Dzwonię i dzwonię do Ciebie, czyli relacja mamy z podróży

Czerwona lampka pulsowała rytmicznie. Nietrudno było ją zauważyć wchodząc do pustego i ciemnego mieszkania. Wiedziałem kto się nagrał. Odruchowo uruchomiłem klawisz odtwarzania:

Hegemonie, dzwonię i dzwonię do ciebie, ale nie mogę cię zastać. Próbowałam dzwonić wczoraj, ale ciebie nie było, dzwonię dzisiaj i też ciebie nie ma. Mam do ciebie kilka ważnych spraw, więc zadzwoń jak wrócisz. Będę siedziała w domu, tak gdzieś od godziny osiemnastej i czekała na telefon od cioci Hani. Ma dzwonić w bardzo ważnej sprawie, więc będę na tę wiadomość czekała. To na razie. Aha, dzwoniłam do ciebie również przedwczoraj i też ciebie nie było. Do widzenia.

Mama zawsze nagrywała się na sekretarkę automatyczną, jakby rozmawiała z żywym człowiekiem. Mówiła długo, wyraźnie i o wszystkim, tylko nie o tym, co naprawdę istotne. Sekretarka automatyczna, telefon stacjonarny? Tak, to działo się dość dawno, od lat nie posiadam ani jednego, ani drugiego urządzenia. Był rok 1999…

dookoła Wielunia
dookoła Wielunia

 

Rozmowa z mamą

Zatrzymałem taśmę. Muszę oddzwonić do mamy, chociaż mi się nie chce. Teraz, czy jak zjem kolację? – zastanawiam się przez chwilę. Wszelkie dylematy uciął natarczywy dzwonek telefonu. Westchnąłem, podniosłem słuchawkę i siadłem w fotelu. Rozmowa na pewno nie będzie krótka. Wiedziałem, że rodzice kilka dni temu wrócili ze Wsi, więc na pewno zostanę uraczony opisami przyrody godnymi pióra Elizy Orzeszkowej. Nie myliłem się.

– Hegemonie, mówię ci jak na Wsi jest ślicznie. Wstaliśmy z tatusiem rano, wychodzimy na dwór, a tutaj świeci piękne słońce, ptaki śpiewają…

– Nie było jednak trochę za zimno? – przerywam, póki jeszcze mnie słucha

– Ależ skąd! – oburza się mama – Jak przyjechaliśmy, to w domu było aż plus trzy stopnie! Tatuś napalił w piecu i poszliśmy na spacer, mimo że zima, to jakie piękne są drzewa, a jakie rześkie powietrze…

– Jak się napaliło, to jaka była temperatura? – wtrącam.

– Przyzwoita, naprawdę przyzwoita. Jak wróciliśmy ze spaceru, to spojrzałam na termometr, no wiesz na ten termometr, który dostałam od cioci Zosi, gdy byli u nas…

– Ile było stopni?! – przerywam stanowczo, nie mając sił na słuchanie barokowej epopei o cioci Zosi i jej termometrze.

– Dziesięć stopni, dokładnie dziesięć stopni! Więc trochę przewietrzyliśmy mieszkanie, żeby nie było duszno…

– Ja bym w takich warunkach nie wytrzymał.

– Wcale to nie były złe warunki, tatuś nawet chodził w koszulce z krótkim rękawkiem. Zresztą jak wiesz mamy tam dużo rzeczy, które w razie zimna możemy na siebie nałożyć.

sarny zimą
Sarny na polu

Wdzianka urody przecudnej

Tak, niewątpliwie mają tam dużo rzeczy. Dokładnie cztery solidne wieszaki, po jednym na każde pomieszczenie. A na tych wieszakach wszelkiej maści wdzianka urody przecudnej. Niejeden lumpeks miałby zapas towaru na dwutygodniowy handel. Wiszą kurteczki po wujkach, ciociach, kuzynach i po dzieciach. Wszystko to, co nie zostało zużyte, podarte lub zniszczone do cna. Próbowałem namówić rodziców do pozbycia się czegokolwiek. Bez rezultatu.

–  Ostatnio, gdy odwiedziła nas pani Krysia – perorowała mama – i poczuła, że jej chłodno, mogła założyć na siebie serdak, wiesz ten po wuju Romanie. A innym razem ciocia Magda przyjechała zupełnie nieprzygotowana na deszczową pogodę i zamiast wracać do Łodzi, nosiła kurteczkę, taką ortalionową, którą podarowała mi pani Marylka….

