Co może popsuć wyjazd? Podróż bez happy endu

Podróże są piękne i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Jednak nie każdy wyjazd jest udany, zdarzają się i takie, które zamiast radości przynoszą smutek i rozczarowanie.

Do wyjazdów zazwyczaj przygotowuję się starannie. Dokładnie wybieram miejsca noclegowe, wcześniej opracowuję warianty tras, robię szczegółowy spis rzeczy do zabrania, których zawsze potem targam zbyt wiele, bo wszystko może się przydać.

zmiana dętki
W podróży najczęściej naprawiam rower…

Jednak w najlepiej zaplanowanej podróży, zawsze coś może pójść nie tak. Co może popsuć wyjazd? W moim osobistym rankingu na pierwszym miejscu znajduje się: 

Popsuty samochód

Lęk ten siedzi gdzieś głęboko we mnie, pojawia się już na etapie planowania i nie odpuszcza, aż do momentu wyjazdu. A to czego nadmiernie się obawiasz, ma tendencję, by stawać się rzeczywistością.

Wyprawa na Kurpie była tego wręcz modelowym przykładem (przeczytaj artykuł o Kurpiach). Niemal dojechałem do celu. Na jednym z ostatnich postojów samochód odmówił współpracy. Nie pomagało zarówno wielokrotne przekręcanie kluczyka w stacyjce, jak i zaklęcia, groźby oraz bezsilne walenie pięściami po kierownicy. Pomógł telefon do przyjaciela i młotek, który na szczęście woziłem w bagażniku. Tak, w starszych samochodach, tych wyprodukowanych pod koniec lat 90. XX w., problemy z zapłonem można było rozwiązać stukając młotkiem w konkretne miejsce. Przyjaciel poinstruował mnie, gdzie to „konkretne miejsce” się znajduje. Przez trzy dni zjeździłem Kurpie wzdłuż i wszerz. Był to jeden z bardziej udanych wyjazdów, chociaż każde ruszenie z postoju wymagało wczołgania się pod maskę i energicznego stukania młotkiem. Zazwyczaj samochód zapalał za pierwszym uderzeniem, niekiedy operację trzeba było powtórzyć kilkukrotnie.

Ta i inne awarie utwierdziły mnie w przekonaniu, że zawsze sobie jakoś poradzę, a przy okazji spotkam życzliwych ludzi, którzy chętnie pośpieszą z pomocą.

Co może popsuć wyjazd
Co może popsuć wyjazd? Popsuty samochód

Co może popsuć wyjazd w sposób ostateczny?

Jednak życie nie zawsze jest sprawiedliwe i nie zawsze pozwala szczęśliwie wywinąć się z kłopotów. Niekiedy trzeba pogodzić się z porażką. W tym roku zaplanowałem wyjazd narciarski. Cieszyłem się, że po kilku latach kłopotów finansowych, wreszcie odbiłem się od dna i stać mnie, aby pojechać zimą w góry.

Wszystko już miałem spakowane, ubezpieczenie wykupione, a noclegi zamówione. Dokładnie dzień przed wyjazdem, samochód rozkraczył się na podwórzu. Szukałem jeszcze alternatywnych środków transportu, ale gdy mechanik podał cenę naprawy, wiedziałem, że już nigdzie nie pojadę.

Spotkałem się z życzliwością wielu osób, które chciały mi pomóc, jednak doprowadzenie auta do stanu używalności, zjadło nie tylko pieniądze przeznaczone na wyjazd, ale też wpędziło w poważne długi.

Zazwyczaj w każdym niepowodzeniu staram się dostrzec też dobre strony, tym razem nie potrafiłem ich znaleźć…

Niewłaściwy wybór drogi

Kto widział zamek Orawski na Słowacji, ten wie, że jest warty zwiedzenia. Rodzice, których tam zawiozłem, byli zachwyceni. Z tej ogólnej radości zrodził się pomysł powrotu nie głównymi, lecz bocznymi trasami.

Zamek Orawski
Zamek Orawski. Powrót był niezapomnianą przygodą

Mama była oczarowana krajobrazami, jakie mogła oglądać zza szyb nieśpiesznie jadącego auta. Co rusz wydawała pełne entuzjazmu okrzyki.

  • – Jak tu pięknie, jakie fantastyczne widoki!
  • – Patrzcie, jakie urocze domki są w tej wsi!
  • – Och, a te skały po prawej są wręcz fascynujące!
  • – I całe szczęście, że nie ma tutaj tych potworów, tych tirów!

