Wyprawa na Kurpie popsutym autem

Samochód pozostawał głuchy na przekręcenie kluczyka w stacyjce. Modlitwy, błagania oraz przekleństwa, też nie robiły na nim większego wrażenia. Spełniał się mój najczarniejszy sen – sam w dalekiej podróży za kierownicą popsutego auta. Początkowo spanikowałem, potem zacząłem myśleć. Przypomniałem sobie porady przyjaciela, mechanika samochodowego. Wyciągnąłem z bagażnika młotek, położyłem się pod maską i kilka razy uderzyłem w miejsce, w które w takich sytuacjach należy uderzać. Nie miałem wielkich nadziei, ale silnik zapalił. Na szczęście byłem właścicielem starego pojazdu o bardzo prostej konstrukcji. Tak zaczęła się moja wyprawa na Kurpie…

Łyse. Okiennica kurpiowska
Łyse. Okiennica kurpiowska

Kurpie i Kurpiowszczyzna

Kolebką kurpiowszczyzny jest obszar Puszczy Zielonej zwanej Kurpiowską, a dokładniej tereny na północ od Ostrołęki aż po Mazury. Na wschodzie granicę stanowi rzeka Pisa, na zachodzie – Orzyc. Puszcza Zielona, ze względu na liche gleby oraz bliskość pogranicza pruskiego, nie była obszarem sprzyjającym osadnictwu. Została zasiedlona dopiero w II połowie XVII w. Przybysze nie mogąc wyżywić się z rolnictwa, zajęli się rybołówstwem, zbieraniem bursztynu oraz bartnictwem. Nazwa „Kurp” pochodzi od rodzaju obuwia wykonanego z łyka lipowego, jakie nosili mieszkańcy puszczy, którzy sami siebie zwykli zwać „Puszczakami”. Niedostępność terenów, trudne warunki życia oraz dość duże, jak na owe czasy, swobody obywatelskie (znaczna część Kurpiów była ludźmi wolnymi) sprawiły, że ukształtowała się tutaj odrębna tradycja, do dzisiaj widoczna w strojach, gwarze, budownictwie czy w regionalnych potrawach.

Kurpie
Kurpie. Tradycyjna chata w skansenie w Kadzidle

Wyprawa na Kurpie, czyli samotny wyjazd

Nosi mnie, gdy dłużej niż miesiąc nie wyjeżdżam z miasta. Szczególnie wczesną wiosną zrywam się jak ptak do podróży. Zazwyczaj udaje mi się kogoś namówić, by mi towarzyszył, lecz tym razem nikt nie dał się przekonać. Nieposkromiona potrzeba wyjazdu przeważyła nad pokaźnym zestawem obaw wszelakich. Po raz pierwszy w życiu ruszałem w drogę całkiem sam. Musiałem na własne oczy zobaczyć słynną Niedzielę Palmową w Łysem, ciągnęło mnie w miejsce nie zadeptane przez turystów, w którym jeszcze nigdy nie byłem, czyli jechałem na Kurpie. Był rok 2009

kurpie fot.: Dawid Lasocinski

Kłopoty zaczęły się przy wyborze noclegu. Zawsze szukam agroturystyki z klimatem, czegoś oryginalnego, dobrze się kojarzącego. Na Kurpiach nie miałem wyboru – tylko jedna kwatera spełniała kryteria wyszukiwania. Właścicielka próbowała wybić mi z głowy pomysł przyjazdu tak wczesną wiosną, argumentując, że po zimie nie przygotowała jeszcze miejsc dla gości. Jednak moja determinacja była silniejsza. I tak spędziłem dwie noce w drewnianej chacie kurpiowskiej wzniesionej pod koniec XIX wieku. Zachwyciła mnie możliwość mieszkania, jak przed laty, a jednocześnie doceniłem całkiem współczesne wygody – prysznic z ciepłą wodą, lodówkę oraz czajnik elektryczny.

