Zapomniana sztuka pisania listów

Pewnego grudniowego poranka zajrzałem do skrzynki na listy. Wyciągnąłem wszystko, co było w środku, pobieżnie przejrzałem zawartość i… zamarłem zaskoczony. W ręku trzymałem list…

Niby logicznym wydaje się, że w skrzynce na listy powinno znajdować się listy, ale tak przecież nie jest. Zazwyczaj zalegają w niej awiza, rachunki do zapłacenia, informacje urzędowe oraz bankowe, a także mnóstwo nachalnej reklamy. Napisanego odręcznie listu, nie otrzymałem co najmniej od 15 lat… Sztuka pisania listów odeszła wraz z nowym tysiącleciem…

sztuka pisania listów
Dawno już nie dostałem prawdziwego listu…

Kiedy umarły listy?

Rozcinając kopertę zastanawiałem się, kiedy zaniknęła sztuka pisania listów? Chyba ostatecznie zabiły je media społecznościowe, ale wcześniej e-maile bardzo skutecznie ograniczyły ich liczbę.

Symbolicznym wydarzeniem, które uświadomiło mi śmierć korespondencji listowej, był wyjazd z rodzicami do Paryża w 2004 r. Tata uparł się, że wyśle do znajomych list ze stolicy Francji. Zabrał ze sobą kopertę i papier listowy z Polski, na miejscu musiał kupić tylko znaczek. I okazało się, że w Paryżu znaczki są praktycznie nie do dostania! (te i inne paryskie perypetie opisałem w artykule o podróży do Paryża)

korespondencja
Stosik pamiątkowej korespondencji

Sztuka pisania listów – co trzeba było posiadać w domu?

Po pierwsze papeterię. Oczywiście, można było pisać na kartce w kratkę wyrwanej z zeszytu, a list zapakować do zwykłej szarej lub białej koperty. Jednak bardziej elegancką formą było użycie ozdobnego papieru i takiej też koperty. Papier listowy z papeterii był lepszej jakości, zdobiony motywami graficznymi lub delikatnymi rysunkami. Przed laty ładna papeteria była bardzo pożądanym prezentem gwiazdkowym czy też urodzinowym.

W domu, oprócz dwóch, trzech papeterii zawsze trzymałem też zapas znaczków pocztowych.

znaczki pocztowe
W domu trzymałem zawsze zapas znaczków pocztowych

Sztuka epistolografii

Pisanie listów było rodzajem sztuki. Współczesne wiadomości rzadko kiedy przekraczają długość 5-6 zdań, zazwyczaj o charakterze czysto informacyjnym. Zupełnie innych umiejętności wymagało zapisanie dwóch, trzech czy nawet czterech kartek papieru, tak aby odbiorca przeczytał je z zainteresowaniem. Oczywiście, w czasach, gdy nie istniała natychmiastowa wymiana informacji, zazwyczaj pomiędzy kolejnymi listami, zbierało się sporo ważnych wydarzeń, o których chciało się opowiedzieć drugiej osobie.

Przeglądam stare listy

Grudniowy list znaleziony w skrzynce sprawił, że sięgnąłem po zachowaną sprzed lat korespondencję. Już dawno jej nie przeglądałem. Kilka wieczorów spędziłem nad zapisanymi odręcznie kartkami papieru. W ten sposób zafundowałem sobie autentyczny powrót do przeszłości…

sztuka pisania listów
Spomiędzy kartek listu wypada zaschnięta róża…

Listy od dziewczyn…

Niewiele ich zostało. Najwięcej od pierwszej, wczesnolicealnej miłości. Pełno w nich rysunków, zagiętych rogów z napisem „Sekret”, uwag – „Po przeczytaniu spal koniecznie”. Z pomiędzy kartek wypada zaschnięta róża…

Znajduję też list z czasów studenckich. Oprócz niewielkiej karteczki zapisanej ciepłymi słowami, koperta kryje różową wstążkę do włosów. Wszystko to sentymentalne i zapewne ckliwe, ale przywołuje wyjątkowo miłe wspomnienia…

sztuka pisania listów
Różowa wstążka znaleziona w jednej z kopert…

Rodzina listy pisze…

Po ukochanej babci pozostały tylko dwa krótkie listy, natomiast najwięcej korespondencji pochodzi od rodziców. Dawałem im sporo okazji do ich pisania. Pierwsze pochodzą z czasów, gdy byłem jeszcze licealistą. Moje ferie zimowe wypadały w innym terminie, niż trzech sióstr uczących się w podstawówce. Dlatego z nimi rodzice wyjeżdżali na narty, a ja, jako prawie dorosły, zostawałem sam na gospodarstwie w łódzkim mieszkaniu. Listy, które przychodziły od rodziców były pełne przestróg i pouczeń. „Czy dajesz sobie radę z piecem? Czy załatwiasz jak należy zakupy? I czy odżywiasz się w miarę racjonalnie?” pytał tata. „Staraj się Hegemonie, tak postępować, by nasze spotkanie za niecałe dwa tygodnie było w całym tego słowa znaczeniu radosne, żebyśmy w przyszłości mogli również zaufać ci całkowicie. Piszę to wszystko w takim zatroskanym tonie” – strofowała mnie mama.

