Psie lizanie i wódka, dziwaczna kuracja młodej celebrytki

Nowe diety i trendy żywieniowe corocznie mnożą się niczym niczym komary w deszczowe lato. Przyzwyczaiłem się nie zwracać na nie uwagi. Jednak dziwaczna kuracja młodej celebrytki wprawiła mnie w osłupienie i stała się kanwą opowiadania. Zupełnie fikcyjnej historii, takiej jak przygody Wilczura Bonsai

pies
Psie lizanie – czyli dziwaczna kuracja młodej celebrytki

Grażyna bez większego przekonania przełączyła kanał telewizora. Nuda. Ale co miała innego do roboty? Na ekranie młoda aktoreczka, przybierając wdzięczne pozy 5 letniej dziewczynki, próbowała przekonać widzów do ekologiczno-magicznych sposobów dbania o urodę.

–         Na naszą cerę dobroczynny wpływ ma psie lizanie, ponieważ sprawia, że na twarzy zamykają się pory… – płynął słodziutki szczebiot z ekranu.

–         He, he, he – roześmiała się gorzko Grażyna – Azor tyle razy mnie lizał, że powinnam wyglądać, jak te wszystkie celebrytki. I co? Nic z tego! Azor, Azor, choć poliżesz mnie, może przemienię się w jakąś gwiazdę telewizyjną?

Azor, które najlepsze psie lata miał już dawno za sobą, nawet nie drgnął. Do perfekcji opanował zasadę oszczędności energii. Otworzył tylko jedno oko i popatrzył z lekką przyganą na swoją panią. Zareagował natomiast mąż Grażyny, Zygmunt.

–         Ta, chyba rozgwiazdę, bo taka jesteś rozlazła. Stado psów musiałoby cię lizać przez tydzień, to może byś sobie te pory zamkła!

–         Sam se zamknij pory! Taki brzuch ci od piwa urósł, że nic się na tobie nie dopina, gwiazdor jeden!

Tradycyjnej rodzinnej porannej kłótni zapobiegło wejście do pokoju nastoletniej córki.

–         Ewelina, nareszcie przestałaś okupować łazienkę! – zawołał Zygmunt z ulgą i mimo widocznej tuszy chyżo pomknął ku drzwiom rzeczonego pomieszczenia, zanim kolejni członkowie czteroosobowej rodziny zorientują się, że jest wolne.

–         O, to ta znana aktorka, jak ja ją lubię – zawołała nabożnie nastolatka, poprawiając różową koszulkę, która nijak nie chciała zakryć pępka – Mama, co ona mówiła, co ona mówiła?! Powiedz, powiedz, please!

–         A tam takie herezje, że jak pies cię poliże, to ci się wszystkie zmarszczki wygładzają.

–         Tak, tak? Bosko! Ale Azor ma mnie lizać? Przecież mu śmierdzi z pyska?

–         …najlepsza dla młodej damy jest wódka… – kolejne porady płynęły z ekranu

–         Też mi nowina!

–         …oczywiście nie pijemy jej, tylko delikatnie wcieramy w policzki i czoło – słodziła aktoreczka.

–         Wódka? Muszę spróbować – rozmarzyła się Ewelina

–         Ani mi się waż! I dlaczego jeszcze nie wychodzisz do szkoły, znowu się spóźnisz!

–         Mama, daj se luz!

Wkrótce cały harmider ustał, a dom opustoszał. Mąż wyjechał w trasę, dzieciaki poszły do szkół. Grażyna została sama. Odkąd półtora roku temu straciła pracę w księgowości, każdy jej dzień wyglądał identycznie. Nikt nie chciał jej zatrudnić. Początkowo walczyła, szukała, chodziła na rozmowy kwalifikacyjne, ale gdy zrozumiała, że jest po prostu za stara aby ją przyjęto na etat, odpuściła sobie zupełnie. Z dość atrakcyjnej czterdziestokilkulatki nie wiadomo kiedy przeistoczyła się w zaniedbaną kurę domową. Życie przeciekało jej przez palce.