Wyprawa na Kurpie
Kurpie. Skansen w Nowogrodzie

Nowogród

Skansen kurpiowski w Nowogrodzie dzieli od Myszyńca, w którym znalazłem kwaterę, zaledwie 50 kilometrów jazdy wąską, lokalną szosą. Trudno uwierzyć, ale jest to jeden z pierwszych skansenów powstałych na ziemiach polskich. Założycielem był Adam Chętnik, badacz i miłośnik kultury kurpiowskiej. Przez cały okres międzywojenny z pasją gromadził eksponaty, które w czasie II wojny światowej uległy kompletnej zagładzie. Oburzamy się na barbarzyństwa popełniane przez Państwo Islamskie, ale podobne ekscesy jeszcze nie tak dawno fundował Europie naród, uważający się za cywilizowany.

Śparogi na kurpiowskiej chacie
Śparogi na kurpiowskiej chacie

Adam Chętnik musiał być twardym człowiekiem – nie załamał się dewastacją, tylko po wojnie zaczął swoją pracę od nowa. Całkiem nieźle mu się udało! Można to ocenić stając na szczycie Wzgórza Ziemowita, kryjącego resztki dawnego, wczesnośredniowiecznego grodu. Widać stąd nie tylko cały skansen, ale także rzeki Narew i Pisę oraz Puszczę Zieloną.

Trasa zwiedzania prowadzi wśród licznych drewnianych chałup oraz budynków gospodarczych (m.in.: stodół, młyna, folusza, olejarni). Cieśle z Kurpiów cieszyli się w Polsce wielką sławą, a zabudowania przez nich wznoszone były starannie wykonane i bogato zdobione. Szczególnie charakterystyczne są „śparogi”, czyli deski wystające ponad szczytową krawędź dachu, które rzeźbiono na kształt toporów, baranich rogów czy głów zwierząt. Nad oknami umieszczano ozdobne „koruny”, a drzwi były precyzyjnie obijane małymi deseczkami tak, aby tworzyły przeróżne motywy, np. słońca.

Warto na chwilę zatrzymać się przy ułomkach drzew bartnych. Może nie wyglądają one imponująco, ale najstarsze liczą sobie 700 lat. Zawód bartnika był ściśle związany z kulturą kurpiowską. Bartnicy byli ludźmi wolnymi, rządzący się własnym prawem, którzy zajmowali się chowem leśnych pszczół w wydrążonych w starych drzewach (przeważnie w dębach lub sosnach) dziuplach zwanych barciami. Upadek tego zawodu nastąpił w XIX w., kiedy po powstaniach władze carskie zabroniły bartnikom wstępu do lasów. Obecnie podejmowane są próby reaktywacji bartnictwa. Nie jest to łatwe, bo specjalistów trzeba sprowadzać aż zza Uralu, z Baszkirii.

Nowogród
Kurpie. Skansen w Nowogrodzie

Kraina życzliwych ludzi

Nie liczę, który to już raz leżę pod samochodem i stukam młotkiem. Zazwyczaj auto zapala za pierwszym uderzeniem, teraz nawet po trzecim silnik nie ma zamiaru podjąć pracy. Gdy zniechęcony podnoszę się do pozycji wyprostowanej, dostrzegam starsze małżeństwo uważnie obserwujące moje manewry. Pytają, czy trzeba w czymś pomóc. Z przyjemnością słucham ich słów i pięknego, „zaciągającego”, wschodniego akcentu. Nie oni pierwsi okazują mi życzliwość, ale ich chęć niesienia pomocy najlepiej zapamiętałem. Na szczęście nie muszę angażować starszych ludzi do pchanie auta, kolejne stuknięcie uruchamia kapryśny motor.kurpie fot.: Dawid Lasocinski

Lokalne drogi

Lubię lokalne drogi. Podróżuje się nimi wolniej, ale w przeciwieństwie do tras szybkiego ruchu, oferują walor widokowy. Szosa prowadząca z Ostrołęki do Myszyńca wzdłuż rzeki Omulew, mogłaby służyć, jako znamienity wzór lokalności. Wąska, kręta i niemal co zakręt odsłaniająca pejzaże domagające się uwiecznienia na fotografii. W takich miejscach najlepiej poznaje się kurpiowszczyznę „od kuchni”. Zadziwiła mnie powszechność występowania wśród pól studni z żurawiem. Kilka takich zabytków widziałem też w zagrodach. Interesujący mógłby być spływ kajakowy Omulwią – rzeka jest dobrze oznakowana i łatwa, trzeba tylko uważać na przeszkody w postaci tam budowanych przez bobry.

