Jesień w Pieninach. Samotna wędrówka górskimi szlakami

Szedłem sam, w ciszy potęgowanej przez zalegającą grubymi warstwami mgłę, która nie tylko ograniczała widoczność, ale też skutecznie tłumiła odgłos kroków. Było magicznie i tajemniczo.

Mgła o mały włos nie zatrzymałaby mnie w łóżku. Kiepska widoczność nie cieszy fotografa. Jednak nie po to jechałem taki kawał drogi, chcąc obejrzeć jesień w Pieninach, aby teraz siedzieć w pokoju i czekać na słońce. Nie pierwszy raz przekonałem się, że w czasie teoretycznie złej pogody potrafię zrobić bardziej kreatywne zdjęcia, niż przy bezchmurnym błękicie nieba.

Mgła w Pieninach
Mgła w Pieninach

Czytaj dalej Jesień w Pieninach. Samotna wędrówka górskimi szlakami

Dzikie Bieszczady – prawda, czy mit

Nasz pobyt w Bieszczadach zaczął się od wilczej historii. Jej opis znalazłem w teczce z materiałami przygotowanymi przez gospodarza dla każdego z gości. Wśród garści folderów, z których można było wyczytać, gdzie najlepiej zjeść i z jakich dodatkowych atrakcji wypadałoby skorzystać, znalazła się też opowieść o wilkach, opisana na łamach lokalnej prasy. Kilka lat temu w okolicach Wetliny pojawiła się wataha, która zimą żywiła się… psami. We wsiach ginęło po 30-40 psów w sezonie. Wilki porywały je bezpośrednio z podwórzy, przystanków autobusowych, sprzed barów i sklepów. Ataki zdarzały się zarówno w nocy, jak i za dnia. Ludzie bali się swoje psiaki wypuścić na dwór nawet na sikanie, bo wilk mógł czaić się za rogiem domu. Wyobraźcie sobie rozpacz właścicieli psów! Nasz gospodarz był w gronie tych, któremu wilki zagryzły czworonożnego przyjaciela.

Żmije i kleszcze
Nie tylko wilki stanowią zagrożenie w Bieszczadach 🙂

Wreszcie przyszła zgoda na odstrzał 5 drapieżników. Gdy zabito pierwsze dwa, cała wataha wyniosła się gdzieś daleko. Dramatyczna historia, która mogła się zdarzyć jedynie w tak dzikim regionie, jakim są Bieszczady. Ale czy Bieszczady nadal są naprawdę dzikie, czy to tylko legenda podtrzymywana przez ich wielbicieli? Czytaj dalej Dzikie Bieszczady – prawda, czy mit

Narty z nutą nostalgii, czyli Dolina Vratna

Domek spodobał mi się natychmiast. Można by rzec – miłość od pierwszego wejrzenia. Z poczucia obowiązku przejrzałem jeszcze pozostałych kilkanaście ofert na stronie z noclegami, lecz żadna nie podbiła mojego serca. Napisałem maila do „Chaty przy strumieniu”, bo taką nazwę nosił obiekt moich westchnień, odpowiedź przyszła błyskawicznie. Cena, termin, liczba pokoi, ich standard, wszystko było dokładnie takie, jakie sobie wymarzyłem. Z duszą na ramieniu potwierdziłem rezerwację. Obawiałem się pretensji o to, że zadecydowałem za wszystkich…

Czytaj dalej Narty z nutą nostalgii, czyli Dolina Vratna

Polska rzeczywistość „narciarska” – zima w Korbielowie

Tupot ciężkich męskich butów rozległ się na klatce schodowej. Ktoś wyraźnie zmierzał w kierunku naszego pokoju.

– Halo, halo, gdzie jesteście!? – rozległo się na korytarzu

– Tutaj! – odkrzyknąłem, starając się nie udławić resztkami spożywanej właśnie kanapki.

W drzwiach stanął Szczupły, syn naszej gospodyni. Mężczyzna niewysoki, lecz słusznej postury, swoimi gabarytami dokładnie wypełniał przestrzeń pomiędzy framugami. Z ciekawością rozejrzał się po pokoju i zapytał:

–  Jedziecie na narty?

– Oczywiście!

– To się zbierajcie, mam samochód terenowy, zabiorę was pod wyciągi.

Duszkiem dopiliśmy herbatę, migiem złapaliśmy sprzęt i pobiegliśmy za Szczupłym. Tak zaczęła się nasza narciarska przygoda w Korbielowie.

Czytaj dalej Polska rzeczywistość „narciarska” – zima w Korbielowie

Trzy razy Żdiar i narty w Bachledowej

Żdiar po raz pierwszy

Żdiar za pierwszym razem ujrzałem wyłącznie z okien autobusu. Byłem w wieku wczesnolicealnym, dookoła panoszył się komunizm, a państwo nazywało się Czechosłowacja.

Siedzieliśmy i przez brudne szyby obserwowaliśmy biegnącą na przystanek kobiecinę. Nie szło jej łatwo, gdyż pod pachami ściskała dwa dorodne arbuzy. Nielada zdobycz, jak na owe czasy. Przystanek znajdował się na górce, a kobieta biegła z dołu, od wsi i już trochę poczerwieniała z wysiłku na twarzy. Gdy niemalże dotarła do celu, popełniła błąd i jeden z arbuzów wymknął się jej. Owoc systematycznie nabierając prędkości toczył się po pochyłości, radośnie podskakując na wybojach. Kobiecina przez ułamek sekundy zawahała się – autobus czy arbuz, jednak po chwili odwróciła się na pięcie i rzuciła w pogoń za uciekinierem. Wszyscy pokładali się ze śmiechu. Kierowca również. Być może dlatego zaczekał na kobietę na przystanku.

