tym świeci. Stali się realni, można powiedzieć nieśmiertelni.
Teraz czas na mnie, abym opowiadał historie z pokolenia mojej mamy i wujka Andrzeja. Abym przywołał do życia opowieści, które zapisywałem latami. Może wreszcie starczy mi determinacji i szczęścia, aby wydać rodzinną książkę?
Pod nogami skrzypi śnieg, wracam do domu z silnym postanowieniem zapisania refleksji z tego krótkiego spotkania z Kuzynką. Chcę opowiedzieć na Świecie Hegemona o tym, jak pamięć o drobnych wydarzeniach, tworzy nieśmiertelność.


Ech, 90 lat. Piękny wiek i piękne wspomnienia. W tym roku we wrześniu byłam na Górze Zborów….
Pozdrawiam serdecznie 🙂
To pokolenie naprawdę długo żyło 🙂
Zazdroszczę tej Góry Zborów, już dawno tam nie byłem…