Kronika wyjazdów zimowych. Co cieszyło narciarzy przed laty

„Dzisiejszy dzień dla mnie był pod znakiem Kasprowego. Gdy wyruszam z domu reszta domowników pogrążona jest jeszcze w głębokim śnie. Pogoda zapowiada się piękna. Widoczność dobra. Lekki mróz. O 9-tej jestem w Kuźnicach. Wchodzę do poczekalni kolejki linowej. Biletów w kasie oczywiście nie ma. Wszystkim zależy na wyjeździe, podobno za miejscówkę można dostać 300 zł (normalna cena wynosi 28 zł za kurs).”

 

kronika wyjazdów zimowych
Strona tytułowa z roku 1983

W ten sposób tata opisywał początek swojej wyprawy na Kasprowy Wierch w zeszycie noszącym dumną nazwę – Kronika Wyjazdów Zimowych. Lektura „Kroniki” pochłonęła mnie bez reszty. Przez ostatni miesiąc czytałem ją co wieczór. Dzięki niej odkryłem na nowo świat wyjazdów narciarskich schyłkowego PRL. Nie tak odległy czasowo, jednak kompletnie różny od tego, którego doświadczam obecnie. W tym świecie sprzed trzydziestu kilku lat największym wydarzeniem był zjazd narciarski z   Kasprowego WierchuCzytaj dalej Kronika wyjazdów zimowych. Co cieszyło narciarzy przed laty

Czego nauczył mnie wyjazd na narty z rodzicami – Chopok część 2

Jazdę na nartach pokochałem już we wczesnym dzieciństwie. Co roku z rodzicami spędzaliśmy ferie zimowe w miejscach pięknych i odludnych, gdzie infrastruktura narciarska pozostawiała wiele do życzenia. Zazwyczaj po prostu wcale jej nie było…

tatry slowackie
Okolice Liptowskiej Mary

Gdy dorosłem, poznałem „uroki” polskich „stacji narciarskich” w Szczyrku i Korbielowie, a gdy wreszcie zacząłem zarabiać przyzwoite pieniądze, spełniłem wielkie marzenie i ruszyłem na podbój alpejskich stoków. W Alpach zaskoczyła mnie mnogość tras zjazdowych, świetna infrastruktura oraz darmowe skibusy dowożące narciarzy pod wyciągi. Prawdziwy narciarski raj, z którego za każdym razem wracałem… sfrustrowany i zmęczony. Nie miałem pojęcia dlaczego? Przecież nie było żadnego powodu do narzekania! Odpowiedź poznałem pewnej zimy spędzonej z rodzicami na Słowacji, kiedy to w wyniku splotu nieszczęśliwych zdarzeń, znalazłem się tam z nimi zupełnie sam…

P.S. Wszystkich, którzy nie czytali pierwszej części, zachęcam do zapoznania się najpierw z poprzednim tekstem. Czytaj dalej Czego nauczył mnie wyjazd na narty z rodzicami – Chopok część 2

To jest odlotowe! Zapraszam na narty biegowe

Sezon na narty biegowe w ostatnich latach nie trwa długo, zaledwie kilka dni. Wszystkiemu winne są ciepłe i bezśnieżne zimy. Tylko mieszkańcy gór mają lepiej…, jak zwykle!

Zawsze niecierpliwie czekam na pierwsze opady śniegu i staram się śnieżną aurę wykorzystać do cna. Mało który sport sprawia mi aż tyle frajdy, co narty biegowe! Pokochaj biegówki, a pokochasz zimę.

Narty biegowe

Czytaj dalej To jest odlotowe! Zapraszam na narty biegowe

Rokytnice nad Jizerou. Czeskie Karkonosze po raz drugi

Podział wnętrza domu wydawał się spełnieniem szalonych wizji nigdy nie trzeźwiejącego architekta. Sześć pokoi rozmieszczonych koncentrycznie wokół kuchni i jadalni, nie zachowywało żadnych zasad proporcji. Każdy był niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju.

–  Wiecie co – tłumaczył przy wspólnym śniadaniu Kuzyn Tomuś, z zawodu architekt – Tu muszą być poukrywane jakieś sekretne pomieszczenia. Liczę już trzeci dzień i powierzchnia wewnętrzna, absolutnie nie zgadza się z obrysem zewnętrznym budynku

Rokytnice
Tajemniczy kot w tajemniczym domu

Czytaj dalej Rokytnice nad Jizerou. Czeskie Karkonosze po raz drugi

Narty z nutą nostalgii, czyli Dolina Vratna

Domek spodobał mi się natychmiast. Można by rzec – miłość od pierwszego wejrzenia. Z poczucia obowiązku przejrzałem jeszcze pozostałych kilkanaście ofert na stronie z noclegami, lecz żadna nie podbiła mojego serca. Napisałem maila do „Chaty przy strumieniu”, bo taką nazwę nosił obiekt moich westchnień, odpowiedź przyszła błyskawicznie. Cena, termin, liczba pokoi, ich standard, wszystko było dokładnie takie, jakie sobie wymarzyłem. Z duszą na ramieniu potwierdziłem rezerwację. Obawiałem się pretensji o to, że zadecydowałem za wszystkich…

Czytaj dalej Narty z nutą nostalgii, czyli Dolina Vratna

Polska rzeczywistość „narciarska” – zima w Korbielowie

Tupot ciężkich męskich butów rozległ się na klatce schodowej. Ktoś wyraźnie zmierzał w kierunku naszego pokoju.

