Spotkałem w parku Syzyfa

Gdy tylko pogoda sprzyja, przenoszę swoje biuro do pobliskiego parku. Siadam na ławce, włączam notebooka i piszę. Pokusy i rozpraszacze w postaci lodówki oraz Facebooka, zostały zamknięte na klucz za drzwiami mieszkania. Wokół cisza, spokój, wszystko sprzyja skupieniu. Jednak niekiedy w na tę sielską scenę pracy freelancera wkracza gość nieproszony, hałaśliwy, nie dający się zignorować. Zabiera skupienie, lecz wnosi ze sobą temat. Dokładnie w takich okolicznościach spotkałem w parku Syzyfa…

spotkałem w parku
Spotkałem w parku…

– Misiek chodź!

Donośny i władczy ton głosu wyrywa mnie z orbity myśli.

– Misiek chodź! – coraz ostrzej i coraz bliżej

– Misiek chodź! Misiek chodź! Misiek chodź!

Cała uwaga i skupienie pryskają. Z tym głosem nie mam szans. Rozglądam się w rytm „Misiek chodź” i najpierw dostrzegam czarnego, dość dużego pieska biegającego z wielką energią po całym parku. Nie on jest właścicielem głosu, tylko postawny mężczyzna o wyglądzie kapitana żeglugi wielkiej. Zadbany, wyprostowany, twarz skrywa wypielęgnowana siwa broda, sylwetka twardego człowieka, co to już z niejednego pieca jadł. Postawa macho zazwyczaj maskuje pantoflarza. Pies to wie, dlatego nic sobie nie robi z nieustannego „Misiek chodź”. Z uprzejmości czasami podejdzie do pana, wtedy dostanie przysmak, i czasową zmianę tonu głosu oraz wypowiadanej frazy:

– Dobry piesek, kochana psina!

Po sekundzie „kochana psina” biegnie tam, gdzie mu się podoba, a pan powraca do swojej mantry:

–   Misiek chodź, Misiek chodź!

Lepiej sprawdziłby się jako raper, niż treser psów. Naraz zrywa się do biegu, wołając:

–   On nic nie zrobi, on nic nie zrobi!

W parku
W parku

Tymi słowami próbuje uspokoić panią natarczywie obwąchiwaną przez Miśka. Pani stoi grzecznie, nie bardzo wiedząc, co mieści się w katalogu „nic nie zrobi”. Ręki być może nie odgryzie, ale czy ubrania nie zniszczy? Sam byłem w podobnej sytuacji. Słyszałem od niemal identycznego pana zapewnienia, że „on nic nie zrobi” w momencie, gdy jego pupil właśnie trawił fragment nogawki moich spodni i energicznie zabierał się, aby zakąsić butem. Tym razem obyło się bez szkód. Misiek odbiegł w sobie tylko znanym kierunku, a pan się tłumaczył:

–   On naprawdę nic nie zrobi, ja go tak wołam, bo chcę go nauczyć posłuszeństwa!

Czyżby kolejna reinkarnacja Syzyfa? Zapewne tak.

–   Misiek chodź, Misiek chodź, Misiek… – głos oddala się w głąb parkowej alei i powraca cisza.

Syzyf z Miśkiem odeszli, mogę skupić się na pracy.

pies
Misiek chodź!

64
Dodaj komentarz

avatar
20 Comment threads
44 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
24 Comment authors
HegemonMadka roku~tomasz~Kris~mała Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena
Gość

Spodziewałam się jakiegoś Pana walczącego z grabieniem liści.
A tu taki optymistyczny post i misiek, i jego pan . Japa mi się śmieje. Poczułam się jakbym siedziała z Tobą w parku i obserwowała zmagania Syzyfa z Miśkiem 🙂
Miłego dnia

hegemon
Gość

Widzisz, warto wychodzić do parku, gdyż tam się dzieje, i przeważnie sympatycznie dzieje :-)A pewnie takiego Syzyfa w niejednym miejscu można spotkać 🙂 Miłego dnia dla Ciebie 🙂

