Spływ kajakowy na Białorusi

Rzeka niespiesznie niosła kajaki. Nie wiosłowaliśmy, reszta grupy została w tyle, zapewne wkrótce nas dogonią. Przyjemnie było się oddać błogiemu lenistwu, wsłuchać w ciszę, którą zakłócał jedynie śpiew ptaków, patrzeć na przyrodę, która nie nosiła śladów działalności człowieka. Takich wrażeń może dostarczyć wyłącznie spływ kajakowy na Białorusi.

spływ kajakowy na Białorusi

Jednak błogość nie mogła trwać wiecznie. Lekki niepokój budził fakt, że nikt nas jeszcze nie dogonił, czyżby pozostali spływowicze, aż tak długo zbierali się z ostatniego postoju? Po przepłynięciu w samotności kolejnych meandrów Naroczy, mieliśmy pewność, że cała grupa zatrzymała się wcześniej na nocleg. Sytuacja zrobiła się nieciekawa – wszystkie rzeczy wiózł samochód, również śpiwory i namiot, a słońce chyliło się ku zachodowi, robiło się coraz chłodniej, a my nie mieliśmy pojęcia gdzie jesteśmy. Na szczęście na brzegu pojawiły się pierwsze zabudowania, czyli był jakiś punkt orientacyjny. Należało się zastanowić, co dalej…

Lecz zanim napiszę zakończenie, chciałbym wrócić do początku…

Białoruś wieś

Na krańcu cywilizacji – spływ kajakowy na Białorusi

Gwałtowny wzrost popularności kajakarstwa w Polsce sprawił, że większość szlaków jest zatłoczona. Niektóre wręcz ekstremalnie. Ciężko o ciszę i kontakt z naturą. Jednego i drugiego trzeba szukać poza wschodnimi granicami Polski. Jeszcze nie tak dawno pływałem rzekami Litwy i Łotwy, ale i tam cywilizacja zaczęła szybko wkraczać w dziewicze niegdyś obszary. Do wyprawy na Ukrainę zniechęca wątpliwa czystość tamtejszych wód. Pozostaje jedynie Białoruś, która z roku na rok liberalizuje przepisy dotyczące turystyki.

spływ kajakowy na Białorusi

Jak zorganizować?

Jednak nadal spływ kajakowy na Białorusi jest wyzwaniem zarówno pod względem organizacyjnym, jak i finansowym. Przypuszczam, że przy pewnej dozie cierpliwości i uporu można wszystko załatwić na własną rękę. Łatwiej skorzystać z pośrednictwa polskich klubów kajakowych lub poszukać kontaktu na białoruskiego organizatora. Wybraliśmy ten drugi wariant i w pewną słoneczną czerwcową sobotę mościliśmy się w samochodzie Siergieja, który miał przewieźć nas przez granicę. Przez tydzień Siergiej pełnił rolę naszego kierowcy, przewodnika, zaopatrzeniowca, a także i kucharza. Dość wygodne, chociaż nie tanie rozwiązanie.

biwak ognisko
Stary bęben od pralki bardzo dobrze sprawdzał się do gotowania na ognisku

 

Uciążliwości i dziwactwa

Przekraczanie granicy z Białorusią to uciążliwa procedura dla ludzi rozpuszczonych udogodnieniami, jakie oferuje strefa Schengen. Czterogodzinne czekanie oraz kontakt ze służbami granicznymi nie należą do wydarzeń z gatunku przyjemnych. Co ciekawe nam we znaki dali się nie białoruscy, a polscy celnicy, którzy w drodze powrotnej nie wiedzieć czemu dokładnie przeszukali samochód. Nie odstraszył ich nawet smrodek, jaki rozchodził się z niedokładnie wysuszony butów, ubrań i ręczników. Siergiej twierdził, że rewizja nastąpiła, ponieważ nie zgłosiliśmy żadnej wódki. Więc, jeżeli chcecie uniknąć nieprzyjemności, zabierzcie do Polski ten dozwolony litr wódki, nawet jeżeli jesteście abstynentami.

