Wrzosowiska i pustynie oraz inne atrakcje Borów Dolnośląskich

Zatrzymuję się, aby zaczekać na resztę grupy. Z bocznej drogi wyłania się obcy rowerzysta. Dostrzega mnie i zatrzymuje się, ot tak, aby pogadać. Pokazuje mi kierunek, w jakim musimy jechać, aby dostać się do najbliższej wioski oraz opisuje miejsce, gdzie najlepiej zatrzymać się na odpoczynek. Chwali się dorodnymi prawdziwkami i koźlarzami, których uzbierał cały koszyk przewieszony przez kierownicę roweru. Potem odjeżdża w swoją stronę.

atrakcje Borów Dolnosląskich

Przez pięć dni, jakie spędziliśmy na rowerach w Borach Dolnośląskich, właściwie nie widzieliśmy innych turystów. Jeżeli kogokolwiek spotykaliśmy w lesie, to wyłącznie miejscowych – każdy z nich wiózł lub niósł koszyk wypełniony po brzegi grzybami. Najczęściej prawdziwkami.

Czytaj dalej Wrzosowiska i pustynie oraz inne atrakcje Borów Dolnośląskich

Pojezierze Brodnickie – najlepszy region na letni wypad rowerowy

Gdybym miał polecić najlepszy polski region na letni wypad rowerowy, to bez wahania wskazałbym Pojezierze Brodnickie. Pagórkowate ukształtowanie terenu zadowoli tych, którzy lubią się zmęczyć, a jednocześnie różnica wzniesień nie jest aż tak duża, aby zniechęcić debiutantów. Jeżeli wszystkie podjazdy pokonała dziewczyna ciągnąca za rowerem ciężką przyczepkę z małym dzieckiem, to i człowiek o słabszej kondycji sobie poradzi.

pojezierze Brodnickie pola krajobraz
Pojezierze brodnickie

Czytaj dalej Pojezierze Brodnickie – najlepszy region na letni wypad rowerowy

Trudności lepiej wspominamy. Rowerowe Podlasie cz.1

– Wiesz, który rajd rowerowy najlepiej wspominam? – zapytała moja koleżanka Ewcia

– Nie mam pojęcia?

– Ten na Podlasiu.

Zdziwiłem się, gdy po raz pierwszy usłyszałem jej słowa, potem przywykłem. Na żadnym innym wyjeździe nie zostałem przez uczestników obdarzony taką porcją łez, focha, pretensji i obrażania się, jak 14 lat temu na Podlasiu. Nie po raz pierwszy się przekonałem, że to co trudne i wymagające, jest znacznie lepiej wspominane, niż wydarzenia lekkie, łatwe i przyjemne.Podlasie rowery

Od lat organizuję wyjazdy rowerowe dla znajomych. Jeździmy niedużą grupą, najwyżej dziesięcioosobową. Każda wyprawa jest inna, czasami dopisują dobre humory i dobre drogi, a niekiedy jest jak… na Podlasiu. Czytaj dalej Trudności lepiej wspominamy. Rowerowe Podlasie cz.1

Lipce Reymontowskie – czyli spotkanie z „Chłopami”

Dzień zrobił się był jak i wczorajszy, śliczny, słoneczny i prawdziwie majowy. Wiater  jeno przyszedł baraszkujący i swywolił po polach, że zboża chlustały po zagonach kiej wody rozkołysane. Sady się chwiały z poszumem, gęsto trzęsąc okwiatem, a pełne, ciężkie kiście bzów i czeremchy rozwiewały zapachem. Powietrze szło rzeźwe, przejęte ziemią i kwiatami…

Lipce Reymontowskie skansen
Lipce Reymontowskie – skansen

Czytaj dalej Lipce Reymontowskie – czyli spotkanie z „Chłopami”

Łęczyca na rowerze – piach, pot i słońce

Pociąg poruszał się zrywami. Czasami udawało mu się rozwinąć odczuwalną prędkość, ale po chwili dostawał zadyszki i musiał dłużej odsapnąć na najbliższej stacji. Nic dziwnego, skład mocno już wiekowy, nie potrafił brykać, niczym młodzieniaszek. Z Łodzi do Łęczycy jest trochę ponad 40 kilometrów i trochę ponad godzina jazdy. Nie są to rekordowe osiągnięcia, nie jest to żadna konkurencja dla samochodów. Jednak taki powolny bieg pociągu ma swój sens. Przejazdu nie sposób potraktować przedmiotowo, jako nic nie znaczącego epizodu w niedzielnej wycieczce. Podróż pociągiem staje się znaczącym elementem wyprawy. Krajobrazy za oknem nie zamieniają się w rozmazaną pośpiechem plamę, można podziwiać ich dostojne przemieszczanie się, można zapoznać się z każdą stacją i dowiedzieć się, że taki niewielki Zgierz ma ich aż cztery. Pośpiech nie podróżuje koleją, pośpiech pojawia się dopiero wtedy, gdy wsiadamy na rowery.Łęczyca rynek i ratusz

Czytaj dalej Łęczyca na rowerze – piach, pot i słońce