Straszna burza i nieodpowiedzialny tatuś

Zaparkowałem samochód przed domem na Wsi. Przywitała mnie niczym niezmącona cisza i zamknięte drzwi, rodzice gdzieś wybyli. Nie przejąłem się zbytnio. Wyciągnąłem klucz z tajnego schowka, wstawiłem wodę w czajniku i wkrótce z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach siedziałem wygodnie na ogrodowej ławce. Pół godziny później pojawił się tata. Niedbale oparł rower o bramę i popędził do komnaty, aby włączyć telewizor. Za chwilę zaczynały się „Wiadomości”, czas, gdy ojca od ekranu telewizora nie odciągnęłoby nawet trzęsienie ziemi połączone z huraganem.

–   Mama pojechała oglądać zachód słońca – rzucił w przelocie i tyle go widziałem.Burza i nieodpowiedzialny tata fot.: Dawid Lasocinski

Zapadał zmrok, czyli za chwilę mama powinna się pojawić. Jednak skończyły się Wiadomości, minęła prognoza pogody, nadciągnęła noc, a jej wciąż nie było. Zacząłem się niepokoić, w przeciwieństwie do ojca, który wesoło pogwizdując pod nosem, krzątał się po kuchni przygotowując kolację. Wreszcie, gdy posiłek był już na stole, gdzieś w ciemnościach zaskrzypiały koła roweru i po chwili przy furtce stanęła mama. Radosna i gotowa w najdrobniejszych szczegółach opisać zachód słońca. Nie mogłem do tego dopuścić – relacje mamy zajmują więcej czasu, niż sprawozdania z meczów piłki nożnej. Szybo zapytałem ją o burzę.

Burza i nieodpowiedzialny tata fot.: Dawid Lasocinski
Burza na wsi

–   Ach, jaka to była straszna burza…

Straszna burza

W maju rodzice, wraz z siostrą taty i jej mężem, pojechali w Tatry do Małego Cichego. Cała trójka statecznie spacerowała po okolicznych wzniesieniach, tylko tata, dysponujący niespożytymi siłami mimo przekroczonej 70., wyrywał się na wyprawy w Wysokie Tatry, zaliczając między innymi Orlą Perć. Mamę niepokoiły te wypady lecz nic nie mówiła do czasu, gdy z ekranu telewizora nie popłynęło ostrzeżenie przed nadciągającymi strasznymi burzami, które następnego dnia miały pustoszyć południe Polski. Na tacie te informacje nie zrobiły żadnego wrażenia. Zaplanował wycieczkę na Kościelec i mimo próśb oraz gróźb całej rodziny, nie zamierzał z niej zrezygnować.

–   Ale ten tatuś jest nieodpowiedzialny, mówię ci Hegemonie, straszliwie nieodpowiedzialny, byłam zła na niego, jak nie wiem co!

Aby nieco ochłonąć ze złości, mama wybrała się na spacer na jedno z okolicznych wzniesień – Zadni Wierch. Zupełnie nie przyszło jej do głowy, że Zadni, chociaż niewysoki, też jest górą, a burze zapowiadali w całym paśmie Tatr, nie tylko tam, gdzie na wycieczkę wybrał się tata. Pierwszego ostrzeżenia, pod postacią solidnej ulewy, udzieliła jej pogoda, gdy mama dotarła do stóp wzniesienia.krajobraz po burzy

–   To był niewinny, półgodzinny deszczyk w porównaniu z tym, co się miało wydarzyć! Schowałam się w pobliskim szałasie, wyłączyłam komórkę, bo słyszałam, że ściąga pioruny, a jak porządnie zagrzmiało, to odrzuciłam telefon w drugi kąt szopy. Na szczęście później go znalazłam. Gdy przestało padać i zrobiła się piękna pogoda, wspięłam się na szczyt Zadniego, rozłożyłam kocyk i zaczęłam czytać Tygodnik Powszechny. Jednocześnie podziwiałam widoki. Ach, Hegemonie, jak tam jest pięknie! Widać całe pasma górskie. Z jednej strony nasze Tatry, trochę dalej Tatry Bielskie… Gdy kolejny raz podniosłam wzrok znad gazety, dostrzegłam nad górami niewielką czarną chmurkę. Hegemonie, nawet sobie nie wyobrażasz, jak ona szybko się przemieszczała! Wcześniej upatrzyłam sobie w pobliżu solidny szałas, który miał mi zapewnić schronienie na wypadek kolejnej ulewy. Ale gdzie tam, nie miałam żadnych szans, aby do niego dobiec! Musiałam schronić się pierwszej lepszej, lichej budce! Zdążyłam tylko rozebrać się do kostiumu, ubranie schować do plecaka, a plecak ukryć pod żerdziami, gdy jak nie lunie! Jeszcze nigdy w swoim życiu nie byłam świadkiem takiej burzy. Dosłownie ściana wody! Pioruny waliły tuż, tuż, niemal czuło się zapach siarki, a czarne chmury, niczym diabły, tańcowały na niebie. Czułam się jak w piekle!