Współczułem zarówno pani Krysi, jak i cioci Magdzie. Musiały wyglądać cokolwiek oryginalnie. Na szczęście oprócz dzików i zajęcy, nikt postronny ich w tych wdziankach nie widział. Tymczasem mama nieświadoma myśli przebiegających przez moją głowę, przekazywała wiele istotnych informacji, bez podania których, zapewne nie doceniłbym sedna całej opowieści. Cierpliwie więc wysłuchałem opisu zachodu słońca, na szczęście tylko jednego, zostałem zapoznany z faktem, że pod domem pasły się sarny i dowiedziałem się jak wyglądało pole za domem oraz las leżący kilometr dalej. Wreszcie tembr głosu mamy uległ zmianie, czułem, że za chwilę przejdzie do najważniejszego. Intuicja mnie nie zawiodła.

zima na wsi
zima na wsi

Podróż dookoła Wielunia

Rodziców ze wsi zabrał mój szwagier Samiec Alfa. Wtedy jeszcze mieszkał w Wieluniu, miasteczku położonym około 30 kilometrów od Wsi.

–  W Wieluniu znaleźliśmy się w niedzielę i zostaliśmy do poniedziałku wieczora. Samiec Alfa odwiózł nas na dworzec autobusowy. Poszliśmy na stanowisko, gdzie sprawdziliśmy, że autobus odchodzi o 19.30. Samiec Alfa chciał z nami poczekać do odjazdu, ale nalegaliśmy aby wracał, więc pożegnał się i odjechał. Pojawił się autobus, wsiedliśmy do niego, mimo tłoku udało nam się znaleźć miejsce siedzące. Tatuś, jak to ma w zwyczaju, ledwo usiadł, natychmiast zasnął. Ja starałam się obserwować okolicę, mimo panujących ciemności. Czekam na te lasy, które ciągną się przed Nierychlicami, ale nie ma ich i nie ma. Zaczęłam się trochę niepokoić. Patrzę na zegarek, powinniśmy właśnie dojeżdżać do Nierychlic. Autobus się zatrzymuje, ale na przystanku widnieje napis Czarnowiły. Wtedy już wiedziałam, że wsiedliśmy nie do tego pojazdu, co trzeba…

–  Wsiadając nie spojrzeliście na tabliczkę?!

–  Wiesz, był straszny tłok, a godzina się zgadzała, stanowisko też…

–  Ale przecież z jednego stanowiska mogą odjeżdżać autobusy w różnych kierunkach!

–  Jakoś nam wtedy to nie przyszło do głowy, ja szybko pobiegłam zająć miejsce, a tatuś pokazywał kierowcy bilety.

–  I jak się to skończyło?

– Obudziłam tatusia i zapytaliśmy ludzi, gdzie ten autobus jedzie i okazało się, że… do Wielunia.

– Jako to z Wielunia do Wielunia?!

– Właśnie, widocznie taki autobus jest potrzebny, bo było w nim pełno ludzi. A mówię ci jak się Samiec Alfa zdziwił, gdy pojawiliśmy się u niego tuż przed dziesiątą w nocy!

W to akurat nie wątpiłem. Swoją drogą rodzice mieli szczęście, że trafili na autobus jadący dookoła Wielunia, ponieważ mogli znaleźć się w środku nocy kilkadziesiąt kilometrów dalej, bez żadnej szansy na powrót.

zima na wsi
zima na wsi

32
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
21 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
~ikroopka~Calluna~Kokarda~Melisandre~Eve Daff Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dziewczyna z Tatuażem..
Gość
Dziewczyna z Tatuażem..

Umarłam….
Witaj w Nowym Roku Hegemonie!
Twoja mamusia jest naprawdę pozytywną zakręconą osobą 😀
Ma w sobie dużo uroku i ciepła 😀
Ale takie przygody z autobusem… i mi się zdarzały 😀

Na szczęście nie jestem gadułą telefoniczną-wręcz boję się rozmów przez to urządzenie 😀

Karolka 🙂

hegemon
Gość

Witaj również w Nowym Roku 🙂 Cieszę się z pierwszego komentarza 🙂
Moja mama jest na pewno zakręconą osobą, ale czy pozytywnie, to zależy, jak często trzeba z nią przebywać 🙂
A z rozmowami telefonicznymi mamy podobnie – jak muszę gdzieś zadzwonić, to jestem chory i odkładam taką rozmowę czasami na długo 🙂

~Karolka
Gość
~Karolka

wiesz.. jeżeli kogoś znam to pół biedy ale jakieś sprawy urzędowe albo nowi znajomi… brrr… mam dreszcze 😀

hegemon
Gość

Znam to bardzo dobrze i cały czas wymyślam nowe sposoby, aby się jakoś przełamać, lecz żaden w pełni nie skutkuje… Więc, jak mogę odłozyć telefonowanie, to odkładam 🙂

