Jesienne gotowanie grzybów…

W przyrządzaniu grzybów nie ma wielkiej filozofii, pewnie dlatego jest to jedna z dwóch potraw, które umie ugotować moja mama. Gdy jesienią odwiedzam rodziców na Wsi, mogę mieć pewność, że zostanę poczęstowany upichconymi przez nią grzybami. Jednak czas, jaki upłynie od przyjazdu do posiłku zazwyczaj nie jest krótki i obfituje w pokaźny ciąg wydarzeń poprzedzających. Tam, gdzie inicjatywę przejmuje mama, nic nie dzieje się według utartych wzorców. Gotowanie grzybów również nie przebiega typowo…

gotowanie grzybów
Na podwórzu można znaleźć maślaki

Czterdzieści i cztery…

– Och Hegemonie, świetnie, że jesteś! Wiesz, ile grzybów nazbierałam!? – entuzjastycznie wita mnie od progu – Dokładnie czterdzieści cztery! A wyszłam tylko śmieci wyrzucić i specjalnie nie szukałam!

Dla mamy liczby są ważne. Musi wiedzieć, która jest godzina, więc zegary wiszą we wszystkich pomieszczeniach oraz jaka temperatura panuje na dworze – systematycznie porównuje wskazania kilku termometrów rozmieszczonych w każdym zakątku obejścia. Grzyby przed zjedzeniem też muszą być policzone.

– Masz ochotę na jajecznicę z grzybami? – pyta

Mam, bardzo lubię grzyby. Uradowana biegnie do mieszkania z okrzykiem:

– Zaraz ci je przyrządzę!

Jedno czy dwa jajka

Po chwili wychodzi ciut cieplej ubrana, wyprowadza z komórki rower i odjeżdża. Nawet nie muszę pytać dokąd – zachód słońca przecież sam się nie obejrzy. Wraca o świętej dla rodziców godzinie, czyli 19.30, gdy w telewizji zaczynają się Wiadomości. Po nich muszę jeszcze wysłuchać szczegółowej relacji o wszystkich kwiatach w ogrodzie. Jest ich bezliku. Ponad połowy nazw nie jestem w stanie skojarzyć z żadną rośliną. Nie dopytuję się, to mogłoby przeciągnąć opowieść do wczesnych godzin porannych. Wreszcie późną nocą przechodzimy do rzeczy bardziej zrozumiałych.

– Hegemonie, widzisz te jajka na miseczce?!! – pyta podekscytowana mama.

– Widzę… – odpowiadam, zastanawiając się, co jest w nich nadzwyczajnego, wyglądają jak od kur, ale może zniosły je lokalne dinozaury bonsai?

– To od pani Chabrowej! – komunikuje triumfalnie, próżno wypatrując na mojej twarzy odrobiny entuzjazmu.

Spodziewałem się czegoś bardziej spektakularnego, więc z trudem kryję rozczarowanie. Pani Chabrowa, co prawda jest miejscowym „diznoaurem”, żyjącym w gospodarstwie bez prądu, niczym w skansenie z pierwszej połowy XX w. Jednak kury, to kury…

– Jajka pochodzą od kur karmionych kukurydzą! One tam sobie swobodnie chodzą po całym podwórku, a ostatnio pani Chabrowa znalazła aż 13 jajek w pokrzywach! Zobaczysz jakie to dobre jajka! Zaraz podgrzeję ci grzyby i dodam dwa jajka…

– Dlaczego aż dwa?! – niespodziewanie do rozmowy wtrąca się tata

– A z jakiego powodu Hegemon nie może zjeść dwóch jajek?!

– Do grzybów aż dwa jajka?! Zupełnie wystarczy jedno! Niezdrowo jeść aż tyle na kolację!

– Ale Hegemon wygląda na takiego, co może zjeść dwa jajka z grzybami.

Nie wtrącam się do dyskusji, tylko idę do pokoju, aby rozpakować bagaże. Tata, zawsze obawia się, że czegoś będzie za dużo, że jedzenie się zmarnuje, więc przygotowuje posiłki, które pozostawiają poczucie niedosytu. Mamę takie podejście niesłychanie irytuje, lecz nie na tyle, aby samej zabrać się za gotowanie. Jednak tym razem, to ona decyduje, ponieważ to ona przyrządza grzyby. Po chwili z kuchni dobiega rozpaczliwy okrzyk:

– Hegemonie, a wiesz, że tata nadal się upiera, by nie dawać dwóch jajek!?

Chwila ciszy, po której słyszę już spokojny głos mamy:

– Ale ja przecież nie ustąpię, jak podjęłam decyzję, to ją wykonam!

grzyby
Za chwilę zacznie się gotowanie zebranych grzybów

 

Gotowanie grzybów – sporu o jajka ciąg dalszy…

Następnego dnia na śniadanie też były zaplanowane grzyby, już nie tylko dla mnie, ale i dla rodziców. I ponownie rozgorzał spór o ilość jajek.