–   Jak długo trwała ta burza?

–  Ze dwie godziny.

–  I nie zmarzła mama?

–  Hegemonie, ja o tym nie myślałam, ja modliłam się aby przeżyć!

Tata z wyprawy na Kościelec wrócił przed zmrokiem. Zapytany o burze, odparł:

–  Burze? Jakie burze?!

Skutki burzy

Podczas pobytu w górach, mama nie mogła sobie zafundować wyłącznie jednej przygody.

–  Nie zdawałam sobie sprawy, jak niszczycielskie burze szaleją w Tatrach, do czasu, aż nie zobaczyłam potężnych drzew połamanych niczym zapałki. Jednego razu wybrałam się na zachód słońca. Idę sobie spokojnie, a tu ogromny świerk leży w poprzek drogi. Inny być może by sobie darował, szczególnie że zbliżała się ósma wieczór, ale ja jakoś z tą swoją niesprawną nogą, z trudem, bo z trudem przelazłam na drugą stronę. Na wszelki wypadek wracałam inną trasą lecz i tam natknęłam się na przewrócone drzewo, którego nie zdołałam obejść górą, więc się pod nim przeczołgałam. Gdy wreszcie przebrnęłam przez cały ten wiatrołom, zapadła już noc. Nad głową miałam rozgwieżdżone niebo, a drogę rozświetlał księżyc w pełni. Szło się naprawdę przyjemnie, więc nie śpieszyłam się zbytnio, co rusz przystając, by popatrzeć na gwiazdy. W domu byłam dobrze po 22-ej. Gdy wchodziłam na podwórze, z balkonu dobiegł mnie zmartwiony głos cioci: „Gdzie ona jest, co się z nią stało!!?” A wiesz co robił tatuś?

–  Spał?

–  Oczywiście! Spał sobie smacznie od pół godziny, w ogóle nie przejmując się moim losem!

–  O czym mówicie? – zainteresował się tata.

–  O tym jak zupełnie nie przejmując się moim losem spałeś sobie smacznie w Małym Cichym i tylko twoja siostra się o mnie martwiła!

–   Aaaa, tak – machnął ręką tata – dla niej była to nowość, ja mam to na co dzień!

–  Widzisz jak nieodpowiedzialny jest tatuś?! – oburzyła się mama

Burza ostatnia

Burza i nieodpowiedzialny tata fot.: Dawid Lasocinski
Burza na Wsi

Jak się okazało, nie była to ostatnia tego lata przygoda mamy z burzą.

–  Kolejną miałam tutaj, na Wsi. Tatuś zawsze dużo wcześniej jedzie nad rzekę, zanim ja zdążę się wyszykować, mija godzina. Na szczęście tata siedzi nad rzeką dość długo, zawsze lubi sobie coś tam poczytać, więc wracamy już razem. Tego dnia tata wyruszył o szóstej, a ja godzinę później. Miałam nadzieję, że za jednym zamachem wykąpię się w Warcie i obejrzę zachód słońca. Bez zbędnego pośpiechu podlałam jeszcze wszystkie kwiaty, spokojnie się zebrałam, wsiadłam na rower i pojechałem. Nagle patrzę i co widzę?! W połowie drogi spotykam wracającego tatę. „Nawet na mnie nie poczekasz!?”” – zapytałam rozgoryczona. A on na to: „Popatrz jaka burza nadciąga, wszyscy uciekli z nad rzeki, nie ma sensu jechać!”. Rzeczywiście na niebie kłębiły się czarne chmury, lecz pomyślałam, że zdążę. Nad rzeką już wiedziałam, że mi się nie uda, ale i tak postanowiłam się wykąpać. Schowałam ubranie do plecaka i weszłam do wody. No, prawdę mówiąc, tam jest tak stromy brzeg, że nie weszłam, a zjechałam na tyłku…Burza i nieodpowiedzialny tata fot.: Dawid Lasocinski