~Caffe
Gość

Oj, przypomniałeś mi mój wyjazd z młodszą siostrą do babci na wieś. Jeździłam tam sama wiele razy, zawsze sama znajdowałam stanowisko, autobus, a potem docierałam do celu. Tamtego razu, na dworzec odprowadziła nas ciocia. To ona wsadziła nas do autobusu i kupiła bilety. Stało się dokładnie tak jak w historii Twoich rodziców, z tym że ja wylądowałam z małą siostrą w zupełnie obcym mieście! Zimą! Na szczęście kiedyś nastolatki nie traciły głowy i zimnej krwi. Poszukałam informacji, kupiłam nowe bilety. Połączenie było, bo wtedy autobusy były często wybieranym środkiem lokomocji. Jedynie do babci dotarłyśmy dobre kilka godzin później. 🙂

hegemon
Gość

Miałyście wiele szczęścia, że działo się to w czasach, gdy jeszcze jeździły autobusy. Teraz takie wydarzenie mogłoby się okazać bardziej tragiczne w skutkach. A to, że moi rodzice trafili akurat na autobus, który robił pętlę wokół miasta, uznaję za cud lub magię. Trochę się w życiu najeździłem autobusami, ale jeszcze nie trafiłem na taki, który by miał w ten sposób wyznaczony kurs…

~Pani S.
Gość
~Pani S.

5 minut temu napisałam na blogu, że bardzo lubię opowieści o Twoich rodzicach i jestem ich fanką, wchodzę tutaj i… 😀 Rzeczywiście szczęście, że autobus wrócił do punktu wyjścia, bo inaczej byłby problem. Mnie się kiedyś zdarzyło wsiąść do niewłaściwego pociągu, ale na szczęście zorientowałam się, zanim ruszył. Biorąc pod uwagę, że jechałam do Nysy, a pociąg do Łodzi, miałabym problem. 🙂

hegemon
Gość

Zdaje się, że oboje bazujemy na opowieściach rodzinnych 🙂 Swoją drogą jest to bardzo wdzięczny temat. A do niewłaściwych pociągów też mi się zdarzało wsiadać, ale na szczęście zawsze orientowałem się przed odjazdem 🙂

~chomikowa
Gość
~chomikowa

Samiec Alfa, powiadasz…? Lubisz gościa, to się da wyczuć 😀
Uwielbiam Twoja mamusię- to idealna postac do opisywania 😀 ale na pewno nie do współżycia 😉 Nie wiem jak tatuś dał z Nią radę, ale to już chyba pisałam kiedyś 😉
Zdjęcia jak zawsze piękne… Czekam na jakąś konkretną pogodę, to też bym pomaszerowała na spacer z aparatem…

hegemon
Gość

Tata daje radę, on chyba musi mieć kogoś tak zwariowanego, ponieważ sam jest bardzo poukładany 🙂
A na zdjęcia pogoda jest zawsze dobra. Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie za oknem sypie śnieg, wiec jutro z rana tematy fotograficzne powinny same się pojawić 🙂

~chomikowa
Gość
~chomikowa

Coś sypało i już właśnie pomyślałam o zdjęciach, ale już przestało ;P

hegemon
Gość

Właśnie, kompletnie przestało i rośnie temperatura 🙁 Myślałem, że będą pierwsze nart w tym roku, a tu… nici

~chomikowa
Gość
~chomikowa

Podobno nad morzem i w górach jest dużo śniegu 😉 na narty więc ewentualnie tam 😉 No i włoskie Alpy ;P

hegemon
Gość

Nie wątpię, że włoskie Alpy jak najbardziej, zapewne francuskie i austriackie też mają na stanie pewne ilości śniegu 🙂 Ale ja chce u siebie, w Łagiewnikach, w lesie…

~chomikowa
Gość
~chomikowa

A jak się przedstawia sytuacja na Gorze Kamieńsk…? Bo w Łagiewnikach szybciej chyba o niedźwiedzia, niż o śnieg 😉

hegemon
Gość

Na Górze Kamieńsk mają armatki i jak jest poniżej zera, to spokojnie wszystko naśnieżą. A w lesie Łagiewnickim spotkać niedźwiedzia, hmm. Wiesz, jakbym przeżył, to miałbym temat na wpis, czyż nie? 🙂 Na razie największy zwierz spotkany w tym lesie, to dzik, ale zanim wyjąłem aparat, to uciekł…

