Rodzinne opowieści. Gdy królowa Bona spotykała się z Byronem

Mama, jeżeli się czymś interesuje, robi to totalnie, przy okazji angażując wszystkich dookoła. Największą z największych pasji mamy są koligacje, a ponieważ zna wszystkich przodków i przodkinie od czasów panowania Stanisława Augusta, jej rodzinne opowieści ciągną się w nieskończoność, niczym brazylijskie telenowele. Pełno w nich najdrobniejszych detali, które mama z lubością cytuje, dziwiąc się niepomiernie, że nie jesteśmy w stanie spamiętać tak prostych i podstawowych faktów, jak chociażby daty pierwszej komunii prapradziadka Kaliksta, czy miesiąca, w którym została ochrzczona prapraprababcia Eufrozyna.

Rodzinny dworek. Zdjęcie z początku XX wieku
Rodzinny dworek. Zdjęcie z początku XX wieku

Rodzinne opowieści – kto spamięta?

–  Mama chciałaby abyśmy recytowali o której godzinie miały miejsce te wszystkie chrzty, śluby i pogrzeby? Może jeszcze powinniśmy orientować się jaka pogoda wtedy panowała?! – zdenerwowałem się kiedyś.

–  A co w tym trudnego? Przecież to oczywiste! Jak można takich rzeczy nie pamiętać?! Gdy w 1826 r. Ludwika Pągowska wychodziła za Aleksandra Mikołajewskiego, to ślub zaczynał się o godzinie 17., ona wtedy miała 22 lata, a on, zwany w dokumentach młodzianem, liczył sobie dokładnie lat 36.

–  Godzina jest bardzo ważna! – kontynuowała mama – Dzięki temu wiem, że gdy umierał dziadek Ludwik, to była godzina 18 i na pewno patrzył wtedy na zachodzące słońce. Musiał lubić zachody słońca, ponieważ ja też je lubię! Przecież po kimś to muszę mieć, prawda? Zapewne po dziadku Ludwiku. Na dodatek informację o jego śmierci czytałam w promieniach zachodzącego słońca.

Mama ubolewa, że jej potomstwo nie podziela pasji do koligacji. Wykorzystuje więc każdą okazję, aby snuć rodzinne opowieści. Wierzy, że być może któraś z historii na tyle nas zaciekawi, że zainteresujemy się głębiej? Tak też było i tym razem.

Stare meble, które przed laty były w posiadaniu rodziny
Stare meble, które przed laty były w posiadaniu rodziny

Straszna rodzinna tragedia

Siedziałem z rodzicami przy kuchennym stole, a mama opowiadała o wywodzącej się z dworu w Krzeczowie rodzinie prababci. Ostatnio po wielu, wielu latach udało się z nimi nawiązać kontakt.

–  Wiesz Hegemonie, oni niedługo organizują zjazd rodzinny?!

Nie musiałem pytać, czy ona się na ten zjazd wybiera.

–  Nawet sobie nie zdawałam sprawy, że było ich aż tyle w tym dworku w Krzeczowie! Babcia miała 13 rodzeństwa, a jej brat Aleksander miał 17 dzieci! W tej rodzinie wydarzyła się straszna tragedia! Wyobraź to sobie, że syn Aleksandra Stanisław zastrzelił swojego wuja, także Stanisława! Nie wiadomo dokładnie o co poszło, ale Aleksander wyrzekł się swojego syna zabójcy, a potem sam ze zgryzoty umarł!

Aleksander, dwóch Stanisławów, 17 dzieci, jak to wszystko można zapamiętać? I to w dodatku ze szczegółami!

rodzinne opowieści
Rodziny były kiedyś liczne (zdjęcie z rodzinnego albumu)

–  … potem ten Stanisław-zabójca został wsadzony do więzienia. Wykonanie kary odroczono mu na czas wojny polsko-bolszewickiej, po której ponownie wrócił za kraty. Ale pod koniec życia rodzina mu wybaczyła, bo został ustanowiony prawnym opiekunem matki w Krzeczowie. A wiesz Hegemonie, co się okazało? Że Krzeczów był królewszczyzną!

–  Nie rozumiem, jakie ma to znaczenie?