Omulew
Omulew – rozlewiska

Na rowerze do Czarni

Po południu pożyczam od gospodarzy rower i ruszam lokalnymi drogami w kierunku rezerwatu Czarnia, w którym występują sosny bartne. Nie przewidziałem jednak, że dostanę staroświecki pojazd bez przerzutek, na którym z trudem udaje mi się dotrzeć przed zmrokiem tylko na skraj rezerwatu. Z powodu zapadających ciemności oraz braku oświetlenia nie zapuszczam się już głębiej w las. Zyskałem uznanie w oczach gospodyni, gdy opisałem jej w jakie miejsce dotarłem na „rowerze dziadka, który (rower, a nie dziadek) z ledwością nadawał się na dojazdy do pobliskiego kościoła”.

Niedziela Palmowa

W Niedzielę Palmową uroczystości w Łysem zaczynają się o godzinie 11.00. Zapchane samochodami parkingi i tłumy ludzi stojących wzdłuż szosy upewniły mnie, że nie tylko ja wpadłem na pomysł przyjrzenia się z bliska obrzędom związanym z Niedzielą Palmową. Niegdyś powszechny na Kurpiach zwyczaj strojenia palm wielkanocnych prawie zaniknął po II wojnie światowej. Ostał się tylko w dwóch parafiach – Łysych i Lipnikach. Przygotowanie tradycyjnej palmy to praca rozłożona na kilka miesięcy. Aby wziąć udział w konkursie, palma musi mieć minimum 1,2 metra wysokości (najwyższe dochodzą do 10 m), być wykonana z roślin leśnych niechronionych i/lub z bibuły. Palmy nie spełniające wymogów tradycji regionalnej (np. z dodatkiem suszonych traw lub kwiatów) są dyskwalifikowane.

Łyse. Niedziela Palmowa
Łyse. Niedziela Palmowa

Procesja z palmami rusza ze starego drewnianego kościoła w Łysych i przechodzi do położonej nieopodal nowej świątyni (wybudowanej w 2000 r.). Stojąc w straszliwym ścisku wiele zobaczyć się nie da. Na szczęście po procesji palmy są wystawiane w starym kościele, gdzie bez zbędnego pośpiechu i cisnącego się tłumu można spokojnie przyjrzeć się pracy twórców ludowych. Z palmami wspaniale współgra architektura drewnianej, pochodzącej z końca XIX w. wieku świątyni wzniesionej w stylu kurpiowskim. Niestety, nowa świątynia nie współgra z niczym, jest typową kościelną makabryłą, jakie stawia się w ilościach hurtowych po całym kraju.

Łyse. Niedziela Palmowa
Łyse. Niedziela Palmowa

Pobyt w Łysych można wykorzystać też w celu zakupienia tutejszych regionalnych specjałów. Na targowisku nabyłem rejbak (ciasto z ziemniaków, kaszy i słoniny), fafernuchy (ciasteczka drożdżowe z burakami lub marchwią) oraz piwo jałowcowe zwane też kozicowym (napój fermentujący z owoców jałowca, chmielu, miodu i drożdży, podobno bezalkoholowy). Przy otwieraniu butelki z piwem należy zachować daleko idącą ostrożność, gdyż sfermentowany napój wyskakuje ze środka z siłą gejzeru.

Wyprawa na Kurpie – Kadzidło

Tego dnia zaglądam jeszcze na chwilę do Kadzidła, by zwiedzić miniskansen „Zagroda Kurpiowska”. W porównaniu z Nowogrodem jest dużo, dużo mniej eksponatów do zwiedzania. Na szczęście muzeum jest czynne i nareszcie mogę zobaczyć wnętrze tradycyjnej chaty kurpiowskiej. Z Kadzidła wracam już bezpośrednio do Łodzi, z mocnym postanowieniem, że jeszcze na Kurpiach się pojawię.

