Spotkani na stoku narciarskim. Część 2

Nie tylko towarzystwo znajomych ubarwia pobyt w górach (o czym pisałem w części pierwszej), czasami mogą się do tego przyczynić zupełnie obcy ludzie spotkani na stoku narciarskim. Dzisiaj druga część, której bohaterami będą dwie sympatyczne koleżanki oraz tylko jeden, ale za to potężnej postury instruktor. Na stoku narciarskim można jeździć, ale też i obserwować…

Na stoku narciarskim
Na stoku narciarskim

Dorota i Monika posiadały jednakowe umiejętności narciarskie, jednak na stoku zachowywały się diametralnie różnie. Decydował temperament.

Na stoku narciarskim – jazda odważna

Dorota, spontaniczna z natury, najpierw działała, potem myślała. Na nartach również. Nie kalkulowała ryzyka, obierała kierunek i jechała. Jej upadki zawsze były efektowne, na szczęście niegroźne. Tak też było i tym razem. Nie zważając na oblodzony stok i szybkie tempo, pognała za najlepiej jeżdżącym w grupie Tomusiem. On elegancko skręcił do kolejki do wyciągu, ona widowiskowo wyleciała za skarpę śniegu lotem, którego mógłby pozazdrościć jej Adam Małysz w swoich najlepszych latach. Kiedy pozostali dotarli na miejsce, mieli wyjątkową okazję dostrzec niespotykane zjawisko – niewielka lawina śnieżna zamiast w dół, przemieszczała się szybko w górę stoku. Gdy zatrzymała się na wysokości kolejki, odezwała się wesolutko: „Hej chłopaki, jedziemy jeszcze raz!”. Naszła mnie wówczas taka refleksja, że Dorota i lawina, to ten sam rodzaj niepohamowanego żywiołu, tylko Dorota ma zdolność poruszania się we wszystkich kierunkach.

Na stoku narciarskim – jazda rozważna

Natomiast styl jazdy Moniki był całkowicie odmienny. Nigdy niczego nie robiła pochopnie. W dół stoku ruszała po dogłębnej analizie trajektorii jazdy. Zawsze dokładnie sprawdzała czy nie znajdzie się na kursie kolizyjnym z kimkolwiek. Na wszelki wypadek starała się przepuścić starszego pana z prawej i leciwą panią z lewej, a także dwójkę dzieci stojących trochę powyżej. Dopiero gdy przestrzeń przed nią była idealnie pusta, przejeżdżała kawałek, zatrzymywała się i rozpoczynała całą procedurę od nowa. Przepuściła wpierw grupę młodzieży szkolnej w okresie pokwitania oraz dwie nauczycielki w okresie przekwitania, następnie popatrzyła się na czteroosobową rodzinę stojącą obok:

–  Państwo jadą? – zapytała grzecznie

Państwo odjechali.

–  A pani jedzie? – zwróciła się do kolejnej osoby z pytaniem Monika

–  Tak, tak już jadę – odparła ochoczo pani.

–  A pan? – zwróciła się do faceta , który spokojnie siusiał pod drzewkiem

Facet najpierw się zaczerwienił, a potem odparł rezolutnie:

–  Tak, ale czy mogę najpierw skończyć, bo jeszcze trochę mi zostało!

–  Proszę bardzo – odpowiedziała łaskawie Monisia i ruszyła, gdyż nikt więcej w zasięgu jej wzroku się nie pojawił.

na stoku narciarskim
Na stoku narciarskim

Instruktor nie tylko na stoku narciarskim

Zbyt często nie korzystałem ze wsparcia instruktorów narciarskich. Najbardziej zapadł mi w pamięć trener z czasów studenckich. Miał zwyczaj ustawiania kursantów w równym szeregu, zanim udzielił im szczegółowych instrukcji, które brzmiały zawsze tak samo:

– Pamiętajcie, jedziemy w dół stoku i mocno kręcimy!

Ruszał pierwszy prezentując wręcz nienaganny styl jazdy. Widocznie praktyka z umiejętnością przekazania teorii, nie zawsze idzie w parze. Częściej jednak niż na praktyków, można natknąć się na teoretyków.

Instruktora teoretyka idealnego spotkałem dobre dziesięć lat później. Był słyszalny i widzialny z daleka. Zwalisty chłop, któremu owa zwalistość manifestowała się najpełniej w okolicach pasa. Stał oparty o barierkę tarasu schroniska i pochłaniał kolejny kufel piwa. W przerwie pomiędzy potężnymi haustami darł się w kierunku pobliskiego stoku:

– Magda, ugnij, nogi, nogi, mówię kurwa, to nie mają być kołki od płotu!!!