Najważniejszym dokumentem, który trzeba wypełnić na granicy jest specjalna „bumaga”. Przepisuje się do niej mnóstwo danych z paszportu i wizy. Lepiej się nie pomylić, bo jest to druk ścisłego zarachowania i nowy egzemplarz jest wydawany, ale z wielką niechęcią. Potem tej bumagi pilnujcie niczym oka w głowie. Możecie stracić pieniądze, paszport, dobytek, rękę oraz nogę, ale bumaga musi być. Inaczej w powrotnej drodze czekają was ogromne nieprzyjemności.

Białoruś wieś
Na białoruskiej wsi…

Pieniądze. Najlepiej zabrać ze sobą euro lub dolary, wymiana złotówek na ruble jest mało opłacalna. Warto dobrze obliczyć, jaka kwota w rublach będzie nam niezbędna na cały pobyt. Nie ma sensu wracać z walutą białoruską do Polski – ciężko ją sprzedać, a w ciągu roku lub dwóch może się zdezaktualizować. W 2017 roku w obiegu były zupełnie inne pieniądze, niż te, których używałem w 2015.

Na Białorusi w 2017 roku obowiązywało kilka dziwnych zakazów. Jeden zabraniał pływania po rzekach wiosną, czyli do połowy maja, a drugi uniemożliwiał jazdę rowerem po ulicach w dużych miastach. Można było poruszać się chodnikiem, ale wjazd na jezdnię skutkował mandatem.

Kierowcy powinni mieć świadomość, że pieszy wchodzący na przejście ma pierwszeństwo. Warto więc trzymać na wodzy nasze narodowe nawyki rozjeżdżania każdego, kto się ośmieli nawinąć pod koła.

Pierwszy nocleg w Grodnie

Jeden z tych nie do końca zrozumiałych przepisów zmusił nas do nocowania w Grodnie, bowiem pobyt trwający dłużej niż pięć dni, wymagał meldunku. Czyli należało zatrzymać się w hotelu.

Grodno
Grodno

Hotel Białoruś tkwił jeszcze w poprzedniej epoce. Jeżeli masz życzenie poczuć ducha komunizmu, koniecznie wynajmij tam pokój. Dziwaczny, amfiladowy układ pomieszczeń, okna, które ciężko otworzyć, wyposażenie pamiętające czasy ZSRR. Wszystko aż się prosiło się o generalny remont. Tylko na czystość nie można było narzekać, ale to standard na Białorusi.

Na każdym piętrze dyżurowały etażowe, których zadaniem było pilnowanie porządku. Dzięki ich uprzejmości otrzymaliśmy wrzątek, który miłośnikom kawy i herbaty uratował, może nie życie, ale na pewno dobre samopoczucie.

Grodno Białorus
Grodno

Grodno trochę przypomina Lublin, ale Lublin sprzed 20 lat. Szerokie ulice, po których jeździ niewiele aut oraz rozległe place sprawiają, że miasto wydaje się przestronne. Zabytki wyremontowane lub w trakcie renowacji. Poranny spacer obejmujący historyczne centrum nie zajął mi więcej niż dwie godziny. W tym czasie pospacerowałem deptakiem, zobaczyłem kościoły Franciszkanów i Bernardynów, zawędrowałem nad Niemen i wdrapałem się na wzgórze zamkowe. Oczywiście, gdyby zaplanować zwiedzanie muzeów i wycieczki poza ścisłe centrum, trzeba by dysponować całym dniem, a najlepiej dwoma.

Grodno
Grodno

Białoruskie rzeki

Zaliczyliśmy ich aż cztery – wpierw Mołczadź i Niemen, potem Uzliankę i Narocz. Nie był to rozsądny pomysł. Przejazdy pomiędzy rzekami zajęły zbyt wiele czasu. Wszystkim amatorom wiosłowania proponuję pierwszy spływ kajakowy na Białorusi zorganizować na rzece Szczara lub popłynąć Naroczą, a potem Wilią. Obie opcje pozwalają na co najmniej tydzień nieprzerwanego płynięcia.

