Siła opowieści, czyli Siedlęcin i Sobieszów

O magii miejsca często decyduje legenda, spójnie i ciekawie opowiedziana historia. Coś może być zwykłą, naniesioną przez lodowiec kupą kamieni, legenda „to coś” potrafi przemienić w zaklętych rycerzy, czekających na sposobną chwilę, by poderwać się do boju. Zazwyczaj właściciele obiektów historycznych obsługę turystów ograniczają wyłącznie do zebrania kasy i pilnowania porządku. Tylko nieliczni wykorzystują siłę opowieści, aby przekształcić zwykłe zwiedzanie w niepowtarzalną przygodę. Przekonałem się o tym przed laty, gdy przemierzałem tajemnicze sztolnie Hitlera w Ossówce (przeczytaj!). Ponownie umiejętność opowiadania zachwyciła mnie, gdy zatrzymałem się na chwilę w miejscowości Siedlęcin (okolice Jeleniej Góry).

zamek Chojnik
Droga na zamek Chojnik

Okolice Jeleniej Góry

Nie lubię tracić dnia wyłącznie na dojazd do miejsca przeznaczenia, zawsze staram się znaleźć w pobliżu trasy podróży chociaż jeden lub dwa obiekty do zwiedzania. Okolice Jeleniej Góry słyną z mnogości atrakcji, ciężko pogodzić się z faktem, że nie mogę zobaczyć wszystkich, że muszę coś wybrać. Ostatecznie zdecydowałem się na dwie miejscowości na „S” – Siedlęcin i Sobieszów. W obu znajdują się średniowieczne budowle wzniesione niemal w tym samym czasie…

Siedlęcin
Siedlecin. Wieża książęca

Siedlęcin i Wieża

W pierwszej kolejności zawitałem do Siedlęcina, aby zobaczyć wieżę rycerską…

–          Nie rycerska, tylko książęcą! – prostuje oprowadzająca po obiekcie dziewczyna

Szybko poprawiam się i zapisuję tak jak należy nazwę zabytku – mieszkalna wieża książęca. W średniowieczu możni nierzadko mieszkali w wieżach. Było to rozwiązanie bezpieczne, chociaż niezbyt wygodne, całe życie trzeba było biegać po schodach. Zwyczaj ten przetrwał po dzień dzisiejszy – mam znajomych, którzy przed laty kupili dwupiętrowy domek szeregowy, a potem każdy dzień przeliczali na ilość schodów do pokonania. Najbardziej ekstremalna trasa wiodła z siłowni na strychu, do garażu w piwnicy. Przypomniałem sobie tę historię, gdy z lekką zadyszką wspinałem się w ślad za przewodniczką na trzecią już kondygnację wieży.

–          A oto nasz najcenniejszy skarb, średniowieczne świeckie malowidła naścienne – opowiada z ogniem w oczach dziewczyna

Siedlęcin freski
Siedlęcin- malowidła naścienne

Malunki średniowieczne zachowały się zazwyczaj w kościołach i nic dziwnego, że niemal wyłącznie poruszają tematykę religijną. Świecka sztuka, taka jaka ostała się w Siedlęcinie, należy do rzadkości. Co prawda i tu w centrum ujrzymy świętego Krzysztofa, ale cała reszta jest rodzajem średniowiecznego komiksu, obrazującego legendarny romans rycerza Okrągłego Stołu sir Lancelota z królową Ginerwą.

Siedlęcin- zabytkowy sufit
Siedlęcin- zabytkowy sufit

Przewodniczka z minuty na minutę mówi ciekawiej, widać, że praca jest jej pasją. I pomyśleć, że gdy przed niecałą godziną zaproponowała oprowadzenie po obiekcie, gorączkowo szukałem pretekstu, aby odmówić. Nie przepadam za przewodnikami. Zazwyczaj są nudni, ich opowieści przytłaczają całą masą nieistotnych faktów. Pasjonaci trafiają się niezwykle rzadko. Ale jeżeli mamy szczęście ich spotkać, warto słuchać.

Siedlecin i Sobieszow fot.: Dawid LasocinskiWieża w Siedlęcinie z zewnątrz nie robi wrażenia. Rozczarowuje położenie – spodziewałbym się znaleźć ją tkwiąca samotnie gdzieś na wysokim wzgórzu, a nie na nadrzecznej, płaskiej niczym stół łące, dodatkowo w otoczeniu licznych gospodarstw. Cały urok zabytku kryje się bowiem w jego wnętrzu. Zadziwiają drewniane sufity wsparte na potężnych belkach, które wytrzymały w dobrym stanie 700 lat. Współczesna cywilizacja nie wytwarza już nic tak trwałego.

