Miejsce mocy i poziomki – zdjęcia opowiadają historię

Trochę czasu już minęło od pierwszych podróży fotograficznych, czas na kolejne. Po zaktualizowaniu na stronie zdjęć w galeriach impresje i krajobraz, zabieram Was dzisiaj w podróż na Podlasie i Jurę Krakowsko-Częstochowską.

Przy okazji zapraszam do polubienia bloga na Facebooku 🙂

Bajkowe miejsce mocy

Powiadają, że na Podlasiu, a konkretnie w Tykocinie, znajduje się miejsce mocy. Tworzy je trójkąt – synagoga, zamek, kościół. Nie bardzo wierzyłem, ale co szkodziło sprawdzić? Po wyjątkowo długiej zimie 2013 roku, odczuwałem wielką potrzebę wyjazdu. Nic, że niemal bez przerwy padał deszcz, a prognozy nie dawały większej nadziei na zmianę na lepsze. Chęć podróży była silniejsza.

Działanie mocy odczułem już w trakcie podróży, gdy w okolicach Serocka dwa dorodne łosie wyszły prosto przed maskę samochodu. Kiepska pogoda była moim sprzymierzeńcem, jechałem wolno, zdążyłem wyhamować. Jedź łośtrożnie mówili. W przewodnikach piszą, że łosia najłatwiej spotkać w Biebrzańskim Parku Narodowym, widocznie tym dwóm nikt nie przeczytał, gdzie powinny spacerować.

Drugi raz moc zamanifestowała się, gdy w drzwiach tykocińskiej synagogi, prawie zderzyłem się z kobietą, która wynosiła na dwór dorodną ropuchę.

–         Zamieniacie klientów w żaby? – zapytałem

–         Tylko tych, co narozrabiają – odparła z niezmąconym spokojem.

Na wszelki wypadek zachowywałem się nad wyraz grzecznie.

Trzeci raz z mocą zetknąłem się, gdy jechaliśmy do Biebrzańskiego Parku. Zasnute chmurami, deszczowe niebo stopniowo odkrywało pogodną twarz. Aż wreszcie, gdy na rozstaju dróg pojawił się drogowskaz informujący, że do Bajki tylko trzy kilometry, zaświeciło słońce. Chmury nie wróciły aż do końca wyjazdu, chociaż specjaliści od prognozy pogody twierdzili, że coś takiego nie ma prawa się zdarzyć. I jak tu nie wierzyć w miejsce mocy?

Jura Krakowsko-Częstochowska

Nie znam piękniejszego miejsca na ziemi, niż Jura Krakowsko-Częstochowska. Mogę tam wracać po wielokroć, o każdej porze roku. Ze względu na poziomki Jura szczególnego uroku nabiera na przełomie czerwca i lipca. Dywany aromatycznych owoców można znaleźć dosłownie wszędzie, wystarczy się tylko schylić i zbierać. Na poziomkobraniu jestem co roku, jednak za każdym razem w innej miejscowości.

Okiennik Wielki

Wśród rozsianych na całym obszarze Jury wapiennych ostańców przypominających zastygłe mityczne postaci i zwierzęta, Okiennik Wielki zalicza się do najbardziej charakterystycznych. Zamieszkaliśmy niemal po sąsiedzku. I zaraz po przyjeździe pobiegliśmy, aby wspiąć się na szczyt.

Nie spodziewałem się, że w połowie tygodnie będzie tam, aż tak tłoczno. Pod jedną ze ścian rozbili obóz wspinacze. Przez chwilę obserwowałem sylwetkę człowieka mozolnie pnącego się ku górze. Każde niepowodzenie kwitował gromkim okrzykiem „kurwa!”. Zapewne nie radził sobie najlepiej, ponieważ klął nad wyraz często.

Z drugiej strony nagrywany był teledysk. Kamera, muzyka i artyści. Ich garniturowa elegancja nijak pasowała do miejsca. Ulizany w dupkę młodzieniec falsetem zawodził coś o ciepłych dłoniach i małym szczęściu. Zapewne chodziło mu o miłość, i zapewne myślał, że jest to takie poetyckie. W tle wiotkie dziewczę w kusej spódniczce, szpilkach i rozwianych na wietrze blond lokach podrygiwało, nie wiadomo czy w rytm muzyki, czy też dlatego, że przez przypadek podłączyła się do źródła prądu.