Kadzidło. Wnętrze chaty
Kadzidło. Wnętrze chaty

 

 

63
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
45 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
NinaHegemonKneź~Dreptak Zenon~Kris Beskidzki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania
Gość
Ania

Zdjęcia jak zawsze rewelacyjne. 🙂 Z Kurpiami nie miałam w życiu za wiele wspólnego, choć raz poznałam wspaniałego człowieka Kazimierza Nurczyka, któremu organizowałam wernisaż w Olsztynie. Prezentował na nim swoje rzeźby oraz zdjęcia z okolic, w których mieszka. Urocze krajobrazy i niesamowite tradycje.
Ujęła mnie też historia p. Chętnika, który zaczął zbierać eksponaty od nowa. Nie jestem pewna, czy sama miałabym tyle zapału.
Miłego dnia Hegemonie! 🙂

hegemon
Gość

Cieszę się, że Ci się zdjęcia podobają 🙂
Na kurpiach jest jeszcze sporo tej autentycznej sztuki ludowej, nie takiej z Cepelii, to jedna z atrakcji tego regionu. A Chętnik był naprawdę twardy, z drugiej strony, takie były czasy, że ludzie przyzwyczajeni byli do wojen, zniszczeń, i innych nieszczęść. Może dlatego łatwiej im było się podnosić?
Miłego dnia, Aniu 🙂

~chomikowa
Gość
~chomikowa

Rozumiem, że do domu dotarłeś już bez przygód? 🙂 Dlatego też wolę starsze auta, gdzie do silnika można się dostać podnosząc jedynie klapę a nie rozkręcając pół samochodu łącznie z drzwiami 😉
Nigdy nie byłam na Kurpiach, ale te ichniejsze kuchenne specjały, opisane w notce, kuszą niezmiernie 🙂

hegemon
Gość

Do domu dotarłem już bez przygód, bo nigdzie się nie zatrzymywałem 🙂 A ten samochód dawało się naprawić byle czym, tylko już tak się psuł, że głównie się go naprawiało, a wyłącznie czasami można było pojeździć…
A Kurpie są ciekawe pod wieloma względami, jeżeli ktoś lubi takie klimaty…

chomikowa
Gość
chomikowa

Aaa, czyli jeździł siłą rozpędu! 😉

hegemon
Gość

On miał problem tylko z zapłonem, jak się nie zatrzymywałem to jechał ochoczo. Poza tym było z góry, bo Kurpie są na górze mapy, a Łódź poniżej 🙂

~Pani S.
Gość
~Pani S.

Bardzo lubię Twoje wpisy krajoznawcze okraszone pięknymi zdjęciami. Zaraz bym tam jechała, ale odległość spora, więc trzeba mieć nieco więcej czasu. Oczywiście najbardziej zainteresował mnie fragment kulinarny, bo marzą mi się takie targowiska z lokalnymi specjałami. Ale nie od święta, tylko co najmniej raz w miesiącu.

hegemon
Gość

Na Kurpiach są trzy miejscowości, związane z kulturą ludową i zapewne też jadłospisem regionalnym. Łyse, Kadzidło i Myszyniec.
A u nas w Łodzi, można dwa razy w miesiącu zakupić potrawy regionalne na specjalnych targach – najczęściej nie jest to nic rewelacyjnego, ale od czasu do czasu trafiają się perełki, jak chrzan z miodem z okolic Torunia 🙂

Nina
Gość
Nina

Obecnie od kilku lat, największy zbiór dóbr kultury materialnej jest w Wachu.