~nemezis
Gość
~nemezis

Czy zdjęcie przedstawia Miśka…? 😉

hegemon
Gość

Nie, nie przedstawia Miśka, nie zdążyłem wyjąć aparatu… 🙂

alicja
Gość
alicja

Mam wrażenie, że to Misiek uczył Syzyfa swoich zasad i to chyba z niezłym skutkiem, bo Syzyf robi wszystko to, czego Misiek od niego oczekuje 😉
A tego biura na parkowej ławce można tylko pozazdrościć 🙂

hegemon
Gość

Nie on jeden, nie on jeden jest tresowany przez psa 🙂 Biuro na parkowej ławce, to jest bardzo fajna opcja, tylko jeszcze nie do końca tak dochodowa, jakbym tego pragnął…

~alicja
Gość
~alicja

Szkoda, że ja pracuję w zupełnie innych warunkach, bo jestem przekonana, że ludzie z którymi pracuję, byli by tym zachwyceni i zdecydowanie szybciej by zdrowieli…

hegemon
Gość

Alicja, czasami życie decyduje za nas w jakich warunkach pracujemy, za mnie w pewnym sensie zadecydowało i dlatego jestem mu wdzięczny, to znaczy życiu :-). Ale być może i Ty będziesz mogła za jakiś czas pracować w takich warunkach, jakich chcesz? Dlaczego nie 🙂

~chomikowa
Gość
~chomikowa

😀 To zupełnie jak z dzisiejszymi dziećmi i ich mamusiami 😉 też można by taką scenkę zaobserwować w parku…. Urocze 😀

hegemon
Gość

Podobieństwo jest bardzo duże, tylko właściciel psów są bardziej przewrażliwieni na punkcie swoich pupili… 🙂

~kobieta-nie-typowa
Gość
~kobieta-nie-typowa

Bardzo trafne spostrzeżenie chomikowej:) . Z tym przewrażliwieniem to chyba przesadziłeś ( a może wcale nie?), muszę się temu przyjrzeć na własnym przykładzie. Dziś nawet stoczyłam potyczkę słowną, w obronie mojego pupila, niesłusznie posądzanego o mordercze skłonności, na zasadzie ” skoro amstaff, to musi być pies morderca.” Z psami jak z dziećmi ” jak wychowasz – tak masz”. Wypowiadane proszącym tonem, lub tonem anemika przed zaśnięciem komendy, – pies tego nie rozumie. Każda powinna być wypowiedziana tonem stanowczym, jak rozkaz w wojsku. Co nie znaczy, że w domowym zaciszu nie można oddać mu na drzemkę swojego ulubionego fotela, czy kanapy,… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Wiem, że są ludzie, którzy potrafią poprawnie ułożyć psa i większość, która nie umie. Na szczęście psy są mądre i przypadki pogryzienia człowieka są naprawdę nieczęste, tylko zawsze nagłaśniane przez media. Wiem, że amstaffy są przyjazne dla ludzi, lecz groźne dla innych psów, byłem świadkiem na tyle groźnego pogryzienia, że zaatakowanego pieska można już było tylko uśpić 🙁
Zresztą ja tak naprawdę na właścicieli psów się nie denerwuję, ja się trochę podśmiewam z zachowania jednego pana, któremu wydaje się, że rządzi psem, a tak naprawdę jest odwrotnie 🙂
Pozdrawiam serdecznie 🙂

