Skansen narciarstwa, czyli jak szukałem noclegu w Szczyrku

skansen narciarstwaOśrodków oferujących przyzwoite warunki narciarskie w naszym kraju do niedawna było, jak na lekarstwo. Na szczęście sytuacja wyraźnie zmienia się na lepsze, chociaż do niedawna na określenie niektórych najlepiej pasowały słowa – „skansen narciarstwa”. Różnice między polskimi ośrodkami narciarskimi, a tymi u naszych południowych sąsiadów – Czechów i Słowaków, wyraźnie widoczne były jeszcze kilka lat temu. Nieświadomy „realiów” wybrałem się jednej zimy do Szczyrku…

Szczyrk niczym skansen narciarstwa

A przed laty Mekka dla narciarzy. Świetnie położony, z dobrym dojazdem i wspaniałymi stokami zjazdowymi. Niestety, mentalnie głęboko zanurzony w latach komunizmu. Przez wiele lat w pocie czoła pracował na miano skansenu wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO, który będzie przyciągał jedynie bogatych turystów, znudzonych przewidywalnym luksusem kurortów alpejskich.

U nas mogli zakosztować podnoszących adrenalinę atrakcji typu – całodniowe stanie w kolejce do wyciągu, przejazd najstarszym i najwolniejszym krzesełkiem w Europie, czy uczestnictwo w grze, który wyciąg dzisiaj będzie nieczynny.

Uprzejmość gospodarzy

Szczyrk

Pod koniec lat 90., oprócz znanych bolączek, typu kolejki, płatne parkingi, stare i psujące się wyciągi, w Szczyrku dochodziła jeszcze jedna atrakcja – „uprzejmość gospodarzy”. W owym czasie infrastruktura narciarska była zaniedbana w całym kraju, natomiast swoista „uprzejmość” była produktem typowo lokalnym, nie występującym na przykład w pobliskim Korbielowie. W jaki sposób się przejawiała?

Marzec, końcówka sezonu, już dawno skończyły się ferie, ale śnieg jeszcze leży. W czwartek po pracy wybieram się z moim kuzynem Tomusiem na narty do Szczyrku. Nic nie mamy zarezerwowanego, ale wtedy prawie wszędzie dla kilku osób można było wynająć w ciemno noclegi, nawet w największych kurortach ku uciesze zarówno gości, jak i gospodarzy. Na miejsce dojechaliśmy po 20.00. Zaczęliśmy chodzić od domu do domu. Wszędzie przyjmowano nas nieufnie. Właściciele lokali byli opryskliwi, preferowali kontakt przez zamknięte drzwi. Mimo wolnych pokoi, przyjęcie nas na nocleg traktowali nie w kategorii zarobku, ale ciężkiej pokuty za grzechy. Zdecydowana większość nie czuła się aż tak grzeszna, aby wynająć pokój.

Za bardzo się spocę…

Najlepiej zapamiętałem jedną z rozmów. Dzwonimy do drzwi, nikt nie Szczyrkotwiera. Naciskamy dzwonek drugi i trzeci raz, odpowiada nam cisza. Odchodzimy. Gdy jesteśmy w połowie podwórza z tyłu zaczyna się jakiś ruch, jakiś głos się odzywa zza drzwi. Zawracamy. Na migi poprzez matową szybę wyjaśniamy, że chcemy wynająć pokój. Drzwi uchylają się na kilka milimetrów, możemy się nawzajem słyszeć.

– Co, chcecie wynająć pokój? – z niedowierzaniem w głosie pyta stojąca za drzwiami kobieta.

– Tak!

– Ale przecież teraz jest noc!?

– Właśnie, właśnie, myśmy chcieli wynająć pokój aby przenocować, a w dzień będziemy jeździć na nartach – tłumaczy kuzyn.

– Ale to jest późna noc, nie mogliście przyjść wcześniej?

– Nie mogliśmy, dopiero teraz dotarliśmy z Łodzi

– Aha – powiedziała i zamilkła, aby móc przetrawić otrzymane wiadomości.

– To trzeba, by przygotować pokój, ale ja się cała spociłam.

Zaniemówiliśmy. Po chwili krępującego milczenia, Tomek zapytał nieśmiało:

– To nie przyjmie nas pani?

– Nie, za bardzo się spocę!