Potem, gdy wyjechałem na studia do innego miasta, a następnie jeszcze dalej do pracy za granicę, dostawałem prawie wyłącznie listy od mamy. Nadal lubiła mnie pouczać: „Martwię się, że się tak przepracowujesz. Myślę o naszym życiu. Skromnie było, ale nigdy się o pieniądzach nie myślało, nie mówiło i sądzę, że w gruncie rzeczy dobrze wykorzystywaliśmy czas i humor nam na ogół dopisywał.”

Sztuka pisania listów
Kiedyś otrzymywałem wiele listów…

Sztuka pisania listów – barokowa korespondencja w wykonaniu mamy

Z biegiem lat listy mamy stają się coraz bardziej barokowe i wielowątkowe. Nie brakuje w nich opisów godnych ręki samej Orzeszkowej.

„Właśnie minęła 10 rocznica śmierci Wujka Romana. Nagrobek na cmentarzu z tekstem wiersza Miłosza wyrytym w białym marmurze przedstawia się zadowalająco. Kiedy porządkowałam przynagrobkowe ogródki (a trwało to przeszło 2 godziny) towarzyszył mi cały czas bocian, obserwując moją pracę z wysokości cmentarnego krzyża. Nawet robił jakieś uwagi w bocianim języku.”

„Wczoraj w telewizji śpiewał „kantor nad kantorami” Josef Malovany. Cóż to był za śpiew! Słuchając go widziało się patriarchów i proroków, Krzak gorejący na pustyni, masyw Synaju, tańczącego Dawida, lutnie zawieszone na wierzbach nad rzekami Babilonu. Gdyby taki śpiew rozległ się po całej Ziemi, zaraz nastąpiłaby Wielka Przemiana”

cenzura listów
Były też takie czase, gdy listy cenzurowano

Listy lubelskie

Bardzo dużo listów pozostało mi z czasów studenckich. Wyjechałem na uczelnię do innego miasta i prowadziłem korespondencję z licznymi znajomi. Gdy po latach przeglądam listy, zadziwia mnie, że potrafiliśmy tak ciekawie opowiadać o życiu. To nadal są zajmujące historie, które wciągają, śmieszą i praktycznie się nie zestarzały. Są w nich opisane zawiłe perypetie miłosne, problemy związane z podjętą pierwszy raz w życiu pracą etatową, wyrafinowane plotki o znajomych oraz wspomnienia z wojska.

Pod względem graficznym wyróżniają się listy Kuzyna Tomusia słane z jednostki wojskowej stacjonującej w Giżycku….

Sztuka pisania listów
Listy od Kuzyna Tomusia zawsze zawierały elementy graficzne…

Coraz mniej listów…

Gdy wróciłem do Łodzi ze studiów i zagranicznych prac zarobkowych, zniknęła też potrzeba pisania listów. Ostatecznie, większość znajomych mieszkała w rodzinnym mieście. Jedynie przez jakiś czas utrzymywała się korespondencja zagraniczna, a w skrzynce lądowały koperty z naklejkami „Par Avion”. Najczęściej od znajomego, który jako dziecko wyjechał z Polski, ale nadal w korespondencji posługiwał się polskim językiem, robiąc przy tym mnóstwo uroczych błędów. Najpierw prześmiewczo narzekał na żonę, że anektuje coraz więcej domowej przestrzeni i sprawdza się powiedzenie „żona w dom, dziura w kieszeni”, a potem dużo pisał o córce, której poświęcał znaczną ilość czasu. Zachowałem te listy, bo mało kto tak pięknie opowiadał o własnych dzieciach…

Par Avion
Na listach zagranicznych była naklejka Par Avion

Sztuka pisania listów – podsumowanie

Zdarzają się listy, które nie oparły się czasowi i nie budzą już żadnych emocji, więc lądują w koszu. Pozostałe pieczołowicie składam i chowam z innymi pamiątkami. Za jakiś czas wrócę do nich, by odbyć kolejną podróż do przeszłości.

Żałuję, że epoka listów minęła bezpowrotnie. Doceniam wygodę użycia mediów elektronicznych i portali społecznościowych. Martwię się, że bardzo szybko nie pozostanie po nich żaden ślad, nie będzie do czego wracać.

Kto z was w zakamarkach swoich szaf trzyma stare listy? A może okazjonalnie jeszcze je piszecie? Żałujecie, że listy odeszły już do lamusa? Napiszcie w komentarzach…

24
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
13 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
MarharettaMaksKaroSza...Jaga Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
jotka
Gość

Ludzie pewnie chętniej pisaliby listy, przynajmniej niektórzy, ale…
Na poczcie kolejki, ze odechciewa się stać po znaczek, a gdzie indziej nie ma – monopol.
Przesyłki bywają tak drogie, że nawet starsi ludzie zaczęli wysyłać smsy lub dzwonią z życzeniami, nie mówiąc o ginących kartkach czy listach.
Mój brat wysłał mi z Hiszpanii kartki i do dziś cisza, wiec z Portugalii dostałam zakładkę do książki z korka i inne gadżety.
Ja pisze chętnie i wysyłam czasem jakiś drobiazg w kopercie. Tęsknię za pięknymi papeteriami!

