W poszukiwaniu przodków. Dwieście lat dworu w Rochówku

Nic nie wskazywało na to, że ostatni dzień niezbyt udanego roku 2020, przyniesie jakąś niespodziankę. Jednak nigdy nie należy tracić nadziei. Na skrzynce mailowej pojawiło się powiadomienie: „jeden komentarz wymaga moderacji”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ktoś skomentował wpis sprzed kilku lat.

„Przepraszam, że dopiero teraz dołączam do dyskusji, ale na temat trafiłem przypadkowo. Jestem praprawnukiem Kamilli Mikołajewskiej i bardzo dziękuję za fotografię mojej praprababci. Nawet nie myślałem, że ktoś ma takie pamiątki.” – pisał Zbyszek – „Cieszę się, że w wieczór sylwestrowy odnalazłem kuzyna.”

W poszukiwaniu przodków
Praprababcia Kamilla Mikołajewska. To jej postać łączy mnie z odnalezionym Kuzynem. Od tego portretu zaczęła się genealogiczna pasja mojej mamy

W cieniu genealogii

Od wczesnej młodości, żyłem w cieniu genealogii, największej pasji mojej mamy. Najpierw na ścianie mieszkania rodziców zawisł portret wspomnianej praprabaci Kamilli, a potem dołączyli do niej kolejni przodkowie. Wraz z portretami zagościły historie. Mama chętnie opowiadała o każdej z postaci. Słuchając jej, można było odnieść wrażenie, że każdego z przodków poznała osobiście, niejedną z nim kawę wypiła, a przecież na portretach są osoby, które zmarły, zanim mama przyszła na świat.

portrety rodzinne
Portrety wiszą na ścianach, zdjęcia stoją w ramkach, mama opowiada o przodkach…

W poszukiwaniu przodków – Magia Rochówka

Na początku był Roch. Od niego wszystko się zaczęło, od jego imienia swoją nazwę przyjął majątek Rochówek, miejsce ukochane przez mamę. Ostatni raz mieszkała we dworze przed 80 laty, gdy była zaledwie 6-7 letnią dziewczynką, a o Rochówku opowiadała tak, jakby spędziła tam pół życia.

– Wiesz, dzisiaj siedziałam w pokoju balkonowym przy oknie i myślałam o Rochówku – często powtarzała, gdy przychodziłem ją odwiedzić.

W poszukiwaniu przodków. Rochówek
Zdjęcie rodzinne w sadzie. Ciekawe, że najwięcej zdjęć zachowało się z okresu I wojny światowej

Dwór doszczętnie spłonął sześćdziesiąt lat temu, jednak wciąż emanował jakąś magiczną energią, gdyż nieustannie przyciągał ludzi, żywo zainteresowanych jego historią. Jedną z takich osób był Konrad, który przesłał zdjęcia miejsca, gdzie niegdyś stały dworskie zabudowania. Mama na widok fotografii bardzo się ucieszyła.

– O to jest ten dąb, na którym wieszałam kapliczkę! A potem przyszedł ksiądz i poświęcił. Ale ten dąb prawie umiera!

Rzeczywiście wiekowe drzewo, wyglądał na wyjątkowo mocno doświadczone przez życie.

– Pamiętam, że ten dąb straszliwie ściągał pioruny – kontynuowała mama – uderzały dosłownie jeden za drugim, a ja ze strachu chowałam się pod stołem. Od czasów dzieciństwa w Rochówku boję się piorunów. Ale opowiedz mi coś o tym kuzynie, który do ciebie pisze, on ma na imię Zbyszek, tak?

Stary dąb w Rochowku
Stary dąb z kapliczką. Zdjęcie wykonał Konrad P.

Duchy na strychu

Opowiadziałem mamie o mailowej korespondencji z odnalezionym Kuzynem, a ona sobie przypominała historie, o których wcześniej mi nie mówiła. Nie tylko o piorunach, ale też i o duchach

– Kiedyś na strychu w dworze rozległy się jakieś hałasy. Wuj Roman, który zawsze obawiał się złodziei, poszedł na strych z dubeltówką. Gdy wrócił i powiedział, że nikogo tam nie ma, moja babcia Maria zakrzyknęła „To po mnie idą”. I rzeczywiście następnego dnia zmarła

– Dlaczego tak zawołała?

– Była już poważnie chora na raka i tej śmierci się spodziewano. Ciekawe, że z wujkiem Danko było podobnie. Wiesz, kto to był wujek Danko, prawda?

Nie,  nie wiedziałem.

– Wujek Danko był mężem cioci Zosi, siostry mojej mamy. Rodzina była przeciwna ich małżeństwu, bardzo przeciwna

– Dlaczego?

