Rzeka inna niż Wisła. Na Gwdzie z „krewnymi i znajomymi królika”

Od czasu do czasu moje kajakarskie ścieżki krzyżują się z grupą popularnie zwaną „krewni i znajomi królika”. Pływam z nimi rzadko, raz na kilka lat. Częściej nie dałbym rady, ze względu na władające grupą dwa żywioły – chaos i improwizację. Zazwyczaj takie przedsięwzięcia kończą się, zanim się zaczną. Od każdej reguły zdarzają się wyjątki, a „krewni i znajomi królika” są permanentnym wyjątkiem. Rzeka Gwda, tam brałem udział w jednym z najfajniejszych spływów… 

rzeka Gwda
Rzeka Gwda w górnym odcinku

Rzeka Gwda – opis uczestnika, opis z przewodnika

GWDA to rzeka inna niż Wisła,

nad rzeką tą stoi ów Staszic Stanisław

Podśpiewywał codziennie Michał, miłośnik wegetarianizmu, którego posiłki składały się wyłącznie z chleba obficie polanego keczupem. Jego wegetarianizm polegał na tym, że nie jadał warzyw, nie mógł znieść – jak twierdził –mordowania sałaty, szczypiorku, brokułów czy też ogórków. Niestety, nie wyjaśnił skąd zna ów tekst, może ktoś pomoże?

Gwda jest ładną rzeką i jedną z niewielu w Polsce, na której nie spotkaliśmy żadnego innego spływu. Zjawisko niesłychane w czasach, gdy wszelkie dostępne wody opanowały tłumy rodaków w kajakach, zazwyczaj pijanych rodaków…rzeka Gwda

Najładniejszy, chociaż często pomijany przez spływy, odcinek prowadzi między jeziorami Studnica a Wielimie. Rzeka jest tutaj prawie niezmieniona przez człowieka, niemal dzika. Powalone drzewa wymagają pewnej wprawy od kajakarza, przez co trasa jest ciekawsza. Potem Gwda traci dużo ze swojego pierwotnego uroku, chociaż nadal jest godna polecenia. Do pływania zniechęca ponadprzeciętna ilość elektrowni – kajaki trzeba przenosić lądem, niekiedy bardzo daleko.

Tak wygląda sucha relacja uczestnika, zupełnie inaczej Gwdę postrzegał autor przewodnika kajakowego. Barwne i soczyste opisy przyrody, mogą iść w konkury z twórczością samej Orzeszkowej.

Rzeka dziarsko unosi kajak” i płynie „uroczym zadrzewionym odcinkiem”. Lecz trzeba zachować czujność, ponieważ „kilka mocniejszych pociągnięć wiosłem i do uszu dochodzi szum kotłującej się wody”. Za chwilę oczom kajakarza ukaże się jaz „najeżony głazami” który stanowi „wyzwanie dla spragnionych emocji wodniaków”. Wreszcie kajakarz trafia na jezioro Wielimie. Bywa ono groźne ze względu na wysoką falę, „która niejednokrotnie harcowała z wodniakami, dając zatrudnienie służbom ratowniczym z pobliskiego Szczecinka”. Na szczęście na końcu jeziora jest „posadowiona piaszczysta plaża. Ładna i kusząca soczystą zielenią łączka, zachęca aby się tu zatrzymać na dłużej lub po trudach zmagań z jeziorem sporządzić skromny turystyczny posiłek”.

Matka Spływu i kocioł integrują grupę

kajaki rzeka Gwda
Rzeka Gwda

Matką Spływu bezapelacyjnie jest Usia. Bez niej nie byłoby barwnej historii „krewnych i znajomych królika”. Troszczy się o zaopatrzenie oraz organizuje wspólne posiłki dla grupy liczącej niekiedy 30 i więcej osób. Do wszystkiego podchodzi zbyt emocjonalnie i zdecydowanie nadopiekuńczo… jak to matka.