–   Jak to jakie? Bardzo duże! Okazuje się, że wuj Roman miał rację opowiadając, że w Krzeczowie kiedyś była królowa Bona! On dobrze pamiętał dawne czasy i raczej nie zmyślał.

–  Wuj zmarł 20 lat temu i w żaden sposób nie mógł pamiętać królowej Bony!

–  Oczywiście, że nie, ale jaki miał cel mówić nieprawdę?… Chociaż przy okazji twierdził też, że Bona w Krzeczowie spotkała się z Byronem…

Wuj Roman, królowa Bona i Byron

Wuj Roman pod koniec swojego długiego żywota nabawił się rozległej sklerozy, więc odwoływanie się do jego pamięci, było zabiegiem dość ryzykownym. Jednak w argumentacji mamy nie miało to żadnego znaczenia. Od tej pory z niezachwianą pewnością informowała każdego, kto tylko chciał jej słuchać, że królowa Bona bywała w Krzeczowie. Gdy ktokolwiek nieopatrznie zapytał ją, skąd czerpie takie informacje, ripostowała:

–  Tak mówił wuj Roman, a  Krzeczów był królewszczyzną. Poza tym, skąd wiesz, że tam nie była?

Kiedyś, gdy nie było Facebooka, czas spędzało się przy fortepianie (zdjęcie z rodzinnego albumu)
Kiedyś, gdy nie było Facebooka, czas spędzało się przy fortepianie (zdjęcie z rodzinnego albumu)

W połowie opowieści o wuju Romanie, królowej Bonie i Byronie, mama nagle poderwała się z okrzykiem:

–  Hegemonie, koniecznie muszę Ci pokazać coś ważnego!

Rodzinne opowieści z czasów potopu

Wybiegła z kuchni. Po chwili wróciła dzierżąc w dłoniach zwykłą teczkę. Oczywiście zwykłą tylko z wyglądu, bo z wszelkich innych względów niezwykłą.

–  Słuchaj, to jest bardzo ważna teczka, jeszcze dziadek ją założył! W teczce jest koperta, a w niej wszystkie koligacje, nawet koligacje Jana Pągowskiego, z którym rozstaliśmy się podczas potopu!

–  Którego potopu? – tym pytaniem, milczący dotąd ojciec zaskoczył wszystkich.

Spojrzeliśmy na niego z kompletnym brakiem zrozumienia.

–  Bo nie wiem, czy potopu szwedzkiego…

–  No, a jakiego innego? – obruszyła się mama

–  …czy może potopu biblijnego?

Mama zamilkła na moment, po czym ponownie zerwała się z miejsca. Tym razem zabrała się za chaotyczne porządkowanie najbliższego otoczenia. Okazało się, że spodziewa się gościa, który niedługo miał zawitać w progi mieszkania rodziców.

–  Sądzę, że Halinka przyjdzie, jak nie było do tej pory telefonu, to chyba powinna przyjść, inaczej by zadzwoniła!

–  A kto to jest ta pani Halinka? – zapytała Najmłodsza Siostra, która nie wiadomo kiedy pojawiła się w kuchni

–   Jaka pani?! Ciocia!

–  Dla Najmłodszej nie może być ciocią, co najwyżej kuzynką! Przecież to ty jesteś ciocią Halinki! – spróbował jakiś porządek w nazewnictwie wprowadzić tata.

–  Racja, racja. Halinka pochodzi z rodziny, o którą zawsze pytał wuj Roman. To była niezwykle miła rodzina, a z Halinką nie widziałam się dużo czasu, prawie 75 lat.

–   Jak to? – Najmłodsza nie kryła zaskoczenia – Przecież to niemożliwe, mama jeszcze nie ma 75 lat!

–  Dlatego powiedziałam prawie, słuchaj mnie uważnie! Nie widzieliśmy się prawie 75 lat, czyli nigdy w życiu!

