Kto zjadł ciastko, czyli przed dziećmi niczego nie ukryjesz

Gdy tylko przekroczyłem próg mieszkania rodziców, tata natychmiast rzucił się wstawiać wodę na herbatę, natomiast mama wygodnie rozparta na krześle przy kuchennym stole, komenderowała wszystkimi dookoła.

kto zjadł ciastko

– Jacusiu, mam nadzieję, że dasz jakieś porządne słodycze, a nie tylko te zwykłe ciasteczka!?

– Ale ja nic innego nie mam!

– Jak to nie masz!!?

– No, nie mam! – upierał się tata.

– A tam w szufladce biurka, to co jest?

– Ale to jest na święta!

– Przecież nie będziemy trzymać do świąt napoczętego pudełka ze słodyczami!

– Napoczętego?! – zdziwił się niepomiernie tata i pobiegł do pokoju.

Czytaj dalej Kto zjadł ciastko, czyli przed dziećmi niczego nie ukryjesz

Choroby mamy w dwóch aktach opisane…

Niedomagania zdrowotne stały się patentem na życie mojej mamy. Zaczęła we wczesnym dzieciństwie, a potem latami doprowadzała do perfekcji technikę bycia obłożnie chorą. Lekarze wszelkich specjalizacji nie potrafią określić, co jej tak naprawdę dolega, więc tym gorzej dla nich. Mama nie przepada za lekarzami oraz za każdym, kto śmie wątpić w jej choroby.

choroby mamy

Czytaj dalej Choroby mamy w dwóch aktach opisane…

Podróż do Paryża, czyli jak zagwarantować sobie niecodzienną przygodę

Gdy dwóch dobrze zbudowanych panów, w sposób uprzejmy, acz stanowczy, zaprosiło mamę na rozmowę, wiedziałem, że będą kłopoty. Na szczęście to nie osoba mamy zaniepokoiła obsługę lotniska, lecz laska, na której moja rodzicielka wspierała się przez całą podróż. Konkretnie służby zainteresowały się metalowym mechanizmem umożliwiającym regulowanie wysokości laski. Zwrotu „umożliwiającym regulowanie” należało użyć w czasie przeszłym, a właściwie archaicznym. Przez pół godziny specjaliści od terroryzmu usiłowali dobrać się do wnętrza laski, jednakże ta twardo strzegła swoich tajemnic. Wreszcie zniechęceni machnęli ręką i puścili mamę wraz z laską wolno. Przypuszczałem, że wyjazd z rodzicami do Paryża będzie obfitował w przygody, nie spodziewałem się, że zaczną się już w hali odlotów.Notre Dame03 Czytaj dalej Podróż do Paryża, czyli jak zagwarantować sobie niecodzienną przygodę

Niezwykle przydatne zakupy czyli ile wart jest spokój mamy

Skutecznie unikam wizyt w supermarketach, ale czasami nie mam wyjścia i muszę przekroczyć progi jakiejś galerii handlowej. Tym razem wybrałem się tam na prośbę ojca, miał większe zakupy do zrobienia i potrzebował pomocy.real_01

Czytaj dalej Niezwykle przydatne zakupy czyli ile wart jest spokój mamy

Żelazko i wina tatusia

W rekordowo krótkim czasie cała rodzina sadowi się w samochodzie. Jeszcze spierają się o miejsca, jeszcze pytają, czy mają zapinać pasy. Potwierdzam, nie zważając na pomruki niezadowolenia. Gdy wszyscy wydają się być upakowani i zapięci, przekręcam kluczyk w stacyjce i powoli wyjeżdżam z podwórza. Sukces, jest szansa, że się nie spóźnimy. Czy na pewno? Niestety, w ostatniej chwili Najmłodsza Siostra wykrzykuje:

– Ojej, chyba nie wyłączyłam żelazka!żelazko prasowanie

Czytaj dalej Żelazko i wina tatusia

Trzepak i remonty ze starego zeszytu

Pożółkłe kartki zeszytu zapisano starannym pismem. Równe linijki tekstu przeplatały się ze schematami technicznymi oraz kolumnami cyfr. Tata przerzucił kolejną stronę, poprawił okulary na nosie i przeczytał

– Otynkowaliśmy dom…

– Ooo, na to zupełnie się nie godziłam, ale tatuś się uparł!