Mołczadź

Jeżeli chodzi o stopień trudność to Uzlianka i Mołczadź mają trochę przeszkód w nurcie, natomiast Naroczą można spływać niemal z zamkniętymi oczyma. Krajobrazowo wszystkie rzeki są podobne do tych, które znam z Polski, natomiast olbrzymia różnica widoczna jest na poziomie cywilizacyjnym – wsie trafiają się niezmiernie rzadko, mostów prawie się nie widuje, ciężko o jakiekolwiek punkty orientacyjne. Natomiast nie brakuje zwierząt…

rzeki Białorusi

Przyroda

Zaskakiwała ogromna ilość ptaków, ich śpiew towarzyszył nam nieustannie. Dzięki Siergiejowi, który z zamiłowania jest ornitologiem, mieliśmy okazję oglądać dzięcioła czarnego, dzięcioła dużego oraz najmniejszą z sów – sóweczkę.

ptaki Białoruś
Nad rzeką nie brakowało ptaków

Niestety, doskwierały też inne latające stwory – komary w ilościach hurtowych. Ciężko lubić komary, ale raz ucieszyłem się na ich widok, w momencie, gdy dopadły mnie meszki. Komara widać, można go ubić, ale nie ma sposobu aby obronić się przed meszką.

jeż
czasami przytuptał jeż

Biwakowanie

Praktycznie nie spotyka się zorganizowanych pól biwakowych. Nocowaliśmy się na dziko. Brzegi rzek są przyjazne, nietrudno znaleźć dogodne miejsce do rozbicie namiotów. Sprawa trochę się komplikuje, gdy trzeba pomyśleć o drodze dojazdowej dla samochodu wiozącego bagaże. Nigdy do końca nie wiedzieliśmy, dokąd musimy dopłynąć i gdzie Siergiej znajdzie miejsce na biwak.

na biwaku
na biwaku

Przez większość czasu nie mieliśmy problemu ze wzajemnym odnajdywaniem się. Gdy dobijaliśmy do brzegu widzieliśmy już rozpalone ognisko, a nad nim zawieszony kociołek i czajnik. Oba nieziemsko osmalone przez płomienie. Dodatkowo, gdy trafił się deszczowy dzień, Siergiej na biwaku zainstalował prowizoryczną banię, do konstrukcji której wykorzystał stary tropik namiotu oraz rozgrzane kamienie z ogniska. Mimo niskiej temperatury powietrza, po wyjściu z bani każdy z rozkoszą rzucał się w zimny nurt Naroczy.

Jednak przedostatniego dnia koordynacja zawiodła i zamiast jednej atrakcji otrzymaliśmy dwie…

Spływ kajakowy na Białorusi

Atrakcja spodziewana – muzeum

Po południu zatrzymaliśmy się w Zabrodziu, aby zwiedzić niezwykle ciekawe muzeum, a właściwie trzy muzea położone na jednym terenie – techniki (głównie stare pojazdy), mini skansen (chałupa z 1890 roku) oraz muzeum pierwszej wojny światowej. Niestety, na to ostatnie nie starczyło ani sił, ani czasu.

Muzeum Zabrodzie
W Muzeum w Zabrodziu

Zwiedzanie każdego kosztuje 3 ruble (dane na 2017 r.), można też skorzystać z innych atrakcji, takich jak profesjonalna bania czy nocleg na polu namiotowym. Prowadząca obiekt para wygląda jakby żywcem przeniesiona została z Europy Zachodniej. Swoim wyglądem i sposobem bycia bardziej przypominali „dzieci kwiaty” czy hippisów, niż typowych mieszkańców Białorusi.

czarna wrona
Czarna wrona

W muzeum techniki zgromadzili bogate zbiory pojazdów, w tym „czarną wronę” złowieszcze auto, którym poruszało się NKWD. Niestety, znaczna część eksponatów znajduje się w opłakanym stanie technicznym. Mnie zachwyciły wyrzeźbione postacie usadowione we wnętrzach aut, a także „zamieszkujące” chałupę w skansenie. Na pożegnanie zostaliśmy poczęstowani bimbrem i było to niezwykle udane zakończenie imprezy.