Mama zaczęła się kąpać, kiedy z nieba spadły pierwsze krople deszczu. Po chwili nad brzegiem rzeki pojawił się samochód, z którego wysiadł Znajomy z trójką dzieci. Oni też, nie zważając na pogodę, postanowili zażyć kąpieli. Gdy cała czereda radośnie pluskała się w nurcie Warty, mama wyszła z wody i głowiła się co dalej ze sobą począć. Wtedy kąpiący zawołali, aby schowała się do samochodu. Mama skwapliwie skorzystała z propozycji. Najpierw przebrała się pod klapą bagażnika, a następnie weszła do auta. Lecz co dalej?

–  Widzę, że oni już wychodzą z wody, więc ja też wysiadłam z samochodu. Planowałam, że schronię się w wysokich łozinach porastających brzeg rzeki, głowę ochronię materacykiem i jakoś przeczekam największą ulewę. Dzieci w pośpiechu kończą się przebierać, przez co dwójka z nich gubi majtki, ja desperacko rozglądam się za najgęstszymi łozinami, a Znajomy krzyczy: „Niech pani wsiada”. Próbuję mu wytłumaczyć, że nie trzeba, nie będę robić kłopotu, pokazuję mu łoziny, ale on nie słucha, upycha mój rower w bagażniku, a całą naszą piątkę w kabinie auta. I tak suchutka, szczęśliwie dotarłam do domu.

Sądzę, że nad mamą czuwa opatrzność. Jej szaleństwa zawsze znajdują szczęśliwy finał. Nieodpowiedzialny jest wyłącznie tatuś.deszcz

Subscribe
Powiadom o
guest
41 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
View all comments
~Dama Kameliowa
~Dama Kameliowa
4 lat temu

Sądząc po opisie wyczynów Twojej Mamy, rozumiem dlaczego Tata się uodpornił 🙂 Gdy tego nie zrobił, pewnie by skończył z głęboką nerwicą…
Moi rodzice też „wiedzą swoje”, ale w szaleństwach pozostają jednomyślni i zgodni. Nie wiem, co jest łatwiejsze…
P.S. Piękne zdjęcia

hegemon
4 lat temu

Ojciec musiał się uodpornić, tyle lat razem 🙂 Każde małżeństwo znajduje jakąś receptę na współistnienie, jeżeli trwa długo, nigdy nie rozstrzygniemy, jaka postawa jest łatwiejsza, dla każdego jest co innego łatwe 🙂
Dzięki za pochwałę zdjęć 🙂

~Dama Kameliowa
~Dama Kameliowa
4 lat temu
Reply to  hegemon

A propos zdjęć – podoba mi się jak radzisz sobie ze światłami (highlightami) i kontrastem. Pracujesz na lightroomie?

hegemon
4 lat temu

Przyzwyczaiłem kiedyś do używania photoshop elements i nijak nie idzie mi się odzwyczaić. Jak na razie pozostałem wierny temu jednemu programowi. Jeżeli mogę, staram się wszystko dopracować już w momencie robienia zdjęcia, takie przyzwyczajenie jeszcze z czasów gdy robiłem na kliszy. Potem poprawiam najczęściej jasność, kontrast i balans bieli, zazwyczaj unikam głębszych ingerencji na komputerze.

~Dama Kameliowa
~Dama Kameliowa
4 lat temu
Reply to  hegemon

Ja wolę Lightroom. Też mam nawyki „kliszowe” 🙂 Niestety matryca cyfrowa inaczej radzi sobie z kontrastami niż klisza, więc je poprawiam. Lubię też korekcję soczewek, bo dzięki temu szerokokątny obiektyw nie zniekształca mi linii. Natomiast rzadko poprawiam balans bieli, wolę radzić sobie na około 🙂

hegemon
4 lat temu

Dużo dobrego słyszałem o Lightroomie, nawet kiedyś zamierzałem go kupić, lecz… zostałem przy starych przyzwyczajeniach. Podobno lepsze jest wrogiem dobrego 🙂

