Trudności lepiej wspominamy. Rowerowe Podlasie cz.1

– Wiesz, który rajd rowerowy najlepiej wspominam? – zapytała moja koleżanka Ewcia

– Nie mam pojęcia?

– Ten na Podlasiu.

Zdziwiłem się, gdy po raz pierwszy usłyszałem jej słowa, potem przywykłem. Na żadnym innym wyjeździe nie zostałem przez uczestników obdarzony taką porcją łez, focha, pretensji i obrażania się, jak 14 lat temu na Podlasiu. Nie po raz pierwszy się przekonałem, że to co trudne i wymagające, jest znacznie lepiej wspominane, niż wydarzenia lekkie, łatwe i przyjemne.Podlasie rowery

Od lat organizuję wyjazdy rowerowe dla znajomych. Jeździmy niedużą grupą, najwyżej dziesięcioosobową. Każda wyprawa jest inna, czasami dopisują dobre humory i dobre drogi, a niekiedy jest jak… na Podlasiu.

Zaczęło się od noclegów

PodlasieW roku 2002 internet i sieć komórkowa praktycznie raczkowały. Kontakty opierały się na telefonii stacjonarnej, a wszystkie numery zamieszczone w aktualnym spisie telefonów schronisk PTSM okazały się… nieaktualne. Gdzie ja się nie dodzwoniłem! Przede wszystkim do prywatnych mieszkań, ale trafiło się też kilka spółdzielni rolniczych, dwa zakłady pogrzebowe i jeden hodowca kanarków. Ostatnią deską ratunku okazała się Informacja Telefoniczna. Istniała kiedyś taka instytucja, która jako jedyna w kraju, posiadała aktualne spisy telefonów. Aż trudno uwierzyć, że wszystkie te wydarzenia rozegrały się zaledwie przed 14 laty, a opowieść zaczyna się niczym baśń Szeherezady…

Schroniska PTSM oferowały najniższe standardy noclegowe. Cała grupa spała na jednej sali, na rozklekotanych łóżkach składanych, lecz koszt pobytu był śmiesznie niski. I tak na początku XXI w. PTSM-y zanotowały znaczny skok cywilizacyjny, gdyż miały już na wyposażeniu prysznice z ciepłą wodą. Zaledwie kilka lat wcześniej, wielu kierowników schronisk szczyciło się faktem, że w ich obiekcie nie można się wykąpać. Królowało przekonanie, że prawdziwy turysta, to brudny turysta.

toaleta
W tyn schronisku toalety były…

PTSM – niby takie same, a jednak różne

Pierwsze noclegi zarezerwowałem w schronisku w Krynkach. Pobyt byłby przyjemny, gdyby nie wadliwa kanalizacja. Toalety się zapychały i trzeba było bardzo starannie zamykać drzwi do pokoju, gdyż w całym obiekcie waliło kupą. Prysznice, zamykane na klucz, działały przyzwoicie tylko w określonych godzinach, w innych można było co najwyżej posłuchać szumu w rurach. Drugiego dnia po wycieczce część osób została w knajpie na obiedzie, a część popędziła do schroniska, gdyż dochodziła pora największej wydajności pryszniców. Na miejscu jednak okazało się, że ktoś zapodział klucz do łazienki. Andrew, największy czyścioszek z całej grupy, miotał przekleństwa na nieobecnych i gdy tylko reszta wróciła do schroniska, natychmiast zrobił im awanturę:

– Kto z was schował klucz do prysznica?!

– No właśnie! – warknęła rozeźlona Dori, dla której częste mycie było czynnością niemal rytualną.

Przyjezdni spłoszeni popatrzyli po sobie, ale nikt nie chciał przyznać się do winy. Wzajemna wrogość nie trwała długo, gdyż po chwili przerwał ją okrzyk Andrew

– Ojej, a ja wiem, gdzie jest klucz!

– Gdzie?! – odparliśmy zgodnym chórem.

– U mnie w kosmetyczce! – odparł Andrew z uśmiechem niewiniątka i zanim ktokolwiek zdążył się odezwać, pobiegł się umyć.

Bohoniki Podlasie meczet tatarzy
Meczet w Bohonikach na Podlasiu

Z ulgą opuszczaliśmy Krynki, nie spodziewając się, że gdy dotrzemy do Białowieży, zatęsknimy za pierwszym schroniskiem. Szczególnie za przestrzenią. W Białowieży dla 8 osób dostaliśmy pokój … 7 osobowy, a i tak łóżka zajmowały wszelką dostępną przestrzeń płaską. Ścisk był makabryczny. Gdyby w więzieniach próbowano w ten sposób upchnąć osadzonych, mówiłoby się o wręcz nieludzkim systemie penitencjarnym. My przyjechaliśmy tu z własnej woli i za pobyt zapłaciliśmy najdrożej ze wszystkich schronisk. Zaledwie zdążyłem wtaszczyć bagaże do pokoju, wezwał mnie kierownik, człowiek o mentalności harcerzyka, i kazał zapoznać się z niezwykle restrykcyjnym regulaminem. Wiedziałem, że będą kłopoty.