~consek
Gość
~consek

Ciekawa jestem, czy postanowienie doszło do skutku? A tamtejsze palmy są rzeczywiście piękne, ale zupełnie nie wiedziałam o regionalnych wymogach.

hegemon
Gość

Postanowienie jeszcze w pełni nie doszło do skutku, dlatego opublikowałem ten tekst, aby sobie samemu też przypomnieć, że Kurpie czekają 🙂

~Beta
Gość
~Beta

Ha, teraz już rozumiem, dlaczego zainteresował Cię mój wpis o szynce z Łysych… Wspaniała wyprawa i wspaniałe to, ile szczegółów pamiętasz po tylu latach. Ja też jestem w tym dobra (nazwy miejscowości itp.), ale jednak nie tak dobra, jak Ty. Najbardziej mnie kręcą Twoje zdjęcia drewnianych chat – miałam fazę w życiu (nie tak dawno), gdy jeździłam po pewnych regionach w kraju chcąc nabyć takie cudo do przeniesienia w okolice Wrocławia, gdyż ponieważ posiadam urokliwe miejsce do postawienia chatki. Ale po wielu setkach kilometrów i znalezieniu paru ciekawych obiektów, które już, już kupowałam, wróciłam do punktu wyjścia: będę miała chatę,… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Byłaś moim natchnieniem 🙂 Jak przeczytałem o tej szynce, to sobie przypomniałem tamtą wyprawę. Na szczęście zawsze z wyjazdów robię dość szczegółowe notatki i to mnie uratowało, inaczej bym nie pamiętał aż tyle. A te zakłady mięsne spaliły się w 2009 lub w 2010. Później je odbudowali, jak widać z dobrym skutkiem. A drewniana chatka, cóż, przez jakiś czas też nie chciałem mieć swojej, obawiając się dokładnie tego, o czym piszesz, że co weekend tylko w jedno miejsce. Jednak teraz, gdy pracuję jako freelancer, to mocno żałuję, że mam dom na wsi wspólnie z rodzicami. Oni zadbają o wszystkie remonty… Czytaj więcej »

magdalena.w
Gość

Ochy i achy… 😉
Zdjęcia jak zawsze przecudowne.
A spływ kajakowy w takich okolicznościach przyrody… marzenie 😉

hegemon
Gość

Dzięki 🙂 To było kilka lat temu, a jeszcze na spływ się nie wybrałem. Sądzę, że te żeremia bobrowe mnie zniechęcają, niełatwo przez nie przepłynąć…

~frytka
Gość

skoro autko jechało, to znaczy, popsute nie było,o!!… od pewnego czasu znam się na tym, jak mało kto… 🙂
zdjęcia i opis jak zwykle zachęcają do podróży…
zdrowia Hegemonie ..

hegemon
Gość

Widzisz, jak się autku trochę podłubie, to i popsute pojedzie 🙂 Wiem, że się znasz, więc dalej się nie sprzeczam 🙂

~frytka
Gość

a młotek i przecinak, to najlepsze narzędzia… ale tylko do samochodów retro, bez komputera … 🙂

hegemon
Gość

To był samochód retro, sprzęgło naprawiało się linką rowerową 🙂 Ale psuł się za każdym, najmniejszym wyjazdem, nie miałem do niego już siły…

~frytka
Gość

a pasek klinowy zastępowało się rajstopami, ha ha ha
ehhh, faceci, tak szybko się poddają…. 🙂

hegemon
Gość

Nie paska klinowego rajstopami się nie dało, ale pasek klinowy to była jedyna rzecz, która się nie popsuła. Może i zbyt szybko się poddajemy, ale mi auto miało służyć do jeżdżenia, a nie do stania w warsztacie 🙂

~nemezis
Gość
~nemezis

Wspaniałe te Twoje podróże, Hegemonie! 🙂
Aż Ci zazdroszczę 😉

hegemon
Gość

Niestety, z powodów finansowych mam tych podróży ostatnio trochę mniej, ale bez wyjazdów, to ja już bym dawno umarł…

~Calluna
Gość

Życia braknie, aby te wszystkie piękne miejsca zobaczyć, tamtych rejonów zupełnie nie znam. Zdjęcia jak zwykle fascynujące, co za klimaty! Stare samochody też są super, bo można postukać popukać i jest nadzieja, że ruszą. Nawet kiedyś rajstopy zdejmowałam do uszczelniania, jak mi alternator wysiadł. Dumna z siebie byłam jak dojechałam do domu. W końcu sama bab ” naprawiła „samochód nie? Samochody z elektroniką ratuje tylko serwis.