– To co Jacusiu, wbijemy chyba trzy jajka?

– Trzy?! Po co trzy?! Dwa w zupełności wystarczą!

– A dlaczego nie trzy?

– Bo trzy to za dużo! Poza tym zupełnie zabiją smak grzybów!

– Niczego nie zabijają! Takie dobre są te jajka od pani Chabrowej!

– Ja uważam, że dwa wystarczą i weźmiemy jajka od pani Znacznielepszej! – sprzeciwił się tata, który zaopatrywał dom w sery i nabiał od innej, bardziej ucywilizowanej sąsiadki.

– Ale smaczniejsze są od pani Chabrowej!

– Dlaczego?

– Bo u niej kury chodzą luzem, nie są zamknięte, są to kury szczęśliwe.

– U Znacznielepszej też chodzą luzem i też są szczęśliwe!

– Tak?? Nie wiedziałam o tym… – traci na chwilę rezon mama, ale za chwilę odzyskuje inicjatywę – Lecz u pani Chabrowej są karmione kukurydzą!

– No, te u Znacznielepszej nie są karmione kukurydzą, jednak często znoszą jajka z dwoma żółtkami.

Spór między rodzicami na szczęście nie przybrał rozmiarów słynnej epopei z ławką. Śniadanie zjedliśmy jeszcze przed południem, a do grzybów zostały dodane trzy jajka od kur pani Chabrowej. Ostatecznie gotowała mama i to ona decydowała.grzyby

 

Gotowanie grzybów według mamy…

Metoda osobistego zaangażowania w proces gotowania, jest stosowana przez mamę niezmiernie rzadko. Zazwyczaj przyrządzanie grzybów w jej wykonaniu wygląda trochę inaczej. Wydarzenia poprzedzające, czyli zachód słońca, Wiadomości oraz kwiatki pozostają bez zmian, natomiast część praktyczna różni się znacznie. Mama wyciąga grzyby z lodówki, sadowi się za stołem, następnie oznajmia wszem i wobec:

– Zajmijcie się teraz swoimi sprawami, a ja w tym czasie przygotuję grzyby!

Nie mijają dwie minuty, gdy tonem nie znoszącym sprzeciwu wydaje komendę tacie:

– Jacusiu, możesz mi znaleźć garnek?!

Tata posłusznie truchta do komnaty, gdzie zazwyczaj trzymane są garnki, wraca, ale nie z takim, jakiego sobie życzy mama. Ojciec musi odbyć jeszcze kilka kursów kuchnia-komnata, lecz mamy nic nie zadawala. Żaden z garnków nie jest wystarczająco godny, aby przyrządzić w nim grzyby. Pół godziny później okazuje się, że ortodoksyjnie poprawny garnek jest zajęty przez zupę i stoi w lodówce. Cóż, zupa idzie do innego naczynia, a grzyby mają wreszcie właściwą oprawę. Jeszcze trzeba tylko kazać Zosi, czyli wnuczce, pokroić oraz usmażyć cebulę i można przystąpić do gotowanie. Mama przekłada do garnka umyte grzyby i usmażoną cebulę, a następnie wraz ze słowami:

– Jacusiu, ty tutaj od czasu do czasu mieszaj, a ja idę sobie posiedzieć na dworze – znika w ciemnościach.

Gdy grzyby już nadają się do konsumpcji, znajdujemy mamę wspartą plecami o trzepak i kontemplującą gwiazdy na nieboskłonie. Z podziwem przyznaję, że do perfekcji opanowała sposób pracy, podczas którego nikt nie może pozostać bezczynny – no chyba, że ona, gdy wyda już wszelkie niezbędne komendy.

31
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
21 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
~pomaranczka64~kobieta-nie-typowa~chomikowanemezis~Pani S. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
~Anna
Gość
~Anna

Az mnie naszła ochota na jajecznicę z grzybkami!