~frytka
Gość

Twoja mama jest the best, czasami sama chciałabym umieć tak „zatruwać” komuś życie … 🙂 w zamierzchłych czasach, kiedy jeździłam do, ówczas wojewódzkiego, miasta do szkoły, musiałam korzystać tam z miejskiej komunikacji… szkoła znajdowała się na końcowym przystanku autobusu nr 8 … wsiadłam jak zwykle, a przynajmniej tak mi się wydawało, i pojechałam… jakież było moje zdziwienie, gdy na miejscu, zamiast miasta i szkoły, moim oczom ukazały się jakieś chałupiny i krzaki… jedno się zgadzało, był to końcowy przystanek, tyle że „z drugiej strony”… udając, że nic się nie stało, i że wszystko było zaplanowane, znosząc dzielnie zdziwiony wzrok kierowcy,… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Już teraz rozumiem dlaczego tak lubisz moją mamę 🙂 Widzę, że są podobieństwa. Ta podróż autobusowa w drugą stronę, no, no 🙂
Ronież wszystkiego najlepszego 🙂

nemezis
Gość
nemezis

Wiesz Hegemonie….tak sobie myślę, że bardzo odczujesz brak mamy, kiedy w końcu jej zabraknie.
I wtedy poczujesz ciepło w sercu na myśl, że nagrywała Ci się na automatyczną sekretarkę 😉

hegemon
Gość

Zdaję sobie sprawę z przemijania i też się tego obawiam… Może dlatego tak często piszę o mojej mamie? W jakiś sposób zapewniam jej nieśmiertelność…

~Małgorzatka
Gość
~Małgorzatka

Hhahhahaaaa… boskie! Boskie opowiadanie i te zdjęcia… ach!

Twoja mama jest konsekwentnie komunikatywna :-). A tylko w Polsce mogło się zdarzyć, że autobus (w sumie chyba dalekobieżny?) jedzie z Wielunia do Wielunia 😀

Dobrej nocy!

hegemon
Gość

Ten autobus naprawdę wtedy mnie zaskoczył- bo jaki jest sens puszczania PKS z miasta do miasta? A może moja mama ma taką siłę magiczną, że udało jej się wyczarować ten powrót do Wielunia? W każdym razie taka przygoda, to tylko moim rodzicom mogła się trafić. Ja bym wylądował na jakimś zadupiu bez szans na powrót…
Dobrej nocy, również 🙂

~Eve Daff
Gość

Bardzo plastyczna opowieść, a matula to sama radość w czystej postaci 🙂 chociaż, pewnie na dłuższą metę męcząca w pożyciu 😉 Zdjęcia piękne 🙂

hegemon
Gość

Na dłuższą metę moja mama, jest osobą niełatwą, natomiast jej życie dostarcza mi tyle tematów do opowieści 🙂

~Melisandre
Gość
~Melisandre

Magiczne zdjęcia 🙂 . Dużo rozmawiam przez telefon w pracy, więc w czasie wolnym raczej tego unikam i naprawdę cierpię, kiedy ktoś się rozgada… No ale co zrobić, rodziny się nie wybiera 😉 . Pozdrawiam.

hegemon
Gość

Cieszę się, że Ci się zdjęcia podobają 🙂 Ja ani w pracy, ani w prywatnych kontaktach nie bardzo lubię używać telefonu, natomiast normę za wszystkich wyrabia moja mama. Taki już jej urok 🙂 Pozdrawiam 🙂

~Kokarda
Gość

Urocze. Miły akcent na początek dnia:-).

hegemon
Gość

Widzisz, moja mama, to instytucja, dzięki jej niekonwencjonalnemu podejściu do życia ten blog istnieje 🙂 I dzięki moim notatkom prowadzonym od wielu lat…

~Calluna
Gość
~Calluna

Wynika z tego, że jesteśmy podobni, bo mnie dość często przytrafiają się takie przygody. Jeśli chodzi o temperaturę, to co prawda 10 stopni może za mało, ale 15 to akurat w sam raz. W domu ja zakręcam grzejniki , moi domownicy odkręcają i tak w kółko. Bardzo mi się podobają twoi rodzice, jestem pod ich urokiem.

hegemon
Gość

Jest podobieństwo, masz rację. W czasach, gdy Wigilia była świętowana u moich rodziców – mama przykręcała ogrzewanie prawie do minimum, a moja średnia siostra po cichu przekradała się do kuchni i ustawiała ogrzewanie na maksimum. Po pół godzinie mama krzyczała „jaka duchota panuje w tym mieszkaniu” i biegła do kuchni, aby zmniejszyć ogrzewanie. Z ciekawości sprawdziłem, jaka to temperatura oznacza tę „duchotę” i wyszło, że 18 stopni 🙂

~ikroopka
Gość
~ikroopka

Gdybym chciała napisać uczciwy komentarz, to, obawiam sie, byłby dłuższy od twojego wpisu:)
Mam mamę i wiem, co mówię;(
Więc nie będe;)
Ale, ale, wiesz, ze moja mama poznaje, kiedy ja dzwonię?
Nie, nie po wyświetlaczu, niedowidzi, ona poznaje po – dzwonku telefonu!

hegemon
Gość

To znaczy, że nie tylko ja mam oryginalną matkę 🙂 Poznawać po dzwonku telefonu kto dzwoni, to już jest jednak wyższa szkoła jazdy