Okazjonalnie, tak jak dzisiaj, wstępował w nią dawnych duch walki. Coś ją nosiło, nie mogła usiedzieć przed telewizorem, ulubiony serial nie cieszył, jak zwykle. Weszła do kuchni, nie bardzo wiedząc po co. Może zrobi sobie ekstra śniadanie? Nagle naszła ją ochota, aby usmażyć naleśniki. Sięgnęła do szafki, gdzie trzymała mąkę. Pudełko było puste. Zaczęła grzebać głębiej w poszukiwaniu zapasów, gdy niespodziewanie natknęła się na coś szklanego. Butelka wódki? Ledwie co napoczęta? Kto ją ukrył – dorastające dzieci, czy też mąż. Miała nadzieję, że prawdziwe jest to drugie przypuszczenie. Zygmunt ostatnio zbyt często przebywał w kuchni, a przecież nawet nie potrafił ugotować wody na herbatę.

Grażyna nie tolerowała picia w domu. Ale teraz, gdy skołatane nerwy domagały się natychmiastowego ukojenia, czemu nie. Nalała odrobinę do kieliszka i już miała wypić, gdy jej wzrok padł na Azora. Stary pies stał w progu kuchni, a jego spojrzenie wyrażało dezaprobatę.

–         Masz rację piesku, jak zacznę pić, to się kompletnie stoczę.

Odstawiła kieliszek na blat, ale nie bardzo wiedziała co zrobić z alkoholem, do zlewu przecież nie wyleje.

–         A może wetrę sobie w skórę? Stanę się piękna? Co o tym sądzisz pieseczku?

Azor radośnie zamerdał ogonem. Najpierw ostrożnie posmarowała policzki, potem czoło, a wreszcie resztkę wódki zużyła na szyję.

–         Teraz piesku powinieneś mnie jeszcze polizać, a moja cera stanie się olśniewająco gładka! Potem pójdziemy na długi spacer, niech mnie wszyscy podziwiają, a co!

Przybliżyła twarz do psiej mordy, a Azor przejechał szorstkim jęzorem po jej obliczu. Ciekawe, że zapach wódki mu nie przeszkadzał? Teraz stał i energicznym merdaniem domagał się spełnienia obietnicy.

–         Nie zawiodę cię piesku!

pies

Grażyna radośnie podśpiewując zdecydowanym krokiem udała się do łazienki, postanowiła się dzisiaj elegancko ubrać. Bawiła się świetnie. Nałożyła dość śmiały makijaż, a odbicie w lustrze oceniła zdecydowanie mniej krytycznie, niż zazwyczaj. Jeszcze tylko delikatne psiknięcie perfumami córki (będzie awantura, ale co tam) i była gotowa.

Raźnie zbiegając po schodach zastanawiała się czy jej nad wyraz dobry humor nie jest przypadkiem efektem działania wódki, która przedostała się do organizmu porami skóry. Azor wywiesiwszy jęzor z trudem nadążał za swoją panią.

Uśmiechnęła się promiennie do sąsiada, który odpowiedział jej tym samym. Zadziwiające, zawsze uważała go za strasznego ponuraka. W drodze do pobliskiego sklepu zauważyła, że niektórzy mężczyźni oglądają się za nią na ulicy.

–         Działa, działa, działa… – powtarzała sobie w myślach, aby zagłuszyć podświadomość, która usiłowała przebić się z komunikatem: „Przestań wreszcie robić z siebie kretynkę!”

–         Pani Grażynko, cudownie pani wygląda! – wykrzyknęła na jej widok pani Ania ze sklepu osiedlowego.

–         Ech, pani Grażynko, jak promiennie się pani uśmiecha – powiedział pan Mietek z warzywniaka ważąc pomidory – Z chęcią zaprosiłbym panią na kawę, ale żona łeb by mi urwała.

Oszołomiona komplementami wolnym krokiem szła przez park. Czyżby ta wódka i psie lizanie działało? Bzdura. Była wykształconą i trzeźwo myślącą kobietą, nie wierzyła w takie brednie, jednak dzisiaj było inaczej niż zwykle…

–         Pani Grażyna, to mnie chyba za coś nie lubi… – rozległo się tuż obok.