Dokładnie minutę po 22-giej kierownik z impetem wpadł do pokoju i zrobił awanturę, że jest zbyt głośno. Fakt, Kuzyn Tomuś coś tam cichutko brzdąkał na gitarze, ale aby go usłyszeć, trzeba było stać pod drzwiami. Furia Kierownika wzrosła znacząco, gdy dostrzegł Krzysia Marudę siedzącego na parapecie otwartego okna i trzymającego papierosa w ręku. Nie pomogły tłumaczenia, że ręka z papierosem, a także większość ciała Krzysia pozostawała, zgodnie z regulaminem, poza obrysem budynku. Kierownik nie tylko nam zrobił awanturę, chyba wszyscy więźniowie…, przepraszam, goście schroniska zostali tej nocy postawieni do pionu.

Drohiczyn Bug
Drohiczyn od strony Bugu

Trzecie schronisko w Drohiczynie okazało się być obiektem marzeń. Najtańsze, przestronne, z działającym bez zarzutu węzłem sanitarnym i zarządzane przez niesłychanie sympatycznego człowieka. Do dzisiaj mam ogromny sentyment do Drohiczyna.

Integracyjna rola schroniska

Spanie na jednej sali na pewno integruje grupę, chociaż nie jest zbyt komfortowe. Szczególnie dla osób takich, jak ja, które lubią wcześniej położyć się spać. Gdy nakrywałem się śpiworem i przykładałem twarz do poduszki, Kuzyn Tomuś akurat przypominał sobie, że jeszcze tego dnia nie grał na gitarze i rozpoczynał swój półgodzinny koncert, zaczynający się i kończący zawsze tą samą piosenką Starego Dobrego Małżeństwa Spotkamy się u studni. Postanowiłem więc, że wieczorami będę wcześniej wracać do schroniska. Jeżeli zasnę, niewiele rzeczy jest w stanie mnie obudzić. Na pewno nie zwykłe granie na gitarze.

Plan wdrożyłem już następnego dnia. Gdy cała grupa jeszcze dobrze bawiła się wieczorem w miejscowym barze, ja wymknąłem się po angielsku i pognałem do schroniska. Błyskawicznie się umyłem, położyłem do łóżka i zgasiłem światło. I dokładnie wtedy… wrócili pozostali uczestnicy wyprawy.

– Ha, ha, ha – z głośnym śmiechem na ustach Dori wpadła do pokoju i na szczęście zaraz za progiem, widząc zgaszone światło, umilkła.

Na paluszkach wycofała się na korytarz, a gdy się tam tylko znalazła, krzyknęła do reszty:

– Zachowujcie się cicho, Hegemon już śpi.

– Hegemon śpi, Hegemon śpi, Hegemon… – zadudniło echo po całej szkole

– Co?! Aha, aha, cicho! – podchwycili pozostali

Weszli do pokoju poruszając się na palcach i rozmawiają szeptem. Nie zapalili światła, więc pierwsza osoba potknęła się o torbę, druga potrąciła rower, który z łoskotem zwalił się na podłogę. Stłumione okrzyki „o żesz k…a!” mieszały się z chichotami i uspokajającymi posykiwaniami pozostałych. Gdy wszyscy już jako tako ulokowali się w pokoju, nadciągnęła Mała Asia, która swoim zwyczajem zapodziała się za grupą. Z miejsca zapaliła światło, wołając na całe gardło:

– Ale był ubaw chłopaki i dziewczyny, niech Hegemon żałuje!

– Asia, cicho!

– O co chodzi?! Dlaczego mówicie szeptem?!

– Hegemon śpi!

– Kto śpi? O cholera, rzeczywiście!

Na moment zapanowała wręcz idealna cisza, którą przerwał Kuzyn Tomuś:

– Słuchajcie, jak się nie obudził, to już nic go nie obudzi. On ma bardzo mocny sen.

Następnie wyciągnął gitarę z pokrowca i zaczął grać. Pozostali, wzięli przykład z Tomusia i nareszcie zaczęli zachowywać się naturalnie. Skończyły się szepty i posykiwania. Mogłem odpłynąć w objęcia Morfeusza kołysany do snu pierwszymi taktami utworu Spotkamy się u studni.

Posiłki też integrują…

Integracja przestrzenna w schroniskach wiąże się też z integracją żywieniową. Każdy dzieli się tym, co przywiózł ze sobą. Każdy? Nie, jest jeden wyjątek – Kuzyn Tomuś, który uwielbia chomikować swoje wiktuały.

Gdy w Białowieży skończyły się wszystkie zapasy, przypomnieliśmy sobie o wypchanej po brzegi torbie Tomusia, z której niewiele skapnęło na wspólne posiłki.

– Tomuś, słyszałem, że masz ciasto? Zdaje się, że żona ci je upiekła? – zagadnąłem z głupia frant

– Ależ oczywiście!

– To może byś tak…

– Zaraz je przyniosę. Mówię wam jakie Gosia ciasta robi, Hegemon najlepiej to wie! Pamiętam jak Gosia upiekła…

– Ty Tomuś nie opowiadaj, co Gosia potrafi, tylko dawaj ciasto na stół i sami obcenimy! – przerwał obcesowo Andrew.