Wizyta w Zabrodziu skutkowała dodatkową atrakcją, o której nie mieliśmy pojęcia wygodnie sadowiąc się w kajakach

muzeum zabrodzie
postaci z tylnego siedzenia samochodu

Atrakcja niespodziewana – zagubienie

Uzyskawszy informację, że czeka nas jeszcze dobra godzina wiosłowania, razem z Królisem sprawnie odcumowaliśmy kajaki i ruszyliśmy w drogę. Płynęliśmy samotnie, dziwiąc się, że nikt nas nie dogania. Początkowo sądziliśmy, że to wynik guzdrania się, później zrozumieliśmy, że popłynęliśmy za daleko.

kajaki na Białorusi

Komunikacji z grupą nie ułatwiał kiepski zasięg, a właściwie jego brak. Dowiedzieliśmy się tylko, że wszyscy zatrzymali się na wcześniejszym biwaku, a Siergiej wsiadł w auto i wyruszył na poszukiwania. Zdecydowaliśmy więc, że Królis pójdzie w kierunku drogi dojazdowej, a ja zostanę na brzegu, by pilnować kajaków.

W pewnym momencie od strony wsi nadeszła kobieta prowadząca na postronku trzy kozy. Zdziwiona omiotła spojrzeniem mnie oraz kajaki i coś powiedziała. Nie zrozumiałem.

– Ja nie gawariu po ruski – wydukałem

kozyNiewiele pamiętałem z języka rosyjskiego, którego uczyłem się jeszcze w szkole, poza tym nie byłem w nastroju konwersacyjnym. Jednak kobieta nie odpuściła. Wyjaśniłem, jak potrafiłem najlepiej, że zgubiliśmy się oraz, że czekamy na kierowcę, który nas stąd zabierze. Przez chwilę milczała, a potem zaproponowała, że poczęstuje mnie kozim mlekiem. Wytłumaczyłem, że nie pijam mleka. Wzruszyła ramionami, zabrała kozy i poszła gdzieś dalej. Wróciła po pięciu minutach, by oznajmić, że zaprasza mnie do domu, który jest tuż obok, a jeżeli nie chcę mleka, to poczęstuje mnie kawą lub herbatą. Zrobi też coś do jedzenia, przecież nie pozwoli abym smutny, głodny i zmarznięty sterczał nad brzegiem rzeki. Odmowa nie wchodziła w rachubę.

wieś Białoruś
Wieś na Białorusi

Swietłana okazała się niezwykle gościnną kobietą. Mimo mojej szczątkowej znajomości rosyjskiego, wkrótce rozmawialiśmy tak, jakbyśmy znali się od lat. Kiedy Królis wróciła z nieudanej misji poszukiwawczej, również została nakarmiona. Swietłana ze swojego telefonu skontaktowała nas z Siergiejem, który nie mógł dotrzeć do wioski, ponieważ znajdował się na drugim brzegu rzeki, a żadnego mostu nie było w promieniu wielu kilometrów. Musieliśmy do niego dopłynąć.

Żegnaliśmy się ze Swietłaną z żalem. Na drogę otrzymaliśmy w prezencie duży kawał koziego sera. I tak, dzięki zgubieniu się, które z początku straszliwie mnie zdołowało, przeżyliśmy najpiękniejszą przygodę na Białorusi – bezpośrednie spotkanie z niesamowitą życzliwością i gościnnością tutejszych ludzi.

Podsumowanie

Spływ kajakowy na Białorusi od lat był moim marzeniem. Wreszcie je zrealizowałem. Nie zawiodłem się. Było wszystko to, czego szukam w takich wyprawach – nieskażona cywilizacją przyroda, drewniane wsie, które ostały się tylko w tej części Europy oraz gościnni ludzie.

Sprzedawczyni kwasu – bardzo popularny widok na Białorusi

Jeżeli planujecie podróż na Białoruś, to koniecznie skosztujcie tamtejszego nabiału. Żałowałem, że do Polski nie można przewozić pysznych białoruskich serów. Takich w naszym kraju już się nie spotyka. Niestety, unijne dyrektywy szeroko otworzyły drzwi na przetwórstwo chemiczne, kosztem naturalnej produkcji jedzenia.