Matka na Szczycie
Gość

A ja powiem szczerze – nie lubię listów, noc nie poradzę, nie lubię i już 😉

frytka
Gość

ostatnie prawdziwe listy pisałam (i otrzymywałam) w …… 2002-2003 roku, byłam wtedy w Szwecji…. te od dzieci, pisane drukowanymi literami, z błędami ortograficznymi, ale pełne miłości i tęsknoty, mam do dziś

Maciej
Gość

Mam jeszcze gdzieś po szufladach, jakieś stare zapomniane listy, żal je wyrzucić, szk0da do nich wracać. Jakimś erzacem są kartki, świąteczne, widokówki itp. Ale tu już sztuki pisania nie ma, przekaz jest SMSowy.

wojtek
Gość

Kiedy kumple z LO rozjechali się po świecie za naukami, pisywaliśmy di siebie dosyć często. Miałem wszystkie te listy, ale niestety kilka przeprowadzek spowodowało, że straciłem nieco majątku, w tym wspomniane listy. Szkoda, bo były fajne i na dodatek w dużej mierze ilustrowane:) Teraz już nikt do mnie nie pisze, a i ja tego nie robię. Nie wysyłam też SMS-ów świątecznych, gdyż ich szczerze nienawidzę.

Renata
Gość

Jeszcze teraz czuję zapach kopert i papieru.. Uwielbiałam pisać listy i pisałem je w ilościach hurtowych. Wysyłałam na całą Polskę a gdy przychodziły święta, listonosz jechał w pierwszej kolejności do mnie aby wyładować ze swojej torby niezły plik kartek świątecznych i listów aby zrobiło mu się lżej 🙂 Ale nie lubiłam pisać na papeterii. Nienawidziłam wręcz. To musiały być kartki A4 obowiązkowo w kratkę. Potrafiłam napisać kilka stron linijka pod linijką… Przez kilka lat uzbierałam ich bardzo dużo kartonowe pudło, jednak pewnego dnia, postanowiłam je spalić – i o dziwo – nie żałuję tego. Sam fakt pisania i otrzymywania listów… Czytaj więcej »

Jaga
Gość

🙂 do dziś trzymam całą stertę listów …. od ówczesnego chłopaka a dzisiejszego męża. Studiował na drugim końcu Polski, więc często pisaliśmy. 🙂 Mam też „korespondencję śródlekcyjną” czyli dzisiejsze sms-y z koleżanką tylko w wersji papierowej 🙂 Aż muszę je wyciągnąć i odświeżyć

Sza...
Gość
Sza...

To prawda, sztuka epistolografii umarła… może jeszcze trochę seniorów, którzy nie korzystająz internetu i nie nadużywają telefonu potrafi ją kultywować… ostatnio próbowałam nabyć papeterię w jednym z niemieckich miast… okazało się, że nie ma czegoś takiego ani na poczcie, ani w sklepie dość dobrze zaopatrzonym w artykuły papiernicze, a list który chcę napisać ma być listem wyjątkowym, więc papeteria byłaby dodatkowym wyróżnieniem dla onego…

Karo
Gość
Karo

A ja wciąż piszę listy. I to z kilkoma osobami! Korespondencję prowadzę zarówno krajową, jak i zagraniczną. A za mojego życia to Internet raczej był niż go nie było – dopiero co studia zaczęłam.
Najbardziej lubię pisać z osobami, z którymi nie mam innego poza listownym kontaktu. Czasem coś narusję, czasem dołącze zdjęcie. Zachwycam się znaczkami, zwłaszcza tymi ze Szwecji (szkoda, że w Polsce nie mamy takich ładnych).
Pocztówki też wysyłam (chociaż wolę listy). Z przyjaciółką z czasów podstawówki pisujemy tylko pocztówkami (a fb służy nam do informowania się, że pocztówka dotarła).

Maks
Gość

Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz napisałem albo otrzymałem list. To było chyba kilkanaście lat temu. Pisałem wtedy z koleżanką (wtedy liczyłem, że będzie kimś więcej niż koleżanką ;)). Teraz wspominam to z rozrzewnieniem..
Ogólnie jestem tradycjonalistą, wolę papierowe książki od elektronicznych, długo broniłem się przed smartfonem, wysyłam papierowe kartki na święta, ale jakoś nie brakuje mi listów.

Marharetta
Gość
Marharetta

kiedyś pisałam i dostawałam dużo listów.
te dostane w większości mam. do dzisiaj trzymam je w pudle.
nawet nie pamiętam kiedy przyszedł ostatni list, kiedy ja ostatni wysłałam. ale chyba nie tęsknię za nimi.
czasami zdarza się jeszcze, ze dostanę pocztówkę. ale też coraz rzadziej.
ps. z tym się zgadzam, to znaczy, z tym że mam lepiej jeśli chodzi o biegówki 🙂 w takim razie życzę Tobie i sobie, aby przyszły sezon był bardziej obfity w śnieg 🙂