~Calluna
Gość

Poprawka, nie alternator mi nawalił (tego to pewnie bym nie zrobiła), tylko kolektor, ale na tumana wyszłam, najważniejsze jednak, że sobie poradziłam i dojechałam.

hegemon
Gość

Wiesz, ja nie z tych znawców aut, wiec i tak nie zauważyłem pomyłki 🙂

hegemon
Gość

Masz rację, że taka samoumiejętność bardzo podnosi wartość w oczach własnych. Ja też byłem niesamowicie dumny. Żaden mechanik ze mnie, a przez trzy dni radziłem sobie z popsutym autem 🙂

mała-myśl
Gość
mała-myśl

Fajnie, że zaznaczyłeś miejscowość na mapie (u mnie z geografią kiepsko) ;]
Lubię takie miejsca, zdjęcia są cudowne. Szczególnie dwa z nich mnie zafascynowały.
Mam pytanie – jak Ci się udaje wstawiać tyle zdjęć? Jak ominąłeś ten limit? ;]

hegemon
Gość

Limit omijam przerzucając zdjęcia ze starszych wpisów na dysk w chmurze. Może to być Onet Dysk lub OneDrive (windowsa). Trochę to upierdliwe, ale mam jeszcze miejsce 🙂

mała-myśl
Gość
mała-myśl

Aha 😉 każdy sposób jest dobry. W sumie to nie wiem po co to ograniczenie zrobili..

hegemon
Gość

Też nie bardzo rozumiem, bo ograniczenie jest naprawdę uciążliwe dla każdego, kto ma blog dłużej niż rok, najdalej dwa lata. Pewnie taka polityka korporacyjna, ktoś zatwierdził i teraz jest 100, a nie na przykład 1000 MB 🙂

~Ultra
Gość
~Ultra

Dzięki za uroczą wycieczkę na drugi koniec , ponieważ nie miałam okazji być na Kurpiach. Zdjęcia dopełniły swoje. To są moje klimaty. Pozdrowienia.

hegemon
Gość

Warto tam pojechać, chociaż raz. I tak nie zdołałem wszystkich miejsc opisać 🙂 Pozdrawiam

~Dziewczyna z Tatuażem
Gość
~Dziewczyna z Tatuażem

A na kaszubach byłeś? 😀

Mój ojciec kiedyś miał Fiata 126 p ;D
i go też trzeba było tak umiejętnie puknąć 😀

w ogóle to mam stracha jeździć samochodem w długie trasy po tym jak w drodze do Warszawy, koło Torunia koło nam odpadło..

hegemon
Gość

Na Kaszubach raz na dłużej byłem na rowerach i kilka razy na kajakach (jeżeli mówimy o okolicach Kościerzyny, a nie Gdańska 🙂
Fiaty 126 p bez stuknięcia młotkiem nie odpalały bardzo często, ale w 2009 wydawałoby się, że technika poszła trochę dalej…, a jednak nie 🙂
Odpadnięcie koła, to naprawdę poważny wypadek, ja jeszcze takiego nie miałem…

~Dominik
Gość

Muszę przyznać, że Kurpie to chyba jedyna kraina w Polsce której jeszcze nie doświadczyłem na własne oczy. Po latach łażenia po górach i pływania po jeziorach chyba skuszę się na podróż właśnie tam. Twój wpis bardzo pomocny, dzięki!

hegemon
Gość

Kurpie to taki region, o którym bardzo mało się mówi. Zbyt blisko do Mazur, więc wszyscy omijają. Kurpie są przepiękne, teraz, na wiosnę, gdy jest sporo rozlewisk na Narwi czy Omulwi. Jeżeli udało mi się zachęcić do podróży, to naprawdę bardzo się cieszę 🙂