hegemon
Gość

Ja taką z samego rana usmażyłem 🙂 Zaczął się czas grzybobrania…

~frytka
Gość

po przeczytaniu tego tekstu już wiem, że Twoja mama została moją idolką … 🙂 najbardziej podoba mi się jej czynny udział w gotowaniu… nikt nie docenia tu, jak widzę, kwestii logistyki i ważności wydawania komend… przecież Ta kobieta bierze na siebie całą, powtarzam, całą odpowiedzialność za smak potrawy…odpowiednia ilość grzybów, szczęśliwe jajka, eee, znaczy jajka od szczęśliwych kur, właściwy garnek… wiadomo, że podejmowanie tak ważnych decyzji jest męczące, więc mnie absolutnie nie dziwi jej bytność pod trzepakiem i kontemplacja gwiazd w oczekiwaniu na kolację… 🙂 aha, Hegemon, mógłbyś zapytać swoją mamę, jak rozpoznać ile jajek który facet może (powinien…) zjeść?… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Moja mama jest osobą wyrazistą, ale nie wiem czy na idola się nadaje. Od wczesnego dzieciństwa potrafiła tak wszystko wokół siebie zorganizować, że inni za nią pracowali 🙂 Może trochę przesadzam, ale tylko trochę…
A ile jajek facet powinien zjeść? Tyle ile lubi, moja mama specjalistą od facetów raczej nie jest, od 50 lat jeden mąż…

~frytka
Gość

jeden mąż w zupełności wystarczy, żeby zostać specjalistką… skoro żyje i nie odszedł od żony, to znaczy, że zadowolony … 🙂
no właśnie chodzi mi o tę organizację, bo ja wprost przeciwnie, sama wszystko robię, a otoczenie tylko czerpie korzyści… 🙂

hegemon
Gość

Żyje i nie odszedł od żony, to nie znaczy, że zadowolony, to znaczy, że przyzwyczajony 🙂
Sama wszystko robisz, a inni czerpią korzyści? Ech, chyba nie mam dla Cię dobrych rokowań, taką przypadłość ciężko się leczy. Mój ojciec też tak ma…

~frytka
Gość

oj no, samo przyzwyczajenie nie wystarcza… ja to wiem …
a swoją drogą, to dopiero byłaby z nas para (znaczy z Twojego ojca i mnie…), ha ha ha, ciekawe, jak byśmy się zajęciami podzielili.. 🙂

hegemon
Gość

Sądzę, że nie dałby Ci zbyt wiele popracować. Mój ojciec uważa, że od pracy są mężczyźni…

~frytka
Gość

że też ja na swojej drodze nie spotkałam faceta z takimi przekonaniami … 🙂

~alicja
Gość
~alicja

A ja jednak odetchnęłam z ulgą, że ty te jajka do jedzenia w końcu dostałeś, bo już zaczynałam się martwić..
Ale jej gotowanie!! no..z pokorą muszę przyznać, że ta Kobieta potrafi sobie życie zorganizować i o siebie zadbać..

hegemon
Gość

Zagrożenie, że nie dostanę jajek do grzybów było znaczące, ale mama była bardzo uparta. A jej organizacja pracy, no cóż… do tego trzeba mieć na stanie mojego ojca 🙂

~Mona Lisa
Gość
~Mona Lisa

Jajecznica z grzybami to jedna z moich ulubionych potraw – po przeczytaniu Twojego wpisu mam jednak wrażenie, że przesadzam z ilością jajek 😉 . Pozdrawiam.

hegemon
Gość

Nie przypuszczałem, że mój wpis na blogu może aż tak zachwiać Twoimi przekonaniami kulinarnymi 🙂 A jajecznica z kurkami, to raj dla podniebienia 🙂

~Małgorzatka
Gość
~Małgorzatka

O jakie przecuuuuudne!!! I grzyby, i zdjęcia! Ja kocham, uwielbiam, ubóstwiam grzyby – zarówno zbierać (choć w ostatnich latach mam jakoś mało okazji), jak i spożywać 🙂

Co za szczęściara z tej Twojej mamy – tak mimochodem znaleźć 44 grzyby!!! No i do tego robota pali jej się w rekach – w cudzych rękach, co prawda, ale liczy się efekt. Ugotowała grzyby? Ugotowała!!! 😀

Pozdrawiam serdecznie całą rodzinę!

hegemon
Gość

To teraz czas na grzyby, póki jeszcze jest pogoda, chociaż na chwilę trzeba pojechać do lasu i poszukać… Chociaż można też podjechać na rynek i tam są bez szukania 🙂
Efekt się liczy, to prawda, ale metody… no cóż, ostatecznie to moja matka, mam nadzieję, że za bardzo się w nią nie wdałem 🙂

~Pani S.
Gość
~Pani S.