Dwa pobyty na Białorusi sprawiły, że stałem się miłośnikiem tego kraju i mieszkających tam ludzi. Mam świadomość, że nie jest to kierunek dla każdego, ale jeżeli jesteście fanami takich klimatów, to pospieszcie się, gdyż masowa turystyka może i Białorusi odebrać dużo uroku. Jestem ciekaw, czy kogoś zachęciłem do wyjazdu?

20 kopiejek lody
20 kopiejek, kultowe lody na Białorusi

Dodaj komentarz

55 komentarzy do "Spływ kajakowy na Białorusi"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
jotka
Gość

Przeczytałam chętnie, ale sama chyba się nie wybiorę, po pierwsze nie kajakuję, po drugie zwiedzać lubię, ale inaczej, minimum wygód jednak wolę…
Wieś białoruska jak ze skansenu, ale ludzie gościnni. Przyroda nie zawodzi nigdy 🙂 Fajnie ująłeś w klamrę swoją relację, a jeśli marzenie spełnione, to gratulacje i życzę kolejnych udanych wypraw 🙂

alElla
Gość

Klik dobry:)
Takiej gościnności, jak na Białorusi nie spotkałam nigdzie. No, może kiedyś na Ukrainie.
Kiedy ja tam byłam, pani etażowa miała samowar i serwowała herbatę w porcelanowych filiżankach.

Pozdrawiam serdecznie.

Renata
Gość
Czy zachęciłeś? Tego nie wiem, ale na pewno wiele rozjaśniłeś i wprowadziłeś w niektóre zawiłości tego kraju. Jakoś wschodni sąsiedzi mnie odstraszali od zawsze. Nie umiem odpowiedzieć dlaczego. Pomijam, że obecność komarów choćby w minimalnych ilościach odstrasza mnie do tego stopnia, że tylko przymus ratowania życia zmusiłby mnie do przemierzenia rzeki kajakami w ich towarzystwie. Ale, wracając do Białorusi. Moje podejście do tego kraju zmieniło się nagle i niepostrzeżenie, gdy wracałam z ostatniego wyjazdu do Białowieży. Jedyne radio, które udało mi znaleźć w tamtych okolicach to radio Białystok, gdzie w większości były rozmowy i muzyka w języku białoruskim. Zajęta jazdą… Czytaj więcej »
Nieidealnaanna
Gość

Możemy wybrać się razem zatem, Rene 😀

Maciej
Gość

Mnie zachęciłeś, zwłaszcza tymi serami. Jak znam siebie i tak bym przemycił do Polski kilka sztuk (mam ograniczone poszanowanie dla przepisów i dyrektyw).
Spływ jawi się ciekawie, takich terenów nie znam.
Kilka pytań technicznych: kajaki z pplski, czy miejscowe?, Transport kajaków „na pace” czy mieliście przyczepkę? Jak się sprawuje „Gumotex”, bo takiego kajaka nie znam?

wojtek
Gość

Te okopcone gary, to miód na moje serce :)) Tak właśnie lubię biwakować, choć sam tak stylowej zastawy jeszcze się nie dorobiłem. Wszystko to, co opisałeś brzmi niezwykle intrygująco. Znam trochę Białoruś, ale z tej strony, nigdy jej nie widziałem, a może powinienem 🙂 Wybacz, ale zapytam wprost. Jaki jest koszt dokładnie takiej wyprawy, jaką odbyliście?

Agnieszka Wieczorek
Gość

Na Białorusi mnie jeszcze nigdy nie było i na razie się nie wybieram, chociaż może kiedyś 🙂 Białoruska wieś musi być ciekawa. Trochę przypomina mi nasze polskie wsie ze wschodniego pogranicza.

Stokrotka
Gość

Płynęłam kiedyś rozklekotanym stateczkiem rzeką Piną i Prypecią. Wypłynęliśmy z Pińska. To było cudo a nie podróż. Mnóstwo dzikiej zieleni i ptaków.
A Twoja relacja ze spływu kajakiem bardzo ciekawie przedstawiona.
Pozdrawiam

Matka na Szczycie
Gość

Wygląda na fantastyczną przygodę, a miejsca faktycznie – niezwykłe!