~Lunka1969
Gość
~Lunka1969

Na Twój blog trafiłam dzięki Chomikowej i jestem przekonana,że będę wracać.Dom na fotografii we wpisie na temat Kurpiów przypomina mi nieco dom dziadków zlokalizowany na Podlasiu.Choć mniej w nim ozdóbek nad okuciami okien ale styl z gankiem jest bardzo fajny i nostalgiczny. Zdjęcia domu moich dziadków (niestety, dom sprzedano ostatnio) możesz zobaczyć tutaj: http://poziomkowe-wzgorze.blog.pl/2014/05/28/gniazdo-rodzinne-pokryla-cisza/. A propos jarmarków wz regionalnymi wyrobami do zjedzenia, podróżując kiedyś z Krakowa na Podlasie trafiłam na Dni Jakiejś Tam Miejscowości i na konkurs pierogów z siedmiu sąsiadujących miejscowości. To były jedne z najlepszych pierogów, jakie w życiu zjadłam w cenie tak niesamowicie niskiej, że przecierałam ze… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Jeżeli tylko podoba Ci się to, o czym piszę, to zapraszam do częstszych odwiedzin 🙂 Szkoda, że zamieściłaś tak małe zdjęcie rodzinnego domu, ciężko jest mu się przyjrzeć… A Podlasie jest magiczne, lubię tam jeździć. Na Kurpiach podobna atmosfera, przecież to niedaleko. Lokalne targi, dożynki, to świetna okazja aby spróbować czegoś nowego – ostatnio pod Toruniem trafiłem na chrzan z miodem, genialny wyrób, wciągnąłem niemal nosem, tylko niestety ten specjał tani nie był…

~Ultra
Gość
~Ultra

Właśnie odkryłam smaki wschodniej Polski. A Kurpie i ich potrawy są mi zupełnie nieznane. Może odezwą się osoby , które znają region i potrawy.

hegemon
Gość

Potrawy Kurpiowskie można spotkać na północnym Mazowszu i w pasie północnowschodnim przygranicznym. Czasami na targach regionalnych na niektóre potrawy też można trafić…

~Kris Beskidzki
Gość

Bardzo ciekawa prezentacja 🙂 Bliskie memu sercu rejony.
Pozdrawiam i dziękuje :))))

hegemon
Gość

Cieszę się, że tekst się spodobał. Kurpie mają naprawdę dużo uroku w sobie i nie są na szczęście zbytnio zagospodarowane turystycznie.
Pozdrawiam również 🙂

~Dreptak Zenon
Gość
~Dreptak Zenon

Znajome strony i klimaty. Dzięki. 🙂

hegemon
Gość

To są naprawdę przepiękne strony…

~Dreptak Zenon
Gość
~Dreptak Zenon

Nie wątpię, ja się tam urodziłem, mieszkałem i dorastałem. Moja teściowa była z Kurpi zielonych i urodziła się w Nowogrodzie, a sam jestem 100 % Kurp biały.
To co prawda teraz jest zupełnie inny świat, ale pamiętam czasy, kiedy jeszcze mówiło się tam gwarą. Do samego skansenu zachodzimy zawsze, gdy tylko mamy trochę czasu, a jesteśmy w okolicy. Polecam wszystkim! 🙂
Pozdrawiam

hegemon
Gość

Nie potrafiłbym rozróżnić Kurpi Białych od Zielonych, chociaż wiem, że różnice istnieją. Cały ten rejon polubiłem, ponieważ jest tam pięknie. Szczególnie spodobało mi się wzgórze Królowej Bony i fantastyczny widok na rzekę. Ale najpiękniejsi byli ludzie, nigdy i nigdzie z aż tak dużą życzliwością zupełnie obcych osób się nie spotkałem. I tę życzliwość najlepiej zapamiętałem.

~Dreptak Zenon
Gość
~Dreptak Zenon

Tak, to prawda. Długo trwało, zanim się przyzwyczaiłem, że gdzie indziej tak nie jest. A najciekawsze było dla mnie, że ile razy spotkałem się z bezinteresowną życzliwości w Warszawie, Lublinie czy nawet Krakowie, to był to ktoś związany z Kurpiami. Nawet żonę (pół Kurpiankę) poznałem na południu kraju. 😀 😀 😀

hegemon
Gość

Cieszy mnie, że jest miejsce, gdzie są tacy ludzie. Może to kwestia braku zmanierowania cywilizacją? Pamiętam, gdy jeszcze chodziłem po górach z plecakiem, to na nocleg zawsze przyjmowano nas w najbiedniejszych chałupach.