– Zenek, no wychyl się mocniej do przodu, nie do tyłu, mówię kurwa, do przodu!!

Na stoku narciarskim
Spotkani na stoku

Nie wiem czy podopieczni instruktora cokolwiek słyszeli, chociaż chłop miał głos proporcjonalny do masy ciała. Natomiast wszyscy bez wyjątku jeździli dobrze lub bardzo dobrze. Z niecierpliwością czekałem na moment, gdy Instruktor oderwie się od barierki oraz kufla i da popis własnych umiejętności. Jeżeli ma takich „kursantów”, to sam zapewne jeździ niemal bosko. Musiałem się wykazać dużą dozą cierpliwością, albowiem rzeczony Instruktor był wyznawcą idei, że narciarstwo nie składa się z samego jeżdżenia, a nawet, że inne przyjemności są ważniejsze. Wreszcie stało się. Pod koniec dnia spotkałem Instruktora na stoku narciarskim. Ciężko wsparty na kijkach wyraźnie dodawał otuchy zjeżdżającemu chłopakowi:

– Niżej , schodź niżej, noż kurwa mówiłem, niżej!!!

Chłopak pojechał bezbłędnie. Instruktor oświecił jeszcze parę osób, co do prezentowanego przez nie stylu jazdy, nim zdecydował się dać pokaz własnych umiejętności. Już na pierwszej muldzie mistrzowsko zademonstrował ewolucję popularnie zwaną w podręcznikach narciarstwa „ryjem płużnym”. Kilkukrotnie wykonał prawie pełen szpagat cudem łącząc nogi bez interwencji chirurga. Narty zjeżdżały i rozjeżdżały mu się, jakby ich właściciela dopadł atak epilepsji, natomiast ręce fruwały niczym skrzydła wiatraka w trakcie przejścia orkanu. Na finiszu wreszcie uległ sile grawitacji niwelując stok precyzyjniej od najdoskonalszego ratraka. Spektakularne katastrofy w filmach animowanych nie dorównują efektom, jakie miałem przyjemność oglądać, obserwując przejazd Instruktora.

Po tym wypadku Instruktor wrócił do swojej barierki i kufelka, natomiast nic nie stracił z zapału do głośnego komentowania popisów podopiecznych.

 

26
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
14 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
HegemonUltra~aneta~nieblogująca~Asia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
~Małgorzatka
Gość
~Małgorzatka

Hahahaaa…. to ja chyba taki trochę „dorotowy” typ jestem – i na stoku, i w życiu. Jeżdżę na nartach kiepsko, ale za to szybko i wesoło. I też, przez swoje roztrzepanie, nieraz zaliczyłam dość spektakularne upadki… I w życiu też czasem najpierw robię, a potem dopiero myślę. Niestety.

Ale teraz, jako mama dwojga dzieci, muszę chyba się przymusić do większej ilości rozsądku, ostrożności i strategicznego myślenia. Również na stoku!

Pozdrawiam!

hegemon
Gość

A myślisz, że da się przymusić do „większej ilości rozsądku, ostrożności i strategicznego myślenia”? Lepiej pozostać sobą, z pewną dozą szaleństwa, nawet jak jest się matką dwojga dzieci 🙂

~lolek
Gość
~lolek

Pamietajcie skaly uderzaja

~Posikałem się ze śmiechu
Gość
~Posikałem się ze śmiechu

HEGEMON!!!!!! Zbierz wszystkie opowieści narciarskie, wydaj drukiem – sukces Twój, pobije „Lesia” Chmielewskiej. Wielkie dzieki za super zabawę!!!!!!!!!!!

hegemon
Gość

Wielkie dzięki za uznanie, ale chyba z Lesiem nie śmiałbym konkurować. Miłego dnia

~Biologiusz
Gość
~Biologiusz

Nie to, bym się czepiał flory ale jeśli już sikał to pod świerkiem lub jodłą, na górskich stokach sosny nie wegetują, nie to piętro.

hegemon
Gość

Po pierwsze – zgadzam się z sugestią i drzewo zmienię. Po drugie – warto wykazać trochę cierpliwości i poczekać na moderację komentarza.