Według tego schematu rodzice rozmawiali już od pół godziny. Ojciec odczytywał zapiski z kolejnej inwestycji na Wsi, mama za każdym razem kategorycznie twierdziła, że była przeciwna…

Czytaj dalej Trzepak i remonty ze starego zeszytu

Kombatancki wyjazd na Wieś

Lekarz długo i uporczywie wpatrywał się w moje oczy. Był okulistą, miał do tego prawo. Wreszcie chrząknął, mądrze zmarszczył czoło i rzekł:

– Doskonale! Naprawdę doskonale! Teraz proszę odpoczywać…

– Zamierzałem wyjechać na wieś, panie doktorze…

– Świetny pomysł! Czyste powietrze, oczy będą szybciej się goić, tylko proszę pamiętać, przez najbliższe dwa tygodnie żadnego wysiłku!

Ze zwolnieniem lekarskim w kieszeni wyszedłem na ulicę. Radość mieszała się z wyrzutami sumienia. W ciągu kilkunastu lat pracy w firmie, tylko raz skorzystałem z chorobowego i przez trzy dni nie było mnie w biurze. Teraz aż dwa tygodnie nieobecności, jak oni sobie beze mnie poradzą?! Paniczne myśli próbowałem ułagodzić logicznym rozumowaniem. Tłumaczyłem sobie, że po laserowej korekcji wzroku i tak w niczym bym nie pomógł. Zamiast –10, miałem +4, odczytanie największych nagłówków w gazetach wymagało wyciągnięcia ręki na całą długość, reszta tekstu i tak pozostawała jedynie rozmazaną plamą. O pracy na komputerze nawet nie miałem co marzyć…

Czytaj dalej Kombatancki wyjazd na Wieś

Żabka, mała żabka…

Staw nie wyróżnia się niczym specjalnym, ot, jeszcze jedno bajorko w starorzeczu Warty. Wystarczy jednak zachować chwilę ciszy, by usłyszeć rozbrzmiewającą z nad wody melodię. Muzykę żab. Chór płazów rozpisany na wiele głosów, od buczenia kumaków nizinnych, po zwykły rechot żaby zielonej. Wszystkie kumkają jednocześnie, każda wydaje inny dźwięk nie zważając na pozostałe, jednak całość układa się w przyjemną dla ucha melodię…

Lubię przyjeżdżać nad Żabi Staw, jego atmosfera przypomina mi dom rodziców z czasów, gdy mieszkała z nimi Najmłodsza Siostra. Każda moja wizyta kończyła się wysłuchaniem chóru głosów, z których ciężko było wyłapać wypowiedzi pojedynczych osób. Szkoda, że całość nie tworzyła melodii, bliżej jej było do kakofonii…

Czytaj dalej Żabka, mała żabka…

Narty z nutą nostalgii, czyli Dolina Vratna

Domek spodobał mi się natychmiast. Można by rzec – miłość od pierwszego wejrzenia. Z poczucia obowiązku przejrzałem jeszcze pozostałych kilkanaście ofert na stronie z noclegami, lecz żadna nie podbiła mojego serca. Napisałem maila do „Chaty przy strumieniu”, bo taką nazwę nosił obiekt moich westchnień, odpowiedź przyszła błyskawicznie. Cena, termin, liczba pokoi, ich standard, wszystko było dokładnie takie, jakie sobie wymarzyłem. Z duszą na ramieniu potwierdziłem rezerwację. Obawiałem się pretensji o to, że zadecydowałem za wszystkich…

Czytaj dalej Narty z nutą nostalgii, czyli Dolina Vratna

Trzy razy Żdiar i narty w Bachledowej

Żdiar po raz pierwszy

Żdiar za pierwszym razem ujrzałem wyłącznie z okien autobusu. Byłem w wieku wczesnolicealnym, dookoła panoszył się komunizm, a państwo nazywało się Czechosłowacja.

Siedzieliśmy i przez brudne szyby obserwowaliśmy biegnącą na przystanek kobiecinę. Nie szło jej łatwo, gdyż pod pachami ściskała dwa dorodne arbuzy. Nielada zdobycz, jak na owe czasy. Przystanek znajdował się na górce, a kobieta biegła z dołu, od wsi i już trochę poczerwieniała z wysiłku na twarzy. Gdy niemalże dotarła do celu, popełniła błąd i jeden z arbuzów wymknął się jej. Owoc systematycznie nabierając prędkości toczył się po pochyłości, radośnie podskakując na wybojach. Kobiecina przez ułamek sekundy zawahała się – autobus czy arbuz, jednak po chwili odwróciła się na pięcie i rzuciła w pogoń za uciekinierem. Wszyscy pokładali się ze śmiechu. Kierowca również. Być może dlatego zaczekał na kobietę na przystanku.

Zabytkowy dom w Żdiarze

Czytaj dalej Trzy razy Żdiar i narty w Bachledowej