Marharetta
Gość

mnie zachęciłeś 🙂
cudownie mi się czytało i z każdym zdaniem budziła się we mnie chęć poznania Białorusi. może kiedyś zrealizuję i to chcenie.
co do ducha komunizmu… to nocując kiedyś w Serbii też go spotkałam. niestety tam i z czystością był problem. brrr- do tej pory aż mnie ciarki przechodzą, jak sobie przypomnę te dwa hotele, w których byłam.
o! a na podobny czołg dawno temu, miałam widok z okna :))

boja
Gość

A bimberek? Założę się, że był pyszny….

parrafraza
Gość

Bardzo bym chciała na taki spływ na Białoruś się wybrać, niestety i lata i zdrowie nie pozwolą. Szkoda. Ale przeczytałam z wielką ciekawością. 🙂

Magda
Gość

Moi rodzice jeżdżą na Białoruś. To znaczy byli raz, a w tym roku jadą kolejny. Są zachwyceni, głównie ludźmi, których tam spotkali. Ale to dłuższa historia z poszukiwaniem korzeni na kresach w tle 😉

Ewa (Ind)
Gość

Kiedyś płynęłam Krutynią. Spotkaliśmy 3 (słownie: trzy) inne pary. A Ty mówisz, że polskie rzeki zatłoczone? Chyba jestem strasznie stara.

codojedzenia
Gość

Brzmi zachęcająco, choć te tereny mnie nie pociągają…Lubię wygodę, więc kajak oczywiście godzinę dwie na jeziorze, ale spanie pod namiotem więcej niż dobę to trochę za dużo…he, he…

linka
Gość

Znajomy jechał Jedwabnym Szlakiem i później opowiadał, że im biedniejsi ludzie tym bardziej życzliwi i gościnni. Coś w tym musi być.
Hyhyhy co do czepialskich celników, stara prawda – kto nie pije ten kabluje, pewnie wzięli was za szpiegów 😉

Anna
Gość

kajakowe spływy ( w tym ulubioną wtedy Obrą) już nie dla mnie, jestem szacowną starszą panią:). Ale jeszcze dziesięć lat temu… urodą takiego wyjazdu jest własnie nie tylko cudowny kontakt z naturą, ale i ludzie, których się spotyka. Piękna historia:), dzięki

ariadna
Gość

Mnie zachęciłeś, ale podobnie jak Jotka, nigdy nie płynęłam kajakiem. Może się nie nadaję…? 😉
W każdym razie Twoja relacja jest bardzo interesująca! 🙂

Nieidealnaanna
Gość

Zdecydowanie mnie zachęciłeś do poznania białoruskich klimatów – mimo, że pochodzę z Podlasia, nigdy nie miałam okazji odwiedzić tego kraju. Ze sportowych wspomnień pamiętam, że Białorusinki są dosyć mocne w uchwycie na macie (judo). Mój maż odbył kiedyś „wyprawę życia” z kumplami ze szkoły właśnie na Białoruś. Wspominał głównie odprawę celną i faktycznie dziwne przepisy prawa… Ten ser mnie intryguje 🙂

Marzena Kud
Gość

Uwielbiam spływy kajakowe, a Białoruś na pewno ucieszyłabym mojego Męża. Ze względu na wiek dzieci musimy troszkę poczekać, ale z przyjemnością się wybierzemy, jak już będziemy mogli. Malowniczo piszesz:)

Rafał
Gość

Świetna przygoda 🙂 To jest ten klimat podróżowania, który lubię najbardziej, także złapałem bakcyla. Teraz czas to przełożyć na realizację 🙂 Dzięki!

Krystyna
Gość

Własnie wrócilam ze Splywu Kajakowego Prutem na Ukrainie i rzeka Reut Moldawia.Bylo nas 40 osob , rok temu robilismy Dniestr, wtym roku Ukraina-Moldawia na przyszly planujemy Bialorus .Wcześniej bylismy na Litwie i łotwie . Jedziemy zawsze autokarem + bus z kajakami

Ania
Gość

mnie zacheciles! Architektura tych wiosek przypomina mi troche Syberie. A Twoja przygoda z zaproszeniem do domu przez ta staruszke jest niesamowita – wlasnie dla tych chwil warto zyc!