~kobieta-nie-typowa
Gość
~kobieta-nie-typowa

Sama nie wiem, czy potrafię ułożyć psa. Wiem, że jeśli odpowiednio stanowczym tonem wydam polecenie, to usłucha. ale wiem też, że ma on swoje sposoby, żebym to ja jego posłuchała i używa ich umiejętnie i częściej niż ja swojego stanowczego tonu:))) Co do innych zwierząt, uratował życie gołębiowi, wróbelkowi również, więc „ma zasługi”:) Moich domowych ptaszków nie ruszy, choć widać, że nie bardzo mu się podoba, że włażą mi na głowę. Jeśli chodzi o inne zwierzęta, nie mam zamiaru sprawdzać jego tolerancji. Wolę żadnego nie narażać:)

hegemon
Gość

Jeżeli Cię usłucha, to chyba potrafisz, bo to jest najważniejsze, aby w sytuacjach krytycznych Cię słuchał, a cała reszta… nikt nie jest idealny do końca, więc pies też zapewne nie 🙂 Nie miałaś żadnych zadrażnień, czyli można się Ciebie nie bać z psem na spacerze 🙂

~Pani S.
Gość
~Pani S.

Jakbym widziała mojego tatę próbującego zapanować nad naszym psem. Kiedyś weszłam do domu i zobaczyłam mojego ojczulka siedzącego na podłodze i oglądającego telewizję. Na kanapie spał nasz owczarek rozciągnięty na całej długości. 🙂

hegemon
Gość

Widzę, że hierarchia w Twoim domu jest wyraźnie ustalona 🙂

~frytka
Gość

oj tak, ławki w parku mogłyby wiele opowiedzieć… 🙂
pies mojej psiapsióły, labrador, zachowuje się tak samo gdy z nią na spacery wychodzi, słucha tylko jej męża, a ją traktuje jak kolejną „sukę” w stadzie … 🙂
kolejnego miłego dnia w parku…

hegemon
Gość

Być może Misiek to też labrador lub mieszaniec labradora. To są bardzo miłe psy i niezwykle trudne w ułożeniu, więc Syzyf nie ma zbyt łatwo 🙂

~ja
Gość
~ja

Labradory nie są trudne w ułożeniu. Są posłuszne i wykonują polecenia bez marudzenia. Wystarczy tylko trochę ćwiczeń.

hegemon
Gość

Wiem, że labradory są wykorzystywane w policji, w służbach celnych, do opieki, ale zawsze to są psyu ułożone przez fachowców. Natomiast jeszcze nie spotkałem prywatnego człowieka, który miałby ułożonego labradora. Ale ja też widzę tylko wycinek rzeczywistości, może to są sporadyczne przypadki, nie wiem…

~mała
Gość
~mała

generalnie to ludzie (większośc) uważają że labki (i nie dotyczy to tylko labradorów) ponieważ to psy rodzinne, same nauczą sie wszystkiego. Sama miałam okazję widzieć i słyszeć jak właścicielka odzywała się do swojego psa (cane corso). Było to – „no proszę cię, nie ciągnij. Słyszysz co mówię do ciebie? No proszę cię….”. Więc jeśli ktoś w ten sposób mówi do psa, to nic dziwnego że ten ma generalnie własciciela, i to co ten mówi – w …głęboko pod ogonem.
Pozdrawiam

hegemon
Gość

Dokładnie tak, masz rację. A niestety labradora trzeba nauczyć na profesjonalnym kursie, a potem jeszcze należy być konsekwentnym, to nie jest łatwe – wymaga czasu, zaangażowania i konsekwencji… Na szczęście labradory z natury nie są agresywne.

Kaha
Gość
Kaha

Za te krzyki nawołujące w parku oddałabym wszystko. Po prostu mam taką pracę, która mi nie pozwala na spacery i wyciszenie w parku. Na razie wyboru nie mam by przeżyć, ale za to w sobotę…w niedzielę…
Miło tak posiedzieć i odetchnąć…

hegemon
Gość

Wiem, że jestem szczęściarzem, mogąc pracować w parku, ale zapłaciłem za to znacznym zmniejszeniem dochodów… Pozdrawiam 🙂