~Dreptak Zenon
Gość
~Dreptak Zenon

Kurpie Białe to kulturowo to samo co i Zielone, tyle że to osadnictwo nieco późniejsze, z Puszczy Zielonej na teren Puszczy Białej i częściowo na tereny dawnej Puszczy Łętowskiej. Na pograniczu z Podlasiem bardzo to jest wymieszane z wcześniejszym osadnictwem książęcym, po najazdach jaćwieskich, z czego powstały wsie i osady rycerskie i później zaścianki. Część z tych wsi kurpiowskich, to osadnictwo prowadzone przez biskupa płockiego. Straszna mieszanina zwyczajów i ludzi!
Co było najbardziej charakterystyczne oprócz tej życzliwości, to ogromne poczucie wolności – tam było bardzo mało ludzi zależnych – w okolicy prawie nie było dworów i folwarków.

hegemon
Gość

Rozumiem, że obcemu w ciężko się połapać w tej ludzkiej mieszance. O tej niezależności Kurpiów gdzieś czytałem, muszę odszukać materiały, miałem ich całkiem sporo. I koniecznie jeszcze raz pojadę na Kurpie, może nawet w tym roku, jak tylko finanse i czas pozwolą…

Nina
Gość
Nina

Wręcz przeciwnie to są dwa różne kultury i historia. Kurpie właściwe to – Zielone. Wolni, bez pańszczyzny, mieli prawa takie same jak szlachta oprócz wyborów Króla. Tu w ogóle nie było dworów, mieli swój samorząd i swoje prawa. A Kurpie Białe to tak określono owy rejon dopiero pod koniec XIX w. ze względu na osadnictwo z puszczy Zielonej leśników w XVIII w. i przejeli miejscowi trochę ich kultury.

~Dreptak Zenon
Gość
~Dreptak Zenon

Teraz to i miejscowym już trudno. Młode pokolenie już podobne jak i wszędzie. 🙂

~Dreptak Zenon
Gość
~Dreptak Zenon

No to jeszcze nutka z tamtego regionu, zaśpiewana przepięknie przez Joannę Słowińską:
https://www.youtube.com/watch?v=9Bb8dfgkY5s
[youtube 9Bb8dfgkY5s]
🙂

hegemon
Gość

Dzięki za wszystkie informacje z regionu 🙂 Zachęciłeś mnie do ponownej wycieczki na Kurpie, cieszę się, bo mam pomysł na kolejny wyjazd 🙂

Kneź
Gość
Kneź

Dla uzupełnienia strona z przywilejami króla Zygmunta III dla Kurpiów: http://www.historia.kurpie.com.pl/przywilej_krola/ Bardzo interesujący tekst. Trzeba też wiedzieć, że Kurpie nie mający nad sobą innego zwierzchnictwa niż królewskie cenili sobie osobę króla nade wszystko i w lasach tych każdy nasz władca czuł się wyjątkowo bezpiecznie. Od czasów Stefana Batorego przy każdej rocie piechoty byli strzelcy kurpiowscy, którzy byli szkoleni inaczej niż reszta żołnierzy – to była elitarna formacja strzelców wyborowych i w odróżnieniu od normalnej piechoty nie używali ładownic, bo wszak Kurpie zawsze umieli strzelać i doskonale wiedzieli ile i jak ładować strzelby. Wystarczał im róg na proch i worek na… Czytaj więcej »

Kneź
Gość
Kneź

Podświetlę jeszcze link, bo naprawdę warto przeczytać ze zrozumieniem. 🙂
http://www.historia.kurpie.com.pl/przywilej_krola/

Nina
Gość
Nina

Jeśli nie byliście w Wachu to Kurpi nie znacie. Tam dopiero jest co oglądać i jaka wiedza przewodników – gospodarzy.