Zobaczyć stolicę Francji, czy pojechać na Wieś?

Wycieczka do Paryża, na którą zabierałem rodziców, była częstym tematem rozmów przy stole w trakcie licznych uroczystości rodzinnych. Duże emocje budził fakt, że nie tylko po raz pierwszy w życiu mieliśmy zobaczyć stolicę Francji, ale wyjazd odbywał się w bardzo szczególnym okresie – miesiąc po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.

Unia Europejska flaga Czytaj dalej Zobaczyć stolicę Francji, czy pojechać na Wieś?

Wiejskie problemy – niebezpieczna trawa i wrażliwe zwierzęta

Życie na wsi toczy się odmiennym od miejskiego rytmem. Wiejskie problemy nam mieszczuchom mogą wydawać się nieco dziwaczne, bo jakie zagrożenie może nieść zwykła trawa bez umiaru pleniąca się dzięki lipcowym, ciepłym deszczom?

trawa

Czytaj dalej Wiejskie problemy – niebezpieczna trawa i wrażliwe zwierzęta

Miłe złego początki czyli weekendowy kurs hydrauliki

Zapowiadano ciepły i słoneczny weekend. Taki, na jaki z wytęsknieniem czeka się po zimnych i szarych dniach odchodzącej zimy. Weekend, który najlepiej spędza się na wsi w otoczeniu budzącej się do życia przyrody. Nie przypuszczałem, że zamiast podziwiania kiełkujących przebiśniegów i fotografowania sikorek, przejdę przyśpieszony kurs, na którym zapoznam się z praktycznym znaczeniem takich słów, jak śrubunek, pex i trójnik…miłe złego początki

Czytaj dalej Miłe złego początki czyli weekendowy kurs hydrauliki

Kwiaty mamy – radość, troska i utrapienie

Pośród kwiatów kłębiło się mnóstwo różnobarwnych motyli. Widok godny uwiecznienia na fotografii. Nie mogłem go przegapić. Zmieniłem obiektyw w aparacie, nakręciłem filtr polaryzacyjny i przymierzyłem się do zdjęcia. Za daleko. Trzeba wejść pomiędzy kwiaty mamy. Ostrożnie rozchylam łodygi, uważnie stąpam pomiędzy, aby niczego, broń Boże, nie podeptać.

kwiaty mamy

Czytaj dalej Kwiaty mamy – radość, troska i utrapienie

Kałkus u płota. Perypetie rodzinne – część druga

Odkąd mama odkryła dawnego krewnego, strasznego Szweda, Kałkusem zwanego, odwiedzała go, gdy tylko nadarzyła się okazja. Nic dziwnego. Kałkus wysłuchiwał opowieści rodzinnych bez okazywania znużenia, a i sam potrafił zadziwić znajomością koligacji i koneksji. Mosty, gdzie siedział Kałkus i Wieś, na której od wiosny do jesieni przebywała mama, dzieliła odległość zaledwie kilkunastu kilometrów, lecz aby ją pokonać, potrzebny był samochód z kierowcą. Niewielu udawało się namówić na podróż do Mostów, lecz mama nie ustawała w wysiłkach. Zawsze, gdy przyjeżdżałem na Wieś, słyszałem prośbę:

– Hegemonie, może byś mnie zawiózł do Mostów? Tylko na chwileczkę!

Wiedziałem, że chwileczka, to jest minimum pięć godzin, więc odmawiałem. Wydawało się, że nigdy nie poznam Kałkusa, gdy po 4 latach zdarzył się cud, który zapoczątkował perypetie rodzinne…

sieradzkie
Wiejskie krajobrazy

Czytaj dalej Kałkus u płota. Perypetie rodzinne – część druga

Dzikie życie – obiad upieczony w dole ziemnym

Rano wyruszam na poszukiwanie kamieni. Powinny być płaskie. Zadanie niby proste, gdyż tutejsze pola obfitują w kamienie. Świeżo zaorane wyglądają jakby ktoś posadził kamienie, a nie rośliny, aż dziw bierze, że cokolwiek na takiej glebie jeszcze rośnie. Jednak większość, to wapienie, zbyt kruche, aby długo utrzymywały ciepło. Szukam piaskowców. W jakim celu? Aby wieść dzikie życie!

na polach rosną kamienie
Na Wsi ziemia wydaje się rodzić wyłącznie kamienie…

Czytaj dalej Dzikie życie – obiad upieczony w dole ziemnym

Nawiedzony dom na Wsi

Mama lubi opowiadać. W każdej, wydawałoby się codziennej sprawie, potrafi odkryć pierwiastek niezwykłości. Nie przejmuje się przy tym logiką i rzeczywistością. Przyjemnie by się jej słuchało, gdyby nie dygresje, który należy ucinać w zarodku, zanim rozwiną się w opowiadanie wewnątrz opowiadania. Tym razem, gdy odwiedziłem rodziców na Wsi, zostałem uraczony historią o duchach.fot. Dawid Lasocinski Czytaj dalej Nawiedzony dom na Wsi

Syzyfowe prace, czyli dziecięce tsunami

Lato i wakacje kojarzą mi się ze Wsią, panującą tam ciszą, spokojem, życiem bez pośpiechu, ciepłymi nocami, wszechobecnymi komarami oraz wiekową chałupą, którą przed laty nabyła siostra ze szwagrem. Ich dzieci były jeszcze małe, gdy pewnego wieczoru czekaliśmy na wizytę Jeżynowskich…bez lilak wies Czytaj dalej Syzyfowe prace, czyli dziecięce tsunami

Trzepak i remonty ze starego zeszytu

Pożółkłe kartki zeszytu zapisano starannym pismem. Równe linijki tekstu przeplatały się ze schematami technicznymi oraz kolumnami cyfr. Tata przerzucił kolejną stronę, poprawił okulary na nosie i przeczytał

– Otynkowaliśmy dom…

– Ooo, na to zupełnie się nie godziłam, ale tatuś się uparł!

Według tego schematu rodzice rozmawiali już od pół godziny. Ojciec odczytywał zapiski z kolejnej inwestycji na Wsi, mama za każdym razem kategorycznie twierdziła, że była przeciwna…

Czytaj dalej Trzepak i remonty ze starego zeszytu

Kombatancki wyjazd na Wieś

Lekarz długo i uporczywie wpatrywał się w moje oczy. Był okulistą, miał do tego prawo. Wreszcie chrząknął, mądrze zmarszczył czoło i rzekł:

– Doskonale! Naprawdę doskonale! Teraz proszę odpoczywać…

– Zamierzałem wyjechać na wieś, panie doktorze…

– Świetny pomysł! Czyste powietrze, oczy będą szybciej się goić, tylko proszę pamiętać, przez najbliższe dwa tygodnie żadnego wysiłku!

Ze zwolnieniem lekarskim w kieszeni wyszedłem na ulicę. Radość mieszała się z wyrzutami sumienia. W ciągu kilkunastu lat pracy w firmie, tylko raz skorzystałem z chorobowego i przez trzy dni nie było mnie w biurze. Teraz aż dwa tygodnie nieobecności, jak oni sobie beze mnie poradzą?! Paniczne myśli próbowałem ułagodzić logicznym rozumowaniem. Tłumaczyłem sobie, że po laserowej korekcji wzroku i tak w niczym bym nie pomógł. Zamiast –10, miałem +4, odczytanie największych nagłówków w gazetach wymagało wyciągnięcia ręki na całą długość, reszta tekstu i tak pozostawała jedynie rozmazaną plamą. O pracy na komputerze nawet nie miałem co marzyć…

Czytaj dalej Kombatancki wyjazd na Wieś