Zabytkowy dom w Żdiarze

Czytaj dalej Trzy razy Żdiar i narty w Bachledowej

Góry jesienią cz.2. České Švýcarsko

Niewysokie, lecz niezwykle malownicze, nic dziwnego, że już w XIX wieku zachwyciły niemieckich malarzy. Góry leżą po obu stronach granicy czesko-niemieckiej wzdłuż rzeki Łaby. Z racji urody nazywane Szwajcarią, w Polsce prawie nieznane. W Saksonii okazały się niezbyt gościnne (pisałem poprzednio), w Czechach wręcz przeciwnie.Gory Luzyckie i Czeska Szwajcaria

Czytaj dalej Góry jesienią cz.2. České Švýcarsko

Góry jesienią. Każdy ma swoją Szwajcarię

Popularność Szwajcarii zadziwia. Niemal każde państwo chce mieć jej kawałek u siebie. W Polsce jest kaszubska, w Niemczech saska, a u Czechów, najmniej oryginalnie, czeska. Szwajcarzy powinni być dumni z eksportu nazwy swojego kraju, z drugiej strony są w jakiś sposób pokrzywdzeni – we własnym państwie nie mają nic poza Szwajcarią. Planowałem wyjazd do Szwajcarii Saskiej, a wylądowaliśmy w czeskiej. Przypadkowy, lecz bardzo trafny wybór.

Czeska Szwajcaria

Czytaj dalej Góry jesienią. Każdy ma swoją Szwajcarię

Wiekopomne odkrycie w Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich

W powieści podróżniczej liczy się styl prowadzenia narracji. Można zanudzić relacją z wyprawy w głąb Puszczy Amazońskiej, można zachwycić opisem spaceru do pobliskiego parku. Ta druga opcja jest domeną mojej mamy. Opowiadania o zwykłych wycieczkach w okolicach Łodzi, w jej ustach zyskują rangę wypraw, porównywalnych jedynie z odkryciami Kolumba czy Magellana. Mama, gdy zacznie mówić, to ciężko jej przerwać, a jej relacje nie są krótkie…

Nawet o wyprawie w góry Tien-szan można nieciekawie opowiedzieć…

Czytaj dalej Wiekopomne odkrycie w Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich

Jeseniki i Pradziad – miejsca magiczne

Lubię miejsca, które opowiadają jakąś historię. Nie przepadam za przemysłem turystycznym i tłumem ludzi na każdym kroku. Nie uważam, że głośna muzyka dobiegająca mnie zewsząd, jest gwarancją udanego wypoczynku. Lubię Czechy. Poprzednio pisałem o Karkonoszach, teraz czas na trochę magii…

Pradziad czyli „Morawski lodowiec”

Słowo Pradziad brzmi niezwykle dostojnie. Inaczej być nie może, przecież jest on najwyższą górą w Jesenikach. Co prawda swoim wzrostem alpejskim czy karpackim szczytom nie zaimponuje, liczy sobie zaledwie 1 491 m n.p.m., lecz może poszczycić się posiadaniem lodowca. Nie do końca prawdziwego, jednak specyficzny mikroklimat sprawia, że śnieg zalega na Pradziadzie od października do maja, a jego pokrywa przekracza dwa metry grubości, nawet w ciepłe zimy. Magia Pradziada przenika na całe pasmo Jeseników. Tutaj zaczęła się światowa kariera prysznica, Zakon Krzyżacki próbuje odzyskać swoje włości, a powietrze jest najczystsze w Europie Środkowej. Nie mogłem tego miejsca nie zobaczyć.

Czytaj dalej Jeseniki i Pradziad – miejsca magiczne

Atlas gór świata, czyli chwalę się…

Atlas gór świataDzisiaj dotarła do mnie paczka, wydawnictwo przesłało autorski egzemplarz Atlasu gór świata. Cieszę się, chociaż jestem współautorem tylko niewielkiej części publikacji. Bardzo lubię ten moment, gdy rozpakowuję świeżo wydaną książkę, ma niepowtarzalny zapach.

Komu bym polecił Atlas gór świata? Oczywiście miłośnikom gór i podróżowania. Uprzedzam, że informacje są bardzo skondensowane i w pewnym sensie wybiórcze. Nie było innego wyjścia, książka ma prawie 500 stron i raczej nie mogła być obszerniejsza.

Ze względu na duży format nie nadaje się do zabrania w podróż, jest lekturą stacjonarną, do czytania w zaciszu domowym. Przełom listopada i grudnia, to dobry moment, aby zaplanować podróż, nawet jeżeli to będzie jedynie podróż palcem po mapie. Zapomina się wtedy o krótkich dniach i szarudze za oknem. A marzenia lubią się spełniać, więc kto wie…?

W lipcu publikowałem już na blogu wpis o górach Jura, paśmie leżącym na pograniczu francusko-szwajcarskim.

Jeżeli chcesz kupić „Atlas gór świata”: