Pierwszy lot Człowieka z Prowincji

Siedem godzin przerwy między kolejnymi lotami wykorzystałem najlepiej, jak mogłem – zwiedziłem Pragę. Gdy wróciłem, zaskoczyła mnie kolejka. Skąd, dlaczego, nie miałem zielonego pojęcia, lecz ustawiłem się grzecznie na samym końcu. Wkrótce okazało się, że każdy pasażer wsiadający na pokład samolotu lecącego do Tel Awiwu musi przejść rozmowę z tzw. „sprawdzaczem”.

Morze Martwe
Morze Martwe

Konwersacja, chociaż tak naprawdę było to klasyczne przesłuchanie, przebiegała w przyjaznej atmosferze pełnej humorystycznych akcentów. „Sprawdzacz” chciał wiedzieć, gdzie mieszkam. Odparłem, że w Łodzi. Nie wiedział, gdzie to jest, więc wyjaśniłem, że tuż obok Warszawy.

–         Tuż obok Warszawy? A ile kilometrów dzieli oba miasta?

–         Nie pamiętam dokładnie, ale około 120 kilometrów

–         120 kilometrów?! – roześmiał się – I mówi pan, że to tuż pod Warszawą?!

–         Tak? – odparłem, nie bardzo rozumiejąc zaskoczenie rozmówcy.

Potem dopiero zrozumiałem, że tuż pod, to dla Izraelczyka zaraz za rogatkami, 120 kilometrów, to jest drugi kraniec państwa. Taka swobodna konwersacja trwała około 10 minut, do czasu aż padło pytanie:

–         Czy może pan mieć ze sobą coś, co można by uznać za broń?

Roześmiałem się. Ja i broń, dobre sobie!

–         A może jakiś nóż?

–         Nóż?! – nie było mi już tak wesoło

–         Na przykład składany scyzoryk?

–         Scyzoryk? Tak, oczywiście, mam scyzoryk!

Wyjąłem z bagażu podręcznego ulubiony scyzoryk, który jeździł ze mną na wszystkie turystyczne wyprawy. Zabrałem go również do Izraela, przecież to też był wyjazd turystyczny! Jednak „Sprawdzacz” już się nie uśmiechał. Czułem, że sytuacja wymyka mi się spod kontroli…

Główny sprawca zamieszania
Główny sprawca zamieszania

W połowie lat 90., czyli jakieś 20 lat temu, pierwszy raz w życiu poleciałem samolotem. I to od razu do Izraela, jak na ówczesne czasy, w dość egzotycznym kierunku. Odprawę na Okęciu przeszedłem bez zbędnych ceregieli. Zanim muzułmańscy terroryści wpakowali dwa samoloty w wieże World Trade Center, kontrola na lotniskach była pobieżna, nikt nie kazał zdejmować butów, nie grzebał w bagażu podręcznym, nie zabierał butelek z wodą. Nikt, za wyjątkiem izraelskich służb bezpieczeństwa, o czym przekonałem się dopiero podczas przesiadki w Pradze.

Tel Aviv
Tel Aviv

Niewinny scyzoryk postawił na nogi kilku wysportowanych panów, którzy dokładnie przeszukali mnie i bagaż podręczny. Nic więcej nie znaleźli, nie figurowałem też na liście groźnych terrorystów, więc ostatecznie zostałem wpuszczony na pokład samolotu. Mój nóż nie wylądował w śmieciach, tylko poleciał w kabinie pilotów i mogłem go odebrać na lotnisku Ben Guriona. Już chyba wspominałem, że był to inny, lepszy świat, w którym potencjalnie niebezpiecznych przedmiotów znalezionych przy pasażerach nie wyrzucało się do kosza. Dzięki temu, ja i scyzoryk nadal wspólnie podróżujemy….

Jerozolima
Jerozolima

Zmęczony nadmiarem przygód na lotnisku zaraz po starcie samolotu zapadłem w głęboki sen. Przespałem nie tylko posiłek, ale i rozdawanie kart przylotów. Taką kartę musiał wypełnić każdy przylatujący do Izraela pasażer, nie będący obywatelem Unii Europejskiej lub Stanów Zjednoczonych. Brak niewinnego karteluszka mocno skomplikował moje życie na lotnisku Ben Guriona. Zanim w odpowiednim okienku otrzymałem czysty blankiet, zanim go wypełniłem posługując się moim nieporadnym angielskim, to pozostali pasażerowie dawno już przeszli odprawę paszportową. Zostałem sam.

Jeżeli spodobała Ci się opowieść, to zapraszam też do Paryża, Londynu oraz do Portugalii
Będzie mi miło, gdy polubisz blog na Facebooku lub gdy udostępnisz wpis

W latach 90. lotniska na Okęciu, czy w Pradze, prezentowały się trochę lepiej niż dworzec kolejowy w Koluszkach. „Trochę” jest w tym porównaniu słowem kluczowym. Port lotniczy w Tel Avivie to był całkiem inny, znacząco większy świat. W tę ogromną i nowoczesną przestrzeń wkroczył człowiek z prowincji, czyli ja. Ustawiłem się grzecznie przy jedynym, jak mi się wydawało, czynnym transporterze bagażowym i czekałem, aż pojawi się mój plecak. Nie doczekałem się. Zrobiło mi się gorąco, chociaż klimatyzacja działała bez zarzutu. Czyżby kolejna wpadka po historii z nożem i kartą przylotów?Izrael

Niełatwo było uzyskać pomoc na opustoszałym lotnisku. Na szczęście wypatrzyłem kogoś z obsługi, kto wytłumaczył mi, gdzie mogę znaleźć stanowisko zajmujące się zagubionym bagażem. Noga za nogą, nieszczęśliwy i sfrustrowany, powlokłem się we wskazanym kierunku. Zanim dotarłem na miejsce, nagle kątem oka ujrzałem mój plecak samotnie kręcący się na jednym z wielu transporterów bagażowych. Uradowany porwałem go w ramiona, jednocześnie w myślach udzielając sobie ostrej reprymendy:

–  Hegemonie, ty idioto skończony, nie przyszło ci do głowy, że tutaj może być więcej niż jeden transporter bagażowy?!

Kolejne 15 minut wypełniły mi formalności związane z odbiorem scyzoryka i mogłem wreszcie opuścić lotnisko. Pognałem do pierwszego widocznego wyjścia. Nie było to właściwe wyjście o czym przekonał mnie świdrujący jazgot dzwonków alarmowych. Hałas wyrwał z drzemki młodą dziewczynę z obsługi lotniska. Nigdy nie zapomnę zdziwienia malującego się w jej oczach. Gdy wreszcie otrząsnęła się z szoku, wskazała mi właściwy kierunek.

Hajfa
Hajfa

Do wyjścia szedłem trasą, którą świetnie znałem, gdyż tego ranka pokonałem ją już trzykrotnie „het i nazad”, jak lubi mawiać mój przyjaciel Henryk. Właściwie mógłbym zostać przewodnikiem na lotnisku Ben Guriona. Gdy wreszcie wyszedłem na zewnątrz, wpadłem w otwarte ramiona przyjaciół, którzy niemal zwątpili w mój przylot.

Tak zainaugurowałem trzymiesięczny pobyt w Izraelu, o którym być może w przyszłości napiszę.

Ein Gedi
Ein Gedi

Dodaj komentarz

88 komentarzy do "Pierwszy lot Człowieka z Prowincji"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
~jotka
Gość

Co krok to ciekawiej, scyzoryki w Twojej rodzinie maja poczesne miejsce, teraz utrwalone nawet na łamach bloga. 😉 Jak zwykle z przyjemnością poczytałam, a zdjęcia cudne 🙂

hegemon
Gość

No tak, scyzoryki w mojej rodzinie odegrały pewną rolę w trakcie podróży 🙂

~frytka
Gość

no świetnie, za jakieś trzy tygodnie czeka mnie pierwszy lot samolotem ( co prawda nie do Izraela, tylko z Dortmundu do Warszawy), ale już teraz się zastanawiam co wziąć, żeby mnie nie zakuli w kajdany i nie zesłali do Guantanamo…. 😀

~oto ja
Gość

Nic się nie martw, z każdym kolejnym lotem emocje mniejsze. To po prostu środek transportu ze szczególnymi przepisami. A bramki „pikają” z powodu bardzo różnych rzeczy.

hegemon
Gość

Nauczyłem się już latać, nie boję się samolotów, ale jak na pierwszy raz, to sporo wtop zaliczyłem 🙂

hegemon
Gość

Nie należy brać noży, nie wiem dlaczego, ale dla służb są one mocno podejrzane 🙂 Ani żadnych nożyczek do paznokci, czy innych metalowych narzędzi higienicznej tortury 🙂

~frytka
Gość

scyzoryka nie zamierzam, ale pilniczek do paznokci, to i owszem, tyle, że on nie jest metalowy i ma zaokrąglone końce … 🙂
aha, i szpilki (sprawdziłam, można w podręcznym bagażu)… 😀

hegemon
Gość

No, nie wiem czy cię wpuszczą w tych szpilkach 🙂

~Puszkowa
Gość
Jak wiesz, Fryteczko, latam namiętnie i często. Samolotów się nie boję, zasypiam w trzy minuty po starcie, zauważyłam że lotnisko traktuję jak dworzec autobusowy. Porady : nie bierz wysokich butów , tym bardziej sznurowanych bo i tak będziesz musiała ściągać. Pasek musisz zdjąć. Klucze z kieszni wyjąć – tudzież inne metalowe. Kosmetyków bierz mało, te płynne od razu włoż w przezroczysty woreczek z tzw. zipem i w tym je trzymaj- będzie łatwiej wyjąć. W ogóle nic płynnego powyżej 100 ml nie przejdzie więc kup sobie takie małe buteleczki w drogerii. Mają oznaczenie z samolotem. Bielizna z fiszbinami metalowymi będzie piszczeć-… Czytaj więcej »
hegemon
Gość

No, no, no – szczegółowa instrukcja obsługi odpraw lotniskowych dla kobiet. Sądzę, że wielu by się taki zestaw porad przydał, gdybyś opisała go na blogu 🙂

~oto ja
Gość

No, no – atrakcji całe mnóstwo od samego początku. Boję się pomyśleć,co będzie dalej 😉
Latam co jakiś czas, ale bez takich przygód – co najwyżej opóźnienie.
Czekam na ciąg dalszy.

hegemon
Gość

Inne głupstwa w Izraelu popełniałem na ziemi nie w powietrzu, może już nie będą aż tak spektakularne? 🙂

~czarny.pieprz
Gość
Dla mnie samolot to jak zwykły PKS. Zero podniety. Jedyne co mnie rajcuje to kontrola na lotnisku. Na 4 loty w miesiącu, 4 razy przechodzę masaż całego ciała. Nie powiem, elegancko, w rękawiczkach, ale wkładanie łapska za gumkę od majtek zawsze uważam za naruszenie mojej prywatnej strefy. Ja wiem co mi dzwoni, ale oni uparcie szukają czegoś całkiem innego. W zamierzchłych czasach, kiedy port lotniczy Pyrzowice był stodołą z parkingiem miałam swoją pierwszą kontrolę osobistą. Wow, to było przeżycie…i tylko dlatego, że na jednym z kartonów, które wiozłam był napis SOL (?był to kawałek napisu Costa del Sol) a oni… Czytaj więcej »
hegemon
Gość

Nie latam tak często, ale w tej chwili loty nie robią na mnie wrażenia. Uciążliwe są te dokładne kontrole, im mniejsze lotnisko tym więcej się przykładają Pewnie z nudów. Ale osobistej jeszcze nie miałem, więc wszystko przede mną 🙂

~chomikowa
Gość

Tyle zachodu przez głupi scyzoryk???? Nie chciałoby mi się o niego walczyć 😉 choć rozumiem to męskie przywiązanie do scyzoryków 😉
3 miesiące i ani słowa na blogu? Foszek jest- KOBIECY 😉

hegemon
Gość

Foszek, kobiecy, to brzmi bardzo groźnie…
Chomiku, to było 20 lat temu, wtedy jeszcze nie pisałem bloga. Mam takie wrażenie, że wtedy w Polsce jeszcze nie było czegoś takiego, jak internet… A do scyzoryka jestem przywiązany z dwóch powodów – kupiłem, go za pierwszą w życiu wypłatę, po drugie jest naprawdę dobry, obecnie absolutnie nie do dostania. Ale ogólnie do noży nie jestem przywiązany i sam nie wiem, co mnie podkusiło, aby zabrać ten scyzoryk do samolotu. To był odruch Pawłowa i całe tony ignorancji 🙂

~chomikowa
Gość

Prawda, że groźnie? 😉 Rozumiem, że nie było Internetu (na bank nie było), ale bloga prowadzisz już spory kawałek czasu, więc trzeba pisać, pisać 😉
Faktycznie, ciężko teraz dostać dobry scyzoryk, taki który służyłby chociaż z 5 lat. Wszystko chińszczyzna.

hegemon
Gość

Internetu jeszcze nie było (takiego ogólnodostepnego). Bloga prowadzę już jakiś czas, ale nie 20 lat 🙂

~elżbieta
Gość
Piękne zdjęcia, ciekawy tekst, a przygoda tego typu mogła spotkać każdego. Trzy miesiące, to szmat czasu, dużo zobaczyłeś i na pewno relacja z tej podróży będzie zapierać dech w piersiach. Czekam z niecierpliwością na kolejne odsłony. Dla mnie, jak dotąd, największe wrażenie wywarł pobyt w Petersburgu i orkiestra, która witała pasażerów promu w porcie. Newy nie da się opisać, a Aurora muzeum na jej brzegu, to perełka przeszłości. Dwie rozchodzące się odnogi, oplatają miasto i turystę stojącego stoi na moście. Podobną przygodę, do Twojej ze scyzorykiem, przeżyłam na lotnisku w Gdańsku. Leciałyśmy z córkami do Bergen, za przysłowiową złotówkę. One… Czytaj więcej »
hegemon
Gość

Żałuję, że nie byłem w Petersburgu, teraz po Twoim opisie, żałuję jeszcze mocniej. Nie byłem jeszcze w Rosji, co uznaję za duże niedopatrzenie.
A z namiotem, to miałyście rzeczywisty problem, dobrze, że znaleźli się dobrzy ludzie, fajnie takich spotkać 🙂

~Tu Od Teraz
Gość

Czyli istnieją jeszcze ludzie podobni do mnie, którzy zanim wydarzy się ta prawdziwa przygoda w postaci odwiedziny miejsca czy osób, muszą mieć po drodze tysiące innych przygód w przeciągu tak niewielkiego odłamka czasu? Naprawdę czytając Ciebie poczułam jakby ktoś opowiadał o mnie, co prawda nie na lotnisku – domyślam się, że jeszcze, bo nie leciałam i właśnie z obawy przed moim magnesem do przyciągania do mnie przygód cały czas odkładam to postawienie stopy na Okęciu w celach podróżniczych. A zdjęcia przepiękne. Czekam na ciąg dalszy przygód po opuszczeniu lotniska 🙂

hegemon
Gość

Wiesz, że te wszystkie przygody zafundowałem sobie sam. Przez gapiostwo. Ale gdybym był bardziej uważny, to nie byłoby wpisu na blogu. Więc może warto się czasami trochę pomęczyć?

~Zetka
Gość

To i tak lepiej, niż skacowany rosyjski turysta, który (podobno) krzyknął do żony: „Ałła, ja w bar!” i został przyduszony do gleby przez kilku ochroniarzy. Niewiele brakowało, a nie przeżyłby kaca 😉

hegemon
Gość

Mógł zginąć, mógł 🙂

~Puszkowa
Gość

Hi hi! Na lotnisku w Miami z paszportu, podczas sprawdzania dokumentów,, wypadł mi dowód osobisty ( wzięty jako ID Card przy zakupach). I co strażnik, co pracownik, informował mnie że przy bramce do samolotu czeka mój dokument. Jak wiadomo, trochę tych różnych punktów jest – również przy wylocie. Lotnisko też głośno przez megafon oznajmiło wszystkim że gapa jedna z Polski o takim i takim imieniu i nazwisku posiała swój dowód i jest on do oedbrania. O rany! Obciach w stylu amerykańskim 😀

hegemon
Gość

Obciach? Co ty, po prostu zadbali o Ciebie, najlepiej, jak mogli 🙂
Obciach, to miała jedna moja daleka znajoma. Celników zaniepokoił pewien przedmiot w bagażu rejestrowym. I wezwano dziewczynę przez głośniki do sprawdzenia, co ona tam ma. A miała… wibrator 🙂

~Puszkowa
Gość

Ekstra 😀 No tak! Miałam szczęście 😀 Nie wożę wibratorów ale kto wie 🙂
A podróże wraz z poradami zaczne opisywać bo szlajam się jak mało kto. Mój blog ” Puszkowa w podróży” stoi i czeka 😀 Jak zaczęłam podroż do Chin to ona trwa i trwa i trwa 😀

hegemon
Gość

Właśnie myślałem o tym poradniku dla kobiet pierwszy raz lecących samolotem w kontekście bloga „Puszkowa w podróży”. Widzisz, tematy same ci wchodzą do rąk, tylko usiąść i napisać 🙂 Wiem, że to nie takie proste.

consek
Gość

Ależ miałeś przeżycia, ale wiesz, nie ma tego złego… przynajmniej masz o czym pisać na blogu 🙂

hegemon
Gość

Właśnie, właśnie, o czym by pisał czlowiek bez przeżyć?

~Agnieszka Wieczorek
Gość

Nie lubię samolotów.
Ciekawe przygody. Dobrze, że odzyskałeś scyzoryk i jeszcze lepiej, że nikt Cię za terrorystę nie wziął ;)))

hegemon
Gość

Mogli mnie nie wpuścić na pokład, tylko nie wiem, jak bym się wydostał z Pragi….

~zante
Gość

Ta ja poproszę, żeby ta przyszłość z opisem pobytu w Izraelu była szybko.
To jedyny kraj poza Europą, do którego chciałabym kiedyś pojechać. Bardzo bym chciała.

hegemon
Gość

óż, w takim razie nie mam wyboru i muszę siąść do pisania… 🙂

~Lena Sadowska
Gość

Witam.
Ja jestem z tych, co przyciągają „dziwnych” ludzi. Pani, którą okradli zawsze usiądzie przy mnie, pan, który zgubił paszport wyłowi mnie z największego tłumu, chwilowo zagubione dziecię mnie spyta, czy nie widziałam mamusi 🙂 Nie mam pojęcia skąd wiedzą, że nie odmówię pomocy, bo sama sobie nie wydaję się zbyt sympatyczna.
I piękne zdjęcia i tekst przywołały wiele wspomnień. Nie miałam tyle czasu, co Ty, ale największe wrażenie zrobił na mnie Park Jarkon, Bazar Karmel i Florentyna. I plaże, oczywiście 🙂
Pozdrawiam i również przyłączam się do próśb o ciąg dalszy 🙂

hegemon
Gość

Czasami jest coś takiego w człowieku, że przyciąga innych. Nigdy nie przepadałem za małymi dziećmi, a te mnie wprost uwielbiają. Zawsze mnie wyciągną do zabawy, do czytania im książek. Taka karma 🙂
Wobec tylu próśb będzie ciąg dalszy, na pewno. Chociaż, przyznam szczerze, byłem przekonany, że niewielu ten ciąg dalszy zainteresuje, jestem trochę zaskoczony…

Lena Sadowska
Gość

Zaglądam tu od jakiegoś czasu i czuję się, jakbym zerkała przez uchylone przez Ciebie okno. Czasem widok jest znajomy, czasem zupełnie nowy, ale zawsze interesujący. Może inni mają podobnie i też lubią popatrzeć 🙂
Pozdrawiam 🙂

hegemon
Gość

Ciekawa metafora z tym oknem 🙂 Staram się je otwierać na różne widoki, aby jeden nie znudził zbytnio. Zapraszam do dalszego oglądania, szczególnie, że na wiosnę trzeba umyć wreszcie te okna 🙂

makrela
Gość

ostatni lot z Londynu też mieliśmy z przygodami – młodsze dziecię wzięło do bagażu podręcznego piórnik a w nim schowane nożyczki. o matko – normalnie konsylium się zebrało, młody nie mógło opanować drżenia. w końcu ktoś przytomnie orzekł, że to „tylko” nożyczki na dodatek z obłymi końcówkami więc chyba nie należy nas (jego) zaklasyfikować do potencjalnych terrorystów. przed kolejną podróżą młody z własnej inicjatywy bardzo starannie przejrzał listę przedmiotów zakazanych w bagażu podręcznym i rejestrowanym, a które można znaleźć na stronie każdego przewoźnika.

hegemon
Gość

Sądzę, że w tej chwili z tymi kontrolami naprawdę przesadzają. Część wynika z zasad bezpieczeństwa i zgadzam się, że noży, szczególnie z 13 cm ostrzem nie można przewozić. Ale co szkodzi woda? Część przeciwwskazań wynika z faktu, że sklepy na lotnisku muszą też zarobić (tylko one sprzedają bezpieczną wodę?), a część z bezdennej głupoty biurokratycznej.

~Lena
Gość

Ja się szczerze boję samolotów. Źle się czuję nie mogąc kontrolować sytuacji i zabrać na pokład czego chcę;) Ale kiedyś się przekonam i polecę gdzieś daleko;)

hegemon
Gość

Te przeszukania, ten strach, że cię nie wpuszczą na samolot, to jest naprawdę upokarzająca procedura. Gdyby szybkie pociągi docierały do większej ilości miejsc, jeździłbym wyłącznie koleją.

~Marta
Gość

Scyzoryk już się przewijał,to chyba rodzinne u Was :)Ty to masz zawsze pełno przygód 😉 Cieszę się,że opisujesz swoje perypetie 😉 Miło się czyta Ciebie przy herbatce 😉

hegemon
Gość

Perypetie mam wtedy, gdy wyłączam myślenie 🙂 A scyzoryk miał ojciec, ale jego w Luwrze nie złapali 🙂

~Marta
Gość

No to mu się udało 😉 Tak coś kojarzyłam ten scyzoryk z Twoimi rodzicami.Ja mam non stop perypetie w autobusach 😉

hegemon
Gość

Warto takie rzeczy opisywać. To pozwala spojrzeć z boku i śmiać się samemu z siebie. Mnie to pomaga, nie traktuję wtedy siebie zbyt poważnie i uczę się na błędach 🙂

~Marta
Gość

Warto opisywać a Ty to robisz rewelacyjnie;) Czekam wciąż na nowe historie;)

hegemon
Gość

Dziękuję 🙂 Nowe historie na pewno będą 🙂

~ariadna
Gość

Piękne zdjęcia! 🙂
Scyzoryk bohaterem opowieści? No, no, no…. 😉

hegemon
Gość

Czasami i scyzoryk staje się bohaterem, jak w przypadku Gerwazego 🙂

~ariadna
Gość

Myślę, że w związku z tym, co dzieje się na świecie, kontrole będą coraz bardziej nasilone.
Dobrze, że rzadko załączam TV. Mnie te wszystkie wieści o zamachach po prostu przerażają!
Przecież każdy chciałby spokojnie przeżyć życie….

Wesołych świąt, Hegemonie 🙂

hegemon
Gość

Dobrze, że niezbyt często włączasz TV, bo jednak jest tam masa manipulacji. Ostatnio dogrzebałem się statystyk związanych z zamachami i…, w Europie w XXI wieku w zamachach ginie dziesięciokrotnie mniej osób, niż w latach 70. XX w. Wtedy co roku ginęło z rąk zamachowców od 200 do 400 osób, a w 1988 było to prawie 450 ludzi! Teraz jest to 10-30 osób, raz na 10 lat 150. Więc, jak na nasilenie terroryzmu (który był zawsze), to żyjemy w naprawdę spokojnych czasach
Wesołych świąt Ariadno 🙂

~pani L.
Gość

Aż dziw, że nie zapytali o pilniczek do paznokci, czy widelec.
Foto „Tel Aviv” skojarzyło mi się tak: meczet-statua wolności, miasto w oddali Nowy York
Z niecierpliwością czekam na kolejną opowieść. Podobno strasznie tam drogo.

Pozdrawiam

hegemon
Gość

Nie, drogo tam nie jest. W porównaniu z takim Londynem, to bardzo tanio.
W 1996 o pilniczki i widelce jeszcze nie pytali 🙂

~Pojedyncza
Gość

Ja o wyjęciu scyzoryka zwykle pamiętam, gorzej jeśli się ma stanik z fiszbinami… lubi zabrzęczeć. 😛
Trzy miesiące w Izraelu? Czytelnicy Ci nie darują jeśli nie napiszesz czegoś więcej! 🙂

hegemon
Gość

Staników z fiszbinami zazwyczaj nie przewożę 🙂 Tylko te trzy miesiące, to było dawno temu i nie bardzo wiem, jak ugryźć temat. Ale obiecałem i na pewno coś będzie, mam nadzieję, że nie rozczaruje

~Maks
Gość

Byłem w Izraelu tylko raz i tylko przez jeden dzień, ale to wystarczyło, by poczuć klimat państwa policyjnego.
Na lotnisku goście w garniturach i z karabinami w rękach. Na chodnikach pełno żołnierzy z karabinami w rękach.
Pozdrawiam:)

hegemon
Gość

Państwem policyjnym Izraela bym nie nazwał, ale państwem o bardzo wysokiej czujności już tak. Państwo policyjne kojarzy mi się z państwem, które z demokracją nie ma wiele wspólnego. A Izrael jest jedynym państwem demokratycznym w rejonie i ta demokracja ma wyższe standardy, niż na przykład Turecka.
Sporo podróżowałem po Izraelu, często sam i wszyscy są bardzo czujni, nieustannie gotowi na zagrożenie, ale nikt nie ogranicza twojej wolnosci podróżowania, robienia zdjęć, rozmawiania z ludźmi, itd.

~Karolina :)
Gość

Jeden scyzoryk a tyle problemów może narobić…. 🙂
Lot samolotem… może kiedyś mi się uda 😀 czas pokaże co z tego wyniknie 😀
Ważne że nie zwątpili i nie zostałeś sam 😀 Mam nadzieję że Izrael zostanie pięknie opisany 🙂

hegemon
Gość

Tak naprawdę, to nie scyzoryk był problemem, a mój brak myślenia 🙂
No, gdyby znajomi na mnie nie poczekali przed lotniskiem, to nie wiem, co bym zrobił. To były czasy przedkomórkowe.

~feel-sexy
Gość

Mężczyzna i jego wierny scyzoryk, jakbym gdzieś to już słyszała 😉

hegemon
Gość

Może u Mickiewicza w Panu Tadeuszu? 🙂 Pewnie takie zestawienie po raz pierwszy występuje w malowidłach naściennych w jaskini Lascaux 🙂

~Martyna
Gość

Ach, ten scyzoryk 🙂

Pierwszy lot, jak wszystko, co pierwsze chyba musi być problematyczny. Średnio to pamiętam, miałam chyba pięć lat, ale mama opowiadała mi, ze gdy pierwszy raz lecieliśmy, mój miś (sławetny Kudłacz) został zabrany do kontroli, moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki :).

Ale chociaż nie musiałam załatwiać formalności, jak Ty, to pewnie byłoby JESZCZE BARDZIEJ stresujące…

hegemon
Gość

Dla tak małego dziecka zabranie misia musiało być bardzo stresujące…

~madamme
Gość

Uchichrałam się :)) Głownie dlatego, że zobaczyłam samą siebie w analogicznej sytuacji :))))))

hegemon
Gość

Tak to jest 🙂 Ja też widzę całego siebie często w działaniach innych.

~Kobieta po 30
Gość

super historia i dobrze, że z happy endem, choć rzeczywiście ten scyzoryk, karta i poszukiwanie bagażu mogły skutecznie i na dłużej zmęczyć 😉 na pewno nie zniechęcić? 😉

hegemon
Gość

Miałem dużo szczęścia, bo mogli mnie po prostu nie wpuścić na pokład samolotu…

~Stokrotka
Gość

Słowa najwyższego uznania.
Za przygody, za związane z nimi przeżycia, za rewelacyjny opis.
Czekam na ciąg dalszy.
😉

hegemon
Gość

Dziękuję za miłe słowa. Ciąg dalszy na pewno będzie, tylko niełatwo z ogromnej ilości posiadanych materiałów stworzyć krótki tekst na bloga. Ale dam radę 🙂

~Dorota K.
Gość
Przejście graniczne w Izraelu przekraczałam kilka razy. O mały włos a bym wylądowałam w areszcie izraelskim za… nieznajomość języków. Pewnego razu bramka do wykrywania metalu zaczęła drzeć się wniebogłosy. Podszedł do mnie przedstawiciel Mosadu i zapytał się po rosyjsku ” Czy u ciebia jest aruże? „. A ja jak idiotka odpowiedziałam, ” że u mienia niet żadnych kwiatów i róż”. No i zaczęło się. Zdenerwowany tajny policjant ponownie, tym razem werbalnie udając wystrzały z kałasznikowa zapytał „czy u ciebia jest karabin i pistalet?”. No i ponownie odpowiedź idiotki-blondynki. „A gdzie miałabym mieć ten pistalet i karabin?”. Siedziałam na przejściu chyba… Czytaj więcej »
hegemon
Gość