Tomuś w podskokach pognał do pokoju, lecz po chwili wrócił z miną zbitego psa.

– Ciasto, niestety, spleśniało! To wasza wina, nie przypomnieliście mi wcześniej!

Następnie zadzwonił do żony, aby wyrazić stosowne niezadowolenie z pieczenia ciast, które pleśnieją.

Posiłki czasami dzielą

Drohiczyn
Centrum Drohiczyna

Najbardziej stresującym momentem wszelkich wyjazdów jest wspólny wybór restauracji w porze obiadowej. Im więcej decydujących, tym poważniejsza szansa, że w ramach kompromisu wybrany zostanie najpodlejsza knajpa w okolicy. Na coś podobnego zanosiło się w Drohiczynie. Zatrzymaliśmy się przed pierwszym znalezionym lokalem i czekaliśmy na resztę grupy. Gdy tylko dotarli, Kuzyn Tomuś zarządził:

– Poszukamy innej!

– Czy ta jest zła? – zdziwił się Andrew

– Nie wiem, lecz kawałek dalej może być dużo lepsza!

I nie oglądając się na pozostałych, pewnym krokiem pomaszerował przed siebie. Na szczęście szybko natknął się na grupę sympatycznych, miejscowych, młodych ludzi, którzy zapytani o inne restauracje, roześmiali się w głos i poinformowali, że w Drohiczynie jest tylko jedna knajpa. Ta, którą tak nieopatrznie wzgardziliśmy. Kuzyn Tomuś nie uwierzył.

– Może jest coś nad rzeką? Miejsce, gdzie można mieć dobry widok na Bug i zjeść przyzwoity posiłek?

– Tylko bar piwny. Do jedzenie dostaniecie najwyżej chipsy, ale nic więcej.

– Naprawdę? Nie znajdzie się tam żadna przytulna restauracyjka?

– Niestety nie!

– A nie ma tu jakiegoś ryneczku, gdzie by można usiąść pod parasolami?!

– Właśnie stoimy na ryneczku…

– I tutaj też nie ma żadnego lokalu, gdzie….

– Możecie sprawdzić, ale zapewniamy was, że nic takiego nie ma. Chyba że coś dzisiaj niespodziewanie otworzyli, o czym nie wiemy.

Rozmowa mogła się ciągnąć jeszcze dobre pół godziny, a może i dłużej, jednak zdrowym rozsądkiem wykazał się Andrew:

– Tomuś, jak chcesz to szukaj tych parasolek, ryneczku i widoczku na rzeczkę. Jestem głodny i wracam do knajpy!

Ponieważ wszyscy poszli za przykładem Andrew, to i Kuzyn Tomuś musiał na jakiś czas odłożyć marzenia o przytulnej knajpce. Jednak przez cały pobyt stale naciskał, aby posiłki jadać w urokliwych miejscach. Ostatniego dnia nie pozwolił nikomu zjeść pod sklepem świeżo zakupionej, rozkosznie pachnącej czosnkiem, wiejskiej kiełbasy, argumentując:

–  Poczekajcie! Za chwilę dojedziemy do Mielnika. Siądziemy sobie nad Bugiem i patrząc na wodę spożyjemy posiłek.

Mielnik Bug
Bug w Mielniku

Chociaż każdemu burczało w brzuchu, daliśmy się przekonać. Za chwilę, czyli po dobrych 10 kilometrach, siedzieliśmy nad Bugiem w Mielniku i delektowaliśmy się polską, swojską wędliną. Skłamałem. Kiełbasa była tak wstrętna, jak pięknie pachniała. Nawet najgłodniejsi nie byli w stanie przełknąć więcej niż dwóch kęsów. Na szczęście z krzaków wyłonił się mały kudłaty piesek. Usiadł naprzeciwko i zaczął wpatrywać się w nas głodnym, psim wzrokiem wzrokiem. Długo nie czekał na poczęstunek.

– Patrzcie! – uradował się Krzysiu Maruda – To jest na pewno słynny karłowaty wilk nadbużański.

Następnie obraził się (oczywiście Krzysiu, a nie pies), wsiadł na rower i popedałował w kierunku zachodzącego słońca. Nikt się tym faktem nie przejął, Krzysiu obrażał się nieustannie.

Więcej o obrażaniu się, fochu i marudzeniu, przeczytacie w kolejnym odcinku…

C.D.N.

Spodobał Ci się wpis? Być może zainteresują Cię podobne opowiadania o Krzysiu Marudzie i Basi, czy też o rowerach w polskiej krainie wiatraków.

Zapraszam do polubienia bloga na facebooku

84
Dodaj komentarz

avatar
30 Comment threads
54 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
30 Comment authors
MaciejHegemonTelefoniczne Wyprawy~Izabela~Maks Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
~Dreptak Zenon
Gość
~Dreptak Zenon

Prawie jak moja wyprawa na ryby kiedyś!!! 😀 😀 😀

hegemon
Gość

A opisałeś ją na blogu?