–         Och, panie Grzegorzu, zamyśliłam się po prostu i nie zauważyłam, przepraszam bardzo!

Starszy mężczyzna z jamnikiem na smyczy nie wyglądał na zagniewanego. Prawie codziennie spotykali się z psami w parku i miło gawędzili.

–         Pani Grażyna zakochała się na wiosnę, czy co?

–         Dlaczego?!

–         Idzie pani przez park z głową w chmurach, uśmiecha się do siebie i jeszcze ładniej niż zwykle wygląda, wręcz promienieje, nic tylko zakochanie!

–         Och, panie Grzegorzu. To po prostu wiosna wprawia mnie w dobry nastrój. Ale widzę, że pan jakiś taki smutniejszy niż zwykle coś się stało?

–         Ech kłopoty. Wie pani, że prowadzę małe biuro rachunkowe…

–         …nie…

–         Prowadzę od lat, nieduże. Mam zaufanych, stałych klientów, nowi się zgłaszają, ale sam nie daję rady. Zatrudniałem młode dziewczyny, lecz to nic dobrego. Pierwsza po podpisaniu umowy o pracę miesiąc później zaszła w ciążę i tyle ją widziałem, teraz jest na macierzyńskim. Inne, świeżo po szkołach nic nie umieją i nie bardzo chcą się uczyć. Nie przykładają się do obowiązków, tylko ciągle narzekają. Jak zaczynam wymagać, to się awanturują, oskarżają o mobing i odchodzą z pracy. Nie wiem co mam robić, chyba zamknę firmę, za stary na to jestem. Ech, pani Grażynko, najchętniej zatrudniłbym doświadczoną księgową, w pani wieku, ale gdzie teraz takich szukać?

–         Panie Grzegorzu, ja jestem księgową…

Wróciła do domu i musiała na chwilę się położyć. W głowie kręciło jej się od nadmiaru wrażeń. Od przyszłego tygodnia miała zacząć pracę w firmie pana Grzegorza. Czuła się pięknie, młodo, radośnie. Czyżby dziwaczna kuracja młodej celebrytki tak szybko zadziałała? Na stole stała napoczęta butelka wódki. Nie da rady, trzeba opić sukces. Usiadła w fotelu i nie wiedząc kiedy, zasnęła.

dziwaczna kuracja młodej celebrytki
Dziwaczna kuracja młodej celebrytki…

*……………*…………..*

–         Mama, mama! – ktoś intensywnie potrząsał ją za ramię

Z trudem otworzyła oczy i ujrzała zaniepokojoną twarz syna.

–         Dzwonię i dzwonię do drzwi, nikt nie otwiera. Na szczęście sąsiedzi mają nasze klucze i byli w domu! Pies nie wyprowadzony, telewizor nastawiony na cały regulator, co się z tobą dzieje, upiłaś się?

Grażyna z trudem wróciła do rzeczywistości. Na stoliku zobaczyła tę nieszczęsną butelkę wódki, do połowy opróżnioną. Zaczerwieniła się ze wstydu. Wstała i spojrzała w lustro, z którego patrzyła na nią zmęczonym wzrokiem kobieta niedbale ubrana w rozciągnięte dresy i starą bluzę sportową.

–         A więc to wszystko był sen? – pomyślała.

Chciało jej się płakać, ale nie mogła rozkleić się w obecności syna. Na szczęście zadzwonił telefon.

–         Odbierz, pewnie jakiś klient taty.

Tomek poszedł posłusznie do przedpokoju, ale za chwilę wrócił.

–         Mama, to do ciebie…

–         Do mnie?

–         Tak, jakiś pan dzwoni, mówi, że to ważne.

–         Jaki pan?

–         Grzegorz, czy coś takiego…

Nogi prawie się pod nią ugięły, gdy podnosiła słuchawkę.

–         Halo?

–         Pani Grażynko, mówi Grzegorz, nie wiem czy pani mnie kojarzy? Spotykamy się w parku na spacerze z psami…

–         Tak kojarzę…

–         Świetnie. Nie wiem, czy pani się orientuje, że prowadzę małe biuro rachunkowe i poszukuję do pracy księgowej? Dowiedziałem się, że pani…

Stała skamieniała niczym żona Lota. Nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę, że nie śni. Uszczypnęła się, ale tym razem była to rzeczywistość. Od przyszłego tygodnia miała podjąć pracę za pensję, której nie była sobie w stanie wymarzyć.