Gdy poziom radości mamy wzrastał, mój systematycznie się obniżał. Początkowo przyzwoita szosa z każdym przejechanym kilometrem traciła na przyzwoitości. Przybywało dziur, ostrych zakrętów, zrobiło się niebezpiecznie wąsko. Wreszcie szosa urwała się w jakiejś niewielkiej miejscowości, wobec której z powodzeniem można było użyć określenia „zabita dechami”. Ta wioska była wyjątkowo szczelnie zabita…

Sympatyczny góral wskazał mi drogę prowadzącą na Liptowski Mikulasz. Gdy się na owej „szosie” znalazłem, zacząłem tęsknić za dziurawym i zbyt wąskim asfaltem, którym dotąd jechałem. Pod kołami samochodu miałem coś pośredniego między ścieżką, a polnym traktem. Krajobraz wokół przypominał Dolinę Kościeliską w jej najwęższym miejscu. Z jednej strony leżały zwalone pnie ściętych drzew, a z drugiej wesoło pluskał strumyk. Nie miałem żadnej możliwości manewru, gdyby z drugiej strony nadjechał jakiś samochód, lub któryś ze zwalonych pni zagrodził mi drogę. Głośno wyraziłem swoje obawy.

  • – Nie ma się co nad tym teraz zastanawiać – kategorycznie uciął rozmowę tata – Jak się pojawi problem, to pomyślimy nad rozwiązaniem!

Mama próbowała dodać mi otuchy w inny sposób:

  • – Może droga nie jest najlepsza, ale widoki są naprawdę piękne, gdybyśmy tu nie pojechali, to nigdy byśmy tej ślicznej doliny nie zobaczyli!

Być może dolina była śliczna, lecz mnie w tym momencie wydawała się przede wszystkim niebezpieczna i marzyłem o tym, żeby jak najszybciej się z niej wydostać. Po powrocie mama się przyznała, że i ją ta droga przerażała, a zwrócenie uwagi na piękno krajobrazu, miało mi pomóc nie zamartwiać się sytuacją.

Wydawało się, że jedziemy strasznie długo, wokół była tylko pustka, potok i ścięte konary drzew. Wreszcie gdzieś na horyzoncie pojawiły się pierwsze zabudowania i po chwili dotarliśmy do małego przysiółka. Przygoda ta nauczyła mnie, że na Słowacji gorsze drogi, są naprawdę złymi drogami i bez wyraźnej potrzeby lepiej się w nie zapuszczać.

co może popsuć wyjazd - kiepskie drogi
Co może popsuć wyjazd? Niekiedy kiepskie drogi

Zły wybór noclegu

Dla niektórych nocle nie ma znaczenia. Mogą spać gdziekolwiek, byleby znaleźć się w miejscu, który sobie wymarzyli. Dla mnie dobry nocleg jest warunkiem udanego wyjazdu. Dobry, nie znaczy luksusowy. Luksus mnie krępuje i onieśmiela. Szukam klimatycznych domów, w przyjaznym otoczeniu. Z luksusów potrzebuję dostępu do łazienki, która nie musi być w pokoju. Zależy mi też na przestrzeni mieszkalnej, w której można oddychać. Nie czuję się szczęśliwy na kwaterach, w których specjalizują się polscy górale, oferujący turystom powierzchnię nie większą, niż przeciętna kuchnia w bloku.

agroturystyka
Wybór noclegu w gospodarstwie agroturystycznym bywa loterią…

Jeden z najgorszych noclegów zarezerwował na Jurze Kuzyn Tomuś. Przez całą drogę opowiadał, jakie luksusy czekają na nas na miejscu. I czekały. Tylko nie luksusy, ale ich absolutne przeciwieństwo.

Zmarznięci, zmęczeni i przemoczeni nieustannie padającym deszczem, z utęsknieniem czekaliśmy momentu, gdy znajdziemy się na miejscu. Tomuś odebrał klucz na recepcji i podążyliśmy w kierunku wskazanego domku. Zgrzyt klucza w zamku, zapalenie światła i…. osłupiali stanęliśmy w progu. Osłupiali ze zgrozy. Nigdy nie nocowałem w takich warunkach, chociaż zdarzały się spartańskie kwatery.