– Halo, halo, gdzie jesteście!? – rozległo się na korytarzu

– Tutaj! – odkrzyknąłem, starając się nie udławić resztkami spożywanej właśnie kanapki.

W drzwiach stanął Szczupły, syn naszej gospodyni. Mężczyzna niewysoki, lecz słusznej postury, swoimi gabarytami dokładnie wypełniał przestrzeń pomiędzy framugami. Z ciekawością rozejrzał się po pokoju i zapytał:

–  Jedziecie na narty?

– Oczywiście!

– To się zbierajcie, mam samochód terenowy, zabiorę was pod wyciągi.

Duszkiem dopiliśmy herbatę, migiem złapaliśmy sprzęt i pobiegliśmy za Szczupłym. Tak zaczęła się nasza narciarska przygoda w Korbielowie.

Czytaj dalej Polska rzeczywistość „narciarska” – zima w Korbielowie

Basia i alpejskie kwiatki, czyli pierwszy wyjazd na narty do Francji

To był luksusowy autokar. Wydawało się, że bardziej płynie, niż jedzie. Rozsiadłem się wygodnie na siedzeniu, rozprostowałem nogi, czułem, że za chwilę zasnę. I prawdopodobnie tak by się stało, gdyby z tyłu nie rozległ się łomot, brzdęk, coś poturlało się po podłodze. Hałasom towarzyszyła wiązka najbardziej soczystych przekleństw, jakie w życiu słyszałem. Gdy wreszcie wyplątałem się z objęć snu oraz koca, który dano nam do przykrycia, zobaczyłem kobietę sunącą na czworakach po podłodze i próbującą ogarnąć szkody, jakie uczyniła upadająca butelka z soczkiem pomarańczowym. Niemal pełna butelka. Czując mój wzrok na sobie kobieta na chwilę podniosła się z kolan i z promiennym uśmiechem rzekła:

–  Cześć, jestem Barbara

Tak zaczął się mój pierwszy wyjazd na narty do Francji

na narty do Francji

Czytaj dalej Basia i alpejskie kwiatki, czyli pierwszy wyjazd na narty do Francji

Trzy razy Żdiar i narty w Bachledowej

Żdiar po raz pierwszy

Żdiar za pierwszym razem ujrzałem wyłącznie z okien autobusu. Byłem w wieku wczesnolicealnym, dookoła panoszył się komunizm, a państwo nazywało się Czechosłowacja.

Siedzieliśmy i przez brudne szyby obserwowaliśmy biegnącą na przystanek kobiecinę. Nie szło jej łatwo, gdyż pod pachami ściskała dwa dorodne arbuzy. Nielada zdobycz, jak na owe czasy. Przystanek znajdował się na górce, a kobieta biegła z dołu, od wsi i już trochę poczerwieniała z wysiłku na twarzy. Gdy niemalże dotarła do celu, popełniła błąd i jeden z arbuzów wymknął się jej. Owoc systematycznie nabierając prędkości toczył się po pochyłości, radośnie podskakując na wybojach. Kobiecina przez ułamek sekundy zawahała się – autobus czy arbuz, jednak po chwili odwróciła się na pięcie i rzuciła w pogoń za uciekinierem. Wszyscy pokładali się ze śmiechu. Kierowca również. Być może dlatego zaczekał na kobietę na przystanku.

Zabytkowy dom w Żdiarze

Czytaj dalej Trzy razy Żdiar i narty w Bachledowej

Fanatyk narciarstwa musi bić rekordy

Czym różni się fanatyk narciarstwa od zwykłego zapaleńca czy entuzjasty? Ten pierwszy czuje przymus bicia rekordów, tego drugiego cieszy sama możliwość częstego uprawiania ukochanej dyscypliny. Ciekawe dlaczego wśród narciarzy, zarówno biegowych, jak i zjazdowych, jest tak dużo fanatyków? A może są oni po prostu bardziej widoczni?

Czytaj dalej Fanatyk narciarstwa musi bić rekordy

Jeseniki i Pradziad – miejsca magiczne

Lubię miejsca, które opowiadają jakąś historię. Nie przepadam za przemysłem turystycznym i tłumem ludzi na każdym kroku. Nie uważam, że głośna muzyka dobiegająca mnie zewsząd, jest gwarancją udanego wypoczynku. Lubię Czechy. Poprzednio pisałem o Karkonoszach, teraz czas na trochę magii…

 

Serak schronisko
Jeseniki. Schronisko na Seraku

Pradziad czyli „Morawski lodowiec”

Słowo Pradziad brzmi niezwykle dostojnie. Inaczej być nie może, przecież jest on najwyższą górą w Jesenikach. Co prawda swoim wzrostem alpejskim czy karpackim szczytom nie zaimponuje, liczy sobie zaledwie 1 491 m n.p.m., lecz może poszczycić się posiadaniem lodowca. Nie do końca prawdziwego, jednak specyficzny mikroklimat sprawia, że śnieg zalega na Pradziadzie od października do maja, a jego pokrywa przekracza dwa metry grubości, nawet w ciepłe zimy. Magia Pradziada przenika na całe pasmo Jeseników. Tutaj zaczęła się światowa kariera prysznica, Zakon Krzyżacki próbuje odzyskać swoje włości, a powietrze jest najczystsze w Europie Środkowej. Nie mogłem tego miejsca nie zobaczyć.

Czytaj dalej Jeseniki i Pradziad – miejsca magiczne