– Wujek Danko pochodził z Ukrainy, z Kijowa, gdzie studiował na politechnice. Ale bolszewicy wcielili go do wojska, a w czasie wojny dostał się do polskiej niewoli. Po zakończeniu walk nie bardzo wiedziano, co z tymi jeńcami zrobić, więc wysyłano ich do dworów, jako tanią siłę roboczą.

– Wuj Roman opowiadał, że gdy ciocia Zosia, wówczas 20-letnia panienka, zobaczyła po raz pierwszy Daniela, na którego potem wołaliśmy Danko, zakrzyknęła „To będzie mój mąż, to będzie mój mąż!” Nie bardzo wierzę w tę historię, ale gdy rodzina się zorientował, że młodzi mają się ku sobie, to wuj Roman wsadził Daniela do bryczki i szybko wywiózł do innego majątku. Wuj nie wyobrażał sobie, że będzie mieć za szwagra „bolszewika”, bo tak określano jeńców z wojny polsko-sowieckiej

– Wkrótce potem zrobiła się afera, bo do babci Marii przybiegła służąca wołając, że panienka Zosia zabrała ze sobą gruby sznur i pobiegła na strych. Na szczęście znaleziono Zosię, zanim zaczęła realizować samobójcze plany, a wuj Roman musiał z powrotem przywieźć narzeczonego siostry i wyrazić zgodę na ślub

– No dobrze, ale jak to było ze śmiercią wujka Danko?

– Też usłyszał hałasy na strychu w swoim domu, zakrzyknął „Idą po mnie, idą!” i następnego dnia zmarł

Maria Śmigielska
Prababcia Maria. To po nią przyszły duchy w Rochówku

W poszukiwaniu przodków, czyli różne wersje historii

„To dobrze, że tradycja patriotycznych dworów szlacheckich Ziemi Sieradzkiej żyje nadal w świadomości ludzkiej. Ciekawe jest porównywanie, jak w różnych gałęziach rodziny krążą różne wersje tego samego wydarzenia.” – pisał odnaleziony Kuzyn.

Różne wersje tego samego wydarzenia stały się paliwem, które napędzało naszą korespondencję. Wydawało się, że świat rochowskiego dworu został odkryty na tyle, na ile to tylko było możliwe, jednak Zbyszek uświadomił mi, że można dowiedzieć się znacznie więcej. Niezwykle sprawnie wygrzebywał z otchłani internetu akty urodzin, ślubów i śmierci. Zmobilizował mnie do krytycznego przejrzenia ocalałych rochowskich archiwaliów.

Dopiero teraz doceniłem ogrom pracy, jaki przez lata wykonywała mama. Odcyfrowanie podniszczonych, zapisanych ręcznych pismem papieróww, początkowo wydawało się ponad siły. Z czasem ozdobne zawijasy nanoszone piórem przez różnych rejentów, yeometrów i księży, zaczęły układać się w litery, a te tworzyły zrozumiałe zdania. Rósł mój podziw dla przodków, którzy mimo wojen, pożarów i kataklizmów, zdołali ocalić tak wiele.

W poszukiwaniu przodkow
W poszukiwaniu przodków przejrzałem dokumenty z Rochówka, które zachowały się w kiepskim stanie, ale są nadal czytelne

Okazało się, że historie ludzi związanych z Rochówkiem kryją o wiele więcej tajemnic, niż tylko duchy hałasujące na strychu. Ludzie pojawiali się, a potem znikali, niekiedy tak skutecznie, że wszelki słuch o nich zaginął. Z majątku odchodzili niemal wyłącznie mężczyźni. Ciągnęło ich do lepszego świata, nie zamierzali spędzać życia w miejscu położonym gdzieś na uboczu cywilizacji. Szukali pracy w mieście, najmowali się na posady urzędnicze lub kolejowe. W Rochówku zostawały kobiety. Już Roch zdawał sobie sprawę, że gospodarowanie na niezbyt urodzajnych ziemiach nie ma wielkiej przyszłości i w swoim testamencie sporządzonym w 1821 r. sugerował spadkobiercom sprzedaż majątku i podział pieniędzy. Synowie posłuchali rady ojca, natomiast dwie córki podzieliły między siebie dobra i zostały na ojcowiźnie. Ludwika żyła w Rochówku aż do śmierci, natomiast Eufrozyna w pewnym momencie zniknęła. Po niej i jej mężu zostały w dworze tylko portrety, podrzucone prawdopodobnie na chwilę, na przechowanie, a nigdy nie odebrane.