Po skończonej rozmowie z radości wtuliła twarz w sierść psa.

–         Piesku, to twoje lizanie i wódka jednak działają? – zapytał cicho, tak aby syn jej nie usłyszał.

Azor nic nie odpowiedział, tylko niemrawo machnął ogonem.

–         Ech – pomyślał po psiemu – Wierzysz w takie bzdury? Naprawdę sądzisz, że pomogła ci dziwaczna kuracja młodej celebrytki? Kobieto, lepiej uwierz w siebie, tak jak to zrobiłaś we śnie. Moja rola w tym procesie była naprawdę niewielka.

Przeciągnął się i ułożył w wygodniejszej pozycji. Nie miał wątpliwości, że przed nim już niewiele życia zostało. Bycie psem, to niezła opcja w całym cyklu reinkarnacji. Trzeba przygotować się na kolejne wcielenie, jeszcze będzie ich szesnaście, zanim ponownie objawi się światu, jako Rawapisztu Swinnamanaputra, mag, prorok i kolejna emanacja Buddy.

20
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
14 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
Telefonicznie WyprawyTelefoniczne WyprawyHegemonMaciej~cinnamon girl Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
eirene
Gość
eirene

Obśmiałam się 🙂 Bo to chyba ta wódka dodała odwagi i energii 😉
Ale coś w tym jest… wpadamy w jakiś szare tornado, zapominany o uśmiechu, o energii i starzejemy się bardzo szybko. A to przecież optymizm, uśmiech i odwaga sprawia, że możemy MÓC.
Pozdrawiam 🙂

hegemon
Gość

Cieszę się, że Ci się podobało. Masz rację, gdzieś w pędzie, w sprawach mało ważnych gubimy samych siebie i potem takie byle jakie życie wciąga mocniej niż bagno. „Optymizm, uśmiech i odwaga sprawia, że możemy MÓC” – bardzo mi się podoba to Twoje zdanie, optymistyczne 🙂

~Mona Lisa
Gość
~Mona Lisa

Świetny tekst, Hegemonie i bardzo prawdziwy mimo fikcji. Pozytywne nastawienie i działanie mogą zmienić nasze życie – trzeba tylko chcieć 🙂 . Pozdrawiam!

hegemon
Gość

Masz rację, że pozytywne myślenie może zmienić bardzo wiele. Nie potrzeba wtedy ani wódki, ani psiego lizania 🙂

~nemezis
Gość
~nemezis

Ciekawa opowiastka 😉
Daje ludziom nadzieję, zwłaszcza tym po 40-tce. Wystarczy zmienić nastawienie do świata 🙂
I trochę….pospać 😉

hegemon
Gość

Spanie jest dobre na wszystko. I pomyśleć, że w przedszkolu tak nie lubiłem spania 🙂 A nadzieja jest zawsze, w każdym wieku można zacząć dobrze żyć, trzeba tylko mieć marzenia i starać się je realizować. Pozytywne nastawienie do świata, też nie zaszkodzi 🙂

~cinnamon girl
Gość
~cinnamon girl

Taka fikcja a ile w niej prawdy!

Co do stada psów i lizania przez tydzień – jeszcze rechoczę!

Rewelacyjny tekst.

Pozdrawiam.

hegemon
Gość

Cieszę się, że Ci się podobał, ponieważ jest to jedyny całkowicie wymyślony tekst, reszta ma odbicie w rzeczywistości 🙂

Maciej
Gość
Maciej

Dobre! Ocieka optymizmem i … to też jest dobre. Grunt to gotowość na przyjęcie tego co życie niesie.

Telefoniczne Wyprawy
Gość

Jak wiele zależy od nastawienia i wiary we własne możliwości. Bardzo łatwo ulegamy negatywnym myślom. Może Hegemonie czas pomyśleć nad stworzeniem warsztatów z pewności siebie:)