Ania
Ania
4 lat temu

Ja pewnie zachowałabym się tak jak Twoja mama. Także rozumiem 🙂

hegemon
4 lat temu
Reply to  Ania

Czyli jesteś do niej podobna charakterologicznie? 🙂

~Ania
~Ania
4 lat temu
Reply to  hegemon

Tak. Za każdym razem gdy czytam o Twojej mamie Hegemonie, myślę sobie: Zrobiłabym tak samo. Powiedziałabym to samo. Też tak bym pomyślała 🙂

hegemon
4 lat temu
Reply to  ~Ania

Wow, to musisz być szaloną osobą 🙂 Moja mama na pewno ma dużo szaleństwa w sobie. Jest też tak oryginalna, że nie przypuszczałem, iż może się znaleźć ktoś podobny do niej. cuda się zdarzają 🙂

~Jaga
4 lat temu

Nie lubię burzy – wolę być wtedy w domu niż na brzegu rzeki 🙂

hegemon
4 lat temu
Reply to  ~Jaga

Moja mama też boi się burz, ale ten pierwiastek szaleństwa, jaki ma w sobie, nie pozwala jej zachowywać się racjonalnie 🙂

~frytka
4 lat temu

nie boje się burz, ale nie wystawiam się na ich działanie z ogólnie wiadomego powodu, dbałość o suchość fryzury … 😀 … Twoja mama to jak prawdziwa harcerka (a po nowemu, skautka..) ubranie schowane w plecaczek, szałasik, no tylko z tym rzucaniem komórką trochę przesadziła… 😀
a tata faktycznie skrajnie nieodpowiedzialny, a to sobie pogwizduje, a to śpi, no tragedia z takim facetem … 😀

hegemon
4 lat temu
Reply to  ~frytka

Mama tyle razy powtarzała formułkę „jaki ten tatuś nieodpowiedzialny”, że nawet my, jego dzieci uwierzyliśmy po części w tę propagandę 🙂

~jotka
4 lat temu

Skoro tatę nazywa mama nieodpowiedzialnym, to ciekawe, jak nazwałaby siebie, gdyby ktoś zapytał….
Ale wierz mi, Twoja mama nie jest wyjątkiem…

hegemon
4 lat temu
Reply to  ~jotka

Mama uznaje siebie za osobę racjonalną i odpowiedzialną. Mówisz, nie jest wyjątkiem? To jest dla mnie pewna niespodzianka…

subiektywna-ja
4 lat temu

ja też miałam okazję przeżyć burzę w Tatrach… miesiąc temu. Dziękuję, wolę być w domu gdy na zewnątrz błyska się i grzmi. To było straszne. I tak Twoja mama, modliłam się, by przeżyć. Burza była tuż obok, bo raz poczułam, że coś mi się na czole naelektryzowało…

hegemon
4 lat temu
Reply to  subiektywna-ja

Nigdy nie spotkałem się z burzą, aż tak bezpośrednio i jakoś za takim doświadczeniem specjalnie nie tęsknię 🙂 Ważne, że wyszłaś z opresji bez szwanku 🙂

~alElla
4 lat temu

Klik dobry:)
Burza, jak burza… Ale ta opowieść… Język… Styl… Zdjęcia… To chałwa do porannej kawy. Podelektowałam się!

Pozdrawiam serdecznie.

hegemon
4 lat temu
Reply to  ~alElla

Dziękuję za aż takie uznanie 🙂 Mam nadzieję, że kawa smakowała 🙂

consek
consek
4 lat temu

Anioł Stróż Twojej mamy nie ma lekko 🙂

hegemon
4 lat temu
Reply to  consek

Sądzę, że ona ma jakiegoś zapasowego Anioła, jeden nie dałby rady 🙂

~Eve Daff
4 lat temu

Twoja mama po prostu jest z innej planety 😀 Fantazję ułańską to chyba po prawdziwych ułanach odziedziczyła, a życie z taką kobietą to pewnie sama radość 😉

hegemon
4 lat temu
Reply to  ~Eve Daff

Masz rację, sama radość, dla kogoś, kto ma nerwy ze stali 🙂

~Ultra
~Ultra
4 lat temu

Zauważ Hegemonie, że wszyscy podziwiają szaloną Mamę, a nie odpowiedzialną osobę. Tak to w życiu jest. Przygoda pociąga, ryzyko fascynuje, nutka szaleństwa ma swój smaczek. Pozdrawiam Ciebie i Twoich wspaniałych Rodziców.