Rodzinne opowieści zaczynają się od praprababci Kamilli…

Prababcia Kamilla, pisana przez dwa "ll" (zdjęcie z rodzinnego albumu)
Prababcia Kamilla, pisana przez dwa „ll” (zdjęcie z rodzinnego albumu)

Tu Najmłodsza nierozważnie zainteresowała się, jakie więzy pokrewieństwa łączą Halinkę z naszą rodziną. Mamie nie trzeba dwa razy zadawać takich pytań. Umościła się wygodnie na krześle i promiennie uśmiechnięta zaczęła snuć długą opowieść…

–  To jest bardzo, naprawdę bardzo proste i wielokrotnie ci o tym mówiłam…

–  Tak, ale…

–  Najpierw była babcia Kamilla, pisana przez dwa „l” o czym doskonale wiesz, bo jej portret wisi od lat w pokoju stołowym…

–  Mamo, ale nie musi mama zaczynać od takiej prehistorii…

–  Prosiłaś mnie, abym wyjaśniła, to wyjaśniam! – mama była bezlitosna – Prababcia, a właściwie praprababcia Kamilla miała czwórkę dzieci. Trzy córki, z których…

Tego dnia nie miałem już więcej siły, ani czasu na rodzinne opowieści. Pożegnałem się z tatą i wyszedłem. Mama nawet tego nie zauważyła zatopiona w meandrach losów potomstwa praprababci Kamilli, której portret od lat wisi w pokoju stołowym.

54
Dodaj komentarz

avatar
21 Comment threads
33 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
21 Comment authors
ArekHegemonSzymek25~LucjaAnna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
~frytka
Gość

ha ha ha, Twój Tata świetnie wstrzelił się w opowieść… 😀
a co do królowej Bony, to NA PEWNO bywała w Kozienicach… ale nie z Byronem, tylko z mężem swym prawowitym, królem Zygmuntem I Starym … 😀

hegemon
Gość

Wiadomo, że bywała w Kozienicach, tego nikt nie kwestionuje 🙂 A mój tata, bywa mistrzem ciętej riposty…

~frytka
Gość

a propos potopu biblijnego… arka, jak wiemy, z każdego gatunku para zwierząt, w tym jednorożce… podchodzi jeden do drugiego i mowi: cześć piękna, jestem Stefan… na co słyszy: cześć, jestem Mietek… i tak właśnie wyginęły… 😀

hegemon
Gość

Biedne jednorożce 🙂

~Dorota W.
Gość
~Dorota W.

O matko kochana! królowa Bona! Byron ! Potop! Stanisław zabija innego Stanisława! To jest dopiero historia!
Aż po cichu zazdroszczę. Ja co najwyżej mogę opowiadać jak ciocia Krysia przed laty spartoliła ciasto na urodziny dziadka:) Choć mam wrażenie, że u nas to rodzinne:)

hegemon
Gość

Sądzę, że w każdej rodzinie są nieopowiedziane bardzo fajne historie. Ja po prostu za każdym razem zapisuję i dlatego pamiętam 🙂

ariadna2
Gość

Twoja mama jest naprawdę niesamowita! Mam kuzyna, który lubi grzebać w naszej rodzinnej historii. Dziś to zjawisko jest rzadko spotykane. Raczej pochłania nas rzeczywistość, która w stosunku do kilkudziesięciu lat wstecz, ruszyła z kopyta. Wszyscy teraz żyją intensywniej, szybciej….ale czy lepiej….?

Serdeczności Hegemonie 🙂

hegemon
Gość

Fajnie jest pamiętać o historii swojej rodziny, to tworzy więzi i poczucie zakorzenienia. Natomiast jeżeli historie rodzinne wypływają w każdej rozmowie, to rodzi już znużenie….

Ania
Gość

Piękne te zdjęcia i ci ludzie na nich i te meble. Czasem żałuję, że nie żyłam w tamtych czasach. Piękne suknie, czarno-białe fotografie, na których pozowano całymi rodzinami. Z przyjemnością wiele elementów przeniosłabym do naszej epoki 🙂

hegemon
Gość

To se ne vrati, niestety. Epokę docenia się zazwyczaj dopiero po jakimś czasie…

~jotka
Gość

A wiesz, że takie osoby jak Twoja mama to skarbnica wiedzy, powinieneś sagę rodzinną napisać, bo jak ich zabraknie, to przepadnie cała ta wiedza o rodzinie, a widzę po zdjęciach że ciekawe dzieje. Czyli po koligacjach jesteś Hegemonie panicz z dworku….Ja tez ciągle gubiłam się w koligacjach, ale babcie i najstarsze ciotki wszystko doskonale pamiętały. Zbieg okoliczności sprawił, że w sobotę na spotkaniu rodzinnym próbowaliśmy ustalić pewne koligacje, ale zabrakło najstarszych członków rodziny , a my ani dudu…

hegemon
Gość

Na szczęście mama wszystko zapisuje, wszystkie koligacje są uporządkowane w teczkach. U nas to taka rodzinna tradycja, najpierw dziadek zbierał informacje o rodzinie, potem mama, być może kiedyś ja dołożę swoją cegiełkę…