A jednak myślę, że Twoja mama nadaje się na idolkę. Podobnie jak Frytka mam tendencje do robienia wszystkiego własnoręcznie. Walczę z tym od lat, ale z mizernym skutkiem. Więc gdyby Twoja mama otwierała szkołę dla dowódców domowych, to daj mi znać. 😀

hegemon
Gość

Muszę Cię zmartwić – sądzę, że tendencja do robienia wszystkiego własnoręcznie jest niewyleczalna, ale… jak tylko zobaczę się z mamą, to zapytam, czy nie chciałby otworzyć takiej szkoły. Istnieje pewna szansa… 🙂

nemezis
Gość
nemezis

Twoja mama lubi dyrygować, prawda? 😉
A grzybki z jajecznicą…pycha!

hegemon
Gość

Dyrygowanie jest eufemizmem, moja mam lubi być dyktatorem 🙂 A jajecznica z grzybami – najlepszym daniem jesieni 🙂

~chomikowa
Gość
~chomikowa

Dzisiaj na śniadanie spożyłam jajecznicę na kurkach i prawdziwkach 🙂 Tylko że z 3 jajek. No i nawet cebulkę dodałam i kiełbasę… To chyba rozpusta, prawda? 😉

hegemon
Gość

Rozpusta, oczywiście, że rozpusta. Te 3 jajka może by jeszcze przeszły, ale cebula i kiełbasa, to właściwie już rozpasanie 🙂 A jajecznicy zazdroszczę, już nie mam grzybów i na razie nie mam czasu aby się wybrać w ich poszukiwaniu…

~chomikowa
Gość
~chomikowa

hegemonie, nie martw się- teraz i tak już jest resztka grzybków. Trzeba poczekać na kolejny „rzut”.

hegemon
Gość

To może jak skończy mi się szkolenie i pojadę do lasu, to trafię na kolejny rzut grzybów – wtedy nastąpi rzut Hegemona na grzyba 🙂

~chomikowa
Gość
~chomikowa

Byle nie na jednego grzyba 😉 Życzę Ci całego kosza 🙂

hegemon
Gość

Cały kosz? To musiałby ktoś taki kosz pełen grzybów zostawić w lesie, wtedy ja spokojnie mogę go zebrać 🙂

~kobieta-nie-typowa
Gość
~kobieta-nie-typowa

Uwielbiam zbierać grzyby – przyrządzać … niekoniecznie, ale jeść już tak. Zwłaszcza Sowy – tak nazywają je u nas w poznańskim, nie wiem jak w innych rejonach Polski. W panierce jak schabowy, smakują znakomicie. O kurkach i rydzach nie wspomnę – koniecznie na masełku.

hegemon
Gość

U nas też te grzyby nazywają sowami, ale częściej mówi się Kanie. I też lubię je jeść 🙂 Rydzów w okolicach nie ma wielu, ale się czasami trafiają, natomiast kurek, ku mojemu smutkowi, nie ma prawie wcale 🙁

~kobieta-nie-typowa
Gość
~kobieta-nie-typowa

Rydze i kurki w wielkiej obfitości znajdziesz na rynku, bo w lesie nie spotkałam:))) Sowy natomiast same do mnie przyszły, w ilości takiej, że obdzieliłam połowę sąsiadów:)

hegemon
Gość

Czyli sezon na kanie (sowy) rozpoczęty, muszę jechać na wieś. W tym roku tylko jedną znalazłem, więc muszę nadrobić zaległości 🙂

~pomaranczka64
Gość
~pomaranczka64

Witaj.Uwielbiam grzyby ….jeść.Niestety nie nauczyłam sie je rozpoznawać,no chyba że pieczarki i muchomory.A w lesie to musiała bym sie o nie przewrócić,żeby zobaczyć ! Na szczęście są na rynku,dalej….to już z górki bo w kuchni sie całkiem dobrze odnajduje.Nawiązując do dyktatury mamuśki,to zapraszam Tate do mnie….nic by nie robil,relax i wypoczynek gwarantowany.Bo Ja { niestety }lubie wykonywać prace sama,przekonana,że zrobie najlepiej ! Ostatnio,odnawialam wszystkie pokoje Sama.Narobilam sie na maksa….ale mam pewnośc,że jest pomalowane ,,jak należy”.Teraz,padnięta ale dumna,podziwiam własne dzielo.Za to mąż,stresuje sie -jak w serialu o Pani Bukiet-żeby nie robić bałaganu,bo wie ile wysilku włożyłam.No,ale z pracoholizmu nie leczą z… Czytaj więcej »

hegemon
Gość

Ja się dość dobrze znam na grzybach, zbieram je od wczesnego dzieciństwa, niestety, nie bardzo widzę je w lesie – inni zbierają więcej i szybciej, więc na grzyby wolę chodzić sam :-). A mój ojciec bez zajęcia, by nie wytrzymał, jest w tym podobny do Ciebie 🙂 On musi mieć pracę lub planować pracę – gotowanie, pranie, sprzątanie, drobne naprawy domowe czy większe remonty. Wtedy jest w swoim żywiole. Dobrze, że ostatnio nauczył się trochę wypoczywać i czyta bardzo dużo książek…
Gratuluję samodzielnie przeprowadzonego remontu, jest to czynność, którą zawsze odkładam na następny rok 🙂