Kaha
Gość
Kaha

Ale za to masz to co lubisz…:)

hegemon
Gość

Tak, to prawda, sam wybrałem 🙂

~Kaha
Gość
~Kaha

Ja znów mam co kocham ale zajeżdżam się na maksa…

hegemon
Gość

Jeżeli lubisz robić to co kochasz, to można na to wiele pracować, tak mi się wydaje… Ale może jestem idealistą? 🙂

~kaczka2
Gość
~kaczka2

Witaj! Jak temat „pieskowy,” to i ja z chęcią się dołączę. Oczywiście już na wstępie przyznam, że w tym względzie to i ja jestem też z rodziny „tych Syzyfów”, Ogólnie mój Goldi (czyli golden retriever- taki sam, jak te od reklam papieru toaletowego i różnych scenek rodzinnych w reklamach telewizyjnych) jest bardzo grzeczny, tzn. wykona polecenia „siad”, „waruj” albo „zostań”, jednak jeśli chodzi o powrót do właściciela, to …, ubolewam, nic nie dało się wskórać w jego przypadku. No, ale CÓŻ zrobić, kiedy mój piesulek od szczeniaka kojarzy małych i dużych dwunożnych z byciem głaskanym przez nie,,DLATEGÓŻ zwykle leci do… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Wiem, że wszystkie retrivery są bardzo przyjaźnie nastawione do ludzi i bardzo trudne do ułożenia. Trzeba być niezwykle konsekwentnym, a jak się psa kocha, to jak tu być do bólu konsekwentnym? 🙂
I witam serdecznie, gdyż chyba pierwszy raz jesteś na moim blogu ? 🙂

~kaczka2
Gość
~kaczka2

Tak, pierwszy raz, ale mam nadzieję, że nie ostatni 🙂

hegemon
Gość

Ja też mam taką nadzieję 🙂

~Mona Lisa
Gość
~Mona Lisa

Tak, z tym „on nic nie zrobi” bywa różnie. Kocham zwierzęta, ale zdarzało mi się mieć serce w gardle, kiedy pędził w moją stronę sporych rozmiarów psiak – jak dotąd na szczęście w przyjaznych zamiarach – chociaż przy niektórych gabarytach przyjazne zamiary bywają niemal równie niebezpieczne, co wrogie 😉 . Pozdrawiam.

hegemon
Gość

Przyjazne zamiary mogą być niebezpieczne, gdy ubłocony, duży psiak oprze się o ciebie łapami, aby z radością cię polizać po twarzy 🙂 Ale ubrudzenie to nic w porównaniu z pogryzieniem, nawet lekkim, rany po psie niesłychanie ciężko się goją….

~pomaranczka64
Gość
~pomaranczka64

Witaj.Od biegających ,,luzem”piesków zdecydowanie wolę dzieci.Mama,nie musi przynajmniej zapewniać…,,Pani sie nie boi,nie gryzie”.Zapewnienia o intencjach czworonoga pędzącego w moją strone i tak stawiają mi włosy na głowie.Niestety nosze pamiątke na prawej dłoni po takim spotkaniu z psem……Hegemonie,w jednej z Twoich odpowiedzi na komentarz dało sie wyczuć troske o mniejsze dochody.Oboje wiemy,że praca w korporacji ,,daje”kase ale rząda i oczekuje całkowitej dyspozycyjności,poświecenia aż calkowicie zawładnie Tobą i Twoim czasem.Czy wcześniej mogleś pójśc do parku,jesli miales ochotę?Że już nie wspomnę o innych sferach życia na ktore zwyczajnie nie Miałes czasu.Temat kasy-zawsze można ogarnąć,jak,,przypili”A wolność w planowaniu Twojego dnia: co,kiedy i gdzie czy… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Fakt, właściciele czworonogów nie zawsze zdają sobie sprawę, do czego ich pupil jest zdolny. Moja mama została przez takiego łagodnego psa mocno pogryziona…
Nie, nie żałuję, że odszedłem z korporacji. Nie wracam myślami do dawnych czasów pracowych, chyba, że w koszmarach sennych. Jednak czasami niskość dochodów jest na tyle dotkliwa, że po prostu boję się o przyszłość. Oczywiście, przez większość czasu jestem szczęśliwy, że mogę żyć i pracować jako freelancer. Mam czas na park, na podziwianie kolorów jesieni, na sport, ale nigdy nic nie jest czarno-białe i w tej wymarzonej profesji zdarzają się cięższe chwile…