hegemon
4 lat temu
Reply to  ~Ultra

Ciekawa uwaga. Masz rację, coś takiego jest, że oficjalnie popieramy rozsądek, ale do naszej wyobraźni przemawia brawura, która z rozsądkiem nie ma wiele wspólnego…

~Kari
~Kari
4 lat temu
Reply to  hegemon

Ale to szaleństwo fajne jest, kiedy się o nim czyta. W codziennym życiu to juź różnie bywa;-)))) Moja mama pod pewnymi względami do Twojej podoba – jak opowiadam o niech znajomym to podziwiają. Ale ja po kilkugodzinnym wspólnym przebywaniu marzę żeby wrócic do swojego domu, bo czuje się zmęczona;-))) Mam ogromna nadzieję, że będzie sie cięszyć jeszcze długo dobrym zdrowiem, bo gdybym musiała spędzać z nią więcej czasu to chyba bym zwariowała;-)

hegemon
4 lat temu
Reply to  ~Kari

W takim razie mnie rozumiesz 🙂 Moja mama od lat dostarcza mi tematów do opowieści, z tego powodu nie raz mogłem zabłysnąć towarzysko, ale dłuższy z nią kontakt jest dla mnie nie do przyjęcia. Jestem bardzo spokojnym człowiekiem, a ona nie potrzebuje nawet pięciu minut, by wyprowadzić mnie z równowagi…

~Caffe
~Caffe
4 lat temu

Cudowne opowieści. Twoja mam musi być bardzo pogodną osobą, a tatuś mieć nieziemską cierpliwość:)))

hegemon
4 lat temu
Reply to  ~Caffe

Mama może nie tyle jest pogodna, ile umie cieszyć się chwilą – zachodem słońca, kwiatami w ogrodzie, itp. Ale dla bliskich charakter ma ciężki. Natomiast ojciec wobec niej rzeczywiście jest nieziemsko cierpliwy…

mała-myśl
mała-myśl
4 lat temu

Zakochałam się w tych widokach 🙂 I choć boję się burzy, to te widoki, które ją poprzedzają – zapierają dech w piersiach 🙂 Zazdroszczę ludziom, którzy w czasie burzy śpią sobie spokojnie i rano nawet nie wiedzą co się działo ;]
Pozdrawiam.

hegemon
4 lat temu
Reply to  mała-myśl

Mnie burza zupełnie nie przeszkadza w śnie, ale ja w ogóle nie mam problemu ze spaniem 🙂 Cieszę się, że podobają Ci się fotografie 🙂

Stokrotka
Stokrotka
4 lat temu

Masz wyjątkową Mamę Hegemonie.
Szacunek wielki.

hegemon
4 lat temu
Reply to  Stokrotka

Lepiej ją określa słowo – oryginalna 🙂

~Puszkowa
~Puszkowa
4 lat temu

A nie ma co kogo obwiniać 🙂 Ja, taka rozsądna, madra i zapobiegawcza polazłam na Śnieżkę… Burza rozpętała się bliżej szczytu niż dalej, taka porządna z ulewą atraszliwą i piorunami a ja jak jaki Szerpa… Ze śpiewem na ustach i głupotą w głowie heja!!! Jak zdobyłam szczyt czyli dotarłam do schroniska a wraz z nią cała towarzysząca mi i zmokła jak kura ekipa, zaświeciło słonko i było jak dawneij… 😀

hegemon
4 lat temu
Reply to  ~Puszkowa

Moja mama w podobny sposób zdobywała Śnieżnicę, tylko jako dodatkową atrakcję zapewniła sobie jeszcze szybko zapadający zmierzch 🙂

Maciej
Maciej
2 lat temu

Skąd ja to znam…

madamme
madamme
2 lat temu

Burze uwielbiam. I – niestety – umiarkowanie bardzo się boję…

Co do rodzicieli – no fakt, tata jest jest nierozsądny. A mamie tak po prostu wychodzi… jakoś :))) Wiem z autopsji :p.

Z własnych doświadczeń wiem też, że życie takich kobiet można podsumować zdaniem: „Kiedy byłam mała, mówiono, że jestem wyjątkowa. Kiedy dorosłam, okazało się, że po prostu jestem dziwna” :)))))

madamme
madamme
2 lat temu
Reply to  Hegemon

Podziękowawszy ;)))