Nie dało się wejść na skałę, pozostało poszukiwanie poziomek u podnóża. Rosły w nieprzebranych ilościach, jednak z jednej strony zawodzenie o szczęściu w ciepłych dłoniach, z drugiej solidne przekleństwa wyrywające się z piersi początkującego wspinacza, tworzyły kakofonię trudną do zaakceptowania. Wróciliśmy do domu. Nie tak sobie wyobrażałem wypoczynek na łonie przyrody.

Dobrze, że była to tylko jednorazowa przygoda, a nie stały element jurajskiego krajobrazu.

Dodaj komentarz

8 komentarzy do "Miejsce mocy i poziomki – zdjęcia opowiadają historię"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
~Małgorzatka
Gość
Zawsze chciałam odwiedzić jakieś „miejsce mocy”. Może to będzie akurat to? 🙂 Zdjęcia we wpisie jak zwykle przepiękne! Ale widzę (po wielkości zdjęć), że chyba odrobinkę wreszcie zacząłeś oszczędzać przestrzeń dyskową 🙂 Oszczędzaj, oszczędzaj, nie chcę abyś kończył przygodę z tym blogiem z takiej głupiej przyczyny, jak zapchanie przydzielonego miejsca. A z wkładaniem gdzie indziej swoich zdjęć i podlinkowywaniem ich tu na bloga próbowałeś? Wtedy można dawać wypasione, ciężkie zdjęcia. A przez to, że to jest link – to te zdjęcia prawie nic nie ważą. No i polubiłam Ciebie w wersji Podróżnie, z dużą przyjemnością 🙂 Nie dało się tak… Czytaj więcej »
hegemon
Gość

Widzę, że jesteś bardzo pomysłowa w wykorzystywaniu możliwości internetowych. To dobrze, mam się od kogo uczyć 🙂 Muszę zacząć od tych zdjęć, szczególnie, że takie zewnętrzne umieszczenie pomoże mi w sprzedaży, ale… No właśnie, mam refleks szachisty i to na dodatek korespondencyjnego, więc zanim pomysł wcieli się w czyn, to mija zbyt wiele czasu…

~Kinga
Gość

Z mapy wynika, że miejsce mocy, o którym piszesz znajduje się stosunkowo blisko. Już wiem, gdzie jeździć, aby w ekspresowym tempie naładować akumulatory!

Dziękuję za ciekawy wpis!

hegemon
Gość

W razie czego dysponuję również stosownym adresem kwatery oraz podpowiedzią, gdzie na miejscu zjeść dobry posiłek 🙂

~Cinnamon Girl
Gość

O Miejscach Mocy trochę już słyszałam i czytałam, kilka nawet odwiedziłam. Jest jeszcze coś o nazwie Kulki Mocy, tego nie jestem wstanie tknąć.
Znajomi znajomych znajomych w GB postanowili żywić się nimi. Puszka „mięsnych” kulek w jakimś sosie w cenie kilku grosików (pensów). Nie chcę sobie nawet wyobrażać jaki mają skład. W każdym razie termin przydatności mają dłuższy niż suchy prowiant NASA.
Pozdrawiam 🙂
Wilczura Bonsai również 🙂

hegemon
Gość

Czy po odpowiednio długim spożywaniu Kulek Mocy można przebywać bez skafandra kosmicznego na Marsie? Trochę rozumiem Twoich znajomych z GB, którzy ten „przysmak” spożywają. Pamiętam, jak przed laty pojechałem popracować i zarobić w Wiedniu, to też jadałem takie rzeczy, że nawet austriackie pieski nie chciały tego tknąć 🙁 Teraz też bym tego nie ruszył…
Wilczur Bonsai i ja serdecznie Cię pozdrawiamy 🙂

joujou
Gość

Jurę Krakowsko-Częstochowską zaliczylismy w ubiegłym roku. Okiennik Wielki nam umknął,a szkoda, bo ciekawy.No, ale my pierwszy raz więc raczej tymi utartymi trasami.
W okolicach Krakowa polecam takie senne, małe miasteczko Lanckorona, szczególnie tym, co nie lubią natłoku ludzi Pewnie je znasz, bo kiedyś to była taka odskocznia dla krakowskich artystów .
Natomiast Tykocin to dla mnie perełka Podlasia. Znam tam jeszcze kilka fajnych miejsc więc jakby co to podpowiem np. gdzie krowy wpław przeprawiają się przez Biebrzę.Poza tym spływ trawą po Biebrzy, przeprawa przez śluzy, albo kajakiem :-)Podlasie to moja miłość 🙂