~Małgorzatka
Gość
~Małgorzatka

Doskonała notka pod względem narracyjnym i w ogóle. Ale trochę się przy niej namęczyłam – bo znam takie typy i tkwiłam nieraz w takich „syzyfowych” sytuacjach, zafundowanych mi i otoczeniu przez innych ludzi.

Pomysł z pracą w parku doskonały! Ale trzymam kciuki, żeby Ci kiedyś nerwy nie „pękły” i żebyś nie zrobił czegoś, o czym nie będziesz chciał pisać na blogu 😉

Pozdrawiam!

hegemon
Gość

Mnie zdenerwować nie jest łatwo, naprawdę trzeba się namęczyć, ale gdy to już się osiągnie, to… nie chciałbym być w takiej sytuacji swoim przeciwnikiem. Jednak Syzyf i Misiek, to taka sympatyczna para – on safanduła, pies rozrabiaka i trudno się nie uśmiać 🙂

~Małgorzatka
Gość
~Małgorzatka

Hahhahaaa… „niesłychanie spokojny człowiek” – do czasu! 😉

Pozdrawiam słonecznie!

hegemon
Gość

No tak, no tak, spokojny człowiek do czasu :-). Również pozdrawiam 🙂

~Tygrys1012
Gość
~Tygrys1012

Coś mi się zdaje, że pan Syzyf to troszkę „małojajeczny” był, skoro pies go tak ignorował 🙂
Pogoda sprzyja spacerom. Jest op prostu cudnie 🙂

hegemon
Gość

Jest cudnie i coraz ładniej, to prawda 🙂 A Syzyf uważał się za macho, natomiast pies tak nie sądził…:-)

~Tygrys1012
Gość
~Tygrys1012

Rzadko mam taką możliwość i komfort, ale w poniedziałek „się złożyło” i poszłam na spacer. Mało tego, szwędacz w tyłku zgodził się, żebym sobie chwilę w parku posiedziała w jednym miejscu, na ławce i ogarniała otoczenie 🙂 Bajka……. krótka relacja będzie pewnie za kilka dni 🙂 na razie zamiast pisać – korzystam z pogody

hegemon
Gość

Z takiej pogody, niemal letniej, pod koniec października, to grzech nie korzystać 🙂 I czekam na relację na Twoim blogu ze spaceru 🙂

~Dziewczyna z Tatuażem
Gość
~Dziewczyna z Tatuażem

Piękne te twoje zdjęcia.
Naprawdę chciałabym umieć tak choć w połowie…
marzenie 🙂

A co do Syzyfa.. czyż nie każdy z Nas jest w pewnym sensie Syzyfem?
Walczymy, upadamy i dalej próbujemy….

Miłego weekendu 🙂

hegemon
Gość

Cieszę się, że podobają Ci się moje fotografie 🙂 Muszę pomyśleć nad jakimś kursem internetowym, teraz sieć daje takie możliwości…
A Syzyf…, jesteśmy nim, gdy upadamy i nic z tych upadków się nie uczymy, jeżeli upadamy, wyciągamy wnioski, wstajemy mocniejsi, to już Syzyfem nie jesteśmy 🙂

~Dziewczyna z Tatuażem
Gość
~Dziewczyna z Tatuażem

Czyli jestem Syzyfem.
Wciąż ufam ludziom.
wierzę w dobre intencje, przyjaźń, ufam.