Życie towarzyskie na spływach „krewnych i znajomych królika” toczy się wokół ogniska, nad którym w ogromnym kotle gotuje się obiad lub w mniejszym garze wrze woda na herbatę. Jeden z wyznaczonych kajakarzy płynie w towarzystwie kotła. Codziennie inny, ponieważ zmiana, to podstawa funkcjonowania spływu. Również codziennie, tuż przed wypłynięciem, Usia łączy spływowiczów w pary, za każdym razem inne…

Łączenie w pary

Rzecz niespotykana na jakichkolwiek spływach, tutaj rewelacyjnie integruje brać kajakarską. Do końca nie wiadomo, kto z kim popłynie, gdyż Matka Spływu w ciągu poranka potrafi kilkakrotnie zmienić decyzję

– Przecież nie mogę posadzić pierwszaków razem – tłumaczy mi Usia – nie dadzą rady. Dlatego Zojka popłynie dzisiaj z Michałem, Edzia z Samcem Alfa, Judyta, hmmm…, z kim Judyta? Może z Moniką?

Po 15 minutach okazuje się, że jednak Michał płynie z Anią, Zojka z Klamką, a Judyta? No właśnie z kim płynie Judyta? Może z Waldim? Do tego podziału też nie należy się przywiązywać i tak ostateczna decyzja zapadnie dopiero tuż przed spuszczeniem kajaków na wodę.

rzeka Gwda
Na Gwdzie

Jezioro Wielimie – nieudane „Neronienie”

Aby spływ można było uznać za udany, musi zawierać jeden dzień „Neronienia”. Dzień, podczas którego się nie płynie, tylko leży leniwie przed namiotem, ucztując niczym cesarz Neron. Taki dzień był zaplanowany nad jeziorem Wielimie. Gdy dopłynęliśmy, okazało się, że wprawdzie piaszczysta plaża wyglądała zachęcająco, jednak woda swoim wyglądem i zapachem odstraszała. Na dodatek zza pobliskich krzaków dobiegały okrzyki zwiastujące stan znacznej nietrzeźwości właścicieli głosów oraz ryczące disco polo dobywające się z głośnika o znacznej ilości watów. Całość pejzażu dopełniał tłum kłębiący się przy niedalekim pomoście. Głośny, niezbyt trzeźwy i używający słownictwa. Nie była to recytacja poezji Szymborskiej czy Miłosza.

Rzeka Gwda - na biwaku
Na biwaku

Nie mieliśmy wyjścia, jedną noc musieliśmy spędzić w tych niepięknych okolicznościach przyrody. Na szczęście zdecydowana większość plażowiczów zbierała się na noc do domów, pozostali tylko nieliczni. I dwóch przedstawicieli nielicznych po zmroku zajechało samochodem pod nasze namioty:

– Przepraszam bardzo, ale czy możecie nam pożyszyszyć kajaka? – rozległo się mocno bełkotliwe zapytanie od strony kierowcy.

– Zapłaszimy za to – dodał jego towarzysz, samym oddechem upijając wszystkie komary w okolicy.

– My sami pożyczyliśmy i nie możemy pożyczać dalej – odparła Usia

– Ale tylko na chwyleszkę…

– Zapłaszymy wam – nie ustępowali

– Naprawdę nie możemy! – cierpliwie tłumaczyła Usia.

– A może wiecie, gdże tu moszna pożyszyć kajaki?

– Niedaleko stąd widzieliśmy wypożyczalnię…

– Niedaleko, to znaszy gdże?

– Kilometr, najwyżej dwa…

– Ale czeba wyjeszczać na główną?

– Trzeba

– A to nie, nie, nie.

– Może jednak poszyszycie? Tylko na godżinkę?

– Naprawdę nie możemy.

– Ale my obieczujemy, sze oddamy. Moszecie popłynącz z nami.

Jeszcze przez jakiś czas namawiali, ale pozostaliśmy nieugięci. Więc się grzecznie pożegnali i odjechali nie czyniąc żadnych szkód po drodze.

Nadawanie pseudonimów

Matka Spływu nie tylko karmi swoich podopiecznych, łączy w pary, ale też nadaje ksywki. Bardzo adekwatne ksywki. Marcin, nasz kolega z Irlandii, został nazwany Wielebną Palmą. Rzeczywiście z wyglądu przypomina wielebnego, ale dlaczego Palma? Podobno jeden z uczestników obserwując wysoce oryginalne zachowanie Marcina (na spływach „krewnych i znajomych królika”, ciężko spotkać ludzi nie oryginalnych) ze zdumieniem w oczach zapytał Usię:

– Skąd ty taką palmę wytrzasnęłaś?!!

na kajaku
Rzeka Gwda, jedna z licznych zapór

Dzięki Usi zostałem Hegemonem, czyli tym, który sprawia, że spływ płynie także do przodu, a nie wyłącznie do barów i sklepów.