Opowieść przewodniczki jest swoistą podróżą w czasie. Pomaga wczuć się w życie ludzi w średniowieczu. Poznajemy, w jaki sposób przechowywali żywność i radzili sobie bez lodówek, z jakich składników przygotowywali tynki, gdzie przebiegały ściany działowe pomieszczeń, jak załatwiali potrzeby fizjologiczne i w jaki sposób ogrzewali cały obiekt, w którym obecnie jest przeraźliwie zimno! Opowieść kończy się na ostatnim piętrze wieży, skąd widać przepiękną, niezwykle starą dwukonarową lipę. Jak głosi legenda, lipa …, lecz nie, rozmyśliłem się, już nic więcej nie opowiem. Przyjedźcie i posłuchajcie sami, bo warto.

Sobieszewo i zamek Chojnik

Na szczyt wzgórza, gdzie wzniesiono zamek Chojnik w Sobieszewie, wiedzie wygodny i szeroki trakt, którym podążają tłumnie wycieczki. Jednak można wybrać inną drogę kierując się znakami zielonego szlaku. Trochę trudniejszą, lecz ciekawszą, prowadzącą przez labirynt ogromnych głazów Piekielnej Doliny. Zapewniam, nie rozczarujecie się. (Pomysł zaczerpnąłem z bloga Karola Nienartowicza).

Piekielna Dolina
Piekielna Dolina – skały

U bram warowni stajemy kilkanaście minut przed godziną dziesiątą. Ani żywego ducha, wszystko jeszcze zamknięte na głucho. Dobrze jest mieć trochę czasu, aby obejść mury zewnętrzne, zatrzymać się przy kilku punktach widokowych. Denerwuje fakt, że panoramę ograniczają rozrastające się drzewa. Nie sądzę, aby przycięcie kilku z nich, w sposób drastyczny zaszkodziło przyrodzie. Poza tym bujna roślinność w pobliżu warowni jest ahistoryczna, zamki zawsze stały na odkrytych wzgórzach, przecież drzewa stanowiłyby wyśmienitą kryjówkę dla nieprzyjaciela.

zamek Chojnik
Panorama widziana z zamku Chojnik

Gdy o dziesiątej otwarto bramy, niemal samotnie mogliśmy powłóczyć się wśród ruin. Nad zamkową wieżą, z której widoków już nic nie zasłaniało, dostojnie krążył orzeł. Historia Chojnika jest o tyle ciekawa, że niemal od samego początku powstania warowni do roku  1945 znajdował się w posiadaniu tylko jednej rodziny – von Saffgotsch. Zamek nigdy nie został zdobyty. Zniszczeniu uległ w XVII wieku w wyniku pożaru wywołanego uderzeniem pioruna. Nie odbudowywane ruiny, szybko zaczęły przyciągać turystów.

Zamek Chojnik
Zamek Chojnik

Obiektywnie patrząc, doskonale wkomponowany w granitowe skały zamek powinien być większą atrakcją, niż wieża wzniesiona wśród łąk i zabudowań gospodarczych. Jednak na Chojniku zabrakło mi ciekawej opowieści, która by tchnęła życie w ruiny. Wiem, po co się starać, przecież każdy zamek sam z siebie przyciągnie ludzi. Przekonaliśmy się o tym naocznie schodząc do samochodu. Chociaż było poniedziałkowe przedpołudnie, kiedy większość rodaków powinna pracować lub uczyć się, rzesza zwiedzających mozolnie podążała pod górę, w kierunku zamku.

Zamek Chojnik
Zamek Chojnik. Smok, który zasnął na dziedzińcu

20
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
~jotka~nemezisboja~Calluna~ikroopka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
~karina
Gość
~karina

A czy odwiedziles Perle Zachodu?:)))

hegemon
Gość

Wiesz, że nawet o niej nie słyszałem wcześniej? Szkoda. Nie da się wszystkiego zobaczyć w czasie drogi tam i drogi powrotnej. Żałuję.

~karina
Gość
~karina

To polecam na przyszlosc, Siedlecin taki maly a tyle urokliwych miejsc tam jest. Teraz Perle Zachodu mozna polecic – podobno kiedys byla to perla smrodu:))))

hegemon
Gość

Tak, czytałem, że przez jakiś czas taki przydomek nosiła, lecz podobno się zmieniło na lepsze. W okolice Jeleniej Góry pojadę zapewne jeszcze nie raz, wiec i na Perłę zachodu też przyjdzie czas.

