Dar opowiadania Króla Juliana

Dym wił się wokół osmalonego kotła, drewno na ognisko nie zdążyło przeschnąć po wczorajszej ulewie. Spod pokrywy gara nieśmiało wydobywały się smużki pary, z każdą minutą coraz wyraźniejsze, coraz obfitsze. Wraz z nimi zaczął rozchodzić się zapach. Najpierw dotarł do najbliższych namiotów, wkrótce cała polana była w jego władaniu. Zapach ściągał do ogniska każdego bez wyjątku, nie trzeba było wołać, zapraszać. Nie na darmo tego, który potrafił wyczarować tak aromatyczny posiłek, nazwano Królem Julianem. Drugim niewątpliwym talentem, jak posiadł, był dar opowiadania. Gotował raz dziennie, opowiadał bez przerwy.

dar opowiadania
Na biwaku

Dar opowiadania objawia się po raz pierwszy

Pochmurna i lekko dżdżysta pogoda pierwszego spływowego poranka nie zachęcała do wyjścia z namiotu, tym bardziej do kąpieli w zimnym nurcie rzeki. Jednak kilka osób stwierdziło, że higiena jest ważniejsza, niż brak komfortu termicznego. Te zmagania z brudem obserwował z brzegu Król Julian dobrotliwie się przy tym się uśmiechając. Obserwował i komentował:

– Mnie na wyjazd na spływ namówił mój syn Dzidek. Długo się wahałem, ale przekonał mnie ostatecznie solennie zapewniając, że nie trzeba się tutaj ani myć, ani golić. Gdy się pakowałem i chciałem zabrać kilka koszulek stwierdził: „Tata, po co bierzesz te koszulki, przecież tam nikt nie zmienia ubrania, wszyscy chodzą w jednym przez cały spływ, chcesz się wyróżniać?” Tym zdaniem rozwiał wszelkie moje wątpliwości. Ledwo przyjechałem, a tu widzę, że mój syn minął się z prawdą. Wszyscy się kąpią i myją, a mój kuzyn Adaś nawet się ogolił. Rozumiem Adasia, chłop był swego czasu w wojsku, to mu nawyk codziennego golenia na starość pozostał. Jednak wkrótce nad brzeg przybiega młode dziewczę i też się zaczyna golić. Zwątpiłem zupełnie w idee tego spływu!na spływie

Miłość do Tatr – dar opowiadania ujawnia się po raz drugi…

Król Julian na co dzień pracuje jako lekarz. Zatrudniony jest w dwóch miejscach, jak to u lekarzy jest we zwyczaju. Każde miejsce pracy jest w innym mieście. Niby nic nadzwyczajnego, lecz jednym miastem jest Szczecin, a drugim… Zakopane. Odległość znaczna. Julek daje radę, nie na darmo jest królem. Mimo, że na stałe mieszka w Szczecinie, to jednak stolica Tatr jest bliższa jego sercu.

– Bardzo lubię wycieczki górskie. Oczywiście nie chodzę po nie wiem jak wysokich szczytach, zdecydowanie wybieram te mniejsze. Tak prawdę mówiąc, to zawsze jest to Gubałówka. Za każdym razem monitoruję czas wejścia. Jeżeli uda mi się tego dokonać poniżej 30 minut, to na górze wypijam dwa piwa. Jeżeli powyżej pół godziny, to piję tylko jedno. Ale raz zdarzyło mi się wejść dokładnie w 30 minut. Siedzę na górze i się zastanawiam ile piw mogę wypić w tym wypadku – jedno, czy też dwa? I z powodu tych rozterek, zanim się obejrzałem, to machnąłem trzy piwa. Z Gubałówki już nie schodzę tylko zjeżdżam kolejką. Ma to swoje uzasadnienie w prawach fizyki. Wchodząc na górę naładowuję się pozytywną energią. Jeżeli teraz bym zaczął schodzić, to bym się rozładował. To proste. Dlatego zawsze korzystam z kolejki.

Swoją miłością do Tatr Król Julian chciał się podzielić z innymi uczestnikami spływu.

– Wiecie, wy mnie zaprosiliście na spływ, a ja w ramach rewanżu zaproszę was do Zakopanego. Nie będziemy oczywiście chodzić po jakiś wysokich górach, będzie to złaz z Gubałówki. Ja mam swoje kontakty, załatwi się jakąś bezpośrednią relację w TVN i w radiu Zet. Co prawda Gubałówka nie jest dużą górą, a taki złaz powinien trwać cały dzień, więc byśmy wyznaczyli specjalną trasę, na której co jakiś czas zostałby umieszczone przeróżne przeszkody. W określonych miejscach stałyby stoły z oscypkami, kiełbasą i gorzałką. Złaz wygrałaby ta osoba, która o własnych siłach dotarłaby do mety.na biwaku

Dar opowiadania – wątek medyczny

W opowiadaniach Króla Juliana oczywiście nie mogło zabraknąć wątku medycznego.