~Dreptak Zenon
Gość
~Dreptak Zenon

Kiedyś tak, muszę poszukać. 🙂

hegemon
Gość

Koniecznie podeślij linka

~Dreptak Zenon
Gość
~Dreptak Zenon

Służę uprzejmie! 🙂

hegemon
Gość

Kneziu, link się gdzieś zapodział… 🙁

~Dreptak Zenon
Gość
~Dreptak Zenon

Jak się zapodział, kiedy mi działa??? Trzeba kliknąć w podświetlony tekst „proszę uprzejmie” i się otwiera – właśnie sprawdziłem! 🙂
A na wszelki wypadek daję „goły” link – wtedy na pewno żadnej obsuwy nie będzie! 😀
http://www.kneziowisko.pl/na-ryby/

hegemon
Gość

To ja w takim razie jakiś taki nieogarnięty jestem 🙂 Dzięki za goły link, wiem jak z niego skorzystać 🙂 I biorę się do lektury.

parrafraza
Gość

Takie wycieczki są najciekawsze i zakotwiczają się w pamięci na zawsze. Bo co to za wycieczka, na której w każdym schronisku jest bieżąca woda, pokoje mają standard Ritza a urokliwe knajpki z widokiem na Bug wyrastają jak grzyby po deszczu 😉 Choć kiełbasę, to bym jednak wolała smaczną 😉 Ciekawie się czyta Twoje opowieści.

hegemon
Gość

Dzięki za miłe słowa 🙂 Fakt, trudności rozwijają, tworzą przygodę, a za pokojami o standardzie Ritza nie przepadam, brrr..
A kiełbasę też lubię smaczną, tamta straszliwie nas rozczarowała…

~Dama Kameliowa
Gość
~Dama Kameliowa

Bardzo frapująco piszesz o pozornie zwykłych zdarzeniach 🙂 W sumie racja – takie zachowania dzieją się na wszelkich imprezach typu narty, spływy, zwłaszcza tych siermiężnych, ale jakoś człowiek nie odnotowuje ich w pamięci. Zaskoczyło mnie, że uznałeś grupę 10-osobową za niewielką (dla mnie to już rowerowy tłum!) 🙂
Piękne zdjęcia, pozdrowienia.

hegemon
Gość

10 osób, to tłum? Może i masz rację 🙂 Siermiężne wydarzenia zostawiają więcej wspomnień, są lepeiej zapamiętywane, niż te wygodne. Nie wiem dlaczego, ale tak się dzieje…

~Dama Kameliowa
Gość
~Dama Kameliowa

Może dlatego, że w siermiężności tkwi kawałek czegoś nieprzewidywalnego, a to jest kwintesencja przygody? 🙂
P.S. Jak na osobę chodząca spać „z kurami” coś dziś długo nie śpisz 🙂

hegemon
Gość

Były prowadzono długotrwałe badania nad szczęściem i okazało się, że istnieje coś takiego, jak „pożądane trudności”. Mierząc się z trudnościami rozwijamy się i stajemy szczęśliwsi. Zbytnia wygoda i unikanie wyzwań unieszczęśliwiają.
Rzeczywiście długo nie spałem, nie lubię aż tyle czasu siedzieć przed komputerem, ale po powrocie z wyjazdu narobiłem sobie zbyt dużo zaległości i musiałem je odpracować. Ale gdy jestem odcięty od internetów i facebooków, to wtedy lubię się położyć o 22 i wstać rano, aby zdążyć na dobre światło zdjęciowe 🙂

~Dama Kameliowa
Gość
~Dama Kameliowa

To ja już wolę w ogóle nie spać i poczekać na światło… Co człowiek, to inne preferencje… Pozdrowienia.

hegemon
Gość

Masz rację, co człowiek, to inne preferencja. Dlatego nie dajmy się szablonom 🙂

~tuv
Gość
~tuv

cudne; ;))))
przyszłam za Kneziem;)

podobne wspomnienia mam z kajakowej wycieczki lata temu w siermiężnej Polsce wieku XX:))))

hegemon
Gość

Kneź ma liczne zastępy, nie dziwota, przecież jest… Kneziem 🙂
Spływy kajakowe z samej definicji są dość siermiężne i w tym ich cała uroda. Na Podlasiu siermiężność zbiegła się z trudnymi charakterami ludzi, stąd tyle zabawnych sytuacji 🙂

~Tu Od Teraz
Gość

Cudowna dawka świetnego humoru… 🙂
Uwielbiam takie prawdziwe i życiowe historie. Sama podobnych doświadczyłam. Tylko u nas zawsze królowała „Majka” SDM.

hegemon
Gość

Majka też była, tylko do Majki była potrzebna większa dawka alkoholu, inaczej nie szło 🙂

Karolina :)
Gość
Karolina :)

Wyprawa pierwsza klasa!
Jakby mi ktoś zorganizował to może bym pojechała ale tak sama z siebie to nie 😀
Ale wspomnienia na pewno masz świetne i to jest najważniejsze 😀

hegemon
Gość

Nie każdego bawi organizowanie. Ja lubię, chociaż jest to ciężki kawałek chleba. Częściej natykam się na focha i obrażenie, niż na wdzięczność, ale mimo wszystko dalej organizuję 🙂

