Van Turcja. Erasmus z nutą szaleństwa

Lotnisko nie wyglądało imponująco. Rozmiarami mogło co najwyżej konkurować z dworcem kolejowym w Koluszkach. Tylko otoczenie miało ładniejsze – wysokie szczyty gór pokryte śniegiem. Wszystko wskazywało, że znaleźliśmy się gdzieś na krańcu cywilizacji.

Przed budynkiem lotniska miał ktoś czekać, jednak nikogo tam nie było. Telefon do organizatora nie rozwiązał problemu. Mieliśmy szukać „purple bus”, tylko jak okiem sięgnąć, żaden pojazd w najmniejszym stopniu nie przypominał autobusu, nie wspominając o kolorze purpurowym.

– Słuchaj, przecież to jest mężczyzna, więc ten autobus wcale nie musi być purpurowy, może nawet nie mieć nic wspólnego z purpurą

Van Turcja
Van Kalesi

Czytaj dalej Van Turcja. Erasmus z nutą szaleństwa