~kane
Gość
~kane

hegemon spisz to wszystko i wydaj książkę kupuję maila już masz chłopie masz talent, naprawdę czekam 🙂

hegemon
Gość

Wielkie dzięki, książkę piszę, ale dużo trudniej napisać 200 stron, niż trzy stronicowy tekst

~polkrisss
Gość
~polkrisss

Rozbawiłem się tym tekstem. Jeżdżę na nartach od kilku lat, raczej dobrze i rozsądnie. Niejednokrotnie widziałem szaleńców na stoku, którzy myśli starali się zbierać dopiero na dole stoku.

~elpis
Gość
~elpis

Jak zawsze sens jest po środku. Jazda jednej to szaleństwo i musi się skończyć na wyciągu … ortopedycznym. jazda drugiej to nuda, nie po to się jedzie 300 i więcej km żeby wszystkich przepuścić i 2 km jechać przez 15 minut a zatrzymywanie się co 100 m to narażanie innych i siebie na kolizje … ma niewiele wspólnego z rozwagą i rozsądkiem …

hegemon
Gość

Oczywiście skrajności nie są dobre, ale tłumaczenie nie odnosiło żadnego skutku, pozostała tylko obserwacja.

~Asia
Gość
~Asia

Witam-świetnie napisane,ubawiłam się setnie!!! I nabrałam ochoty na naukę jazdy na nartach.Choć to byłby pewnie komediodramat w kilku aktach biorąc pod uwagę próby na rolkach.Pozdrawiam

hegemon
Gość

Cieszę się, że się podobało :-). A narty to piękny sport i nie należy się zniechęcać na początku, naprawdę bardzo niewiele osób nie jest w stanie się nauczyć. Tylko na początku trzeba skorzystać z pomocy zawodowego instruktora. Jak nauczycielami są znajomi lub rodzina, to często kończy się zniechęceniem i kłótnią.

~nieblogująca
Gość
~nieblogująca

Piękny, cudowny sport, nawet dla takich w wieku przekwitania:))) Cobyśmy za szybko nie zdziadzieli:((( A swoją drogą, każdy zjeżdżać może… trochę lepiej lub trochę gorzej:)))

hegemon
Gość

Nartami należy się cieszyć póki tylko siły i zdrowie na to pozwalają, bo to, jak napisałaś, jest naprawdę piękny sport 🙂

~aneta
Gość
~aneta

Mój pierwszy dzień nauki jazdy na nartach był fajny,drugi zakończył się szpagatem,w trzecim bałam się jeździć.
Następne to jazda rozsądna,z omijaniem szaleńców,z niezbyt stromych pagórków.

hegemon
Gość

Ale rozumiem, że nie rzuciłaś nart w kąt i nadal jeździsz, tylko bez szaleństw…?

~aneta
Gość
~aneta

Rzuciłam,niestety,pogoda nie sprzyja i boję się jazdy na nowych nartach.Chyba muszę się skonsultować z psychologiem,co budzi moje obawy.

hegemon
Gość

Zima narciarzy w tym roku nie rozpieszcza, to prawda. A do przełamania obaw przed nartami może bardzie przydatny okazać się instruktor narciarski, dobry instruktor. Znajomi, którzy korzystali z pomocy instruktora zazwyczaj szybciej się uczyli jeździć i mniej się bali

~aneta
Gość
~aneta

Tez korzystałam z pomocy instruktora,ale chyba nie o to chodzi,nie o technikę jazdy.

hegemon
Gość

W takim razie psycholog będzie dobrym rozwiązaniem. A może wybór takiego stoku, takiego miejsca, na którym będziesz się czuła bezpiecznie? Szkoda by było porzucić jazdę na nartach…

~aneta
Gość
~aneta

Tez tak uważam,stok łagodny,bez przeszkód,bo i tak ludzie je stwarzają,miejsce,każde,gdzie taki stok jest,chyba,że nazwa mi nie będzie odpowiadała,z przyczyn określonych i nieokreślonych,no i szkoda by było odejmować sobie umiejętności nabytych.
A znasz jakiegoś instruktora dobrego?

hegemon
Gość

Już dawno nie jeździłem z żadnym instruktorem, ciężko mi kogokolwiek polecić. Natomiast znajomi korzystali usług instruktorów bezpośrednio przy wyciągach, ale to było albo w Czechach, albo na Słowacji…

Ultra
Gość
Ultra

Świetny opis, dowcipny, sarkastyczny, rzeczowy. Czego chcieć więcej? A instruktor to taka perełka, która rzadko się trafia. Pomarzyć o takim nauczycielu można.
Serdeczności.