Karolina :)
Gość
Karolina :)

Właśnie dlatego nie lubię organizować wycieczek, wyjazdów itp. 😀 po co się z tym wszystkim męczyć? 😀 Wiadomo wdzięczność wdzięcznością potem ale po co człowiek ma się tak męczyć? 😀
Ja bym nie chciała 🙂

hegemon
Gość

Dla mnie wyjazdy są tak ważne, że macham ręką na te fochy. Nauczyłem się też nie zabierać zbyt toksycznych ludzi. Zajęło mi to parę lat, ale obecnie mam mniej focha, a dużo więcej radości fajnych wspomnień i wdzięczności 🙂

~Robert
Gość

Nie ma to jak wszystko zorganizować, a później jeszcze wysłuchiwać pretensji! 😀 Rower tylko we dwójkę! 🙂

hegemon
Gość

Trzeba mieć twardą skórę, ale jeżeli lubi się wyjazdy w większej grupie, to cóż… 🙂

~Dorota
Gość
~Dorota

Podziwiam Ciebie Hegemonie, że potrafisz się odnaleźć wśród marudzących i narzekających turystów. To nie dla mnie. Jeden chce pić, drugi jeść, ktoś inny się obraża, ktoś chrapie, gada, marudzi, jedzie w prawo, w lewo. Jak takie coś okiełznać ? Wolę podróżować w pojedynkę lub z moim mężem, bo jesteśmy tak zgranym duetem (ponad 30 lat praktyki), że nawet spotkanie na drodze kosmity lub brak jedzenia nie psuje nam humoru, im bardziej ekstremalnie tym ciekawiej. Pozdrawiam z Podlasia a dokładniej to Suwalszczyzny i życzę zgranych i mało toksycznych grup rowerowych. PS Podlasie roztacza przepiękne uroki, a krajobrazy znad Bugu potrafią niwelować… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Może, gdyby to byli obcy ludzie, to nie dałbym rady, ale znajomi, to co innego. Lubię jeździć sam, lubię podróżować we dwójkę z moją partnerką, z którą się świetnie jeździ, ale czasami dla odmiany potrzebuję grupy ludzi i wtedy organizuję większy wyjazd. Kiedyś trzy razy do roku, teraz tylko raz, na rowery.
To prawda Podlasie jest piękne, a Bug bardzo malowniczą rzeką, szkoda, że zbyt brudną 🙁

~Agnieszka Wieczorek
Gość

To prawda, że takie „dziwne” przeżycia wspomina się najdłużej. Jak wszystko idzie po myśli to człowiek szybko zapomina, no bo niby co ma wspominać. A jak dzieje się coś ciekawego to zawsze wspomnienia zostają 🙂

hegemon
Gość

Trzeba przeżyć dyskomfort, aby zapamiętać wyjazd. Byleby ten dyskomfort nie był zbyt duży, bo wtedy już nie ma przygody, a jest katorga…

~Katsunetka
Gość
~Katsunetka

Takie wycieczki się pamięta, a nie… Hotele kilku gwiazdkowe. Chociaż pamiętam coś z gwizdkami, co chyba miało je doklejone. Albo wyprawę gdzie na 4 osoby były 3 łóżka i jeszcze do tego walizki, trzeba umieć latać. Super się czytało te wspomnienia, odżyły te moje. Zwłaszcza czasy, kiedy trzeba było szukać budki telefonicznej, aby zadzwonić do domu.

hegemon
Gość

Najlepsze przygody zdarzają się wtedy, gdy coś idzie nie po naszej myśli. Nie wszystko, ale jakieś elementy.
Kiedyś budka telefoniczna, to był normalny element krajobrazu, a dzisiaj niektórym trzeba dokładnie tłumaczyć, co to takiego. Śmierć budek telefonicznych nastąpiła tak niedawno, 10 lat temu, może mniej…

Ola
Gość
Ola

Uśmiałam się. Zarówno z Twojego tekstu jak i z komentarzy SDM.
„Żony nam wódkę wypiją i trzeba je będzie dobić” 😀
Ja mam taki stek narzekania na co drugiej wycieczce szkolnej. A później się okazuje, że wszystko się bardzo podobało i był to wyjazd życia.

hegemon
Gość

Gdy pracowałem, jako nauczyciel, też na wycieczkach szkolnych się umęczyłem. Ale teraz, po latach, całkiem nieźle je wspominam 🙂

~Marta
Gość
~Marta

Uwielbiam wyprawy rowerowe.Uwielbiam te niespodzianki wycieczkowe i poznawanie nowych miejsc oraz ludzi.Mnie czeka obóz tenisowy z dziećmi w Augustowie.Czuję,że będzie intrygująco;) Twoja wyprawa jak zawsze ekscytująca.Szkoda,że nie byłam tam z Wami 😉

hegemon
Gość

Wspomnienia z wyjazdu na Podlasie są zabawne, ale na miejscu było ciężko. Więc nie wiem, czy masz czego żałować 🙂
Obóz tenisowy? Grasz w tenisa?