Domek był skonstruowany z płyt paździerzowych, które po namoknięciu wydzielały upiorny zapach. A cały dzień solidnie lało, więc odór miał dość czasu, by nabrać odpowiedniej konsystencji i gęstości. Obłażąca ze ścian farba sprawiała wrażenie, jakby domek cierpiał na zaawansowaną łuszczycę. Opiewane przez Tomusia pokoje okazały się być zwykłymi wnękami, w których stały dwa meble imitujące łóżka. Imitacja ta była wyjątkowo niedoskonała. Zwykłe skrzynie o długości 1,70 m. obite dermą, swoją konstrukcją przypominały ławki z pociągów w czasach głębokiej komuny. Brudne okna i firanki nie prane od zarania dziejów, dopełniały obrazu niczym z planu niskobudżetowego horroru. Staliśmy w ciszy, porażeni zastanymi warunkami. Wreszcie z głębi trzewi wyrwał mi się okrzyk:

– K…wa! Jak się nie napiję, to tutaj nie zasnę!

Niestety, napić się też nie było czego. Na szczęście wkrótce przyjechali znajomi z butelką „żubrówki”. Życie odzyskało sens, a domek przestał być aż tak upiorny. W przetrwaniu trzech kolejnych dni pomogła pogoda – przede wszystkim słońce, które wysuszyło śmierdzącą konstrukcję, a także umożliwiało spędzanie większości dnia na świeżym powietrzu. Do domku wchodziliśmy tylko w porze noclegu i wyłącznie po solidnym znieczuleniu się napojami wysokoprocentowymi.

Od tej przygody noclegów szukam osobiście i bardzo starannie staram się wybierać kwatery, ale i tak od czasu do czasu ponoszę porażki. Możecie o nich przeczytać w opowieściach o schronisku i agroturystyce. Stworzyłem też osobisty poradnik o tym, jak wybierać noclegi, aby nie zmarnowały nam wyjazdu.

rozczarowania w podróży
Wybór noclegu może okazać się bardzo rozczarowujący…

Sprzęt odmawia współpracy – przeciekający kajak

Pogoda tego dnia była wybitnie nie-kajakowa, ale my nie mieliśmy wyboru, musieliśmy przepłynąć ostatni odcinek rzeki, by dostać się do Kowna. Wiosłowanie utrudniał silny wiatr, który gonił wysokie fale po wodach szeroko rozlanego Niemna. Na domiar złego, mój wiekowy kajak składany marki „Neptun” zaczął pruć się ze starości. Zetlałe poszycie pokładu popękało w kilku miejscach. Przy ładnej pogodzie i spokojnej rzece, taka usterka nie miałaby żadnego znaczenia, ale przy wysokiej fali woda bez przeszkód wlewała się zimnymi strumieniami do środka.

spływ kajakowy
Jeszcze na spokojnych wodach i w całym kajaku (Kajak typu „Neptun”)

Na pierwszym postoju nad „Neptunem” zebrało się cała kajakarska grupa. Stojący wokół kajaka ludzie, swoimi światłymi radami, przywodzili na myśl średniowieczne konsylium lekarskie, gdzie jeden proponował puszczać krew, drugi przystawiać pijawki, a trzeci okadzać w dymie jałowca. Wszystkie rady były równie efektowne, co mało skuteczne. Ostatecznie wybraliśmy wersję oklejenia czarną folią. Łata prezentowała się tak samo pięknie, jak była nieskuteczna. Fale z dziecinną łatwością zdarły folię, która przez jakiś czas malowniczo powiewała z boku kajaka, niczym piracka bandera.

Płynęliśmy z wodą w kajaku i poza kajakiem, wrednym wiatrem w mordę i mokrymi ubraniami na sobie. Jedynie skutecznym narzędziem okazał się kubek, którym to płynąca ze mną Ilona, systematycznie wybierała wodę. Ja, z zaciśniętymi ze złości zębami, machałem wiosłem najszybciej, jak tylko potrafiłem. Nie wiem, kto bardziej się z nas napracował. Na biwak dotarliśmy nieziemsko zmęczeni i przemarznięci do szpiku kości. Na szczęście Ilona z bagażu wyciągnęła butelkę „Sutkinisa”, znakomitego litewskiego alkoholu, który nie tylko rozgrzał, ale i przywrócił uśmiech na twarzy.

Co może popsuć wyjazd? naprawa kajaka
Naprawa kajaka

Co może popsuć wyjazd? Czasami wszystko

Awaria kajaka zakończyła się happy endem, jednak bywają sytuacje, że sprzęt psuje się nieodwołalnie, dezorganizując przy okazji cały wyjazd. Doświadczyłem tego w czasach studenckich, gdy ze znajomymi wybrałem się na narty w Tatry.