~boja
Gość

Hmmmm… Skoro już, jakimś cudem, doszło do spotkania Bony z Byronem, to dlaczego nie w Krzeczowie?

hegemon
Gość

Jak mówimy o cudzie…, to właściwie dlaczego nie ? 🙂

~Puszkowa
Gość

Ale fajnie! Korzystaj z wiedzy Mamy jak się da a najlepiej spisuj! Kiedyś będziesz musiał swoim pra- opowiedzieć i też się Tobie Bona z Byronem pomyli. Szkoda że ja nie mam kogo zapytać ….

hegemon
Gość

Myślisz, że dożyję takiego wieku, że mi się Bona z Byronem pomyli :-)? Zapisuję, zapisuję, to co mówi mama od kilkunastu już lat, ale czasami jest to zajęcie mocno masochistyczne, bo mama potrafi opowiadać straszliwie rozwlekle…

~Puszkowa
Gość

Nie szkodzi że rozwlekle 🙂 Spisuj i przekazuj nam! Ależ to jest ciekawe! Też mam jakieś koligacje szlachecko- ziemskie ale wszystko za obecną wschodnią granicą zostało, niestety…

hegemon
Gość

Jeżeli zostały te koligacje za wschodnią granicą, to można je zbadać, można pojechać i poszukać miejsc. Mój znajomy tak jeździ i odnajduje – na Ukrainie, na Białorusi, w Estonii. Przy okazji jest też fajna podróż 🙂

~Puszkowa
Gość

Jak już się uspokoi to spróbuję pogrzebać tu i ówdzie… Sama jestem ciekawa!!! Historia ludzi jest fantastyczna po prostu 🙂

hegemon
Gość

Można się pobawić w detektywa i poszukać. A przy okazji zwiedzić ciekawe miejsca 🙂

~Marta
Gość
~Marta

Mogłabym czytać i czytać ;)Lubię takie historyje;) Moja rodzina nie ma takiej przeszłości,choć może po tej ukraińskiej stronie? Nie poznałam tak dobrze babci od strony ojca.Hm.Ciekawe.Może powinnam się zainteresować;) Może dowiem się ciekawych rzeczy

hegemon
Gość

Warto się zainteresować historią rodziny, naprawdę warto. Możesz się zdziwić, jaka ona będzie ciekawa, ile niesamowitych rzeczy odkryjesz. Zachęcam 🙂

~Anna
Gość
~Anna

Hegemonie, radziłabym Ci spisywać dzieje swego rodu, oczywiście pomijając to, co wyda Ci się nieprawdopodobne. Poproś też mamę, aby Ci powiedziała, kto z Waszej rodziny znajduje się na starych zdjęciach i ewentualnie napisz na odwrocie ołówkiem. Teraz, gdy zostałam sama z mojej rodziny, bezradnie patrzę na stare zdjęcia, które otrzymałam w spadku, bo nie zawsze wiem, czy jest na nich jakaś krewna, czy obca mi osoba. Żałuję też, że nie spytałam taty o jego udziale w kampanii wrześniowej i pobycie w stalagu. Niedawno spisałam w Wordzie dzieje wioski, w której się urodziłam, umieściłam stare zdjęcia, które znalazłam w internecie i… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

We wszystkim, co piszesz, masz rację. Na szczęście na wszystkich zdjęciach, które nie są w albumie, na odwrocie są podpisy i opisy. Niestety, nie ołówkiem, tylko długopisem, co trochę zdjęcia niszczy. Podpisywał mój dziadek, potem moja mama. Od dawna spisuję, to co mówi mama, ta opowieść na blogu wydarzyła się 6-7 lat temu. Zarówno tata, jak i mama napisali swoje pamiętniki, które pomogłem im przenieść na komputer i wydrukować w miarę profesjonalnie 🙂 Przez całe życie pamiętniki pisał też mój dziadek, cześć swojego życia przed śmiercią opisała Babcia. Mam tak dużo materiałów, że chyba do końca życia nie zdołam przeczytać… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