W poszukiwaniu przodków
W poszukiwaniu przodków – Eufrozyna i Piotr Czapliccy, porzucone portrety…
Na blogu znajdziesz kilka postów poświęconych poszukiwaniu przodków. Wszystkie znajdują się w kategorii Rodzinne. Wpis, który skomentował odnaleziony Kuzyn, to Rodzinne opowieści, potem było tropienie krewnych i powinowatych, potem o pojawieniu się Kałkusa i wreszcie opowieść o rodzinie, która mieszkała na przeciwko

Tajemnice przodków

Poszukiwania rozwiązywały niektóre tajemnice, z drugiej strony komplikowały sprawy, wydawałoby się jednoznaczne. Odnalazła się Eufrozyna, wyjaśniła się data pożaru, jaki wybuchł we dworze w połowie XIX w., a przy okazji wyszły na jaw sekrety, o których nie chciano rozmawiać.

Najwięcej tajemnic skrywają historie rodzeństwa praprababci Kamilli Mikołajewskiej, przez którą jestem spokrewniony ze Zbyszkiem. Jej najmłodsza siostra Izabella urodziła nieślubne dziecko, co skrzętnie skrywano. Nie wiadomo, jakie były dalsze losy dziecka, natomiast Izabellę wkrótce potem wydano za mąż za człowieka niezrównoważonego psychicznie, który popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę…

Księża w Rochówku
Dwaj księża – kanonik Władysław Mikołajewski i proboszcz z Drużbic Michał Śmigielski

Jeszcze bardziej tajemniczą osobą okazał się najstarszy brat Kamilli Anzelm. Znam go z jednego listu pisanego do ojca oraz dwóch wpisów z ksiąg parafialnych. Anzelm z listu pisanego z Warszawy jawi się jako człowiek ciężko doświadczony przez los – z trójką małych dzieci klepie biedę w mieście, które właśnie nawiedziła straszliwa epidemia cholery. Zbliża się zima, a jego dzieci nie mają nic – ani butów, ani skarpet, nie mówiąc o koszulach i gaciach. Brakuje także jedzenia, stąd prośba do ojca o wysłanie kilku korcy ziemniaków, za którymi tak mu „tęschno”. Trzy lata później w księgach parafii w Kamieńsku (okolice Bełchatowa) zapisano, że Anzelm wstąpił w związek małżeński, jako… kawaler. Co się stało z jego trójką dzieci? Jaki los spotkał kobietę, która była ich matką? Nie potrafię znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi…

List z XIX wieku
List od Anzelma zachował się przez przypadek. Jest jedynym listem z XIX w., jaki postał w dokumentach…

Zwykła rodzina, zwykły majątek, a zagmatwanych historii bez liku. Można by nimi obdzielić kilka sezonów serialu na Netfliksie czy HBO. Zbyszek zaczął już pisać scenariusz…

Ciocia mnie oszukała

Siedzę z mamą w kuchni i opowiadam jej o poszukiwaniu przodków. Próbuję się dowiedzieć, czy pamięta jeszcze jakieś historie, o których nigdy mi nie mówiła. Jednak rozmowa z mamą, jak zwykle meandruje i odbiega od głównego tematu. Mama niby słucha z ciekawością, jednak co chwilę podnosi się z krzesła, by zajrzeć do garnków stojących na kuchni. Zadziwia mnie, jak dużo potrafi zjeść na jeden posiłek

– Nie lubię jak się jedzenie marnuje. Jestem osobą niewybredną i mogę jeść wszystko – usprawiedliwia się – chociaż w dzieciństwie byłam strasznym niejadkiem! Raz, oszukała mnie ciocia Alicja!

Nadstawiam uszu ciekaw tego oszustwa

– Miałam wtedy nie więcej niż 6 lat. Do mojego pokoju przyszła ciocia Alicja, mówiąc „masz, zjedz, to jest tylko pół kotleta”

– Normalnie wszyscy w Rochówku spożywali posiłki w jadalni, ale z pokoju, w którym mieszkałam, do jadalni przechodziło się przez taką długą sień. Było tam strasznie zimno, wiec z obawy o moje wątłe zdrowie, jedzenie przynoszono mi do pokoju.

– Mój pokój był z takim dużym oknem, mogłam przez nie podziwiać widoki… Jadalnia też miała takie okno. Zresztą to były dwa niemal identyczne pomieszczenia. Za jadalnią znajdował się pokój dziadka, a za sypialnią pokój babci, której nie poznałam, bo zmarła przed moim urodzeniem. Ach, jak pięknie było w Rochówku…

Dwór w Rochówku
Jedyne dobre zdjęcie dworu w Rochówku, jakie się zachowało. Zostało zrobione w 1917 r.