– Mamy zgłoszenie śmiertelnego wypadku. Przyjeżdżamy na miejsce i znajdujemy gościa bez głowy. Co się okazało. Dwóch meneli założyło się między sobą, stawką było, jakżeby inaczej, wino. Pili już jakiś czas, gdy jeden powiedział do drugiego: „Słuchaj nie odważyłbyś się mnie zabić!”. Drugi się zaperzył, jak to, on się nie odważy?! Trochę się posprzeczali, wreszcie postanowili się założyć. Pierwszy położył głowę na pieńku, a ten drugi niewiele myśląc złapał za siekierkę i kompanowi głowę odrąbał. Gdy przyjechało pogotowie i policja, to on nawet nie próbował się wykręcać, do wszystkiego się przyznał, ale był wściekły, strasznie wściekły na swojego nieżyjącego kumpla. Jak to może być, że on wygrał zakład, a gdzie jest to obiecane wino?!

Szwagrówka i łokieć

Po autorskich obiadach Króla Juliana, Kuzyn Adaś częstuje nalewką domowej roboty. Na poprawę trawienia. Bardzo zacny trunek okraszony opowieścią Julka.

ognisko
krol Julian opowiada. Splyw na Litwie
fot.: Dawid Lasocinski

–  To jest wódka, którą w naszej rodzinie zwiemy „Szwagrówka”. Jej nazwa wywodzi się od dwóch szwagrów, czyli dwóch ojców – mojego i Adasia. Spotykali się zazwyczaj w naszym starym, rodzinnym wiejskim domu. Siadali na werandzie i tam pili. Kiedyś zasiedzieli się przy „Szawgrówce” do bardzo, bardzo późnej nocy. W końcu zgłodnieli. Udali się więc zgodnie do kuchni, aby głód jakimś posiłkiem ułagodzić. Zaglądają do garnków i w jednym z nich odkryli rosołek, co został się jeszcze z obiadu. Niewiele myśląc, szybko podgrzali zupę i wrąbali niemalże cały gar rosołu. Zapewne zjedli by i resztę, gdyby na dnie naczynia nie natknęli się na ścierkę. Rano zrobili straszliwą awanturę, jak można wrzucać ścierki do garnka z dobrym rosołkiem! Wtedy też zostali uświadomieni, że rosół został skonsumowany na obiad, a to czym się pożywiali w nocy, to była woda, którą zalano gar po zupie, aby rano łatwiej go można było umyć.

Julek wybierając się na spływ nie był pewien, czy będzie w stanie wiosłować. Miał duże problemy ze stawem łokciowym. Codziennie rano zakładał opatrunek uciskowy, a wieczorami jęczał z bólu. Aż nadszedł trzeci dzień spływu, w którym Król Julian i Kuzyn Adaś znaleźli się w jednym kajaku. Obaj posiadali talenty rozliczne, lecz żaden z nich nie dotyczył umiejętności sterowania kajakiem. Nie upłynęli wielu kilometrów, gdy niewinna, zdawałoby się gałąź, stała się sprawcą wielce spektakularnej wywrotki. Wieczorem przy ognisku, Julek barwnie zrelacjonował przebieg wypadku:

– Okulary utopione, szczęka prawie złamana, gdy dostałem tą gałęzią centralnie po pysku, cały jestem podrapany, posiniaczony i przemoczony, ale łokieć jak ta lala!

Od tej pory, jeżeli komuś na spływie przytrafiło się większe lub mniejsze nieszczęście, wywrotka, użądlenie, oparzenie lub przeziębienie, to skargi delikwenta kwitowane były krótko:

– Ale łokieć, jak ta lala?!

na spływie kajakowym
na spływie kajakowym

28
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
18 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
AniaHegemonjoujou~Mona Lisa~Małgorzatka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
~frytka
Gość

świetnie jest mieć w towarzystwie taką osobę, która ma tyle zabawnych historyjek do opowiedzenia, a przede wszystkim, ma do siebie dystans … też potrafię się tak czasami rozkręcić… 🙂
wszystkie historyjki super, choć ta z rosołkiem wywołała u mnie jakieś takie niepożądane skurcze żołądka 🙂
i ciekawa jestem, co na widok podrapanej i posiniaczonej twarzy powie jego druga połówka oraz współpracownicy i pacjenci … 🙂
witam pogodnie …

hegemon
Gość

Też tak potrafisz się rozkręcić? To muszę posłuchać, potem nie będę miał problemów z weną na blogu :-). Król Julian jest człowiekiem urazowym i jedna gałąź na spływie, to naprawdę mała szkoda 🙂

~frytka
Gość

ha ha ha, to jego otoczenie już się do takich wypadków przyzwyczaiło?….
miałabym być bohaterką Twoich wpisów?…. no nie wiem, czy jestem na taką popularność gotowa… 🙂

hegemon
Gość

Jego otoczenie zna go od wielu, wielu lat 🙂 Dlaczego masz nie być gotowa na popularność, przecież planowałaś zostać celebrytką, czy też inną blogerką modową 🙂