A jak się jednak komuś znudzę to zawsze dostaję po dupie.

Mniejsza z tym. za dużo żalu we mnie ostatnio, udziela się.

kursy internetowe. Nie brałam jeszcze udziału ale wiesz-czytam sobie fora, poradniki i.. nic.
Jakiś czas temu byłam na kursie fotografii ślubnej plenerowej(siostra się chajtała i chciałam jej fotki zrobić).
Ile tam przez te kilka godzi się nauczyłam.. w sumie poznałam część możliwości swojego aparatu-nie miałam o nich pojęcia.
tego mi brakuje.
rozmowy, tłumaczenia i pokazania.

hegemon
Gość

Zaufanie, dobre intencje, przyjaźń nie są niczym złym. Dobrze, że nadal masz to w sobie. Nieufność i brak wiary, to nie jest dobra nauka…
Jestem już po warsztacie foto i masz rację, dużo łatwiej nauczyć bezpośrednio – pokazać, wytłumaczyć. Jednak wiem, że znani fotografowie prowadzą szkoły internetowe i to z dużymi sukcesami, muszę się na taki kurs sam zapisać i podpatrzyć technikę 🙂

Ciekawa
Gość
Ciekawa

kiedyś gdy pies rzucał się do nogawki jego właścicielka zapewniała, że on CHYBA nic nie robi
odganiam się torbą, a ten nie daje za wygraną, na to właścicielka, żeby uważać i iść spokojnie
no to pytam jak? lewitować ?

oj jak mnie denerwują tego typu uwagi, on nic nie robi

pozdrawiam serdecznie 🙂

hegemon
Gość

Często właściciele psów są bezradni, ponieważ nie panują nad zwierzęciem, albo aż tak je kochają, że nie są w stanie psiakowi zwrócić żadnej uwagi. Uznają też, że pies jest na tyle słodki, że inni z radością poświęcą dla niego nogawki swoich spodni. Rozumiem ich racje, ale do swojej garderoby też jestem przywiązany 🙂
Pozdrawiam również 🙂

~kinia
Gość
~kinia

Mam takiego Miśka 🙂 i on nic nie zrobi 🙂 a ja jestem kolejnym Syzyfem :).
Często jestem w parku. Bójcie się! 🙂
Pozdrawiam.

hegemon
Gość

Dlaczego od razu się bać? 🙂 Misiek nie wyglądał na takiego, którego można się bać 🙂 Pozdrawiam właścicielkę Miśka 🙂

~ulabrzydula
Gość
~ulabrzydula

Jestem psiara, więc uwielbiam takie „rozpraszacze” jak Misiek 🙂

hegemon
Gość

Tobą też pies zarządza? Jak to jest 🙂

~Gaja
Gość
~Gaja

oj to jest zmora parków i lasów… idę z moim psem na smyczy i nie wiem, czy za chwile nie będziemy obiektem ataku takiego luzaka… ja w nerwach, pies jak przyjdzie co do czego zaczyna bronić pani, czyli szczekać i rozróba gotowa… krew się leje, kwik szarpanego, kaleczonego zwierzęcia i kilka inwektyw na odchodne o ile da się takiego „miska” odciągnąć od padliny… ale „misiek” nic nie robi… a powinien… w pierwszej kolejności użreć swojego pana lub panią, która nie ma poczucia obowiązku i łamie zasady współżycia społecznego… już raz niosłam swojego krwawiącego psa z parku po ataku rotwajlera… weterynarz…… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

I to jest bardzo przykre, dobrze, że sama w tej sytuacji nie zostałaś pogryziona. Niestety, ludzi odpowiedzialnych jest mało, właścicieli psów jest dużo więcej. Na szczęście spotkany przeze mnie w parku „misiek” był z gatunków tych łagodnych psów, które chcą się bawić, mogą pobrudzić ubranie, szarpnąć za nogawkę, ale raczej nie ugryzą…