~weska100
Gość

Smok jak widać wiekowy…
i pewnie dlatego długo śpi… 😉

hegemon
Gość

Smoki lubią spać w słońcu, ostatecznie to gady 🙂

~frytka
Gość

przypuszczam, że „fresk” przedstawiający rycerza załatwiającego potrzebę, nie jest średniowieczny?… 🙂
jak zwykle ciekawa opowieść i piękne zdjęcia… a ten smok, niby śpi, a jednym okiem łypie, tak mi się zdaje.. 🙂

hegemon
Gość

Smok wygrzewa się na słońcu, więc nie wiadomo czy śpi, czy też uciął sobie drzemkę 🙂 A „sikający rycerz” nie pochodzi ze średniowiecza, bo mając na sobie pełną zbroje płytową, ciężko było by się w ten sposób wysikać 🙂

Ania
Gość
Ania

Do zdjęcia panoramy i malowideł, wracałam kilkakrotnie czytając Twój wpis Hegemonie 🙂

hegemon
Gość

Cieszę, że Ci się spodobały 🙂

~ikroopka
Gość
~ikroopka

Byłam i tu, i tam, ale dość dawno, w każdym razie jeszcze na … starym blogu:)
Do Siedlęcina wracaliśmy też przy okazji spaceru nad Bobrem – aż do wieży w Jeleniej; polecam, zwłaszcza wiosną, kiedy brzeg nie jest zarośnięty. No i zaporę pobliską, w Pilchowicach – widziałeś?
Na marginesie, pierwsze zdjęcie – magiczne;)

hegemon
Gość

Tamę w Pilchowicach widziałem, gdy zorganizowałem wypad rowerowy do Wlenia i na Pogórze Kaczawskie. Jak się jest przejazdem, tak jak teraz, niestety ciężko znaleźć czas na spacery, czego żałuję, bo lubię poznawać zabytki wraz z ich najbliższym otoczeniem.
A pierwsze zdjęcie – to wejście na Chojnik z Piekielnej Doliny (zielonym, a potem żółtym szlakiem), tam, gdzie nie spojrzysz, naprawdę jest magicznie

~Calluna
Gość

Jeszcze jedno szczególne miejsce, jak zwykle piękne zdjęcia. Czy starczy życia żeby to wszystko zobaczyć w realu.

hegemon
Gość

Też się obawiam, że może nie starczyć życia, aby wszystko zobaczyć w realu, dlatego jeżdżę w coraz to nowsze dla mnie miejsca…

boja
Gość
boja

Zaskoczył mnie fakt, że średniowieczni rycerze mieli potrzeby fizjologiczne. Myślałem, że oni byli ponad to…

hegemon
Gość

Mnie zaskoczył fakt, że na cały nieduży obiekt mieli aż dwa „kibelki” i nie załatwiali swoich potrzeb po kątach, jak to często w zamkach bywało…

~nemezis
Gość
~nemezis

Zazwyczaj trafiam na ciekawie opowiadających przewodników. Wyjątek stanowiła pewna starsza pani, która migiem chciała z nami przelecieć pewną trasę w Wieliczce.
Dlaczego? Do dziś nie pojmuję. Przypominała mi jedną z nauczycielek filmowego Harrego Pottera 😉

hegemon
Gość

Oglądałaś Harrego Pottera? Ja niestety nie dałem rady.
Wiesz, przez kilka lat uczyłem w szkole i często z uczniami jeździłem na różne wycieczki. Uwierz mi, ale wszyscy przewodnicy, za wyjątkiem jednej pani w Lublinie, byli koszmarnie nudni…

~jotka
Gość

Co do przewodników – zgadzam się, rzadko zdarzają się oprowadzacze po zabytkach, którzy potrafią ująć słuchaczy opowieścią, a jeszcze dostosować język do wieku słuchacza. Ostatnio zwiedzałam z mężem fort wojskowy na terenie poznańskiego ZOO i tam przewodnik, członek towarzystwa miłośników fortów Poznań był prawdziwym pasjonatem. Nie jestem fanką wojskowości historycznej, ale jego opowieści były naprawdę ciekawe. Pozdrawiam turystycznie:-)

hegemon
Gość

Znaleźć dobrego przewodnika, pasjonata, to skarb. Nawet niezainteresowanego przekona 🙂 Dlatego o tej dziewczynie z Siedlęcina napisałem na blogu, dawno nie spotkałem kogoś z taką pasją 🙂

Close Menu