Podgaje sprzed lat

Gdy w grupie zapanowała czarna rozpacz po nieudanym „neronieniu”, pocieszałem, że za dwa dni dotrzemy na piękny biwak nad jeziorem Podgaje. Zapamiętałem to miejsce sprzed kilkunastu lat, jako najładniejsze na cały szlaku Gwdy oraz z powodu… surrealistycznej instalacji. Z połączenia dwóch namiotów powstała konstrukcja, której nie powstydziłby się ani Salvadore Dali, ani Władysław Hasior. Owo dzieło sztuki zasiedlała czwórka nastolatków. Dwaj chłopcy zajmowali się podglądaniem dziewcząt, niesłychanie ekscytując się tym, co udało im się podpatrzeć:

– Ty, cycka widziałem, naprawdę cycka widziałem! – przez pół dnia gorączkował się jeden z nich

Całe towarzystwo krótko przy pysku trzymało hoże i potężne dziewczę, które niczym Jagienka z Krzyżaków, tyłkiem mogło tłuc orzechy. Wydawała reszcie krótkie, acz treściwe polecenia:

– Kto nie przyniesie wody, ten nie żre obiadu!

Polecenia, niczym rozkazy, były spełniane bez szemrania i od ręki

„Neronienie” na Podgajach

Gdy dopłynęliśmy, okazało się, że zarówno po surrealistycznym namiocie, jak i polu biwakowym pozostało jedynie wspomnienie. Zostaliśmy też poinformowani, że leśniczy bywa tutaj codziennie i tym mniej zorientowanym, co odważą się postawić namiot, z lubością serwuje mandaty. Takie typowo polskie podejście – zlikwidować coś sensownego, by potem móc się wyżyć w karaniu.Podgaje

Uratowała nas kierowniczka pobliskiej stanicy harcerskiej, pozwalając nie tylko na rozbicie namiotów i rozpalenie ogniska, ale także na korzystanie z pryszniców z ciepłą wodą. Już na samym początku nasze dziewczęta zaprzyjaźniły się z dwoma młodymi intendentami ze stanicy. Oni podrzucili je samochodem do sklepu, one ich zaprosiły do nas na ognisko. Chłopcy zapewne mieli nadzieję na coś więcej, niż zwykłą wymianę uprzejmości, składali propozycje wieczornego spaceru na pomost nad jeziorem i oglądanie gwiazd. Potem miał być wieczór przy świecach w lokalnej kotłowni. Dziewczęta nie wykazały entuzjazmu…

Z intendentami na ognisko przybył miejscowy ratownik. Człowiek, który lubił się przechwalać. Wdzięcznego słuchacza znalazł w osobie Usi, która z przerażeniem chłonęła historie o trudach i niebezpieczeństwach, jakie czyhają na kajakarzy na dalszym odcinku Gwdy, a w szczególności na jeziorze Jastrowie. Ratownik malowniczo opisał straszliwe wiatry, które potrafią nierozważnych śmiałków zapędzić nie tam gdzie chcą płynąć, a niektórych nawet potopić. Pochwalił się bohaterską walką, jaką stoczył z falami, wiatrem i niefrasobliwością towarzyszy, których przemokniętych i przerażonych musiał szukać po całym zalewie. Jego historia kończyła się happy endem, ale, jak ostrzegał, nie zawsze tak się zdarza.

most Jastrowie
Rzeka Gwda. Wysadzony w 1945 roku most kolejowy w Jastrowiu

Królowa dramatów

Opowieści o wichurach i burzach budzą atawistyczne lęki Matki Spływu, zwanej też nie bez przyczyny Królową Dramatu. Nieustannie obawia się najgorszego, zamartwia się na zapas. Scenariusze możliwych tragedii tworzy z rozmachem godnym pióra Szekspira. Gdyby wielki dramaturg spotkał Usię, najprawdopodobniej błagałby o korepetycje. Obudzić strach w Usi jest niezwykle prosto, uspokoić ją, prawie niemożliwe.