~frytka
Gość

i tu mnie masz…. 🙂 🙂 🙂
chociaż, patrząc na to z drugiej strony, tfurczość (nie poprawiać…) modowa skierowana jest do specjalnego targetu, a u Ciebie jednak poważniejszy odbiorca się pojawia (choć brońbuk, nie chcę powiedzieć, że się modą ten odbiorca nie interesuje..) … 🙂

hegemon
Gość

Sama widzisz, że każdy się interesuje modą 🙂

joujou
Gość
joujou

Popłakałam się ze śmiechu 🙂 „Szwagrówkę” zapożyczam.
Dzięki za tę historyjkę i zaczynam czekać na Twoją książkę 🙂

~Karolina
Gość
~Karolina

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa, najbardziej podoba mi się wątek z wchodzeniem na Gubałówkę i naładowywaniem się w ten sposób energią, której w żadnym razie nie można się pozbyć, opuszczając rzeczoną górę :):):):) Boskie :):):):)
A kiedy na rowery?

hegemon
Gość

Nie tylko Boskie, ale jakże proste i logiczne 🙂 A na rowery już w przyszłym tygodniu 🙂

~Pani S.
Gość
~Pani S.

Historia rosołowa przydarzyła się także mojemu wujkowi. Tylko on zrobił ciotce awanturę, że nie dogotowała makaronu i nie mógł pogryźć (w rzeczywistości miętolił jakąś gazę, która robiła za zmywak). 🙂

hegemon
Gość

A ja myślałem, że taką niepowtarzalną historię opowiem…:-(. Po zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że coś takiego w stanie upojenia może się zdarzać dość powszechnie…

~mała-myśl
Gość

Lubię takich ludzi, którzy zawsze mają w zanadrzu jakieś ciekawe opowiadanie, historię do podzielenia się z innymi 😉

hegemon
Gość

Masz rację, ja nawet 1/3 opowieści Króla Juliana nie zapisałem 🙁 Ale nie da się jednocześnie słuchać, zapisywać i płynąć kajakiem 🙂

nemezis
Gość

Ja myślę, Hegemonie, że podziwiasz Króla Juliana 😉
Tylko osoby godne podziwu lub…wzgardy (paradoks, prawda?) wywołują w nas emocje i chęć opowiadania o nich.
Zawsze miałam słabość do inteligentnych, wysportowanych mężczyzn. Dlatego podejrzewam, że KJ także wzbudziłby we mnie pozytywne myśli 😉

hegemon
Gość

Tak, podziwiam go, lubię ludzi, którzy potrafią świetnie opowiadać. Czy jest człowiekiem wysportowanym…? W pewnym sensie można tak go nazwać, ale tylko w pewnym sensie 🙂

~uglywriter
Gość

Mam w rodzinie marynarza, który też potrafi opowiadać historie:) Taki Król Julian zawsze mile widziany na wyprawie małej i dużej.

hegemon
Gość

Jest na pewno postacią barwną :-). I trochę przypomina marynarza, szczególnie pod względem tego ile może wypić 🙂

ineczka
Gość

tacy ludzie potrafią ubarwić każdy wyjazd, wypad i ognisko 🙂 słuchać ich można w nieskończoność…

hegemon
Gość

To prawda, nawet połowy jego opowieści nie spamiętałem, nie zdążyłem z notowaniem 🙂

~Małgorzatka
Gość

Król Julian to ciekawa postać! Dobrze mieć w swoim otoczeniu tak barwne indywidualności.

A Ty, Hegemonie, masz prawdziwy talent literacki – o czym świadczy język i styl nie tylko tego wpisu 🙂 Że o zdjęciach nie wspomnę…

Dobrej nocy!

hegemon
Gość

Małgorzatko, dzięki za tyle miłych słów w jednym tylko komentarzu :-). Umiesz człowieka zmotywować do pisania 🙂

~Małgorzatka
Gość

Hahhahaa… no miło mi, że Ci miło 🙂

A najfajniejsze jest to, że to co skomplementowałam – to wszystko prawda! 😀

Pozdrawiam!

hegemon
Gość

Lubię Twoje komentarze, niezmiennie podnoszą morale 🙂 🙂

~Mona Lisa
Gość
~Mona Lisa

Małgorzatka słusznie prawi, masz Hegemonie talent 🙂 . „Ale łokieć jak ta lala” – tak, czy inaczej jest pozytywnie 🙂 . Pozdrawiam.

hegemon
Gość

No to teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko pęc z dumy, bo nic innego mi nie przychodzi na myśl 🙂

Ania
Gość

Wczoraj przeczytalam tu o tym jak se pijani goscie dla zakladu glowe odrabali i nie moge przestac o tym myslec.