~Marta
Gość
~Marta

No właśnie nie ale zawsze chciałam.Mam być wychowawcą od spraw rekreacji 😉

hegemon
Gość

Może przy okazji się nauczysz. Na pewno będą jacyś trenerzy 🙂

~Marta
Gość
~Marta

No mam nadzieje,że będą i mnie nauczą 😉

hegemon
Gość

Poznasz nowy i ciekawy sport. Ja już bardzo dawno nie grałem w tenisa…

~Marta
Gość
~Marta

Jak byłam mała dużo grałam w palanta i również był tenis.Po latach przypomnę sobie 🙂

hegemon
Gość

O to spokojnie. Podobno umiejętności gry się nie zapomina 🙂

~frytka
Gość

taki barwny przegląd postaci, a co z Łysym, co u Niego, że tak zapytam?…. 😀
miłego dnia Rzymianinie…

hegemon
Gość

Łysy wtedy z nami nie jeździł, miał przerwę rodzicielską 🙂
Miłego dnia dla ciebie 🙂

~ariadna
Gość
~ariadna

Hegemonie, jak ja uwielbiam czytać o Twoich przygodach! Już jechałam z Wami na rowerach i intonowałam piosenkę „Spotkamy się u studni”, podczas kiedy ktoś usiłował usnąć hi hi hi 😉
Trzymaj się ciepło 🙂

hegemon
Gość

Cieszę się, że te historie Cię bawią, taki jest ich cel 🙂

~Mad
Gość
~Mad

Coś w tym jest, my też z wielkim sentymentem wspominamy wszelkie nieprzewidziane zdarzenia typu „urwał się tłumik, szukamy spawacza na głębokiej wsi w sobotę o 18.00″… 🙂 Ale jaka frajda, gdy się uda! Pozdrawiam 🙂

hegemon
Gość

Coś o urwanym tłumiku i szukaniu spawacza na wsi wieczorem wiem 🙂 Też się cieszyłem, że za 50 zł pospawał, ale awarie samochodu, to jest coś, co mnie najbardziej stresuje, bardziej niż ludzkie marudzenie…

~marharetta
Gość

z wyjazdami w większej grupie tak jest. nigdy nie da się dogodzić w 100% każdemu z członków ekspedycji,
masz rację, ze wyprawy trudne, albo takie w trakcie których pojawiły się jakieś przeszkody, wbijają się w pamięć trochę bardziej niż te cacy idealne 🙂
ps. nie udało mi się dotrzeć na Białe i Radkowskie. nigdy tam wcześniej nie byłam, więc nie mam porównania co do fajności miejsc. ale nic straconego. kiedyś na pewno nadrobię 🙂
w „moich” okolicach nie ma tego typu tworów, więc i Grzyby mnie urzekały. ale mnie to czasem byle bzdura, uśmiecha :))

hegemon
Gość

Wiadomo, że im większa grupa, tym większa rozbieżność interesów 🙂
Fajna cecha charakteru, że ciebie „każda bzdura uśmiecha”. Im więcej radości i uśmiechu w życiu, tym to życie lepsze 🙂

~jotka
Gość

Oj przypomniałeś m stare dobre czasy, faktycznie te schroniska urągały wszelkim wymogom, dziś pewnie Sanepid nie wydałby pozwolenia. Jeździłam kiedyś z młodzieżą na rajdy i obozy wędrowne, kiedyś jechaliśmy w wagonie pocztowym, bo miejsc w pociągu nie było, a konduktor nad nami się ulitował. Sanitariaty też pozostawiały wiele do życzenia lub ich po prostu nie było, co wywoływało płacz, gdy szło się w upale, a na 22 osoby był 1 zlew żeliwny i 1 miska.
Innym razem spaliśmy przy zapalonym świetle, bo gdy gasło, to łaziły po nas robale…
Dlatego teraz lubię odrobinę luksusu 🙂 czyli pokój z łazienką.

hegemon
Gość

Miałaś przygody, naprawdę trudne przygody. Kiedyś mniejszą wagę przywiązywało się do higieny, teraz już bym w takich warunkach nie chciał bytować. Chociaż staram się cały czas, chociaż raz w roku pojechać pod namiot, gdzieś na dziko 🙂

~chomikowa
Gość
~chomikowa

Hahaha. Wlasnie nie jestem wystarczajaco cierpliwa, zeby ogarniac takie „przyjacielskie” wypady 😉 Nawet w 3 osoby jak sie szuka restauracji, to moze to trwac 3 h… To chyba ponad moje sily 😉
Ale Bialowieza… Brzmi pieknie.

hegemon
Gość

Wspólne szukanie restauracji to porażka. Albo jedna osoba decyduje, albo wchodzimy do pierwszej napotkanej, albo każdy je gdzie indziej. Czasami jest tak jak w Drohiczynie, po prostu nie ma wyboru i nie ma problemu 🙂

~chomikowa
Gość
~chomikowa

Albo najlepiej brac kanapki i pomidora w sloiku 😉

hegemon
Gość

Czasami i ta metoda się sprawdza. Ale na wyjazdach też chcę spróbować smaku potraw, szczególnie gdy są to knajpy regionalne 🙂

~elżbieta
Gość
~elżbieta

Rowerem jeżdżę chętnie, co dzień. Ale do żadnej grupy rowerowej nie należę. Moja siostra, ubiegłego roku była z swoimi rowerzystami w Macedonii.
Pozdrawiam serdecznie Hegemonie:)

hegemon
Gość

Na rowerach w Macedonii musi być pięknie, też bym tam pojechał… Pozdrawiam serdecznie 🙂

Lena Sadowska
Gość
Lena Sadowska

Witam.
Podlasie znam rodzinnie. I agroturystycznie – od strony oferującego spanko, jedzonko – kuzynka się tym parała.
Ja uwielbiam podziwiać świat z perspektywy własnych nóg 🙂 Jak się domyślasz – jestem amatorką rajdów pieszych i swojego czasu przewędrowałam piękny kawałek Polski.
Realia podobne. Tylko tempo wolniejsze 🙂
Za to – żadne zakazy nie ograniczają.
A z uczestnikami – jak ze smerfami – zawsze znajdzie się jakiś Maruda, Osiłek, Łasuch 🙂
Bywa ciężko, ale co potem za wspomnienia 🙂
Dowód – powyżej 🙂
Pozdrawiam 🙂

hegemon
Gość

Dla mnie chodzenie, to tylko góry, na płaskim zostaje ewentualnie nordic walking. Na płaskim zdecydowanie wolę rower. Ale wiadomo, każdy ma inne potrzeby, jest różnorodność… i dobrze 🙂
Bardzo podoba mi się to porównanie ludzi do smerfów i jak idealnie pasuje 🙂

~oto ja
Gość

Wycieczka zabawna, ale właśnie takie pamięta się najdłużej i najlepiej wspomina. A skoro o rowerze mowa, to chyba dałeś sygnał, że sezon rowerowy powinnam już rozpocząć. No i to Podlasie, a właściwie cała ściana wschodnia – nigdy tam nie byłam, choć coraz częściej ten kierunek pojawia się w rozmyślaniach. Ale musiałabym poszukać bardziej cywilizowanych noclegów ha ha ha.
Pozdrawiam 😉

hegemon
Gość

Cała ściana wschodnia, to jest niezły pomysł. Wschód jest piękny i zdecydowanie mniej zadeptany. Noclegi po tych 14 latach też się diametralnie zmieniły, więc na pewno znajdziesz coś bardziej cywilizowanego 🙂

~pani L.
Gość

Ale fajne wspomnienia i bardzo fajnie się czytało. Tylko za krótko. Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością.
Ja takich wspomnień nie mam, bo zawsze spaliśmy w namiotach – toaleta I „prysznic” czynne przez 24h dla wszystkich bez czekania.
Przypomniało mi się zdarzenie przed laty: dzwoni telefon stacjonarny, na moje Halo słyszę: – Niech będzie pochwalony! Zdziwiona odpowiadam: – Na wieki wieków. Okazało się, że ktoś chciał się dodzwonić do parafii, aby zamówić mszę.
Pozdrawiam słonecznie.

hegemon
Gość

Z rowerami i namiotami nigdy nie jeździłem (może we wczesnym dzieciństwie). Namiotów używam na kajakach. I bardzo lubię tę formę noclegu, gdy masz bezpośredni dostęp do wody, bajka 🙂
Zjawisko pomyłki na telefony stacjonarne, to było coś tak oczywistego, natomiast odkąd mam komórkę, to jeszcze nikt do mnie przez pomyłkę nie zadzwonił. Może szkoda? 🙂
Pozdrowienia. Za tydzień będzie druga część Podlasia 🙂

boja
Gość
boja

Świetnie opisujesz swoje przygody, Hegemonie. Nie muszę nigdzie tyłka ruszać, a jest prawie tak, jakbym w nich uczestniczył. I prawie naprawdę nie robi tu wielkiej różnicy!

hegemon
Gość

Wiedziałem, że masz ogromną wyobraźnię, ale nie spodziewałem się, że aż tak wielką 🙂 Czyli jestem lepszy niż telewizja? 🙂

boja
Gość
boja

Telewizja tylko zimą Cię przewyższa, bo skoki narciarskie transmituje. Uwielbiam skoki narciarskie…

hegemon
Gość

Z tego wynika, że muszę zająć się transmisją skoków narciarskich. Też je uwielbiam. Oglądać oczywiście 🙂