– Wiecie co pan powiedział! – relacjonowała z przejęciem po powrocie z pobliskiego sklepu – Musimy niesamowicie uważać, bo na tym jeziorze mogą się trafić straszne wiatry. Wtedy nie wolno na nic się oglądać, tylko uciekać do brzegu, bo inaczej się potopimy!

Następnie z rozwianym włosem biegła nad brzeg, by wypatrywać zagrożenia na błękitnym niebie.

– Hegemonie, nie wydaje ci się, że te chmury nad jeziorem są jakieś duże? Przedtem były chyba mniejsze? Może to niebezpiecznie wypływać?

Nie czekając na odpowiedź wróciła na swoje stanowisko obserwacyjne.

rzeka Gwda
Rzeka Gwda w górnym odcinku

– Tomi! – po 15 minutach usłyszałem, jak nagabuje kolejnego uczestnika spływu – Nie sądzisz, że te chmury są bardzo groźne? Strasznie się boję, że przyjdzie ta wielka fala i wszyscy się potopimy!

Szczęśliwe zakończenie

Nie potopiliśmy się, żadna burza nikomu nie zagroziła. Szkoda tylko było wracać do domów…

64
Dodaj komentarz

avatar
20 Comment threads
44 Thread replies
5 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
MaciejrademacheramakrelaAgnieszkaOla Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
consek
Gość

A -ha! To dlatego zowiesz się Hegemonem. A o takich wyprawach, mogłabym czytać i czytać, bo bardzo spójnie, a zarazem ciekawie je relacjonujesz.

madamme
Gość
madamme

Wielebna Palma… Padłam :))))))
Podejrzewam, że jako osoba bardo konkretna i zorganizowana czułabym się z tą grupą…świetnie 🙂 Fajna historyjka, świetne zdjęcia 🙂

Królowa Karo
Gość

Tak się wciągnęłam w tę historię, że żałuję, że się tak nagle skończyła… poproszę dalszy odcinek 🙂 Jak to z tą wielką wodą było 🙂

teresa
Gość
teresa

Fajnie, że wszystko dobrze się skończyło. „Wielebna Palma” bardzo mnie się podoba.
Jak ja rozumiem Usię. 😉 . 🙂 .
Dawno nie czytałam tak wciągających tekstów. Jak coś dobre, to i dłuższe nie przeszkadza, to tak w nawiązaniu…. 🙂 . Pozdrawiam Hegemonie. 🙂 .

jotka
Gość

Postawiłam sobie jedynkę z geografii, bo ani o rzece, ani o wymienionych przez Ciebie jeziorach nie słyszałam.
Z Twoich opowieści wyłania sie obraz uciesznego podróżowania, niczym Podróż za jeden uśmiech- gotowy scenariusz po prostu. A pseudonimy- rewelacja:-)

oto ja
Gość

Kajaki to nie moja bajka i raczej wiedzy na ten temat nie posiadam – z zaciekawieniem przeczytałam więc Twój tekst. Jak piszesz towarzystwo prima sort i musi być na Waszych spływach świetna atmosfera. Dzięki za interesujący wpis. Pozdrawiam 😉

Anna
Gość

Hehehe, jakbym czytała o spływach moich za młodu:):). Bo teraz jakoś nie… i Gwdy nie znam zupełnie. A chaosu na takich wyprawach nie znoszę – pewna spontanicznośc tak, ale nie chaos, to mi przeszkadza i robię sie złosliwa albo marudna, Albo jedno i drugie:).
No i wiadomo, dlaczego Hegemon:)

boja
Gość

Wstydź się Hegemonie! Zanim trafiłem na Twój blog, turystyka kompletnie mnie nie interesowała… A teraz zaczynam myśleć o jakichś spływach, wędrówkach, rajdach… Jeszcze trochę i faktycznie ruszysz mnie z fotela!