W górach przywitał nas mróz, słońce i gruba warstwa śniegu. Pierwszego dnia jeździło się wybornie. Przepełniony radością odpiąłem narty po ostatnim zjeździe. Coś się nie zgadzało. Zaskoczony spostrzegłem, że jeden z butów narciarskich postanowił podzielić się na dwie części. Po krótkich oględzinach wiedziałem, że sezon narciarski w tym roku mam z głowy.

Pocieszała mnie myśl, że wolny czas spędzę fotografując wyjątkowo piękną i malowniczą zimę. Miałem ze sobą pożyczony od ojca radziecki aparat FED. To nie była naszpikowana elektroniką współczesna konstrukcja, której wszystko szkodzi. To był niezwykle prosty aparat mechaniczny. W FED-zie praktycznie nic samo z siebie nie miało prawa się popsuć, a jednak następnego dnia rano, aparat zdecydowanie odmówił współpracy.

Nie pamiętam dokładnie, jak spędziłem ten tydzień ferii – włóczyłem się bez celu po okolicy, a wieczorami któryś z bardziej zmęczonych kolegów pożyczał mi swoje narty, bym mógł nacieszyć się kilkoma zjazdami.

Nieszczęścia w podróży
Aparat FED, który podobno nigdy się nie psuł

Co może popsuć wyjazd – podsumowanie

Zazwyczaj blogerzy opisują wyjazdy, jako jedno, niekończące się pasmo sukcesów. Jednak, tak naprawdę niepowodzenia trafiają się nierzadko. Przeważnie radzę sobie z nimi na miejscu lub stanowią dla mnie cenną naukę na przyszłość. Takie przygody, gdzie nie wszystko szlo gładko i zgodnie z planem, są ciekawsze i lepiej się o nich opowiada. Bywa też tak, że los jest wyjątkowo niesprawiedliwy, a porażka niczego wartościowego nie wnosi w życie, jedynie pozostawia smutek i żal.

Jestem ciekaw, jaką macie strategię radzenia sobie z niepowodzeniami? Co zazwyczaj robicie, gdy przeciwności losu stają wam na drodze? Jak się zabezpieczacie podczas wyjazdów, aby zminimalizować ryzyko porażki? Jestem ciekaw wasze j odpowiedzi na pytanie – Co może popsuć wyjazd?

37
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
23 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
Piterpuch ze słówMałgorzataWalk With PhotographyMarta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
boja
Gość

Ja mam bardzo skuteczną strategię radzenia sobie z niepowodzeniami na wyjazdach. Po prostu nigdzie nie wyjeżdżam!

Maciej
Gość

To całkiem jak mój wujo z pływaniem, nigdy nawet się nie zachłysnął…

Matka na Szczycie
Gość

A my uwielbiamy się zapuszczać w boczne, dzikie drogi i specjalnie ich nawet szukamy, a im bardziej nieprzetarta trasa, tym dla nas lepsza 🙂 A co do Zamku Orawskiego, to mam go niemal na wyciągnięcie ręki i od lat planuję go zwiedzić, a ciągle się jakoś nie udaje…

Maciej
Gość

Ja mam zasadę „Alleluja i do przodu”, może z tego czy tamtego będę musiał zrezygnować, ale ogólnie musi wyjść do przodu. Samochód: Renia odmawiała współpracy kilka razy, raz na dwa dni przed wyjazdem na Warmię, ale rzutem na taśmę udało się naprawić napinacze i pojechaliśmy (choć z nadwyrężonym budżetem). Innym razem na Suwalszczyźnie rozsypało się łożysko w prawym przednim kole, ale starczyło na ruch miejscowy i powrót. Choć musiałem zrezygnować w wystawy Gotkiewiczów. Bywały i dziurawe kajaki i rozpadłe buty. Więc chyba nic poza ciężką chorobą albo kontuzją nie jest w stanie mnie zatrzymać. Zresztą dużo bardziej niż o siebie,… Czytaj więcej »

jotka
Gość

Doświadczyliśmy na własnej skórze niemal wszystkich wymienionych atrakcji. Za to nauczyliśmy się dobrze wybierać i mamy porównanie, więc przykre doświadczenia nie poszły na marne.
Czasem prawdziwym problemem są inni turyści, bo jeśli miejsce cudne, kwatera super, to znajdą się imprezowicze, przez których nie zmrużysz oka…

Beata
Gość
Beata

Hej! Do niepowodzen w czas podróży, dorzucilabym jeszcze kapryśną czasami pogodę; wiem o czym mówię, bo wlaśnie wracam z Alp, gdzie od wielu tygodni panuje piękna, słoneczna pogoda, oprócz ostatniego, podczas mojego pobytu…
Mont Blanc, jak kapryśna gwiazda filmowa, nigdy sie nie pojawił na scenie…
Ale, cieszę sie, bo mogę dołączyć do dyskusji

