Łęczyca na rowerze – piach, pot i słońce

Pociąg poruszał się zrywami. Czasami udawało mu się rozwinąć odczuwalną prędkość, ale po chwili dostawał zadyszki i musiał dłużej odsapnąć na najbliższej stacji. Nic dziwnego, skład mocno już wiekowy, nie potrafił brykać, niczym młodzieniaszek. Z Łodzi do Łęczycy jest trochę ponad 40 kilometrów i trochę ponad godzina jazdy. Nie są to rekordowe osiągnięcia, nie jest to żadna konkurencja dla samochodów. Jednak taki powolny bieg pociągu ma swój sens. Przejazdu nie sposób potraktować przedmiotowo, jako nic nie znaczącego epizodu w niedzielnej wycieczce. Podróż pociągiem staje się znaczącym elementem wyprawy. Krajobrazy za oknem nie zamieniają się w rozmazaną pośpiechem plamę, można podziwiać ich dostojne przemieszczanie się, można zapoznać się z każdą stacją i dowiedzieć się, że taki niewielki Zgierz ma ich aż cztery. Pośpiech nie podróżuje koleją, pośpiech pojawia się dopiero wtedy, gdy wsiadamy na rowery.

Łęczyca
Rynek i ratusz w Łęczycy

Czytaj dalej Łęczyca na rowerze – piach, pot i słońce

Wiekopomne odkrycie w Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich

W powieści podróżniczej liczy się styl prowadzenia narracji. Można zanudzić relacją z wyprawy w głąb Puszczy Amazońskiej, można zachwycić opisem spaceru do pobliskiego parku. Ta druga opcja jest domeną mojej mamy. Opowiadania o zwykłych wycieczkach w okolicach Łodzi, w jej ustach zyskują rangę wypraw, porównywalnych jedynie z odkryciami Kolumba czy Magellana. Mama, gdy zacznie mówić, to ciężko jej przerwać, a jej relacje nie są krótkie…

Nawet o wyprawie w góry Tien-szan można nieciekawie opowiedzieć…

Czytaj dalej Wiekopomne odkrycie w Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich