Deszczowe rowery, czyli „męska wyprawa”

Zazwyczaj jeżdżę na wycieczki, których dystans zamyka się w granicach 30-50 kilometrów, ale od czasu do czasu mam chęć zmierzyć się ze znacznie dłużą trasą, z trudniejszymi warunkami terenowymi, z czymś co nazywam „męską wyprawą”. Ciekawe, że gdy myślę o takim wyzwaniu, zawsze przypomina mi się wyjazd rowerowy na Wieś, który nie był ani łatwy, ani piękny, ani przyjemny…

meska wyprawaUWAGA: Miłośników dwóch kółek, dla których jakakolwiek, nie tylko „męska”, wycieczka, zaczyna się od przejechania minimum 100 kilometrów, uprasza się o zaprzestanie lektury i udanie się na najbliższą siłownię :-).

W drogę wybraliśmy się we dwóch. Towarzyszył mi Łysy, kolega, który zazwyczaj jest inicjatorem działań określanych jako nietypowe, trudne i ambitne. Zimowy spływ kajakowy, wczesnowiosenna kąpiel w lodowatych nurtach Warty, czy długodystansowa wycieczka rowerowa poprowadzona piaszczystymi, wiejskimi drogami, to ulubione inicjatywy z szerokiego katalogu działań Łysego.

Czytaj dalej Deszczowe rowery, czyli „męska wyprawa”