Królowa Karo
Gość

Takie wyjazdy „z przygodami” może dostarczają trochę stresu, ale z upływem czasu to właśnie je najlepiej pamiętamy i najchętniej wspominamy. Ja już tak mam, że każdą porażkę staram się przekuć w sukces, więc tak na szybko jedyna porażka wyjazdowa, która mi popsuła urlop to nieświeże jedzenie. Na wakacjach w Ustce zjadłam frytki smażone na wyjątkowo starym tłuszczu i jako właścicielka wrażliwego żołądka i wątroby spędziłam kolejne trzy dni umierając. Tego jedynego wyjazdu nie dało się przekuć w sukces, choć dzięki temu poznałam bardzo miłego i przystojnego pana farmaceutę, więc może jednak nie ma tego złego…

Jola
Gość

Może i u innych wyjazd nie jest tylko pasmem sukcesów, ale nie chcą się do tego przyznać. Lepiej wygląda świat idealny.

wojtek
Gość

W następnym poście na moim blogu opowiem o pewnej wyprawie samochodowej, podczas której przydarzyło nam prawie wszystko to, co nie powinno się przydarzyć nikomu podczas tzw. wakacji:))

wojtek
Gość

Bardzo Ci dziękuję Hegemonie za inspirację:)

Monia
Gość

W moich doświadczeniach jedynym czynnikiem, który może popsuć wyjazd, jest człowiek. Włóczę się po świecie w różnych składach, zdarzają się kłótliwe małżeństwa, wiecznie niezadowolone marudy, wulkany pretensji o wszystko, cwaniaczki, które w ramach własnego pakietu oszczędzania żerują na innych członkach grupy, nachalni miłośnicy, osoby z wyuczoną bezradnością… Mistrzem zepsucia był pewien doktor od nas z uczelni, który w sytuacji kryzysowej (zepsuty samochód pod Wrocławiem), nie tylko nie umiał zreorganizować programu (wystarczyło wsiąść w pociąg, a potem przesiąść się na PKS i zrealizować badania w czasie trwania naprawy), ale ten geniusz intelektu zaczął nas obrażać, obciążać winą za awarię auta i… Czytaj więcej »

Marta
Gość

No powiem Tobie miałeś wiele niespodzianek podczas tej podróży i jak zawsze pięknie tą historię odpowiedziałeś.Ja tak miałam lata temu z ówczesnym ślubnym, żałuję że nie opisałam tej historii bo naprawdę byłoby chyba warto 😀😀😀

Walk With Photography
Gość

Czytając o historii z samochodem przypomniała mi się moja. Co prawda nie wybierałam się wtedy na żadną długą wyprawę, tylko zawoziłam brata na przystanek. Miałam wrócić za pół godziny, ale niestety. Autobus zabrał mojego brata po dłuższej chwili czekania, bo była zima. Z radością przekręcam kluczyk w stacyjce, a Tico nic. Po chwili zorientowałam się, że nie wyłączyłam świateł i akumulator się rozładował. Szukałam telefonu, ale przypomniałam sobie, że przed wyjazdem się rozładował i zostawiłam go w domu. Mówię: no to super. Minus milion stopni, rano, ani żywej duszy w pobliżu, bo to wieś. Pozostało mi poświęcić godzinę pieszego powrotu… Czytaj więcej »

Małgorzata
Gość
Małgorzata

Przygoda! Takie hasło zapowiada zazwyczaj nieoczekiwane sytuacje i możliwość zobaczenia niespodziewanych rzeczy, miejsc i ludzi. Takim okrzykiem rozpoczynamy wakacje organizwane wraz z naszymi przyjaciółmi. Tratwy, kajaki, wypad na narty. Zazwyczaj wyprawy połączone ze zwiedzaniem ciekawych miejsc. Gdy tylko Krzyś z Anią wpadną na genialny pomysł podróżowania skrótami, wtedy juz jest pewne, że zabłądzimy i odkryjemy dotąd nieodkryte😀. Bagna, ruiny, bunkry. ..zawsze coś się znajdzie do zobaczenia☺….I jest fajnie przygodo 😃

puch ze słów
Gość

Hej. Prawie na końcu świata zgubiłam aparat… trzeba było szybko kupić nowy co nadwyrężyło budżet i szkoda straconych zdjęć wielka szkoda… Podróże to przygoda też o ciemniejszych kolorach. Pozdrawiam