Ruszamy do furtki, gdy za plecami ponownie słyszymy trzask otwierających się drzwi i głos gospodyni:

–  A ilu was…?skansen narciarstwa

–  Dzisiaj dwóch, a jutro…

–  To, nie…

Znów słychać trzaśnięcie, ale po chwili drzwi się otwierają.

– A na ile dni przyjechaliście?

– Na trzy! – odpowiadamy zgodnym chórem.

– A to nie, nie – odpowiada i ostatecznie zamyka drzwi.

– Gdybyśmy przyjechali na tydzień, to by się mniej spociła? – pytam Tomusia.

Udało się!

Udało nam się w końcu znaleźć kwaterę. Gospodyni nie dość, że otworzyła drzwi, to jeszcze wpuściła do środka. Co prawda z wyraźnym obrzydzeniem i niechęcią, ale jednak przyjęła nas na nocleg, pobierając z góry mocno wygórowaną opłatę. Przez cały weekend dom stał w połowie pusty. W innych chyba też niedopisali turyści, bo jak na Szczyrk, to do wyciągów były bardzo krótkie kolejki.

Zmiany, czyli znika skansen narciarstwa

Wreszcie, po latach ośrodek w Szczyrku kupiła słowacka firma Tatry Mountain Resorts. Doświadczenia ma ogromne, zarządza takimi ośrodkami, jak Chopok czy Tatrzańska Łomnica. Czy poradzi sobie w Szczyrku? Ściskam kciuki za sukces.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
~Gabi

Mniemam, że ta niewielka omyłka w tytule felietonu była zamierzona 🙂 wszak Autorowi takowa nie przystoi 😉 Spostrzegawczości uczyli mnie najlepsi, dlatego pretensji mieć Autor nie może 😉 a i złościć się nie wypada boć to piękności szkodzi 🙂 Jak zwykle ciepłe i serdeczne pozdrowienia, tym razem z Barcelony 🙂

~Gabi

A w zasadzie to z tym SKNASENEM to może i masz rację. Skoro wypad na narty SKNOCONY przez niedobory turystyczne owego miejsca pospolitego wypoczynku to i SKNACEN musi być. W innym przypadku, gdyby taki wypad jednak należał do bardziej udanych byłby zapewne i dobry SKANSEN 🙂 czego i Wam i sobie życzę 🙂 pzdr

hegemon

Masz rację, sknasen od sknocenia. I takiej wersji zamierzam się trzymać 🙂

~polkrisss

|Tak, tak. Czasami można się „przejechać”. Ja w zasadzie staram się zawsze rezerwować kwaterkę wcześniej, choćby jeden dzień. Wolę mieć pewność noclegu, tym bardziej, że przyjazd na miejsce był dość późno. Pamiętam taki przypadek, że podczas drogi nawalił mi samochód i byłem zmuszony czekać na warsztacie pięć godzin. Na miejscu w górach byłem z rodziną przed północą. I jak tu wcześniej nie rezerwować miejsca?

hegemon

Czasami jeżdże z takimi znajomymi, którzy z zasady nie rezerwują, ja się staram rezerwować zawsze, lecz od każdej reguły są wyjątki

~krzychoo

Gratuluję opisu. Szczyrk w pigułce. Aż mi łzy ze śmiechu poleciały.
A że jestem z Bielska-Białej, był to prawdziwy i z głębi duszy płynący śmiech przez łzy…
Fajny blog

hegemon

Dzięki za uznanie 🙂 Zdaje się jest nadzieja dla Szczyrku, ponieważ ośrodek narciarski kupili Słowacy. Może się rozwinie i znowu będzie to najlepsza stacja narciarska w Polsce?

~madamme

Mam niejasne wrażenie, że polskim góralom już dawno w d*pach się kompletnie poprzewracało i uważają, że nic nie muszą, bo turyści i tak przyjadą. Co gorsza – niestety, mają rację. A przydałoby się odrobinę otrzeźwienia…

hegemon

Wiesz, nie we wszystkich miejscach jest tak, jak w Szczyrku. Tam pod wzgledem życzliwości i uprzejmości jest najgorzej. Całkiem inaczej byłem traktowany w Korbielowie

Matka na Szczycie

Ja właśnie ostatnio po wielu, wielu latach byłam w Szczyrku, ale nie zdążyłam się dobrze rozejrzeć, bo byłam na weselu 😉