Moje przygody przy Twoich, to zdaje się pikuś. Nikt mnie tam specjalnie nie badał i nie sprawdzał zbyt mocno. Generalnie, to oni chcieli ze mną porozmawiać. I jak porozmawiali, to już niczego się nie czepiali. Na lotnisku w Łodzi można przejść szczegółowszą kontrolę, niż teraz w Izraelu. Lecz na małych lotniskach obsługa się nudzi, więc nadmiernie przestrzega procedur…

~Karolina
Gość

O matko niezłe przygody jak na pierwszą podróż. Lotniska zawsze i wszędzie mnie stresują to patrzenie personelu na wszystkich podróżnych jak na potencjalnych złoczyńców. A człowiek tylko leci zobaczyć kawałek świata i niecnych planów przecież nie ma . Z drugiej strony w dzisiejszych czasach trudno się dziwić takiej podejrzliwości. A jak widać po tym wpisie bywały takie miejsca o zaostrzonej kontroli już dużo wcześniej.

hegemon
Gość

Początkowo terroryści atakowali tylko obywateli państwa Izrael, stąd te kontrole na liniach lecących do Tel Awiwu. Teraz, gdy zabijają każdego, to rozszerzono na wszystkie samoloty. Ale jest to upokarzające, niewątpliwie…

boja
Gość

Jednak wtedy nie było źle. Dzisiaj pewnie taki samotny plecak zdetonowali by gdzieś na uboczu…

hegemon
Gość

Na szczęście był na transporterze, a tam bagaży nie detonują. Ale gdybym samotny plecak zostawił gdzieś w kącie, na ławce, pod stołem, to na pewno by tak zrobili nawet w tamtych czasach. Byłem świadkiem, jak zdetonowali jakąś samotną torbę w której były podstawowe zakupy spożywcze – mąka, chleb i jajka 🙂

~Między snem a pracą
Gość

Czytam to wspomnienie i jestem zmęczona na samą myśl o tym co musiałeś przeżyć! Ten scyzoryk, ten bagaż…

hegemon
Gość

Wtedy też byłem i zmęczony, i przerażony…

~Dama Kameliowa
Gość

Fajne masz zdjęcie Kopuły na Skale, skąd było robione, bo z Góry Oliwnej jest trochę inny widok?
A służby graniczne w Izraelu bywają bardzo męczące… Do mnie się doczepili – przy wyjeździe – że latam regularnie do Zjednoczonych Emiratów (co ciekawe – przy wjeździe nie stanowiło to żadnego problemu)

hegemon
Gość

Góra Oliwna jest po przeciwnej stronie. To jest widok z kościoła, chyba św. Jana, ale dokładnie nie pamiętam. Mało znany kościół, ale z wieży masz rewelacyjny widok na całą Jerozolimę. Wiza krajów arabskich przeważnie wzmaga czujność służb izraelskich, ciekawe, że się przy wjeździe nie czepiali…

~Dama Kameliowa
Gość

Nie dotarłam do tego kościoła, a sądząc po zdjęciu warto było…

hegemon
Gość

Warto było. Ja wszędzie szukam miejsc, gdzie można zobaczyć miasto z góry, to i znalazłem w Jerozolimie 🙂

~Dama Kameliowa
Gość

To mamy podobnie – bo też szukam miejsc z widokiem z góry… Mam parę patentów np. wieże telewizyjne 🙂

hegemon
Gość

W jaki sposób na nie wchodzisz? To nie są chyba ogólnodostępne miejsca? 🙂

mańka
Gość

Cudownie się czyta! Lot pełen przygód;) Pozdrawiam!;)

hegemon
Gość

Dziękuję 🙂 Tak, to był lot pełen przygód.

madamme
Gość

Mój Szanowny Ślubny nieświadomie wniósł całkiem pokaźny scyzoryk ( w typie finki) do Koloseum. Udało mu się, bo był on schowany w bocznej kieszeni torby na aparat. Kiedy zapiszczał pod skanerem, ochroniarz uznał, że to piszczą metalowe części aparatu :p . A idącemu za ojcem Młodemu zrobili kipisz w plecaku, bo miał puszki z Colą. Młody do dziś ma traumę :)))))

wpDiscuz