Stokrotka
Gość
Stokrotka

Jaki Hegemon tacy i” krewni i znajomi Królika”.
Udani pod każdym względem.
🙂

elzbieta
Gość

Pięknie i malowniczo opowiedziałeś o naszej rzece Gwdzie i wyprawie kajakowej. Z moich obserwacji i Twojego tekstu wynika jednoznacznie, że kajakarstwo staje się popularną formą wypoczynku. Moje dzieci, tego lata, były kilka razy na zorganizowanych spływach kajakowych, przeznaczonych dla początkujących. Syn uczestniczył w tego typu wyprawach dwa razy, w ramach integracji zawodowej, Jest zupełnym laikiem w tej dziedzinie, podobnie jak koleżanka, z którą tworzył dwójkę. Umęczyli się i jako ostatni dopłynęli do celu. Tak nie powinno być. W parze kajakarskiej musi być jeden znający się na sztuce pływania kajakiem, a drugi powinien działać zgodnie z jego wskazówkami. Wtedy jest szansa… Czytaj więcej »

Ultra
Gość
Ultra

Fantastyczny ten świat wodniaków. Jesteś bystrym obserwatorem i dlatego tak dobrze się czyta te opisy wypraw. Czekam na dalsze, a zdjęcia artystyczne.
Serdeczności.

Dreptak
Gość
Dreptak

Ładnie to tak przerywać opowiadanie w połowie??? 🙂
Nie było za długie, raczej za krótkie! 🙂

KrysPil
Gość
KrysPil

Jaka wesoła wyprawa i doskonała opowieść:) Ja tekst „GWDA to rzeka inna niż Wisła…” znam z płyty „Piła tango” zespołu Strachy na Lachy.

Dama Kameliowa
Gość
Dama Kameliowa

Ciekawa relacja. Atmosfera jak to na spływach – „herszt” wyznacza ogólny klimat 🙂 Skoro co jakiś czas spływasz, pomyśl o Drawie – tam jest pięknie i wciąż dziko.

Magda
Gość

Uwielbiam czytać blyskotliwe, inteligentne i zabawne opowieści. Ten, który niniejszym przeczytałam taki właśnie jest, do tego jest dowodem na to, że opisywanie wojazy po Polsce wymaga szczegolnego rodzaju wrażliwości – i wyobraźni przy okazji 😉 zostaję Twoją fanką!

Karolina : )
Gość

W sumie to kajakiem płynęłam raz i to po jeziorze 😀 ale z chęcią wybrałabym się kiedyś na taką wyprawę 😀 mogło to by być ciekawe doświadczenie 😀

WolnymKrokiem
Gość

Chciałabym wybrać się kiedyś na spływ – ale tak jak już kiedyś pisałam, najchętniej tylko we dwójkę. Co do leśniczego, który daje mandaty. On na pewno nie robi tego dla przyjemności, tylko on służy państwu polskiemu, by zapobiegać wandalizmu i całemu złu 🙂

Ola
Gość

Wspaniale to wszystko opisałeś! A ja właśnie przed chwilką wróciłam ze spływu. Wprawdzie był to spływik krótki, bo ok. 3,5 h i do tego pontonowy, ale również z przygodami godnymi opisania oraz moim spektakularnym wrąbaniem się do rzeki (bo to nie było wpadnięcie, to było „wrąbanie się”, a powód też niebanalny). No i obowiązkowy grill po osiągnięciu mety. Pływaliśmy Przełomem Bardzkim, już kolejny raz. Czuję, że byłoby coś dobrze zmienić, więc na pewno zainteresuję się okolicami, które opisałeś. Nigdy nie byłam na spływie kilkudniowym. Może nadszedł czas?

makrela
Gość

podoba mi się idea „neronienia”. można byłoby ją rozpropagować 😉

rademachera
Gość

Gwda… Moja ukochana rzeka. Uwielbiam poranki w ciszy i mgle. Tylko ja, Gwda i wędka… No i oczywiście rybiska, wredna wydra która złośliwie płoszy mi zdobycz, rodzina bobrów pracowicie ryjąca nory w skarpie i piżmaki czeszące futerka pół metra od mojej stopy.
Nie muszę chyba zaznaczać że jako wędkarz nie darzę sympatią kajakarzy 😉

Maciej
Gość
Maciej

No tak i wszystko jasne 😉