~arya
Gość
~arya

W jednym z komentarzy piszesz ,że pretensje tolerujesz od dobrze znanych ci osób. Ja mam dokładnie odwrotnie ,żale od obcych przyjmuję raczej z uśmiechem ,czasami z zadumą nad powodem tychże zażaleń, kiedy bliskie osoby strzelają focha robi mi się najprościej przykro. Przykład ,w maju byliśmy ,z rowerami oczywiście, na Bornholmie. Dzień pierwszy ,plan: objazd wyspy. Trasa rowerowa wiodąca wokół wyspy ,wzdłuż morza jest najpiękniejsza. Jednakowoż jest fragment ,kiedy ścieżka rowerowa oddala się od brzegu i jedzie się wzdłuż ruchliwej drogi. Jako stara bywalczyni zjechałam z trasy nieco w głąb i poprowadziłam grono przepiękną aleją ,gdzie wszystko kwitło i pachniało,i przez… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Niezbyt często jeżdże z kimś obcym, więc nie wiem, jak bym przyjął pretensje obcych. Jeżdżę prawie wyłącznie ze znajomymi. I wiem na co ich stać. Zazwyczaj wiem, gdyż czasami zdarzają się niespodzianki. Osoby bardzo marudne, pełne pretensji i nic dobrego nie wnoszące od siebie, zazwyczaj zniechęcam do kolejnych wyjazdów. Dość skutecznie zniechęcam. Lecz są też tacy, którzy pomarudzą, ale są na tyle sympatyczni w innych sprawach, że to marudzenie puszczam mimo uszu. W każdej grupie musi być smerf maruda 🙂
Nie wiem, czy bym jeździł z własną siostrą, gdyby aż tak mi marudziła…

Teresa
Gość
Teresa

Nigdy nie byłam w żadnym schronisku, więc czytałam z zapartym tchem. Fajnie opisane, superowe fotki, szczególnie ta z nogami 😉 . Hegemonie, no jak można schować klucz do prysznica. 😉 . 🙂 . 🙂 . Dziekuję za odwiedziny. 🙂 .
Pozdrawiam. 🙂

hegemon
Gość

W PTSM klucze prysznice niegdyś były zamykane na klucze, był to taki dostęp do luksusu dla uprzywilejowanych. Teraz jest norma 🙂

~Maks
Gość

Im więcej osób, tym więcej problemów. Każdy ma inny charakter, inne nawyki. A jeśli dojdą do tego złe warunki noclegu, beznadziejne łazienki, słabe jedzenie, to tragedia.
Nigdy nie brałem udziału w dużych wycieczkach rowerowych (przeważnie jeździłem sam albo z drugą połową, albo ze znajomym), ale kilka razy byłem w górach w grupie 3-4 osób. I tylko tyle osób nieraz wystarczyło do wkurzających sytuacji i sprzeczek.
Pozdrawiam:)

hegemon
Gość

Nie jest łatwo pokierować grupą 10 osób, ale da się. Tylko na samym początku trzeba ustalić zasady, co nie zawsze jest łatwe.

~Izabela
Gość

W schroniskach spałam w czasach szkoły podstawowej i wczesnego liceum. Najlepiej pamiętam obóz wędrowny i kolejne noclegi w trakcie jego trwania, ale aż tak bogatego scenariusza nie było, albo ze zmęczenia niewiele zapamiętałam. 🙂 Na szczęście o posiłkach decydowali opiekunowie, bo faktycznie moment wyboru miejsca na posiłek zazwyczaj jest, delikatnie mówiąc, nerwowy. 😉

hegemon
Gość

Ja zapisuję zaraz po wydarzeniu, dlatego pamięcią mogę sięgać teraz daleko 🙂

~Izabela
Gość

Czyli najpierw powstaje pamiętnikowy wpis, a później blogowy? 🙂

hegemon
Gość

Przez wiele, wiele lat powstawały wpisy tylko pamiętnikowe. Czytałem je znajomym i rodzinie. Podobało się, więc zacząłem pisać bloga 🙂 Teraz jest to mieszanka – piszę na bieżąco i uzupełniam pamiętnikiem. Muszę sprawdzić, jakie to są proporcje…

~Izabela
Gość

To razem sporo tego pisania. Podziwiam Twój zapał i energię. 🙂

hegemon
Gość

Lubię pisać, chociaż jestem częściowym dyslektykiem 🙂 Ale jak masz porąbaną rodzinę, to jak tego nie utrwalić? Poza tym w mojej rodzinie tradycje pisania pamiętników są bardzo długie i wielopokoleniowe 🙂

Telefoniczne Wyprawy
Gość

Święta racja. Najbardziej pamięta się te wyprawy, gdzie nie wszystko układa się po naszej myśli. Nie zapomnę spływu pontonowego (Bardo), gdy zamiast pięknego słońca, była burza, i nim wsiedliśmy do pontonu już byliśmy cali mokrzy, ale to nie był jeszcze koniec niespodzianek… Z jedzeniem u mnie tak samo. Nie należę do wybrednych, więc obojętnie co i gdzie, byle zaspokoić głód, ale mam koleżankę, która oczekuje czegoś więcej (chociaż sama nie wie czego) i dlatego, któregoś roku błąkałyśmy się półtorej godziny po toruńskim rynku, by znaleźć lokal godny jej „wysokości”:)

Maciej
Gość
Maciej

Ekipa w sumie fajna, pozazdrościć.
W Schroniskach Młodzieżowych różni się ludzie trafiali, czasami faktycznie o mentalności zupaka. A i tak najgorsze miejsce w którym spaliśmy to był pewien hotel w Chełmie. Nie napiszę który, bo lat to było temu kilka… naście to moze i coś się zmieniło.