I tak właśnie powinno być. Nie można zagrzebać w niepamięci tego, co jest dla nas najcenniejsze- naszego dziedzictwa. Od czasu do czasu z sentymentem przeglądam zeskanowane zdjęcia rodzinne i przypominam sobie moje dzieciństwo, a także przypatruję się dziadkom ze strony mamy, których nigdy nie widziałam. Mama dużo opowiadała mi o swoim bardzo biednym życiu i wiosce w dawnym województwie kieleckim, za którą tęskniła i której po wielu latach nie poznała, co było powodem do śmiechu. Mama nie mogła we wsi odnaleźć domu swojego najstarszego brata, akurat przejeżdżaliśmy przez malutki mostek liczący na pewno grubo ponad sto lat i gdy powiedziałam,… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Po tylu latach, nie dziwię się, że nie potrafiła trafić. Polska, nawet w swoich zakamarkach, uległa wielkim przeobrażeniom przez te wszystkie lata. Odkrywanie nieznanej rodziny, to jest przeżycie. Widziałem, jak moja mama pomaga różnym osobom odkryć ich przeszłość (mama pasjonuje się nie tylko własnymi koligacjami 🙂 i widziałem ogromne zdziwienie ile rzeczy można znaleźć w archiwach!

~Stokrotka
Gość
~Stokrotka

Nie ulega wątpliwość że Twoja Mama jest osobą wyjątkową, uzdolnioną i najwspanialszą ze wszystkich Mam na świecie.
Ma też syna Hegemona, który potrafi ją wspaniale opisać.

Gratuluję tekstu.
Pozdrawiam bardzo serdecznie.

hegemon
Gość

Widzę, że moja mam budzi podziw 🙂 Cóż, może jest wspaniałą osobą, ale na pewno przy okazji bardzo trudną…
Pozdrawiam również 🙂

~paczucha
Gość
~paczucha

Jestem zdanie, że dobrze jest gdy w rodzinie ktoś z takim namaszczeniem kultywuje rodzinne historie. Są one naszą i tylko naszą historią.

hegemon
Gość

Kultywować tradycję należy, dobrze jest pamiętać swoich przodków trochę dalej niż do babć i dziadków, ale niestety z mamą na żaden temat nie da się porozmawiać, by nie zeszła z niego na historie rodzinne…

~Eve Daff
Gość

Twoja mama może i jest trudna jak sam piszesz, ale zazdroszczę, że masz taką mamę i takie historie spisane; u mnie w rodzinie nikomu nie chciało się tego robić i wiem niewiele o swoim pochodzeniu.

hegemon
Gość

U mnie jest to tradycja rodzinna od pokoleń, dlatego tych historii jest tak dużo…

~mała-myśl
Gość

Fajną masz mamę 😀
Może Cię zaskoczę, ale ja sama myśląc o jakimś wydarzeniu często łączę je z informacjami typu: jaka była pogoda, o której mniej więcej się to wydarzyło, kto jak był ubrany, w jakim był nastroju itd. Oczywiście koduję tylko te najważniejsze informacje i wydarzenia 😉 Rzadko kiedy zapominam o jakichś uroczystościach, rocznicach, urodzinach itp.
Pozdrawiam.

hegemon
Gość

Wiem, że połączenie dwóch lub trzech elementów w jeden ułatwia zapamiętywanie. Zresztą każdy ma swój system. Nie wiem dlaczego kobiety tak świetnie zapamiętują wszystkie rocznice, urodziny, itd., ja zapominam. Natomiast świetnie pamiętam drogę, którą przeszedłem. Potrafię sobie ją przypomnieć w terenie nawet wtedy, gdy wiele lat w jakimś miejscu nie byłem…

~Ultra
Gość

Gratuluję tak wspaniałej Mamy. Synowskim obowiązkiem jest zapisać wszystko, by było dla potomnych. Dodać zdjęcia, a wtedy każdy mógłby przejrzeć i przeczytać sam bez zbędnej męczliwości starszych osób. Szkoda, że mnie nikt nie podpowiedział, by zapisać to, co moi dziadkowie pamiętali. Teraz tego żałuję i koligacje się mylą, więc sama nie jestem w stanie poprawnie zapisać. A Twoja Mama ma pamięć do dat fenomenalną. Pozdrawiam.