Opowiadanie mamy zataczało coraz szersze kręgi, coraz bardziej odbiegało od tematu. Co jakiś czas przewijała się połówka kotleta, na którą ciocia Alicja namówiła mamę. Jednak wyjaśnienie, gdzie w tym wszystkim było oszustwo, wydawało się oddalać, a nie przybliżać. Gdy wreszcie rozkład pokoi w Rochówku został opisany ze szczegółami wraz z widokami z każdego okna osobno, gdy padło mnóstwo dygresji o późniejszym życiu w Łowiczu, wreszcie mógł nastąpić długo oczekiwany finał:

– I gdy przyszła moja mama, ciocia Alicja z triumfem w głosie oznajmiła, a wiesz, że ona zjadła całego kotleta? Wyobraź sobie całego kotleta!

Przez niemal 80 lat mama nie zapomniała cioci oszustwa, chociaż była to jej ulubiona ciocia.

Śmigielscy
Siostra i brat. Ciocia Alicja i wuj Roman – ostatni właściciele Rochówka

Dwieście lat Rochówka

Miejsce, gdzie niegdyś stał dwór w Rochówku wziął we władanie las. Zatarciu ulegają wszelkie ślady. Jednak w pamięci ludzi, dwór nadal żyje. Po kartofle przyjeżdża Anzelm z Warszawy, wraca Izabella po śmierci męża, ciocia Alicja przemierza sień z połówką kotleta, a na strychu harcują duchy, które tropi wuj Roman z dubeltówką…

Odnaleziony Kuzyn uświadomił mi, że w 2021 r . mija dokładnie dwieście lat od śmierci Rocha. Mam ochotę uczcić tę rocznicę i pojechać do Rochówka. Dawno już tam nie byłem, jestem ciekaw czy pamiętam drogę? Na razie staram się upamiętnić Rocha i Rochówek tym artykułem…

Rochówek - współcześnie
Tak teraz wygląda miejsce, gdzie niegdyś stał Rochówek. Czas zatarł niemal wszystkie ślady. Zdjęcie wykonał Konrad P.

W poszukiwaniu przodków – odkrywanie własnych historii

Nie każdy ma tyle pasji i możliwości, aby szukać rodzinnych korzeni. Nie namawiam cię do ślęczenia nad archiwami, ale może, gdzieś w zakamarkach twojego domu kryją się listy czy dokumenty? Może ktoś jeszcze pamięta historie sprzed lat i zechce ci je opowiedzieć? Skorzystaj z okazji, zanim będzie za późno. Jeżeli masz spisane wspomnienia, wiesz o ciekawych wydarzeniach rodzinnych, to może zechcesz podzielić się nimi w komentarzach? Chętnie poczytam…

Subskrybuj
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
jotka

Jedź koniecznie, odnalezienie kuzyna to jak znak od losu!
Niesamowite historie z tym odkrywaniem rodzinnych tajemnic, zazdroszczę Ci tej wiedzy, ja już nie mam kogo pytać…

Marharetta

mam w domu jakieś listy po babci i dziadku. jakieś książki z 1909 roku. zdjęcia. nie mam niestety już ich, aby opowiedzieli mi trochę historii.
koniecznie pojedź do Rochówka.
ps. masz rację. wiedzieć to nie znaczy pogodzić się.

Renata

A wiesz, że minionego lata, zaczęłam spełniać moje odwieczne marzenie aby odnaleźć choćby skrawki historii o przodkach? Informacje mojej mamy i ciotek kończą się na moich pradziadkach a to i tak jedynie imiona ( od strony mamy, od strony taty to o wiele bardziej skomplikowana sprawa przez „nie będę do niego ani dzwonił ani pisał. Nie odzywa się, to i ja się nie będę odzywać.” Mniej więcej tak to wygląda). Ale i tak to co udało mi się znaleźć jeżdżąc od stryjka do stryjenki, o których nie wiedziałam, że są moimi stryjkiem i stryjenką – dało mi trudną do opisania… Czytaj więcej »

Ultra

Twoja mama to fantastyczna osoba z pasją, co trzeba docenić. Zapisuj rodzinne dzieje, one tworzą prawdziwą historię, a tworzą ją zwyczajni ludzie, nasi przodkowie.
Serdeczności zasyłam

alElla

Klik dobry:)
W mojej rodzinie mało rozmawiało się o przodkach, a ja żałuję, że nie dociekałam. Pozostały stare zdjęcia osób, o których nic nie wiem. Domyślam się tylko, że to mogą być przodkowie.
Pozdrawiam serdecznie.