~Kris
Gość
~Kris

Moja borderka jest bardzo przyjazna i ciekawa, więc jak ktoś nas mija, to podchodzi. Jak to jest któryś z sąsiadów to pomacha ogonem i się przywita, a jak ktoś obcy to słyszy komendę „zostaw” i pies odchodzi. Nigdy nie chodziłam z nim na szkolenie psie, ale z tą komendą jestem konsekwentna, bo są ludzie, którzy boją się zwierząt i taki w odruchu „obrony” może kopnąć psa. Do mojej borderki nie mogę mówić ostro, bo jest zaraz nerwowa i wtedy trudno się z nią pracuje. Jak mówię spokojnym głosem to wykonuje wszystkie komendy wzorowo choć w domu to mąż jest przewodnikiem… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Oczywiście, nie trzeba chodzić z psem na specjalne szkolenia, jeżeli ma się do niego rękę. Ty taką umiejętność posiadasz. Jest jednak wiele osób, które bardzo kochają zwierzęta, ale nie bardzo wiedzą, jak z nimi postępować. Dla nich te szkolenia mogą być ważne. Nie tak dawno były przeprowadzane badania nad inteligencją psów i rzeczywiście okazuje się, że one dużo więcej rozumieją, niż nam się wydaje. Było duże zdziwienie, że aż tyle psa można nauczyć. Cieszę się, że też masz pasję fotograficzną i że trafiłaś na mojego bloga 🙂 Pozdrawiam

~tomasz
Gość
~tomasz

Każde opowiadanie w którym nikt nie pastwi się nad jednym z naszych braci mniejszych jest fajne… pozytywne i ciepłe. Ze swoim Beniem, berneńczykiem, wychodzę na spacer każdego dnia. Benio ma kumpla, boksera o imieniu Wasyl. Ich wzajemna relacja to osobna, wzruszająca historia. Obaj – Wojtek – kumpel Wasyla i ja – kumpel Benia – nie szkolimy, nie tresujemy naszych psów. Nie musimy. Są kochane, czasem rżną głupa, udają głuchych, ale bez względu na wszystko – kochają nas. A my staramy się im dorównać. Ot, i całe wszystko… jak mawiają niektórzy… POZDRAWIAM.

hegemon
Gość

Twój komentarz mógłby być takim pozytywnym podsumowaniem wpisu i wszystkich innych komentarzy zamieszczonych pod tym postem. Podoba mi się historia Benia i Wasyla, więc wszystkich razem pozdrawiam 🙂

~tomasz
Gość
~tomasz

Dzięki. Właściwie przez całe moje dość już długie życie miałem do czynienia ze zwierzętami. Nawet
próbowałem hodować owce. Jednak nigdy – mimo że bywało różnie – nie napotkałem ze strony moich zwierzaków na reakcje agresywne lub wrogie. To nasze postępowanie wyzwala te złe, ludzkie zachowania. Czasem pisuję coś nie coś na blogu, swoją drogą dawno tego nie robiłem… zapraszam w wolnej chwili – kukurukuku.bloog.pl – pozdrawiam – Tomasz

hegemon
Gość

Z tego wniosek, że masz naprawdę dobrą rękę do zwierząt. Hodowla owiec, to chyba musi być wyzwanie? Chociaż, jak się lubi, to praca staje się przyjemnością. Na Twojego bloga zajrzę na pewno. Pozdrawiam

Madka roku
Gość

Jestem za tym, aby psy w parkach chodziły jednak na smyczy. Są ludzie, którzy obawiają się psów, i zapewnienia właścicieli „ależ to tylko duży pieszczoch, on nic nie zrobi” nie pomagają. A już za zupełnie poroniony uważam pomysł, by z psami można było wchodzić na place zabaw dla dzieci. Fajny wpis, taki sympatyczny 🙂

Close Menu