hegemon
Gość

Gdy jakaś czynność pasjonuje, to i lepiej pamiętasz. U nas koligacje, to tradycja rodzinna od kilku pokoleń, dlatego tak dużo wiemy o przodkach. Ale też bardzo dużo pracy mamy w poszukiwaniu dokumentów. Jeździła po archiwach i parafiach i przeglądała akta stanu cywilnego, księgi parafialne i bardzo dużo wiedzy czerpie z tych źródeł. Poza tym stara się odszukać daleką rodzinę i wypytywać, co oni pamiętają. Wiem, że można odbudować pamięć rodzinną z dokumentów i rozmów, ale jest to bardzo żmudna praca…

~elżbieta
Gość

To jest niezwykle pasjonujące, odtworzyć dzieje rodziny. Ja znam swoją od trzech pokoleń, bo nikt nie pokusił się o zbadanie losów wcześniejszych przodków.
Pozdrawiam Hegemonie:)

hegemon
Gość

Możesz być pierwszą, która tego dokona. Nie jest trudne, aby znaleźć w archiwach wiele ciekawych informacji…

consek
Gość

Piękna historia opisana z humorem … uwielbiam takie … a jeszcze piękniejsze imiona przodków. I w tym momencie muszę odnieść się do Twego imienia, które jest warte takich protoplastów ( o ile jest prawdziwe rzecz jasna )

hegemon
Gość

Imię Dawid, bo takie jest prawdziwe, raczej nie nawiązuje do protoplastów, ale gdy byłem dzieckiem, nikt takiego nie posiadał, byłem wyjątkowy 🙂 A historii o rodzinie jeszcze jest kilkanaście zapisanych, tylko trzeba je odkurzyć i przygotować do publikacji…

makrela
Gość

hah, cuda, cuda, bona spotkała się z byronem! einstein miałby tutaj wiele do powiedzenia.

makrela
Gość

swoją drogą, skoro nie masz cierpliwości słuchać matczynych opowieści nagrywaj je. dyktafon jest bezbrzeżnie cierpliwy, zaś umiejętność łączenia ale też i „łączenia” przez twoją mamę niektórych zdarzeń jest z lekka zdumiewająca.

hegemon
Gość

Dyktafon nie wchodzi w rachubę, zanim się zorientuję, że coś jest ciekawe, to jest za późno. A mama potrafi też strasznie przynudzać, więc nie ma sensu nagrywać wszystkiego…

hegemon
Gość

Na pewno, na pewno, przecież Einstein był specjalistą od czasu 🙂

~Lucja
Gość

Ja przeciwnie, bardzo lubię takie powieści o przodkach, kto, gdzie, z kim, kiedy, jacy to byli ludzie, co lubili i czym się zajmowali. szkoda, ze tak mało wiem o swoich przodkach ale jednak coś tam wiem. Żałuje tylko, że mam tak mało zdjęć , musiały zaginąć w czasie wojny, a i samych zdjęć nie robiło się wtedy dużo. Ot z okazji ślubu, chrztu, do legitymacji…
http://kielcemoje.blogspot.com/

hegemon
Gość

Kiedyś robiło się dużo mniej zdjęć, do tego wojny, więc nie tak łatwo było zachować rodzinne pamiątki. Warto pamietać historie rodzinne, znać koligacje, ale od każdego nadmiaru można dostać niestrawności. I tak jest z opowieściami mamy.

Szymek25
Gość
Szymek25

czy to zdjęcia z dworu w Rochówku ?

Szymek25
Gość
Szymek25

Czy to zdjęcia z dworu w Rochówku?

Arek
Gość
Arek

Witam ! Nie wiem co powiedzieć ! Jestem posiadaczem oryginalnego zdjęcia tego dworu (to z widokiem na całość gdzie pozuje rodzina ). To zdjęcie jest odpisane „Rochówek Szmigielskich „.Mój pra pra dziadek Aleksander miał siostrę Marię która tam mieszkała . No i ta sytuacje nieszczęśliwa opisana powyżej . To wszystko składa mi się w jedną całość !